Każdy pretekst jest dobry by podyskutować o potrzebie zmian w edukacji na każdym szczeblu. Zmian na lepsze. Wczoraj ponarzekałem (Zadanie dla sześciolatka, z którym profesor biologii poradzić sobie nie może), ale wyszło coś dobrego i pozytywnie pouczającego (przynajmniej dla mnie). Wszystko na dobre można zamienić. Nawet błędy. Do tego jeszcze wrócę.
Poprosiłem studentów o podanie rozwiązania dla błędnie opisanego ćwiczenia w zeszycie do ćwiczeń dla pierwszej klasy podstawowej. I z tej studenckiej dyskusji wyniknęło coś sympatycznego i pozytywnego. Coś sobie uświadomiłem. Moje poszukiwanie opierało się na poszukiwaniu sensu biologicznego, jakiejś logiki, spójności merytorycznej. Podobnie poszukiwali niektórzy studenci i też rozważali czy sosnowa igła to liść czy nie liść w sensie botanicznym. Ale szybko przystali w dyskusji na popularne rozróżnienie na liście i szpilki drzew iglastych. Analizowali siedlisko życia zięby oraz drzew jakie w tym siedlisku rosną, by na tej podstawie wywnioskować jaka odpowiedź byłaby najbardziej poprawna z biologicznego punktu widzenia. Oczywiście, oryginalne zadanie dotyczyło utrwalania literek i zmiękczeń, ale przecież świat jest całością. Spójną całością. Logika i prawa przyrody nie przestają obowiązywać na języku polskim (nauczaniu zintegrowanym)…. Zbyt wąskie kształcenie, swoiste klapki na oczach, powoduje tworzenie takich błędnych zapisów.
Młode pokolenie cyfrowych tubylców myśli inaczej (warto to ciągle sobie uświadamiać, w przeciwnym razie będziemy uważali studentów za leniwych i głupich, bo inaczej postępują niż sobie wyobrażamy, że powinni, czyli tak jak my). Kiedy proszę mojego syna o pomoc w różnych sprawach, czasem komputerowych, to mówi mi tak „skoro Ty masz problem, to najprawdopodobniej inni ludzie wcześniej też mieli ten problem i szukali rozwiązania. Możliwe, że to rozwiązanie już jest.” I googla lub szuka w specjalistycznych serwisach. Najczęściej ma racje. W zasadzie zawsze, tylko trzeba umiejętnie poszukać. Szybko udaje się znaleźć rozwiązanie. Warto korzystać z doświadczenia innych, a pokolenie cyfrowych tubylców nauczyło się sprawnie wyszukiwać informacje. My się gubimy.
I moi studenci też tak szukali. Po kilku minutach pojawiła się odpowiedź: „Odpowiedzią podobno ma być „topoli”. Bo niby w jakiejś czytance powiązanej z tym zeszytem ćwiczeń jest tekst, w którym pojawia się zdanie „zrobiłem zdjęcie ziębie, która śpiewała na topoli”. [źródło: http://zadane.pl/zadanie/9052129%5D”. Czyli student zajrzał do odpowiednich serwisów z pomocami do zadań domowych, gdzie sobie uczniowie pomagają. Najzabawniejsze jest to, że było to zgłoszone jako zadanie do gimnazjum na język polski „Dokończ wierszyk; Kazio niesie Zuzi bazie. -To koniec zimy! – woła. Zięba śpiewa pieśń o wiośnie, zielenią się listki na… Potrzebne na dziś!”. Młode pokolenie w internecie uczy się współpracy i bezinteresownej pomocy innym. Nagrodą jest satysfakcja i wirtualny prestiż. Do takich zachować nawiązuje grywalizacja (gamifikacja), wprowadzana jako metoda do szkół i uniwersytetów.
Ale wrócimy do młodych ludzi rozwiązujących zadanie. W odpowiedzi było odwołanie się do czytanki z pierwszej klasy (w komplecie do zeszytu ćwiczeń,). Podano nawet numer strony (wyżej zdjęcie tej strony). Jeszcze zabawniejszy jest jeden z komentarzy (serwis uczniowskiej pomocy), że to proste i trzeba czytać ze zrozumieniem. Bo skoro w czytance jest o topoli… to listki zielenić się mogą tylko na topoli…. Ale moim zdaniem nie jest to uczenie się (czytanie) ze zrozumieniem, tylko na pamięć, ćwiczenie odtwórcze. I wprawa w odgadywaniu jaka odpowiedź jest pożądana (oczekiwana) przez nauczyciela. Weryfikuje się przez to, co powiedział nauczyciel lub jest w podręczniku, a nie przez eksperyment, falsyfikację, odwołanie do praw przyrody. Weryfikuje się czy uczeń „uważał” na lekcji a nie czy rozumie prawa przyrody w szerokim sensie.
