
W czerwcu wybieram się kolejny raz do Gdańska na Ogólnopolską Konferencję Dydaktyki Akademickiej Ideatorium. Jadę by w dialogu poszukiwać inspiracji do pracy i bronić się przed wypaleniem zawodowym i nudą. Nudą nauczania. Podoba mi się formuła tej konferencji, odbiegająca od rutyny i sztampy konferencji naukowych.
O jakości dydaktyki decydują także emocje i zaciekawienie odkrywaniem świata, zarówno studenta jak i wykładowcy. Trudno zapalać samemu nie płonąc. A w kształceniu ważne jest nie tylko logiczne rozumowanie i zapamiętywanie faktów ale i emocje. W pracy dydaktycznej powielanie tych samych ćwiczeń czy wykładów przez kilka lat powoduje znużenie wykładowcy jak i zanik entuzjazmu, ciekawości. W rezultacie coraz bardziej upraszczamy realizowane ćwiczenia, koncertując się na wnioskach. Już bez przygody odkrywania i fascynacji nowością. Bez błysku w oczach i endorfin w mózgu. Na uniwersytecie remedium przez nudą i rutyną jest autentyczne uczestnictwo w nauce i pokazywanie coraz to nowych wyników własnych badań (przeżytych i odkrytych a nie tylko wyczytanych w cudzych książkach czy publikacjach). Relacjonowanie własnych badań zapewnia ten komfort autentycznego zaciekawienia. Ale nie zawsze jest to możliwe, bo systematycznie odchodzimy od istoty uniwersytetu (swobody danej profesorom by wykładali to co chcą) przekształcając się w szkoły wyższe (realizacja z góry ustalonego programu). Otrzymujemy do realizacji różne przedmioty, wpisane do programu i nie zawsze można przemycić aktualne, własne badania. Biurokracja jest coraz większa a swoboda dobierania treści mocno ograniczona sylabusami. Trzeba złożyć program zajęć przed uruchomieniem naboru na studia, w skrajnym przypadku oznacza to ustalenie programu na 3-4 lata przed ich realizacją (studia licencjackie). Trzeba sporo gimnastyki i rozdwojenia rzeczywistości papierowej z realizowaną, by zachowując spisane procedury jednocześnie zapewniać i aktualną wiedzę i własny entuzjazm. Bo jeśli dzisiaj z fascynacją coś odkryję… to odłożenie tego do opowiedzenia i ponownego przeżycia ze studentami za 3 lata będzie wyprane z emocji i autentycznego zaciekawienia.
Jeszcze trudniej zachować entuzjazm i pasję odkrywania w zwykłej szkole. Ile lat można zachwycać się literką A lub W lub odkrywać grawitację czy fotosyntezę? Dla ucznia jest to pierwszy raz, lecz dla nauczyciela do znudzenia kolejny, pięćdziesiąty czy setny raz. Nauczyciel sam musi się uczyć i odkrywać by tymi emocjami zarażać swoich uczniów. Tylko czy ma czas i warunki?
Jednym ze sposobów zachowania pozytywnych emocji jest już nie tyle odkrywanie fotosyntezy po raz setny co odkrywanie nowych metod dydaktycznych. Ich głównym skutkiem jest odświeżanie entuzjazmu u prowadzącego i studentów. Przynajmniej będzie inaczej.
Przedmiot autoprezentacja (prezentacje publiczne) dla studentów biologii i biotechnologii od samego początku był innowacyjny w formie i treści, odbiegając od stereotypów i rutyny akademickiej. Najpierw było to proseminarium, jeszcze w czasach Wyższej Szkoły Pedagogicznej. Przedmiot zlikwidowano, ale zostało mi w głowie spostrzeżenie, że trzeba studentów uczyć komunikacji naukowej, zarówno w wypowiedziach ustnych jak i pisemnych. Tak powstał autorski przedmiot autoprezentacja. Przez lata się zmieniał, dostosowując do nowej rzeczywistości i potrzeb studentów. Bywały spotkania w kawiarni (zamiast w sali ćwiczeniowej), spotkania na trawniku, poza typowym życiorysem pojawiło się e-portfolio. Dyskusje w sali uzupełniłem dyskusjami na portalach społecznościowych. Wspólnie poszukujemy nowych form wzbudzania zainteresowania i efektywnego komunikowania się (nauczeństwo). W roku akademickim 2014/15, przedmiot zrealizowany został po raz pierwszy w wersji zgrywalizowanej (do wybory dla studentów). Wykorzystałem Facebook, blog, arkusz Excel. Na bazie zebranych doświadczeń w roku akademickim (2015/16), po uzupełnieniach i ulepszeniach, został wprowadzony jest jako stała oferta. Drugi raz realizuję zajęcia metodą gamifikacji (grywalizacji). Sam przy tym uczę się nowej metody. Daje mi to radość odkrywania i radość uczestnictwa w czymś autentycznie nowym. Z naukowego nawyku prowadzę obserwacje i pomiary, by sprawdzić rezultaty (ewaluacja). I o tym będę chciał opowiedzieć na Ideatorium w Gdańsku. Jeszcze nie wiem w jakiej formie, ale wiem co chcę powiedzieć. Forma dostosowana będzie do sytuacji (kontekstu) i słuchaczy.
