W tradycyjnych świętach zachowało się wiele archaizmów, nie tylko kulinarnych. Przygotowujemy tradycyjne potrawy, mimo że na co dzień ich już nie jemy. Wypowiadamy tradycyjne świąteczne pozdrowienia, mimo że już nie rozumiemy ich pełnego (pierwotnego) znaczenia. Czysty rytuał. Tak jest i z noworocznym „Do siego roku” a może Dosiego roku? Ma znaczyć coś dobrego, odprawiamy rytuał. A co znaczy fajny, zajebisty itd.? Też nie rozumiemy dokładnie i nie objaśnimy, tylko tak mniej więcej, emocjonalnie (raczej mniej niż bardziej).
Wielokrotnie przez lata wypowiadałem tę formułę (do siego roku), bo… tak się z okazji Nowego Roku robi. I inni tak robili. W tym roku jednak coś mnie zaczęło nurtować, co to znaczy „siego roku”. Przekonałem się po raz kolejny, że wiedza ma charakter całościowy. Kiedy czegoś nie rozumiemy to próbujemy tłumaczyć sobie, wedle obecnej wiedzy i porównywać do tego, do czego podobne (co już znamy). A że w systemach tak jak w życiu wszystko się zmienia, to i w języku zmieniają się konteksty a przez to i interpretacja.
Nie znamy współcześnie żadnego „siego”, więc chętniej pisali byśmy „Dosiego roku”. Bo Dosię to już znamy, jako np. zdrobnienie od Doroty. Więc w dawniejszych interpretacjach znajdujemy wyjaśnienie, jakoby pewna Dosia długo żyła w zdrowiu. Więc sobie życzymy ponoć Dosiego wieku (roku) dożyć. „Siego” podobne jest do słowa „wszelkiego”, „wszystkiego” czy bardziej po wschodniemu „wsiego” – więc i taka interpretacja zrodziła się w niejednej głowie. Więc „do siego roku” niby znaczyć miało do wszelkiego, wszystkiego roku (ale sensu to nie ma). Myślimy całościowo, próbujemy racjonalizować niezrozumiałe.
W biologii liczy się nie tylko obecne, zewnętrzne podobieństwo (analogia) ale i przeszłość czyli homologia. Dlatego trzeba poznawać filogenezę. Bez przeszłości nie zrozumiemy teraźniejszości, także i w języku. Do siego roku to tradycyjne życzenie noworoczne. Ale okazuje się, że jeśli poznać genezę tego powiedzenia, to w Nowy Rok nie ma sensu go wypowiadać. Pierwotnie było choć było wigilijno- Bożonarodzeniowe życzenie i miało wtedy sens.
Prawdziwy sens życzenia „do siego roku” znalazłem w wyjaśnieniach filologa (Agata Olejniczak ) z Uniwersytetu Gdańskiego. „(…) aby wytłumaczyć jego znaczenie, trzeba sięgnąć aż do języka prasłowiańskiego, ponieważ słowo siego jest dopełniaczem staropolskiego zaimka wskazującego. Jego postać pierwotna brzmiała sь czyli ś, si, znaczył on tyle, co „ten” (miał on jeszcze rodzajowe odpowiedniki sia – „ta” i się, sio – „to”), a cała odmiana (w l. poj.) wyglądała tak: M. sь (ś, si), D. siego, C. siemu, B. sь (ś, si), N. sim, Ms. siem. Tak więc do siego roku to znaczy do tego roku. Dawniej Do siego roku! było formułką życzeń wigilijnych. Podczas kolacji dzielono się opłatkiem i mówiono: Życzę ci, kumie, sąsiedzie, „do siego roku”, w domyśle: obyś doczekał w zdrowiu „tego roku, który nadejdzie”. Zaimek ten możemy również odnaleźć w kilku frazeologizmach np. ni to, ni sio; tak czy siak; taki, siaki i owaki.”
źródło: http://www.polonistyka.fil.ug.edu.pl/?id_cat=295&id_art=1253&lang=pl

Przypuszczam, że rok 2015 upłynie pod znakiem klimatycznych klęsk żywiołowych i… narzekaniu, że to wszystko to spisek tak zwanych ekologów. Do spisku ekologów zapewne czasem trzeba dorzucić komary (bo i takie komentarze spotykałem). Rok 2014 okazał się najcieplejszy globalnie (tak jak prognozowano) od dłuższego czasu (pomijam okresy sprzed milionów lat). Gorsza jest jednak stała tendencja zwyżkowa, za którą wielu klimatologów „obwinia” antropogeniczne zwiększenie zawartości w atmosferze gazów cieplarnianych. Na plamy na słońcu, wybuchy wulkanów i kilka innych czynników wpływu w zasadzie nie mamy. Natomiast na emisję dwutlenku węgla ze źródeł antropogenicznych to potencjalnie wpływ mamy. Ale nie chcemy podejmować niepopularnych decyzji. Populizm jest atrakcyjniejszy niż odpowiedzialność.
