Spór o miasto deszczem wywołany

Spór, jaki ostatnio rozgorzał w olsztyńskich mediach o przyczynę podtopień, jest krótkotrwały i pełen emocji. Ale jest jednocześnie wywołany długotrwałym sporem o wizję miasta ogrodu. To długa dyskusja nad wizją miasta i inwestycjami. I ona szybko nie przeminie. Jeden deszcz i przypadek podsycił i ujawnił drzemiące od dawna emocje.

Symbolicznie w mediach moje wypowiedzi przeciwstawiane są opinii prezydenta Olsztyna – Piotra Grzymowicza. Czy za powodzie winne jest betonowanie miasta czy nie całkiem sprawna kanalizacja burzowa? Rzeczywistość jest tak złożona i wielowymiarowa, że pewnie jedno i drugie jest prawdziwe. Po wpisie na moim blogu najpierw odezwała się Gazeta Olsztyńska, potem TVP, potem przedrukowali na olsztyńskim portalu a na koniec (?) zadzwonili z Gazety Wyborczej. Pewnie dzisiaj jest w gazecie. Ale to są krótkie wypowiedzi. Szum medialny szybko przeminie, a problem pozostanie.

Problem z podtopieniami będzie się nasilał, bo jest kilka przyczyn. Po pierwsze konserwacja kanalizacji burzowej, po drugie zmniejszanie się powierzchni chłonnych dla wody w mieście w wyniku normalnej zabudowy i błędów w planowaniu, w końcu przyczyną są intensywniejsze opady, spowodowane zmianami klimatycznymi. Nie ma jednej, nawet dużej inwestycji, która by problem rozwiązła. Potrzebne są działania systematyczne i rozproszone. Tak jak z myciem rąk przed jedzeniem, które wielu chorobom zapobiega.

Bo nie ma bezpośredniego związku z zabetonowanie trawnika na ul. Wojska Polskiego a podtopieniami na Jarotach – zbyt duża odległość. Tak jak nie ma związku z tym, że Jaś rąk nie umył a  Kasia zachorowała. Jest jednak ogólny związek z brakiem higieny i chorobami "brudnych rąk".

Jest wiele inwestycji w Olsztynie, które zwiększają ilość powierzchni nieprzepuszczalnych dla wody. Pisałem o tym wielokrotnie i dlatego najpewniej olsztyńskie media do mnie wydzwaniamy. Podam może dwa kolejne przykłady. Na rogu Iwaszkiewicza i Tuwima powstał duży hipermarket, w miejscu terenów zielonych. To nie tylko powierzchnia sklepu, ale i duży parking. Parking wyłożony polbrukiem. A przecież wystarczyło zastosować powierzchnię ażurową – ta sama funkcja ale z częściową przepuszczalnością powierzchni. Żeby było śmieszniej ażurową kratownicę położono… jako chodnik dla pieszych (strasznie niewygodne, powierzchnia symboliczna i niewielka). Czy jeden parking spowoduje podtopienia? Nie, on tylko pogarsza ogólną sytuację. Czy od jednego papierosa dostaniemy raka płuc? Ale codziennie wieloletni palacz może tak stawiać pytanie i udawać, że problemu nie ma, ze palenie w ogóle nie szkodzi.

Drugi przykład – ulica Iwaszkiewicza. W naturalnym zagłębieniu, na trawniku z bajorkiem postawiono domy tzw. Trzy Wieże. Ubytek powierzchni wchłaniającej wodę. Ale dla wybudowanego tam sklepu wielkopowierzchniowego po drugiej stronie ulicy, w miejscu planowanego od ponad dekady parku, wybudowano polbrukowy parking. I znowu przybywa powierzchni betonowych (ubywa zieleni tak pożądanej przez mieszkańców!), po których woda spływa i gdzieś się musi gromadzić. A wystarczyło tylko zastosować kratownice ażurowe i uciążliwość byłaby mniejsza. Chodnika dla pieszych oczywiście do tej pory nie ma… Taka to inwestycja.

Trzeci bliski przykład, Aleja Warszawska, asfaltową jezdnię poszerzono na buspasy a na rozległym terenie zielonym budowany jest wielki apartamentowiec. Znowu ubywa terenów zielonych a przybywa nieprzepuszczalnego "betonu". Nie da się zbyt długo zamiatać pod dywan – prędzej czy później widać będzie górkę i śmieci przypadkowo rozsypią się po całym pokoju. W najmniej oczekiwanym momencie.

