Niezwykłości przyrody regionu – torfowiska, bagna, moczary

13691130_10208855876747578_4333880212345896905_o10 minut wykładu o przyrodzie, w kościele, tuż przed koncertem muzyki kameralnej. Okoliczności i forma daleko odbiegające od codzienności akademickiej. Znakomita okazja by się uczyć, zdobyć doświadczenie a potem przygotować do krótkich wystąpień swoich studentów. W takich warunkach wszystkie błędy codzienności dydaktyki akademickiej ujawniają się bardzo jaskrawo. Zamieszczenie na slajdach napisów, zwłaszcza zawierających dużą ilość tekstu i mała czcionką… to recepta na porażkę. Na dodatek nie zawsze jest możliwość wyświetlenia prezentacji na rzutniku multimedialnym. Trzeba się dostosować do sytuacji, warunków i odbiorców.

Torfowiska, bagna moczary to miejsca niezbyt często odwiedzane przez turystów, spacerowiczów czy poszukiwaczy runa leśnego. Można się w błocie utytłać, dna nie widać, strach chodzić, gdy się pod nogami „ziemia” ugina. Można nawet utonąć (nie polecam niedoświadczonym osobom wybieranie się w pojedynkę na torfowisko). Na dodatek owady krwiopijne uprzykrzają życie. Miejsce dla koneserów przyrody i niszowych turystów. Podobnie jest z klasyczną muzyką kameralną. Nie jest dostępna na co dzień. A grana w zabytkowych wnętrzach zyskuje na wartości. Coś wyjątkowego.

Torfowiska zachowały dawną przyrodę. Jak w kapsule czasu. Spotkać tu można wiele reliktowych gatunków roślin i zwierząt. Bagna, moczary, torfowiska kiedyś były liczniejsze. Ale człowiek osuszał je i przekształcał. W rezultacie ten tym siedliska stał się coraz bardziej zagrożony. Dla koneserów kameralnego kontaktu z przyrodą torfowiska i najprzeróżniejsze moczary to okazja do zobaczenia rzadkich i zagrożonych gatunków. Ale te obszary wodno-błotne mają także znaczenie globalne. W czasach globalnego ocieplenia jednym z zagrożeń jest podnoszenie się poziomu mórz i oceanów (spowoduje zalanie najbardziej ludnych terenów na kilku kontynentach). Zatrzymywanie wody na lądach to jednocześnie zmniejszanie wielkości podnoszenia się poziomu wód oceanicznych. Torfowiska mogą „magazynować” wodę, zarówno w skali globalnej jak i lokalnej (mała retencja wody). Mają też jeszcze jedną ważna cechę – gromadzą węgiel (nie powraca do atmosfery) a więc korzystnie oddziałują na eliminację dwutlenku węgla (gaz cieplarniany).

Przyroda inspiruje nie tylko artystów plastyków, pisarzy ale i muzyków. Szkoda, że tak mało mamy okazji do kameralnego, bezpośredniego kontaktu z przyrodą. I klasyczną muzyką kameralną w wykonaniu profesjonalistów.

We Wrzesinie opowiadałem także o gatunkach roślin i zwierząt, charakterystycznych dla torfowisk. Dyskusja, już po spotkaniu, trochę mnie zaskoczyła. Nie przypuszczałem, że rosiczka może być tak nieznaną i niezwykłą roślina dla przeciętnego zjadacza chleba. Wydawała mi się tak oczywista i powszechnie znana, łącznie z jej owadożernością. Warto poznawać słuchaczy. Wtedy edukacja pozaformalna będzie bardziej skuteczna.

Więcej o koncertach letnich, w ramach których odbył się wykład we Wrzesinie oraz zdjęcia z koncertu.

O liczeniu, pastuchu i wódce co z dzielenia się bierze

13730864_10208849035056540_8700703343739524092_oCzytam trzytomową „Kulturę ludową Słowian” Kazimierza Moszyńskiego. Cudowna podroż w przeszłość i odkrywanie wiedzy zapomnianej. Zaciekawił mnie na przykład rozdział o umiejętnościach liczenia dawnego ludu. Autor podaje przykłady zaokrąglania przy dzieleniu, by sobie ułatwić skomplikowane działania.

Określenia Małoruś Moszczyński odnosi chyba do Ukrainy (w granicach Rzeczypospolitej). To właśnie z wsi małoruskiej podaje zabawny (zabawny w dzisiejszych realiach) przykład radzenia sobie z dzieleniem. Oto wieś wynajmuje pastucha do opieki nad wspólnym, wioskowym bydłem. Pastuchowi powierzono łącznie 115 sztuk bydła, za co rzeczony pastuch zażądał 10 złotych*. Jak podzielić owe 10 złotych pomiędzy wieśniakami tak, aby każdy uiścił jednakową kwotę od każdej sztuki bydła? Tak chłopi rozumowali: gdyby było 100 sztuk bydła, to każdy z gospodarzy musiałby zapłacić po 10 groszy od sztuki rogacizny. Ale bydła jest więcej, zatem od sztuki należy się mniej. Składają się więc po 9 groszy od każdej sztuki bydła. Uzbierali kwotę 10 zł i 35 gr. Zgodnie z umową 10 zł wręczają pastuchowi a 35 groszy… wspólnie przepijają. Jednym słowem kreatywne rozwiązanie z odrobiną wspólnotowej przyjemności.