Przeczytałem wspaniałą książkę Mariusza Urbanka pt. „Genialni. Lwowska szkoła matematyczna”. Niesamowicie pouczająca lektura. Można zrozumieć, dlaczego jeden z największych sukcesów naukowych Polski zrodził się w prowincjonalnej uczelni, we Lwowie. Na marginesie Warszawy i Krakowa. Była to prowincja. Ale z ambicjami. I nie zabrakło kilku osób z fantazją. Lwowska szkoła matematyków jest wielkim osiągnięciem i wkładem Polski w światową naukę.
Podróże kształcą, nawet te około świąteczne. A koniec roku sprzyja dodatkowo refleksjom. Jadąc na święta kupiłem bilet autobusowy przez internet. Wygoda spora, bo nie musiałem kilka dni wcześnie jechać na dworzec, by kupić bilet w przedświątecznym terminie. Ale teraz naszła mnie refleksja. Prace wykonała maszyna, zaprogramowana maszyna. Wygoda dla mnie jako konsumenta. Ale ktoś nie ma pracy, ktoś jest zbędny. W rezultacie pracy nie ma człowiek.
W rozgadanej rzeczywistości życzę moim Czytelnikom (tym regularnym i tym przypadkowym) ciszy, nudy i spokoju. Wyciszenia – bo wtedy słyszymy więcej. By swoje myśli usłyszeć, błąkające się po zakątkach umysłu. Życzę zadumy i refleksji i niespiesznych rozmów przy pracy. Jeśli nie przy łuskaniu fasoli to przynajmniej przy kręceniu maku, lepieniu pierogów, sprzątaniu mieszkania, modlitwie, malowaniu dachówek czy starych, pozornie już niepotrzebnych butelek i słoików. Nie trzeba wielu słów, nie trzeba spektakularnej aktywności. Ot tak, po prosu pomilczeć, byle w towarzystwie. A przy pracy wspólnej i dla dobra wspólnego (bo czymże innym jest wigilijna wieczerza, pasterka czy kolędowanie) mówić wiele nie trzeba. Wystarczy świadomość bycia razem obok siebie. Kontemplacja zwykłą pracą czy codzienną modlitwą. A z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia życzę radości z odkrywania sensu. I powolnego życia w Nowym 2015 Roku.
Niedawno pan redaktor w Radiu Zet Gold, w czasie audycji, zapytał, kiedy ostatnio byłem w bibliotece. Dawno, w październiku… i to wcale nie po wymianę książek czy w celu poczytania lektury fachowej lub rozrywkowej. Była to wystawa. Dzisiaj też byłem, zabrać butelki z wystawy. Ale coś zaniosłem, trochę książek naukowych, jako darowiznę. Bo pomyślałem, że żeby częściej bywać w bibliotece, to trzeba tam zanieść swoje książki. Kiedy zechcę do nich sięgnąć, to przyjdę…
Być może dlatego, że siedzimy więcej przed monitorem a mniej na łące czy w lesie? Być może ze względu na modę na geny i biologię molekularną? Nie wiem dlaczego, ale skala zapominania wiedzy przyrodniczej i biologicznej jest zatrważająco duża. Od lat publicznie zwracam uwagę na błędy w zapisie nazw łacińskich (naukowych) gatunków roślin, grzybów i zwierząt. Pojawiają się nie tylko w prasie codziennej, ale nawet książkach naukowych (tyle, że humanistycznych).
Studentem byłem dawno, teraz jestem po drugiej stronie katedry. Ale dzięki własnym dzieciom i dzieciom znajomych możemy czasem zobaczyć studencki punkt widzenia. I taki studencki punkt widzenia mocno mnie ostatnio zaskoczył. Działo się to na trudnym kolokwium czy jakimś egzaminie. W pewnym momencie wykładowca wyszedł z sali. Studenci zostali sami. I nikt nie ściągał, chociaż było to możliwe. Wbrew obiegowym stereotypom o młodzieży. Czy ta młodzież była wyjątkowa i nietypowa?
Kręte i długie są drogi wymyślania nowych rozwiązań. W zasadzie hipertekst istniał od dawna (przynajmniej w formie zalążkowej). Bo czym innym są powołania, cytaty i cytowanie? Odsyłaniem do innych źródeł, zarówno w celu „znajdź więcej na ten temat” jak i uwiarygodnienia. Ba, nawet w kulturze oralnej było odwoływanie się „a iksiński powiedział, widział etc.”.