Miasto musi się rozwijać i nie protestuję przeciw inwestycjom jako takim. Ale wskazuję na fakt, ze brakuje inwestycji i działań kompensujących te negatywne hydrologicznie skutki. Przy takim trendzie nie trzeba być prorokiem by przepowiadać coraz częstsze podtopienia. Bo system kanalizacji musi odbierać coraz więcej wody z coraz większej powierzchni. Przy przeciążeniu nawet drobne kłopoty z piaskiem czy śmieciami w kanalizacji kończyć będą się zalaniami.

Na dodatek w związku z ociepleniem klimatu w ciągu wielu lat możemy spodziewać się intensywniejszych opadów niż kiedyś. Tak więc obiektywna, zewnętrzna sytuacja wskazuje, że powinniśmy wyprzedzająco i roztropnie działać. Chodzi więc nie tylko o niepogarszanie dotychczasowej struktury ale wyprzedzające przygotowanie się na coraz intensywniejsze opady. Stara sieć kanalizacyjna nie jest na to przygotowana i nie ma szansy na odkopanie całego miasta i położenie nowej, znacznie bardziej przepustowej kanalizacji. Sposoby zaradzenia są już znane i na świecie stosowane, nie trzeba więc odkrywać Ameryki na nowo. To, o czym piszę nie jest nauką (odkrywanie nieznanego) a jedynie popularyzacją istniejącej już wiedzy.

Przykład i porównanie

Zanim przypomnę znane już na świecie fakty, posłużę się przykładem. Proszę przypomnieć sobie albo niedzielną mszę świętą w kościele albo jakiś seans w kinie czy teatrze. Jak to jest, że gdy wchodzimy do kościoła, kina, teatru to tłoku przy wejściu nie ma. Ale jak wychodzimy to ścisk i tłok już jest? Przecież tyle samo ludzi i te same drzwi? Różnica polega w czasie – na ogół wchodzący przychodzą w różnym czasie i moment wchodzenia jest rozciągnięty na dłuższy okres. Ta sama liczba ludzi, gdy próbuje wyjść w jednym momencie, powoduje tłok i zator. Czy mamy mówić, że wyjście za małe i należy poszerzyć? Jeśli są dodatkowe wyjścia – to są otwierane. A jak nie ma? To wystarczy, gdy część osób opóźni nieco swoje wstawanie z ławek czy kinowych foteli. Na tym polega retencja w odniesieniu do wody. A co, jeśli na skutek zmian klimaty w pomieszczeniu znajduje się więcej wody-ludzi niż zwykle? Każde dodatkowe, nawet małe, wyjście awaryjne jest przydatne.

Jakie są potrzebne działania w mieście?

Zamiast zmniejszania ilości powierzchni przepuszczalnych dla wody trzeba zwiększać powierzchnię chłonną. To są trawniki (jak na fotografii górnej), to są ażurowe parkingi itd. Na to nie trzeba większych nakładów tylko wiedzy i wyobraźni. Ale są i nowe rozwiązania tak jak zielone dachy (niższa fotografia) – nie tylko upiększają miasto ale i zwiększają retencję wody. Takie powinny być już na wszystkich nowych inwestycjach, zwłaszcza tych wielkopowierzchniowych (nieznacznie zwiększą koszty budowy). Na dodatek odfiltrowują z powietrza pyły (szkodliwe dla zdrowia ludzi w mieście).

W końcu można część wody z dachu, spływającej rynnami, odprowadzać przynajmniej w części od razu do gruntu lub małych, podziemnych i przesiąkliwych zbiorników wodnych. Wszystkie takie liczne i rozproszone powierzchniowo działania powodują, że po każdym deszczu mniej wody trafia do kanalizacji burzowej oraz spływa ona wolniej, w dłuższym okresie, co ułatwia odprowadzenie kanalizacją z miasta.

Potrzebne są też natułane zbiorniki retencyjne w postaci szerokiej, nie zabudowanej doliny zalewowej rzek. Bo jeśli całą wodę i to w krótkim czasie odprowadzimy z dużego miasta… to pojawi się problem fali powodziowej poniżej miasta dla innych miejscowości i terenów. Nie żyjemy w próżni. Takie tereny zielone jak dawne Jezioro Płocidugi na przeciw Brzezin i tereny zalewowe powyżej Olsztyna są naturalnymi, potencjalnymi zbiornikami retencyjnymi dla dużej wody, która od Rusi i Bartąga ewentualnie mogłaby do nas się zbliżać (po jakiejś intensywnej ulewie). Niech tam ta woda w części się czasowo zgromadzi… to Łyna w mieście nie wyleje.

Planowanie inwestycji w mieście to nie łatwej zadanie. Trzeba o wielu rzeczach wyprzedzająco pomyśleć. A dyskusja wokół ostatnich podtopień jest tylko częścią debaty o kształt miasta, od dłuższego czasu trwającej. Miasto dla ludzi czy parking dla samochodów lub poletko dla inwestorów?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s