
Właśnie zakończyły się kilkudniowe zdjęcia do filmu przyrodniczego o chruścikach. Pierwsze podejście zakończyło się niepowodzeniem. Gdy ekipa filmowa przyjechała z Warszawy zaczął padać deszcz. Po kilku godzinnych oczekiwaniach i sprawdzeniu prognozy pogody, filmowcy wyjechali… Przyjechali po tygodniu (pierwszy raz, gdy musieli wracać powtarzać zdjęcia!), w drodze z innego nagrania w Puszczy Kozienickiej. Tym razem w trakcie zdjęć też zaczęło padać, ale deszcz ograniczył się do pory sjesty. Pojawił się inny problem – zostało mało miejsca na dysku. Na szczęście z kłopotu wyratowała olsztyńska TVP.
Przyroda jest naszym turystycznym atutem i szansą na rozwój niebanalnej, całorocznej turystyki. Gdyby powstał taki serial jak „Ojciec Mateusz”, o przyrodzie naszego regionu wiedziałoby mnóstwo ludzi. I zechcieliby tu przyjechać, tak jak teraz jeżdżą do Sandomierza.
Jak na razie „Mazury cud natury” to slogan bez pokrycia w szczegółach. No bo po co tu przyjeżdżać? Zbierać grzyby, łowić ryby czy quadami rozjeżdżać lasy? Rozwieszanie banerów w środku Olsztyna (zdjęcie u góry) nie jest żadną promocją. Zachęca jedynie olsztyniaków do wyjazdu z miasta. Jeśli w ogóle ktokolwiek będzie wiedział o co chodzi. Poza tym, że te banery oszpecają miasto.
Branża kreatywna, zajmująca się reklamą i promocją, jak widać jest mało kreatywna. Ten wiszący baner jest w zasadzie chyba tylko dla zleceniodawcy, żeby widział, że coś robią. Ale przecież informacja ma trafiać do potencjalnego turysty z daleka a nie do olsztyńskich urzędników. Bo przecież jaki jest sens reklamować Mazury na Mazurach (pomijając, że Olsztyn jest na Warmii)?
Film o chruścikach w cyklu Dzika Polska finansowany jest z dotacji Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska. Dlaczego na Warmii? Bo poszukiwali tematu wodnego i trafiło na mnie oraz chruściki. Jest więc całkiem przypadkową promocją naszego regionu a nie skutkiem przemyślanej strategii. Zwabia kapitał ludzki a nie przemyślana strategia urzędu marszałkowskiego i wydawanych pieniędzy unijnych.
Co wiemy o przyrodzie Warmii i Mazur? Coś tam wiemy o kormoranach, bocianach, żurawiach i jeziorach. Że są. A to maleńki wycinek lokalnej i unikalnej bioróżnorodności. Żeby odkryć ogromne bogactwo przyrody wystarczy sięgnąć po istniejący kapitał ludzki (tu na miejscu – ale wprzódy trzeba w nim mieć rozeznanie). A wtedy okaże się, że wokół nas mnóstwo jest niezwykłych gatunków grzybów, roślin i zwierząt: erotyka bałtycka, niprzyrówka rzeczka, wieszczka północna, czarka austriacka, świtezianka dziewica, topielica i setki innych.
Zdjęcia do chruścikowego filmu kręcone były w rezerwacie Las Warmiński oraz w okolicach Łajsu. Filmowcy byli zachwyceni pięknem i bogactwem przyrody, którą im pośpiesznie pokazywałem (ech ten brak czasu w branży filmowej).
Marzy mi się, żeby z dużych pieniędzy na promocję turystyczną regonu wygospodarować trochę funduszy i nakręcić kilka filmów (cały serial) o naszej przyrodzie. I to filmów prawdziwie odkrywczych! Podpowiadałem ekipie filmowej z Warszawy kilka innych tematów i rozmówców z naszego regionu. Może się uda i będzie jeszcze jeden film o wrotkowej seksmisji, trwającej 80 milionów lat.
Film o chruścikach ukaże się Telewizji Polskiej w cyklu Dzika Polska – Bogatsze Życie. Program z przyrodą Warmii i chruścikami (Trichoptera) w roli głównej przygotowuje Tomasz Kłosowski (narrator), Tomasz Michałowski (zdjęcia) i Dorota Adamkiewicz (scenariusz i reżyseria). O wodnej przyrodzie Warmii w filmie o chruścikach opowiadało trzech olsztyńskich entomologów.
Cykl filmowy Dzika Polska – Bogatsze Życie opowiada o bogactwie świata istot żywych. Bioróżnorodnością w szerokim sensie nasz kraj może się szczycić, a myślę, że nasz region w szczególności. Takie filmowe, niebanalne opowieści o naszej przyrodzie mogłyby być znakomitą promocją Warmii i Mazur. I jestem przekonany, że gdyby udało się sfinansować cykl kilku-kilkunastu filmów, opowiadających o naszej niezwykłej przyrodzie, to efekt mógłby być podobny do serialu Ojciec Mateusz i promocji Sandomierza i Świętokrzyskiego.
Archiwalne filmy można obejrzeć w internecie na stronie www.dzikapolska.tvp.pl.
W Dzikiej Polce przyroda Warmii czy Mazur gościła bardzo rzadko do tej pory.


Będzie to opowieść o randce, konsumpcji i makabrycznych zdarzeniach. A wszystko to na moście w Olsztynie letnią porą…
Czekając wiele rzeczy niezwykłych można zobaczyć. Słońce prażyło, wiec zszedłem z mostu i schowałem się w cieniu drzewa, rosnącego przy Łynie. Z trawnika i z brzegów Łyny podrywały się dziesiątki owadów. Najpierw myślałem, że to chruściki wylatują na gody, na przykład wodosówki (Hydropsyche) – bo sporo ich żyje w Łynie. Ale równy lot wskazywał na inne owady – przecież chruściki poznałbym w locie… a dokładniej po ich charakterystycznym locie. Może jakieś jętki lub widelnice?






