
Żółta żaba jest ewidentnym rarytasem i osobliwością. Chyba rzadko się spotyka takową w przyrodzie. Bo pierwszy raz się z czymś takim spotkałem i to dzięki przyrodniczej grupie na Facebooku. Grupie wzajemnej pomocy przy identyfikacji i wzajemnej fascynacji polską przyrodą. No dobrze, mamy żaby brunatne, mamy zielone, ale żółte? Może to jakaś egzotyczna i uciekła komuś z hodowli? Albo ktoś bezmyślnie sam wypuścił? Przecież już od czasu do czasu w naszych rzekach złowić można nawet piranie. O żółwiach czerwonolicych nie wspominając. Gatunki obce mogą być groźne dla rodzimej bioróżnorodności, więc takie lekkomyślne wypuszczanie „na wolność” może nieść fatalne skutki.
Wiosną żaby niektórych gatunków zmieniają kolor. Na przykład brunatna żaba moczarowa (Rana arvalis)…. robi się niebieska. To znaczy samce w czasie godów stają się niebieskie. Do żab brunatnych naszych krajowych zaliczamy dwa gatunki, do siebie podobne i na brązowawo ubarwione: żaba trawna (Rana temporaria) i wspomniana żaba moczarowa. No i mamy jeszcze gatunki żab zielonych, które jak nazwa wskazuje są zielone. Ale żółtych żab u nas nie było, przynajmniej na wolności. Uczynni przyrodnicy z facebookowej grupy zasugerowali, że ta żółta żaba to żaba zielona, a konkretnie to żaba jeziorkowa, tylko jakoś dziwnie ubarwiona.
Żółta żaba sfotografowana przez Katarzynę Bałakier, znaleziona została w tym roku w Białymstoku, w Stawach Dojlidzkich (kompleks stawów o łącznej powierzchni około 140 ha, powstałych w wyniku spiętrzenia rzeki Białej i zalania wcześniejszych stawów rybackich). Ale jak się okazuje nie jest to pierwsze stwierdzenie żółtej żaby w Polsce.
Nie tak dawno, będzie już z lat kilkadziesiąt (bo czymże jest pół wieku wobec wieczności lub tylko historii ludzkości), polski uczony Leszek Berger na przykładzie żab zielonych odkrył zjawisko hybrydyzacji międzygatunkowej. Odkrycie długo przeleżało prawie nie zauważone, bo w gruncie rzeczy było wywrotowe. Jak to, gatunki mogą się krzyżować i wydawać płodne potomstwo? Sprzeczne z obowiązującą teorią! Wynikało z nich (z tych badań Leszka Bergera), że żaba wodna (Rana esculenta) nie jest gatunkiem tylko jakimś mieszańcem, i że jest to płodny mieszaniec (hybryda) żaby jeziorkowej (Rana lessonae) i żaby śmieszki (Rana ridibunda). Z wynikami badań prof. Bergera nie zgadzało się wielu polskich i zagranicznych uczonych, uważanych za wybitnych. Niektórzy wręcz zabraniali mu pisać o tych odkryciach, uważając je za bzdurę a co najmniej pomyłkę. Bowiem nie pasowały do ówczesnego systemu wiedzy. Były zbyt rewolucyjne. Teoretycznie w nauce powinny mieć znaczenie eksperymenty, fakty i argumenty a nie przekonania. No cóż, z na prawdę rewolucyjnymi badaniami nie jest łatwo się przebić. Dziś znajdujemy je w każdym przyrodniczym podręczniku.
Leszek Berger pewien był swoich wyników, dlatego w 1965 r. napisał pracę habilitacyjna pt. „Systematyka żab zielonych”. Ale wyniki uznano za niezgodne z ówczesnym stanem wiedzy i rady wydziału Uniwersytetu A. Mickiewicza w Poznaniu, a następnie Uniwersytetu Jagielloński odrzuciły jego habilitację. Rozprawę habilitacyjną udało się obronić dopiero w 1969 roku w Akademii Rolniczej w Poznaniu. Znaleźli się uczeni, którzy starannie prześledzili wyniki badań i wystawili im pozytywną recenzję. Od 1971 roku wyniki Bergera zostały wielokrotnie potwierdzone metodami molekularnymi. A teraz zjawisko hybrydyzacji jest powszechnie uznawane i potwierdzane na wielu różnych gatunkach.
Hybrydogeneza jest powszechnie opisywana u ryb, roślin (poliploidia). Problem teoretyczny dalej pozostał, ale przynajmniej już publikują wyniki takich badań. Wiemy, że istnieje zjawisko, ale jeszcze nie wbudowaliśmy w ogólny system wiedzy, w dobrze opisującą fakty teorię. Musiałaby się zmienić koncepcja gatunku biologicznego.
W 1995 profesor Berger przeszedł na emeryturę lecz dalej prowadził swoją hodowlę i obserwacje. W 2000 roku, pojawiły się u niego albinotyczne żaby zielone. Żółte żaby wywołały zainteresowanie wśród specjalistów na całym świecie. Ale było to wśród wąskiego grona specjalistów. Sam te informacje wyszukałem dopiero teraz, za sprawą żółtej żaby z Białegostoku (zdjęcie zamieszczone przez Katarzynę Bałakier). Nieco później dostałem fotografie albinotycznych żab z hodowli, tym razem od Martyny Marilyn Rosa.
Pani Martyna Marilyn Rosa tak o żółtej żabie z Białegostoku napisała „Bardzo ciekawa odmiana. Idąc analogicznie do hodowlanych to poniekąd połączenie odmiany Piebald z hypomelanistic (ale tak zgadywać każdy może). Ciekawe, co by okazało się w potomstwie. Wtedy można by wysnuwać teorie. Szkoda ze takich osobników nie można odłowić by to sprawdzić .” Bo wszelkie hipotezy najlepiej weryfikować eksperymentalnie.
W każdym razie żółta żaba pozostaje zagadką. Skąd się wzięła i jak powstała. I jak często takie zjawiska można obserwować. Jednym słowem, będąc na spacerze miejcie oczy szeroko otwarte. I aparaty fotograficzne w pogotowiu. Nie wiadomo co można spotkać i jak bardzo niezwykłego. I to pod swoimi nogami.