Nawet jak się czegoś nie potrafi to można znaleźć jakieś rozwiązanie. Kiedyś kalkulatorów nie było, a pisemne dzielenie dostępne było tylko podczas edukacji szkolnej. Wyszukują takich przykładów, bo przygotowuję się do debaty o myśleniu naukowym, która odbędzie sie w sierpniu w Centrum Nauki Kopernik. Czy człowiek myśli naukowo „z natury” czy jest to efekt edukacji i socjalizacji? I czy myślenie naukowe jest dostępne dla każdego? Pytanie zasadne, zważywszy na popularność najprzeróżniejszych teorii spiskowych i… licznych w życiu społecznym wykształconych ignorantów. Niby wykształcony, z dyplomami i fakultetami… a w wielu innych aspektach widoczna ignorancja i brak „zdrowego rozsądku”.

A  zamieszczone zdjęcie pochodzi z małego miasteczka, cittaslow. Takie zamknięcie może być tylko na prowincji. Tak na słowo honoru. Piękne.

* Pastuch mógłby chcieć opłaty liczonej od każdej sztuki, dla włościan byłoby to wygodne, bo łatwo znaliby kwotę, jaka mają zapłacić. Ale wtedy to pastuch musiałby umieć dobrze rachować. W sumie czy pasie kilka mniej lub więcej sztuk bydła to wysiłek i tak jednaki. Więc łatwiej mu określić całą kwotę, licząc od stada a nie od sztuki. Ponadto kwota jest „okrągła” i nie wymaga znajomości rachunków. Przerzucił problem na zleceniodawców.

Dojrzewanie cittaslow czyli po pizzę z Lamkowa do Barczewa

barczewoW naszym regionie (warmińsko-mazurskie) jest już 20 miasteczek cittaslow. To dużo, bo w Polsce jest ich 25. Liczbowo sytuujemy się tuż za Włochami, krajem z którego wyszła idea miast z powolnym życiem. Region turystyczny otwiera się na zupełnie nowych „konsumentów”, zarówno przyrodą, kulturą jak i stylem życia. Powolnego i pogłębionego życia. Wolniej znaczy dokładniej, dogłębniej, pełniej.

W lipcu odwiedziłem Barczewo. Pospacerowałem  po miasteczku. Odkryłem, że są już dwa lokale gastronomiczne. Oferta więc się rozwija. A przecież Barczewo jest w sieci cittaslow chyba zaledwie od dwóch lat.

Weszliśmy do baru-kawiarni-restauracji koło ratusza. Jakiś obcokrajowiec chciał zamówić pizzę, słabo znał język polski. Włączyłem się w rozmowę by mu pomóc i pośredniczyć. Zamówienie było nietypowe. Chciał pizzę na godzinę 18.00 na pole w Lamkowie. Za drugim sklepem w lewo. Zostawił numer telefonu, żeby było łatwiej trafić i zrealizować zamówienie. Najwidoczniej jacyś turyści rozłożyli się namiotowym obozem w Lamkowie. A zamówił jedną dużą pizzę, chyba wiejską. I twierdził, że tutejsza pizza jest wyśmienita. Dlatego przyjechał zamówić.

Nie sztuką jest klienta zdobyć. Sztuką jest by powrócił (powracał). A powróci tylko wtedy, gdy z usługi będzie zadowolony. Ja zamówiłem naleśniki. Trochę czekałem. Ale były zrobione na miejscu (nie z mikrofali czy zamrażalnika). Warto było. Choć na razie w większości klienci wybierali jakieś dania fastfoodopodobne. Dobre rodzi się powoli. Ku mojemu zdziwieniu powtórnie usłyszałem mowę „zagraniczną”. Cittaslow zwabia. Ci turyści raczej nie szukają kebabów i hamburgerów…

Jeszcze tylko, żeby kelnerka była uśmiechnięta. A nie  taka markotno-znudzona-życiem-nieszczęśliwa. Widać, że jeszcze bez wprawy i zapału do pracy. Ale liczę, że i to się zmieni. Odwiedzam Barczewo od jakiegoś czasu i widzę systematyczny postęp. Cittaslow ma swój niepowtarzalny klimat.

Pora na kolejne wakacyjne, krótkie podróże po warmińsko-mazurskich cittaslow.

Pustka po polskich Żydach wciąż widoczna jest w naszej kulturze

13690862_10208840984055270_8890748530401482057_nOdwiedziłem muzeum u w Płocku, mieszczące się w starej synagodze. Przez lata mijałem ten budynek. Nie zwracał mojej uwagi (szary, zaniedbany). Teraz mieści się tam Muzeum Żydów Mazowieckich. Trafiłem na cudowną wystawę rycin i zdjęć. Podwójna wędrówka w przeszłość nie tylko mazowiecką.