Niemniej logika uzasadniania dla topoli (jako poprawnej odpowiedzi), wykorzystana przez studenta, była jak najbardziej poprawna i dobrze uzasadniona (dodatkowo poparta innymi informacjami i ilustracjami). Skoro w ministerialnej czytance jest topola, to w przygotowanym zeszycie do ćwiczeń powinna się pojawić. Był to sposób na odgadnięcia dlaczego autor ćwiczenia użył takich a nie innych słów. Czyli wyjaśnienie co być może „poeta” miał na myśli, pisząc takie polecenie dla pierwszoklasistów. Teza dobrze udokumentowana i uzasadniona.
Jeśli sprawdzamy wiedzę faktograficzną, to uczniowie i studenci szybko sobie z tym poradzą. Z wykorzystaniem internetu, nawet w telefonie komórkowym. Praktycznie sprawdzamy tylko umiejętność odszukiwania. I to jest cenna umiejętność, cenna kompetencja. Byle byśmy wiedzieli, że ćwiczymy zupełnie coś innego niż myślimy, że sprawdzamy. To nie studenci są głupi tylko nasze testy i egzaminy bywają głupie. Mimo zadęcia naukowością, przesyceniem trudnymi i specjalistycznymi słowami, czasem nic sensownego nie zawierają i niczego mądrego nie sprawdzają. Wspomniane testy i kolokwia.
I jeszcze jedna, dowcipna odpowiedź: „Zadzwoniłam do mojej mamy, która uczy akurat w 1 klasie, może coś zaradzi”. Dowcip i korzystanie z wiedzy innych ludzi, dostępnych w realu. Ten sposób myślenia jest charakterystyczny i dla mojego pokolenia. To już trzeci sposób, jedni biorą na logikę i szukają sensu, inni sprawdzają w internecie jak inni rozwiązali (bo po co odkrywać Amerykę na nowo), a jeszcze inni dzwonią do mamy. Ile ludzi tyle pomysłów.
Można na to spojrzeć inaczej. Każda odpowiedź jest ważna byle była dobrze uzasadniona. Wtedy uczymy myślenia, wiązanie faktów i wyszukiwania między nimi relacji, uczymy dyskusji i argumentowania. Może to trochę za ambitne na pierwszą klasę szkoły podstawowej, ale w starszych klasach i na studiach warto tego uczyć. Nie odtwarzania ale tworzenia, ćwiczenia w myśleniu i przekonywaniu. Szkoła polska (i w dużej części uniwersytety także) namiętnie uczy wiedzy odtwórczej: przekazuje informacje i odpytuje czy zostało należycie zapamiętane. Nie ważne czy jest sens i spójność. Ważne czy „było na wykładzie” „lub w podręczniku”. Nawet błędy można wykorzystać do tego by ćwiczyć uzasadnianie. Nie ważne jaka odpowiedź, ważne czy dobrze uzasadniona.
Kolejnym sposobem uzasaniania studentów biotechnologii było odwołanie… do literatury. Ktoś sobie przypomniał wierszyk i wskazał na dąb: Usiadła zięba na dębie:/„Na pewno dziś się przeziębię!/ Dostanę chrypki, być może,/ Głos jeszcze stracę, broń Boże,/ A koncert mam zamówiony/ W najbliższą środę u wrony. Argument równie dobry, bo przecież literacki a o naukę literek chodziło.
I jeszcze inna argumentacja: „Może chodzi o klon? Ogólnie wierszyk przepełniony jest zmiękczeniami głoski ŹET („Ź”) co po zmiękczeniu daje Zi. A w wyrazie „klonie” mamy zmiękczenie głoski EŃ czyli „ni” .