Zdjęcia:.
- Od góry fot. Katarzyna Bałakier, 2015, Stawy Dojlidzkie, Białystok
- Albinotyczne potomstwo żab zielonych, Wikimedia Commons, autor fot. Kolenda , rok 2000
- Albinotyczne żaby w różnych fazach rozwoju, fot. Martyna Marilyn Rosa


Samemu, jako dorosły, to jakoś tak trochę głupio spacerować i przyglądać się żuczkom w trawie, kwiatom na drzewach. Co innego z dzieckiem. Można pokazywać świat komuś innemu.
Wielcy i dobrzy ludzie nie umierają całkiem. Dużo po nich zostaje. A najtrwalej zapisane są treści… w ludzkich sercach. Nie w internecie, nie na papierze ani nawet nie w kamieniu, ale właśnie w ludzkich sercach. A Pan Profesor Władysław Bartoszewskich mocno się wpisał w naszych sercach. Widać to po ilości wpisów w internecie, wspomnień, komentarzy. Ta śmierć nas poruszyła. Umarł „w biegu”, tak jak chciał. Ale nie zamilkł. Bo teraz mówić będą jego zapisane słowa. I przykład, który nam dał.
Jak wyczytałem coaching jest nowym trendem. Bardzo ostatnio modnym. Mniej chętnie chcemy zostać nauczycielami, mentorami, tutorami czy profesorami, o wiele bardziej chcemy być coachami. Coaching, wymyślony przez trenera sportowego, zadomowił się w praktyce nawet akademickiej. Jest swoistą pedagogika praktyki, działania. Jest próbą odkrywania świata przez działanie a nie akademickie zgłębianie teorii. Coaching to zadawanie pytań a nie dostarczanie rad i wydawanie poleceń. Być może nowe słowo pozwala uwolnić się od stereotypów nauczyciela, który uległ pokusie wydawania poleceń i kształtowania uczniów na własne podobieństwo (na szóstkę umie Pan Bóg, ja-nauczyciel na piątkę, a wy szarzy uczniowie co najwyżej na czwórkę, ja-nauczyciel jestem wzorcem z Sevres i miarą wszechrzeczy, matrycą-matką, i to z moją wiedzą należy porównywać wasze-studenckie wiadomości).

Tradycyjnie 22. kwietnia obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Ziemi. Tak się dobrze składa, że tego dnia ukaże się wkładka w Gazecie Olsztyńskiej, poświęcona Nocy Biologów 2015. Co ma piernik do wiatraka? Z pozoru niewiele, ale jednak coś ma. Wspominamy Noc Biologów i przy okazji dziękujemy Ministerstwu Nauki i Szkolnictwa Wyższego za udzielone wsparcie finansowe. Wkładka będzie relacją z Nocy Biologów 2015, która odbyła się w Olsztynie 9. stycznia. Ale w tle głównym motywem będzie edukacja pozaformalna (czytaj
Przeglądając zdjęcia z Puszczy Białowieskiej, wykonane kilka lat temu, natknąłem się i na tę śliczną gąsienicę. To krasopani poziomkówka. Zatem krasna czyli piękna pani. Bo zaiste motyl dorosły jest piękny, zwłaszcza jak rozpostrze skrzydła. Wtedy widać nie tylko dostojny rysunek czarnych, z białymi i żółtymi plamkami, skrzydeł, ale i drugą parę, przepięknie czerwoną i z czarnymi plamkami na brzegach. Krasny to zarazem i piękny i czerwony. Motyl jest tak urokliwy, że już malowałem go na butelkach (zdjęcie niżej). Ale jak widać na wyżej załączonym zdjęciu gąsienica (czyli larwa) też jest prześlicznej urody. Motyl średniej wielkości, rozpiętość skrzydeł 4,8-5,4 cm. W Polsce spotykany na terenie całego kraju ale lokalnie.
Wody pitnej zaczyna brakować w coraz większej liczbie regionów świata. Ostatnio w Kalifornii, po czteroletniej suszy, wprowadzono ograniczenie zużycia wody w gospodarstwach domowych. Bo gdy jest susza to czy ma sens podlewanie trawników i napełnianie basenów wodą wodociągową? A u nas, w Olsztynie toalety spłukujemy wodą mineralną. Zadziwiająca rozrzutność (a już w wielu miejscach obniżył się poziom wód gruntowych z negatywnymi skutkami dla rolnictwa i przyrody). Dla odmiany do picia przywozimy wodę w butelkach plastikowych, czasem z bardzo daleka, z gór. Z plastykowych butelek do wody mogą przedostawać się bisfenole. No i znacznie ważniejsze jest zużywanie paliw kopalnych na wożenie tego, co mamy na miejscu. Większa emisja spalin to także produkcja gazów cieplarnianych a więc przykładanie ręki do ocieplenia klimatu. Z coraz bardziej odczuwalnymi skutkami.