Mieszkali z nami i pośród nas przez wieki. Współtworzyli naszą, polską kulturę. Wywarli ogromny wpływ, widoczny w kulturze do dzisiaj. Holokaust pozbawił nas Żydów. Pustka po nich jest jak dziura po trzonowym zębie. Niby powierzchownie zaleczona, ale brak odczuwa się dotkliwie. I jest tęsknota. Chyba dlatego podnosimy z ruin pamiątki po naszych Żydach, wydobywamy z niepamięci.

Niech ta ogromna strata nas czegoś nauczy. Na przykład tolerancji i otwartości na różnorodność. Bo coraz bardziej agresywna ksenofobia „prawdziwych Polaków” obracać się będzie przeciw coraz to nowym naszym bogactwom kulturowym. Nazwijmy po imieniu ten wstydliwy nacjonalizm (nie mylić z patriotyzmem), to nie są żadni prawdziwi Polacy, to zwykłe buractwo, prostactwo i prymitywna motłochowatość. Jest w każdym narodzie i w każdym czasie. Groźne jest jednak dopiero wtedy, gdy dominują życie publiczne. Wtedy przychodzi nieszczęście na ludzi i na narody.

Więcej zdjęć z Muzeum Żydów Mazowieckich

13680767_10208840981935217_2333926424595089952_n

Niezwykłości przyrody regionu – jak oczyścić jezioro

szczytnoKrótkie wykłady o przyrodzie regionu, wygłaszane w zabytkowych wnętrzach i poprzedzające koncerty muzyki kameralnej, to zupełnie nowe wyzwanie. Edukacja pozaformalna w niecodziennych okolicznościach kultury (wnętrza i muzyki). Przy okazji zwiedzam i poznaję region.

W Szczytnie opowiadałem o przyczynach eutrofizacji jezior oraz metodach rekultywacji, nawiazując do przykładu jezior znajdujących się w Szczytnie i okolicy. Zawsze jest lepiej zapobiegać niż naprawiać i „leczyć”. Ale aby zapobiegać, trzeba rozumieć otaczającą nas rzeczywistość i prawa rządzące przyrodą.

Ekosystem (np. jeziorny) jest jak symfonia lub sonata. Nie jest zbiorem przypadkowych elementów. To całość: zmiana jednego elementu implikuj zmiany w innych. Zakłócenia w ekosystemie są jak fałszywe dźwięki w utworze. W zakresie biomanipulacji ekolog jest jak kompozytor… tylko instrumenty ma inne. W zabytkowych wnętrzach łatwiej o inspirujące analogie…

Kameralny kontakt z przyrodą sprzyja poszukiwaniu piękna i sensu. Powoli dojrzewają refleksje. Niebawem o nich napiszę.

Zobacz letnie koncerty kameralne oraz więcej zdjęć ze Szczytna na facebooku

Niezwykłości przyrody regionu – ogrody i gatunki obce

DSCN8128Jadąc na wykład i koncert do Lidzbarka Warmińskiego (w ramach koncertów letnich Pro Musica Antiqua), w Smolajnach widziałem licznie rosnący barszcz Sosnowskiego. Gatunek obcy dla naszej przyrody. Sprowadzony z Kaukazu jako pasza dla bydła. W tej roli roślina ta nie sprawdziła się. Zaprzestano uprawy… ale barszcz „uciekł” z pól i rozprzestrzenił się po całym kraju. Ma właściwości fotouczulające i może doprowadzić do bolących oparzeń skóry. Zagraża więc nie tylko lokalnej przyrodzie jako gatunek obcy ale i człowiekowi. Dlatego bywa zwalczany (jak widać nieskutecznie). Ot, taki kłopotliwy skutek uboczny eksperymentów w produkcji roślinnej.

Ale nie samych chlebem człowiek żyje. W przydomowych ogródkach i pałacowych ogrodach uprawiamy rośliny dla samej ich urody. Poszukujemy piękna, w przyrodzie i w muzyce.

Barwne kwiaty powstały na drodze koewolucji z owadami zapylającymi. Kolorowy kwiat i zapach zbawiają owady, które szukając nektaru przy okazji roznoszą pyłek i wspomagają rozmnażanie się roślin. Kwiaty więc powstały dla owadów, a nie dla człowieka. Niemniej zachwycamy się ich urodą. Hodujemy w ogrodach. W ten sposób rozpoczął się nowy etap koewolucji roślin z człowiekiem. Selekcja hodowlana podąża innymi już torami. Na przykład róże, które kupujemy w kwiaciarni pięknie wyglądają… ale już nie pachną. Ich rozwój uzależniony jest nie od owadów zapylających lecz od człowieka (i jego zabiegów rozmnażania roślin).