I były też kreatywne, fantazyjne odpowiedzi, bazujące na dowcipie i wiedzy biologicznej, np. w formie rymowanego wierszyka (autor zeszytu do ćwiczeń mógłby się od studentów biotechnologii nauczyć pisania prostych, rymowanych wierszyków) „Kazio taki roztargniony, chce się oświadczyć bo szuka żony. Bukietu róż z tego wszystkiego zapomniał i po bazie na brzeg szybciutko pognał. A zięba która na sośnie siedziała temu całemu cyrku podśpiewywała (…) Za nisko na sośnie siedziała, miauczenia kota nie usłyszała. Kocur był głodny, wysoko skakał i biedną ziębinę za ciałko złapał. I taki to koniec smutny ziębiny, za to Kazio był bardzo szczęśliwy! Zuzia buziaka na koniec mu dała, a sosna topolą się okazała.”
Studenci znaleźli więcej rozwiązań i wiele ciekawszych uzasadnień niż ja. A najważniejsze, że potrafią budować fabułę. A to ważne do wygłaszania referatów tak, by być słuchanym.
Wszystko na dobre można zamienić. Nawet błędy. Swoje czy cudze. Nie bójmy się popełniać (lub wyszukiwać) błędów. Bo można je poprawić, bo świadczą o poszukiwaniu, uczeniu się. A straty czasu (gdy nie próbujemy) w żaden sposób nie odzyskamy. Maszyny czasu nikt jeszcze nie wynalazł.

W pośpiechu i z nastawieniem na wiedzę pamięciową różne dziwne rzeczy powstają. Wyżej przykład z zeszytu do ćwiczeń, pierwsza klasa szkoły podstawowej, poważne wydawnictwo. Żona poprosiła o pomoc „może Ty, jako biolog. powiesz jaka jest poprawna odpowiedź?”. Spojrzałem i zbaraniałem. Uczciwie przyznaję, że nie wiem. A nauczyciel musi wiedzieć… lub udawać, że wie.
Bez wątpienia rodzi się nowa tożsamość regionalna, ale jak nazwać region o tak burzliwej historii i ciągłych zmianach? Odwoływanie się do przeszłości: Prusy, Prusy Wschodnie, Warmia, Mazury, itd. jest ułomne i samoograniczające. Nic dziwnego, że ciągle pojawiają się nowe propozycje.

Kwitnące wierzby, zwane baziami i kotkami, nieodłącznie kojarzą się z wiosną. Kwiaty niepozorne ale owadopylne. Nie muszą się podobać, by zwabiać, bo wiosenna konkurencja jest niewielka. A wiatr wieje nie zważając na urodę czy brak urody brzozy, leszczyny (te są wiatropylne dla odmiany). Wierzbowe kotki pojawiają się nieco później niże te brzozowe czy leszczynowe. Skoro owadopylne to muszą „poczekać” na owady.
No i nie mogę uwolnić się od tej nieszczęsnej internetowej Encyklopedii Warmii i Mazur. Pan prof. J. Gancewski
W sprawie E-encyklopedii Warmii i Mazur zostałem wywołany (wbrew swej woli) do tablicy. Ze współpracy w tym projekcie definitywnie zrezygnowałem na początku lutego 2014 roku, po ponad 9. miesiącach zmagań. Dla mnie sprawa była zamknięta – no cóż, po prostu się nie udało. Ale gdy ukazał się
Żyjąc w krainie tysiąca jezior, gdzie wody mamy teoretycznie pod dostatkiem, trudno sobie wyobrazić, że dobrej wody pitnej i tej dla rolnictwa zaczyna brakować. Niedawno byłem
W czwartek 19 marca br. miało miejsce sympatyczne zakończenie stażu w małym przedsiębiorstwie z branży turystycznej. Sympatyczne, bo na zakończenie półrocznego stażu w małym przedsiębiorstwie z woj. warmińsko-mazurskiego otrzymałem statuetkę – anioła innowacyjności (czytaj więcej
Współczesna biologia dużo zmienia. Unieważnia dawne sądy i interpretacje. Bo czyż nie uważaliśmy, że tylko małym dzieciom mówi się – gdy pytają skąd się wzięły na tym świecie – że dzieci znajduje się w kapuście? Jeszcze do niedawna mówiliśmy to z przymrużeniem oka. Przecież wszyscy wiedzą, że dzieci się rodzą. Ale czyż daleka jest droga od zapłodnienia in vitro, manipulacji genetycznych, poprawianiu genotypu…, do znajdywania dzieci w kapuście? Może nie dosłownie, ale przecież nic już nie będzie takie jak dawniej. Przez ciekawość naukowców i przez nauki biologiczne.