Wykłady i referaty mogą być inne, nawet na uniwersytecie. Warto w moim odczuciu poszukiwać nowym metod komunikacji, bardziej dostosowanych do publiczności i aktualnego kontekstu cywilizacyjnego. Nie chodzi tu o zarzucanie tradycyjnych form i metod ale o eksperymentowanie i wzbogacanie akademickich form komunikacji i poznawania świata. Ewidentnym i powszechnym deficytem w kształceniu od przedszkola do uniwersytetu jest przerost rywalizacji i egoizmu oraz deficyt kształcenia umiejętności pracy zespołowej. Grywalizacja ma pomóc kształtować kompetencje pracy zespołowej. „Uczenie się jest najbardziej efektywne, kiedy sprawia radość (przyjemność)”.
Fabuła mojego zgrywalizowanego przedmiotu zawiera liczne dygresje i odwołania do literatury oraz do biologii (konstrukcja gry umożliwia włączanie się w narrację i rozwijania fabuły, a więc wykorzystania kreatywności studentów). Wykształcony biotechnolog nie samą biotechnologią żyje. Szersze horyzonty kulturalne i hobby pozwalają uniknąć szybkiego wypalenia zawodowego – jest to więc kompetencja długoterminowego funkcjonowania na rynku pracy. Grywalizacja nie pomija dotychczasowych treści. One są realizowane. Ale oprócz tego jest coś jeszcze. Studenci pracują więcej (ja także). Możliwe jest to tylko wtedy, gdy jest dodatkowa motywacja. A ja sprawdzam czy forma gamifikacji trafia do nowego pokolenia i czy pozwala zwiększyć motywację do dodatkowego wysiłku. Na razie jest to prototyp, wersja eksperymentalna. Zamiast platformy wykorzystuję dostępne i bezpłatne narzędzia internetowe i komputerowe.
Zobacz też:

Kształcenie opiera się na przekazywaniu informacji i wiedzy. To drugie to coś więcej niż suma wiadomości, to system pojęć i relacji między nimi. Najczęściej nazywamy tak definiowaną wiedzę rozumieniem. I nie łatwo to sprawdzić w teście czy kolokwium. Jak poznać po pracy pisemnej, podającej informacje, że odpytywany rozumie a nie tylko pamięta?
Dawno temu, jeszcze w stanie wojennym, gdy byłem studentem, ówczesny pierwszy sekretarz PZPR na uczelni chciał mnie wyrzucić ze studiów. Bo powiesiłem w akademiku plakat „Klika Lenia” – chodziło o klub plastyczny, który zakładałem (mieliśmy malować plakaty na impresy studenckiego klubu Docent – bo wtedy plakatów się nie drukowało tylko ręcznie malowało). Ale widać skojarzyło się może z Leninem czy jak? A może samo słowo „klika” było dla ówczesnej władzy niedobre. Jakoś udało się przetrwać na studiach. Nie wyrzucili. Ale z tego czasu mam teczkę w archiwum IPN, założoną przez SB.

Moja znajoma zmaga się z chorobą nowotworową. Jeździ na chemioterapię. I codziennie rano zajada przygotowane „ziółka”. Smaczne nie są, więc przez jakiś czas mówiła na nie „owsianka”. Potem był obrok, jak dla konia. Któregoś dnia, po przypomnieniu, by zjadła swoją owsiankę, tak napisała:
Kiedy wczoraj otrzymałem z Uniwersytetu Jagiellońskiego koszulkę (widoczna na zdjęciu), nie przypuszczałem, że tak szybko ją wykorzystam. Obiecałem znajomemu, że zrobię zdajecie, jak będę w terenie, na badaniach. A już dziś się przydała, jako ilustracja do niniejszego tekstu. zainspirowanego inicjatywa Tygodnia Ewolucji w Krakowie.
Zmiany klimatu wydają się czymś odległym, a skutki to pewnie dotyczyć będą tych, co za morzami mieszkają. Nasza charta z kraja… więc co się będziemy martwili. Niech inni coś zrobią, a my się przy węglu będziemy upierali. I co nam kto zrobi?
Intuicja wydaje się być czymś przypadkowym. Poprzedzona musi być jednak zbieraniem doświadczenia, obserwacjami. Od dłuższego czasu zastanawiam się nad formami edukacji pozaformalnej i głębokim przekształceniom jakim podlega edukacja w ogóle. Coś się zmienia, coś musi być inaczej, ale brakuje jeszcze tej przysłowiowej kropki nad i. Powoli różnorodne pomysły układają mi się w całość. Ale jeszcze czegoś brakuje. Zajęć dydaktycznych nie miałem, to mogłem bardziej poświecić się eksperymentowaniu sam ze sobą i ukierunkowanej obserwacji.