Do małych i dużych ogrodów przynosimy rośliny z okolicy, ale także przywozimy z egzotycznych krajów. Stąd elementy obce w naszym krajobrazie. Czasami takie gatunki uprawiane w ogrodach dla ozdoby „uciekają”, to znaczy rozsiewają się poza ogrodami. To gatunki obce. Niektóre z nich odnajdują dobre warunki do życia i szybko kolonizują teren. To gatunki inwazyjne. Ze względu na fakt wypierania gatunków rodzinnym, stanowią zagrożenie dla lokalnej bioróżnorodności. Przykładem może być nawłoć, niektóre rdestowce czy niecierpki.

Niektóre gatunki obce zadomowiły się na trwałe w naszej kulturze i przyrodzie, np. kasztanowiec. Czy wiele archeofitów na które nie bardzo już zwracamy uwagę. Egzotyczne i ciepłolubne gatunki nie przetrwałyby w naszym klimacie. Tak powstały różnego rodzaju oranżerie (pomarańczarnie) – ogrody w budynkach i „pod szkłem”.

Ogrody to także kolekcje roślin a więc zaczątek ogrodów botanicznych i kolekcji naukowych. Dawniej były  jedyną możliwością poznania przyrody dalekich krajów (gdy nie było telewizji, internetu i łatwości podróży). Ogrody to nie tylko pojedyncze rośliny ale i kompozycje krajobrazowe. Zwłaszcza te duże ogrody, zakładane przy pałacach i innych arystokratycznych siedzibach (obecnie w przestrzeni publicznej miast i kurortów).

Pojęcie piękna zmienia się na przestrzeni wieków. Czasem za piękno uważamy krajobraz w pełni ukształtowany przez człowieka. Ale pojawiają się mody na ogrody zbliżone do natury, z pewnym naturalnym nieporządkiem i samoistnym rozwojem. Na przykład w ostatnich latach tworzone są ogrody z chwastów. Przyjmują one inną funkcję – już nie tylko kolekcje pięknych czy rzadkich roślin ale i mają zadania ekosystemowe – np. ochrona lokalnej różnorodności biologicznej oraz baza pokarmowa dla owadów, nie tylko tych zapylających.

Ogród kojarzy się z wypoczynkiem, ławeczkami, elementami kultury w postaci fontann i rzeźb. I oczywiście koncertami muzyki kameralnej. Współczesne ogrody miejskie zawierają nowe elementy, np. siłownie na powietrzu dla dorosłych i place zabaw dla dzieci. A więc już nie tylko kontemplacja przyrody siedząc na ławeczce ale i aktywny ruch. Bo tego ostatniego nam współcześnie brakuje. W miastach zakładane są nie tylko tradycyjne parki i ogrody. Z braku miejsca pojawiają się ogrody na dachach dużych budynków.

Człowiek organicznie potrzebuje kontaktu z przyrodą. Niektórzy biolodzy mówią o biofilii – ogromnej potrzebie kontaktu z przyrodą: roślinami, zwierzętami, całymi krajobrazami. Tylko w kontakcie z przyrodą czujemy się w pełni szczęśliwi. Bo nie samym chlebem (jedzeniem) człowiek życie. Potrzebuje piękna wokół siebie. Nawet w wielkim mieście szukamy kameralnego kontaktu z przyrodą. I z pięknem rozmaicie wyrażonym.

13669373_635893733251326_5463926660081105992_o

Zobacz letnie koncerty kameralne oraz więcej zdjęć na facebooku (z koncertu w Lidzbarku Warmińskim).

13654167_635894369917929_8494848769699205093_n

Rzeź Wołyńska i mord w Jedwabnem – wspólne winy, wspólne przebaczanie, z dygresją do współczesności

Skąd się biorą zbrodnie? One lęgną się ukradkiem w zwykłe dni i są systematycznie podsycane. Będą dwa przykłady historyczne (a nawet trzy) oraz współczesny. Przykłady wybrane akurat takie, bo aktualnie obchodzimy rocznice tych wydarzeń.

Czas głośno i otwarcie mówić o naszej, Polaków, winie w Jedwabnem, gdzie zamordowano ponad 300 osób. Sąsiedzi. Teraz się tego wstydzimy, czasem w porywach dulszczyzny próbujemy negować, zaprzeczać (i to jest to niby podnoszenie się z kolan?). Byliśmy, my Polacy, zbrodniarzami. Przykre i burzy mit jedynie-sprawiedliwych. Równocześnie wielu innych, znacznie więcej, było bohaterami bo walczyli w słusznej sprawie i ratowali np. Żydów. Niemniej hańba zostaje na naszych, narodowych rękach. I wypada przepraszać. I prosić o przebaczenie za winy przodków, krewnych, współziomków. Jak się okazuje, każdy naród stać na podłość a zwykłych ludzi na zbrodnie. Stąd uzasadnione pytanie, postawione w pierwszym zdaniu niniejszego wpisu.

