Refleksje o kształcie uniwersyteckiej edukacji i potrzebnych zmianach

Trwa sezon rekrutacyjny na uczelniach wyższych i pojawiają się pierwsze komunikaty o naborze. W mediach można znaleźć informacje jakie kierunki cieszą się zainteresowaniem a które zamierają z powodu braku chętnych do studiowania. Pryz okazji na nowo odżywa dyskusja o niżu demograficznym. Jednak spadek liczby studiujących to nie tylko sprawa demografii ale i rynku pracy oraz niedostosowania jakości kształcenia. W tle toczy się cicha i powolna transformacja uniwersytetów. 

Szkoła wyższa  nie może być jedynie miejscem przechowywania i przekazywania wiedzy zgromadzonej w starych, grubych księgach. Nauczyciel akademicki nie może być już wszechwiedzącym mędrcem, a studenci biernymi odbiorcami wykładów. Specjalizacja naukowa powoduje, że nauczyciele akademiccy opowiadają o bardzo wąskich zakresach wiedzy. Przy okazji – niczym pliszka, która swój ogonek chwali – starają się swoją specjalność, swój przedmiot uczynić wiodącym i zapewniającym wystarczającą liczbę godzin. W niżu demograficzny ta tendencja jeszcze bardziej się nasila i w rezultacie programu studiów czy specjalności bardziej przypominają efekt przepychanki niż dobrze przemyślaną całość). Dobre kształcenie wynika z pracy zespołowej i współdziałania wielu pracowników. Indywidualna, w jakimś sensie egoistyczna i krótkowzroczna rywalizacja szkodzi wszystkim, i studentom (bo są źle wyedukowani) i pracownikom (bo stracą prace w wyniku braku studentów). Gorsza całość to mniej studentów… i systematycznie rosnące kłopoty z godzinami. O przetrwaniu i rozwoju uniwersytetów przesądzi realna umiejętność pracy zespołowej pracowników. Godzina prawdy dla społeczności akademickiej właśnie nadchodzi…

Dzisiaj nie wystarczy zwykły podział wiedzy na poszczególne przedmioty, tak jak to było od dziesięcioleci. Wiedzy jest zbyt dużo, aby nauczyć wszystkiego. Ponadto wiedza się szybko zmienia. Trudno więc nadążyć i wypracować sensowny kanon niezbędnej i zrównoważonej wiedzy, podzielonej na sensowne przedmioty. Właśnie dlatego w kształceniu uniwersyteckim równie ważne jest rozwijanie kompetencji społecznych, które umożliwią każdemu absolwentowi funkcjonowanie w realnym świecie i nauczą go samodzielnego uczenia się przez całe życie.
Musimy dać wędkę a nie rybę. Kształcenie ustawiczne staje się faktem. Wiedza uniwersytecka w dużym stopniu dezaktualizuje się już po kilku latach. To wina szybkiego postępu.

Kształcenie uniwersyteckie powinno koncentrować się na problemie (rozwiązywaniu konkretnego problemu). Każdy problem ze swej natury jest interdyscyplinarny i wielowątkowy. Trzeba więc nauczyć się rozwiązywać problemy i współpracować z ludźmi w zespołach.
Uniwersytet powinien być miejsce, gdzie ostatecznie młodzi ludzie nabędą te umiejętności. Czyli więcej praktycznych działań, mniej wykładów. Wykłady powinny być systematycznie przenoszone do internetu w formie e-learningu. Tak robią już uniwersytety amerykańskie, gdzie wiele treści w formie krótkich wykładów wideo w formie wolnego dostępu dociera w najdalsze zakątki świata. To jest nie tylko wsparcie merytoryczne własnych studentów ale i kształcenie nieformalne czy pozaformalne jak i ustawiczne. W tej otwartej edukacji jest i sprytna promocja. Bo po dalszą naukę ludzie idą do miejsc i osób już znanych.

Jak wynika z dostępnych dany już ponad dwie trzecie części naszej nauki przebiega w miejscu pracy. A więc już po studiach i w formie kształcenia ustawicznego.  W miejscu pracy powstają możliwości (wraz z internetem) oferujące różnorodne formy dokształcania oraz partnerską pomoc w nauce wśród współpracowników. Nawet poprzez portale społecznościowe w coraz większym stopniu pomagamy sobie na wzajem w uzupełnianiu wiedzy. Konektywizm nie jest tylko mrzonką pedagogów.

Pracodawcy narzekają, że umiejętności absolwentów są niewielkie, dlatego rośnie bezrobocie. Zbyt dużo wkuwania zbędnych i archaicznych treści, zbyt mało zajęć praktycznych i nauczania problemowego

"Z jednej strony umiejętności młodych pracowników, którzy kończą szkoły, są niedostosowane do tego, czego żąda rynek. Efekt? Osobom z najniższym wykształceniem najtrudniej znaleźć pracę. Z drugiej strony rośnie armia absolwentów wyższych uczelni, którzy lądują na nisko płatnych stanowiskach."

(czytaj więcej)

"W krajach lepiej rozwiniętych dużym problemem jest rosnąca liczba NEET-sów, czyli tych młodych, którzy nie pracują, nie uczą się, nie uczestniczą w stażach zawodowych. Średnio w państwach rozwiniętych do tej grupy należy 15,8 proc. młodych. Co szósty nastolatek nie robi nic.

Jak napisali autorzy raportu, "Kolejka bezrobotnych rośnie tak bardzo, że wielu młodych w pewnym momencie ją porzuca. Przestaje szukać pracy".
(czytaj więcej)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s