Czy dawniej jedliśmy szczeżuje i skójki? Słodkowodne zapomniane owoce jeziora?

Francuska kuchnia jest niezwykle bogata i wyrafinowana. Podobno dlatego, że mieszkańcy tego kraju przeżyli kilka klęsk głodu. A wiadomo, że z głodu to różne rzeczy się zje. Wyobraźnia kucharza jest niewyczerpana. W czasach niedostatku jedzono żołędzie (mimo, że gorzkie), mielono korę z drzew i dodawano do mąki. Byleby czymś brzuch wypełnić. Z części tego bieda-jedzenia zrezygnowaliśmy a dziś na powrót odkrywamy (pokrzywa, lebioda, komosa, czosnek niedźwiedzi). Inne zostały wcześniej nobilitowane i trafiły na salony, np. kawior, pizza, bigos. Czy chociażby owoce morza. Przecież to nic innego jak jakieś „robactwo”.

Skoro jemy owoce morza, jakieś omułki, ostrygi to czy jedliśmy kiedyś słodkowodne małże: skójki, szczeżuje? Prusowie zjadali wiewiórki, łabędzie, Kurowie jeszcze w wieku XX zjadali wrony. Jedliśmy pokrzywę, lebiodę i inne chwasty. Francuzi jedzą żabie udka. Jedliśmy i jemy ślimaki winniczki. A co z naszymi małżami z rzek i jezior? Łatwo je złowić – nie uciekają, nie gryzą, nie drapią. I chyba nie są trujące.

Jeszcze na początku XX wieku w Polsce karmiono świnie małżami (nad Wisła, Narwią i Bugiem). Parzono wrzątkiem, wybierano mięso a muszle wyrzucano (albo wyrabiano z nich guziki, ale to już inna opowieść). To może wcześniej sami jedliśmy małże? Jeśli nawet nasi przodkowie żywili się słodkowodnymi małżami, to niematerialne dziedzictwo kulinarne przepadło. Brak ciągłości. Teraz w internecie spotkać może wiele zapytań o przepisy. Ale to raczej eksperymentowanie survivalowe a nie tradycja.

Warto przy okazji przypomnieć, że szczeżuja wielka i szczeżuja spłaszczona są pod ochroną, podobnie jak skójką gruboskorupową i skójką perłorodną. Zanim więc łakomym okiem spojrzymy na małże z naszych jezior czy rzek warto się poduczyć w ich rozpoznawaniu by nie łamać prawa i nie niszczyć krajowej bioróżnorodności. Kiedyś wody były bardziej czyste to i małży było więcej. Na skutek zanieczyszczeń wód oraz regulacji koryt rzecznych wiele skójek i szczeżui niepotrzebnie zostało wyniszczonych. Wystarczy przyjrzeć się osadom, wybranym z rzeki w czasie pogłębiania przez meliorantów (na zdjęciach niżej rz. Łyna w okolicach Smolajn, kilka lat temu, po pogłębianiu koryta).

Ciekawe jak kiedyś je jedzono? Teraz można spotkać na nowo tworzone przepisy, marynowane z cytryną, oliwą i ziołami (dawniej u nas cytryn i oliwy nie było), potem grillowane. Inne przepisy to posypywanie przyprawą do ryb, skrapianie cytryną i smażenie na patelni grillowej. Jeszcze inny przepis: „w rondlu roztopić masło, poddusić cebulkę, zetrzeć trochę marchewki. Wrzucić małże, podlać winem, dusić do czasu aż się muszle otworzą, czyli ok. 20 min. Mieszać od czasu do czasu, w razie konieczności podlać odrobiną wody. Na koniec wrzucić natkę pietruszki.” Czyli gotowanie, aby małże się otworzyły. Podobnie parzono dla świń, ale w samej wodzie, bez dodatków przypraw czy wina. Gotowanie jest chyba wygodnym sposobem dobrania się do umięśnionej nogi. Małż zamyka się w swej muszli i bardzo trudno go otworzyć. Po co się męczyć z nożem, kiedy wystarczy zagotować w rondlu? Tak jak omułki.

A co zrobić z pustymi muszlami? Ozdoby? Narzędzia? A może nawozić pole lub zrobić guziki? O guzikowej manufakturze będzie kolejnym razem. I odnosić się będzie głównie do skójek.

Ps. Unia Europejska przeznaczyła spore fundusze na poszukiwanie i promowanie jedzenia owadów. Dziedzictwo kulinarne to nie tylko przeszłość, ale i kreatywne poszukiwanie dla przyszłości.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s