Na Wołyniu byliśmy ofiarami ludobójstwa. Też cierpienie, skala znacznie większa niż w Jedwabnem. Zbrodnia pozostaje zbrodnią. Ukraińcy się teraz tego wstydzą, mierzą się z bagażem swojej historii. Z uznaniem należy odnotować gest prezydenta Poroszenki, który przeszedł jakby niezauważony:

Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko złożył wiązankę kwiatów i zapalił znicz oraz klęknął przed pomnikiem ofiar zbrodni na Skwerze Wołyńskim na warszawskim Żoliborzu. Ukraińskiemu szefowi państwa towarzyszyli, między innymi, minister obrony narodowej Stepan Połtorak, deputowana Rady Najwyższej Nadija Sawczenko oraz ambasador Ukrainy w Polsce Andrij Deszczyca. Prezydent Poroszenko uczestniczy w rozpoczętym w piątek szczycie NATO w Warszawie. (…) Petro Poroszenko jest pierwszym ukraińskim politykiem wysokiej rangi, który zdecydował się na taki bezprecedensowy gest/. Kijowski portal „Europejska Prawda” określił go mianem kroku do pojednania.” (źródło)

Pojednanie krok po kroku. Bardzo trudne. Dlatego lepiej nie czynić zła by późniejsze pokolenia nie musiały się trudzić. Także i Jedwabne nie wzięło się z niczego. Wielu ludzi pracowało na to codziennym podjudzaniem do nienawiści. Czy nauczyliśmy się czegoś z historii? Czy i dzisiaj podobnych prekursorów nienawiści nie mijamy co dzień, nie tylko w mediach? Oto przykład, lipiec 2016 roku. Rozmowa ze starszą kobietą, która w ekscytacji opowiada, że „na jesieni papież Franciszek ma abdykować bo podobno nie podoba się wiernym to co wyprawia. Że brata się z Żydami, gejami”. Kobieta z zapałem powiedziała że „w encyklopedii jest wyraźnie napisane że homoseksualizm to choroba i trzeba ją leczyć”. Ze słów dalszych wynika, że owa starsza kobieta mocno nienawidzi Żydów. Skąd u niej te poglądy? Z mediów propisowskich, które ta kobiecina namiętnie czyta, słucha i ogląda. Niewinne pogaduszki?

Rzeź Wołyńska i Jedwabne to wspólne winy i wspólne przebaczanie. Długi to proces. Ukrywanie prawdy i codziennie sianie nienawiści. Ta zbrodnia nie spadła z deszczem, nie przynieśli jej tylko Niemcy (dziecinne „to nie ja, to on”). Była długo pielęgnowana i hodowała ją codzienna endecka propaganda. Taką mamy i teraz. Czy potrafimy ją zatrzymać czy znowu unurzamy się w zbrodni, za którą będą się wstydzić przyszłe pokolenia? I będą przepraszać za nasze winy. Winę zaniechania, winę bierności i siedzenia cicho, winę podjudzania i czynnego uczestnictwa w zbrodni. Kogo tym razem zlinczuje podburzony tłum? Żydów już nie ma. To może imigrantów? Gorszy sort Polaków, owych targowiczan, zdrajców, animalny element, KODziarzy?

I jeszcze cytat z internetu (w komentarzu do złożenia kwiatów przez prezydenta Poroszenkę) „Boże Kochany! Czego jeszcze chcecie???? Poroszenko złożył kwiaty, czyli uznał tę zbrodnię. Patriarcha greko-katolicki w zeszłym roku prosił o wybaczenie win. A Wam ciągle mało… Należy zrozumieć, że cały naród nie uklęknie na kolana i będzie błagać o wybaczenie. To NIE to pokolenie mordowało i nie wszyscy mordowali. Jest IPNowska lista sprawiedliwych Ukraińców, do dziś funkcjonują rodziny mieszane polsko-ukraińskie, a potomkowie przedwojennych rodzin mieszanych żyją do dziś i w Polsce i na Ukrainie i jedni się czują Ukraińcami, inni Polakami, nie mając czasem pojęcia o swych korzeniach. Rzeź wołyńska i nie tylko wołyńska, bo także podolska, na Pokuciu i w części Galicji to ludobójstwo, tragiczna ofiara bezbronnych ludzi. I Polaków i Ukraińców, którzy ich ostrzegali czy związani z nimi także ginęli. Proszę jednak pamiętać, że ruch banderowski – nacjonalistyczny narodził się jeszcze przed wojną. Samego Bandery nie można porównywać do Hitlera, bo on sam nie brał udziału w mordach, siedział w niemieckim oflagu całą wojnę. Zginął zabity przez NKWD w Monachium w latach 50-tych. Prezydent Ukrainy modli się pod pomnikiem pomordowanych na Skwerze Wołyńskim – to uznanie tragizmu tych ofiar. Czego jeszcze chcecie?”

I na koniec jeszcze jeden przykład historyczny (ku przestrodze). Z byłych Prus Wschodnich. To właśnie tu Hitler uzyskał największe poparcie. Biedny region skusił się na demagogiczne i populistyczne hasła? Jednak i tu ktoś był przeciw. Inni byli tylko bierni i stali z boku. Niemniej nieszczęście dotknęło wszystkich. Przykład z jednej wsi Molza, znakomicie opisał to Jan Dąbrowski w książce „Siedem wieków Łukty, 600-lecie kościoła, 50-lecie parafii Matki Boskiej Częstochowskiej”. Lista zmarłych w latach 1939-1945. Wielu poległo na froncie (w wojsku agresora, także ci co byli przeciw faszyzmowi i ci, co stali cicho z boku), inni zmarli w łagrach sowieckich wywiezieni jako jeńcy lub po prostu porwani, inni zmarli w Molzie w czasie krwawego przemarszu wojsk radzieckich. Mała wieś 70 ofiar. Zaledwie kilka osób zmarło śmiercią naturalną w ciągu tych kilku lat….Przecież nie wszyscy głosowali za Hitlerem, przecież nie wszyscy byli nazistami. Ale zło wywołane przez nielicznych zebrało krwawe żniwo pośród wszystkich.

Czy uczymy się na historii naszej, sąsiadów bliższych i dalszych? Każdego dnia możemy uczestniczyć albo w podsycaniu nienawiści albo czynić pokój. Jeśli dzieje się to obok nas, jeśli zakłamywana jest historia ta dawniejsza i ta najnowsza, nie wystarczy stać z boku i „się nie mieszać”. To stanowczo za mało.

Złe słowa nie tylko ranią konkretne osoby, one budują nienawiść, która czasem owocuje nawet zbrodnią ludobójstwa. Winni przyszłych zbrodni będą zarówno ci judzący jak i ci przyzwalający. Jeśli uczymy się z błędów historii, to zatrzymajmy tę prawicowo-pisowską falę nienawiści i etycznego zaczadzenia. I każdą inną. Bo nienawiść nie jedno ma imię.

Dlatego dziś, z uznaniem przyglądam się trudnym gestom pojednania i próśb o wybaczenie ze strony Ukraińców. Przyłączam się do dawnego listu naszych biskupów (choć skierowanego do innego narodu) „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. Nie jesteśmy bez winy. Zachowajmy pamięć o zbrodniach ale nie pielęgnujmy nienawiści.

Polecam także wywiad z Mironem Syczem w najnowszym Tygodniku Powszechnym.

A ja przyjaciół Ukraińców, jak i tych nieznajomych, przepraszam za głupie dowcipy z dzieciństwa. Ot na przykład taki, bezmyślnie powtarzany „Czym się różni siekiera od Ukraińca? Siekierę należy ostrzyć a Ukraińca tępić.” W dzieciństwie zasłyszany i bezmyślnie powtarzany. Niby śmieszne. Raz opowiadałem go w towarzystwie Ukraińca. Będąc w pełni tego nieświadomym. Co czuł ten człowiek (rodzina przesiedlona w ramach Akcji Wisła)? Gdy się o jego narodowości dowiedziałem, było mi głupio… Bo przecież chciałem tylko opowiedzieć śmieszny „kawał”. Teraz się wstydzę za błędy młodości. Niewinne i niegroźne? Nie sądzę. Zła kropla drąży skałę. Codziennie. Mam i ja za co przepraszać, wszak żyliśmy i żyjemy razem.

W codziennej rozmowie, plotkach, dowcipach, można budować przyjaźń lub szykować grunt pod nienawiść.

A zdjęcie, ilustrujące tekst? Pochodzi z Płocka. Moja rodzina jest i z Mazowsza i z Wileńszczyzny. Boleśnie doświadczyliśmy zbrodnie obu totalitaryzmów. Pamięć to nie jest to samo co kłamstwo i pielęgnowanie nienawiści. Jestem katolikiem i dla mnie jest autorytetem papież Franciszek. Tak samo jak Jan Paweł II.

O gliniarzu naściennym, misji uniwersytetu i edukacji przyrodniczej

gliniarz_nacienny_Krk_3Uczestnictwo w poznawaniu świata dla każdego jest dostępne. To nie jest wiedza tajemna ani ekskluzywna jedynie dla wybrańców (fakt – wymaga wysiłku uczenia się i czytania, dialogu – ale przecież na to nie trzeba pozwolenia czy dyplomów). Piszę to w kontekście zarówno edukacji szkolnej jak i pozaformalnej. Ważne jest jednak merytoryczne wsparcie i otwarcie środowiska naukowego. Trzeba coś zrobić dla innych a niekoniecznie tylko „dla punktów” czyli w perspektywie krótkoterminowej dla własnej kariery. Być może stałe patrzenie pod nogi zapobiega potknięciom czy wdepnięciu w kałużę, ale grozi zgubieniem celu wędrówki. Trzeba przynajmniej od czasu do czasu patrzeć na horyzont, daleko przed siebie.

Od dawna funkcjonuje wiele różnorodnych projektów badań naukowych z udziałem wolontariuszy „amatorów”. Realizowane są głównie przez organizacje pozarządowe i stowarzyszenia. Najwyższa pora by do takich działań systemowo włączyły się uniwersytety (środowiska akademickie). Bez dobrego wsparcia merytorycznego, wskazującego sensowne obszary poznawcze i łatwe metodologicznie, miłośnicy wiedzy nie bardzo sobie poradzą (mogą zawędrować na manowce pseudonauki). Nowe narzędzia internetowe stwarzają nam doskonałe możliwości. W sumie to tylko pełniejsza realizacja misji uniwersytetu. Wspominałem o tym w czasie konferencji „Inspiracje 2016”  – niebawem szerzej o tym napiszę, także w kontekście zmian w edukacji.

Jestem przekonany, że polskie uniwersytetu coraz pełniej włączać będą się w ten nurt edukacji pozaformalnej. A przynajmniej powinny. Z drugiej strony obserwacje tak zwanych „amatorów” mogą być bardzo przydatne i potrzebne zawodowym naukowcom i w szeroko zakrojonych badaniach naukowych. Umożliwiają przecież zebranie wielu danych z bardzo wielu punktów. Istotne jest to w badaniach przyrodniczych, na przykład przy obserwacji zmian zasięgu gatunków obcych i inwazyjnych czy skutków zmian klimatu.

Cztery lata temu napisałem o osie z rodziny grzebaczowatych – gliniarzu naściennym (Trąba wodna i gliniarz naścienny czyli rozważania o wyciąganiu wniosków z jednostkowych obserwacji). Zupełnie niespodziewanie odezwało się wiele osób, przysyłając nowe zdjęcia i podając miejsca obserwacji. Efektem tych korespondencji był kolejny tekst z kolejnymi danymi: O gliniarzu, co nielegalnie wdziera się do naszych domów oraz jeszcze jeden z ubiegłego roku: O gliniarzu naściennym co zasłon się czepia i do laptopów zagląda.  Skoro te wpisy są jakimś „punktem kontaktowym” dla osób poszukujących informacji o tym nowym dla Polski gatunku owada, to zamieszczam następną informację. List dostałem kilka dni temu:

Szanowny Panie Profesorze,

Piszę w nawiązaniu do wpisu na Pańskim blogu o gliniarzu naściennym. Nie wiem, czy temat jeszcze Pana interesuje, jednak chciałam poinformować o wystąpieniu tego gatunku w Krakowie (osiedle Ruczaj). Dzisiaj odkryłam gniazdo w rogu balkonu (południowa wystawa), musiało powstać w przeciągu 1, maksymalnie 2 dni. Myślę, że jest to gliniarz, wyglądem odpowiadał zdjęciom z internetu, dodatkowo w glinianych w kokonach już były zgromadzone pająki. W załączniku przesyłam zdjęcia, niestety nie są najlepszej jakości, ale mam nadzieję, że pomogą w identyfikacji.

Z wyrazami szacunku

Ewelina Żurawicz

Temat mnie interesuje z kilku powodów. Dorzucę kilka innych obserwacji, zamieszczonych w komentarzach:

  • Gość pół miesiąca temu: Zaobserwowano w Zakopanem i pod Rabką Zdrój.
  • Gość: [Grzegorz] 11 dni temu: Witam, dzisiaj zlikwidowałem 4 kokony na szafie. Zostawiam na dzień uchylone okno w mieszkaniu i nie wiem co dzieje się przez ten czas. Rzeszów, mieszkanie na 6 piętrze
  • Gość: [Snoffy] 10 dni temu : Grzegorz, u mnie w Rzeszowie też próbują się wedrzeć. W którym rejonie miasta mieszkasz?
  • Gość: [Gość1] 8 dni temu: Dziś gliniarz latał po moim balkonie (mieszkanie w bloku) z pająkiem „w zębach” 🙂 jeden kokon zrobił na balkonie przy oknie, a drugi dopiero zaczął lepić. Rzeszów, Drabinianka
  • Gość: [Przemo] *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 4 dni temu: Witam właśnie zlikwidowałem gniazdo gliniarza. Podkarpacie
  • Gość *.dynamic.chello.pl godzinę temu: Ja dzisiaj zlikwidowałam gniazdo w Krakowie na Ruczaju. Powstało w 1 dzień w rogu balkonu obok okna, w środku już były gromadzone pająki…

Ludzie są ciekawi świat. Najefektywniejsza edukacja to edukacja aktywna. Wystarczy czasem tylko ciekawość, telefon komórkowy z aparatem fotograficznym i dostęp do Internetu. Rolą uniwersytetów jest wykorzystać tę ciekawość i przygotować bardziej profesjonalne wsparcie, wraz z dobrymi ilustracjami, kluczami i atlasami oraz ciekawymi informacjami o tychże gatunkach.

Zamieszczone zdjęcie autorstwa Eweliny Żurawicz

Spada czytelnictwo choć… czytamy więcej liter i słów

13131694_10208274015241404_2520244207493088691_oDlaczego ludzie nie czytają (lub czytają mniej)? Bo nie mają czasu. Zauważyłem po sobie, przeglądam w pośpiechu, przelatuję po tytułach, żeby czegoś ważnego nie przegapić, czytam w pośpiechu. Zupełnie inaczej na wakacjach, czy w ubóstwie, gdzie mało informacji dociera. Wtedy na spokojnie, nic nie pogania, wszystko się zdąży poczytać. W ciszy ciekawsze wydają się nawet pobieżne informacje.

Spada czytelnictwo (książek) bo za szybko żyjemy. Elektroniczne treści nie uważamy za czytelnictwo. Zapewne współcześnie więcej czytamy, bo więcej liter i słów mamy przed sobą. Ale nie traktujemy tego jako czytelnictwo. Czytamy na co dzień a nie od święta. Być może więcej nie znaczy lepiej. Czytamy więcej, a mimo to czujemy niedosyt…

To chyba nie elektronika jest przyczyną „spadku czytelnictwa” tylko bardziej wygodne i dostosowane do szybkiego przeglądania treści. Spada „czytelnictwo” bo wzrasta tempo życia.

Wakacje to dobra okazja być spróbować powolnego życia, slow life. Ciut zamilknąć i więcej słuchać. Nawet odpocząć od czytania. I pisania.

Największe rzeczy dzieją się w ciszy. W małych wsiach wykluczeni zawodowo (np. środowiska popegeerowskie) i społecznie nie mają szans, a my jeszcze im szkoły zabieramy. Obecne reforma edukacji, zadekretowana przez PiS, kolejny raz zagraża małym szkołom wiejskim. Zanosi się na zagęszczanie klas i zwalnianie nauczycieli. Ale to już zupełnie inna opowieść, na inną okazję.

Sząbruk. Niezwykłości przyrody regionu – co żyje w źródle

13590319_10208738305928381_2181717559289337689_nKiedy za oknem pada deszcz, to można porozmyślać. Szum spadających kropel, jest jak uspokajająca muzyka. Część wody spłynie od razu, ulicami, odpływami burzowymi do rzeki, potem do morza. Ale część wsiąknie i zasili wody podziemne. Po jakimś czasie, może po kilku miesiącach, może po kilku latach a może nawet po kilkudziesięciu, woda wypłynie na powierzchnią. Miejscem tego wypływu są źródła.

Podobnie jest z mądrymi słowami: po jednych spłyną, w innych zapadną, i „wypłyną” po jakimś krótszym lub dłuższym czasie. Staną się ożywczym źródłem czegoś nowego.

Muzyka, którą gra Pro Musica Antiqua, powstała wiele lat (stuleci) temu. Teraz ponownie do nas „wypływa” i możemy cieszyć się dźwiękami.

Ale wróćmy do źródeł, obiektów przyrodniczych bardzo małych. Małe jest nie tylko piękne ale i wpływowe. Miejsca wypływu wody, źródliska, w naszym regionie najczęściej znaczą żelaziste nacieki. W zetknięciu z tlenem atmosferycznym utleniają się związki żelaza i wytrąca się nierozpuszczalny tlenek żelaza. Niczym rdza. U nas przeważają źródła typu helokrenowego. Małe wysięki z cienką warstwą wody to unikalne siedlisko dla fauny i flory. Nie ma co prawda u nas stygofauny, ale życie biologiczne jest równie ciekawe.

Źródliska często rozpoznać można po żółto kwitnącej śledzienicy skrętolistnej. Mała, niepozorna roślina kwitnąca już w marcu (a i w lutym można spotkać zakwitającą). Można powiedzieć że prawdziwy zwiastun wiosny. Ciekawostką jest to, że zapylana jest przez ślimaki. Innym niezwykle interesującym mieszkańcem źródeł helokrenowych jest chruścik krynicznia wilgotka (Crunoecia irrorata), gatunek chroniony i parasolowy (dla ochrony źródeł). Łatwy do przyżyciowego oznaczenia. A jeśli w źródle występuje, to znaczy że fauna ma w miarę naturalny charakter (warta jest ochrony). I można się tam spodziewać wielu innych źródliskowych gatunków: chrząszczy, wodopójek, ślimaków, muchówek itd. Na przykład nitnikowca Gordius aquticus. Leniwie poruszający się pasożyt o niecodziennym kształcie.

Źródło jest swoistą dziurką od klucza, przez które można „podglądać” cały ekosystem (krajobraz). Uwidaczniają się w nim różnorodne procesy, np. reżim hydrologiczny w skali wieloletniej, zanieczyszczenia wód podziemnych, sposób użytkowania otaczającego źródło zlewni. Dlatego źródliska wzbudzają zainteresowanie ekologów.

Kameralny kontakt z przyrodą wycisza nas i tak jak muzyka, łagodzi obyczaje. To właśnie przy źródliskach miały miejsce liczne objawienia, np. w pobliskim Gietrzwałdzie.

W wakacyjnych wędrówkach po Warmii i Mazurach, warto przysiąść przy źródle. By napić się czystej i chłodnej wody i by porozmyślać o przyrodzie, o życiu, o ludziach. Kameralnie posłuchać głosów przyrody i cieszyć się jej widokiem. Nawet jak komary dokuczają.

Zobacz letnie koncerty kameralne oraz więcej zdjęć na facebooku.

13559043_10208738314688600_593389709935168873_o