Wiosenne poznawanie przyrody z tatą lub dziadkiem

Syn już wyrósł. Niestety. Czekam na wnuki. Bo małe dziecko jest jak pies, wyciąga z domu na spacer, nawet największego leniucha. A że jest ciekawe (dziecko) to pyta o wszystko co wokół. Tak jak moja mała sąsiadka. Czasem przez okno widzę, jak co chwila się zatrzymuje, by w zaciekawieniu patrzeć co na chodniku, co pod krzakiem itd. Cieszy się życiem i o wszystko pyta. I można patrzeć na ślimaka, na mrówkę i opowiadać, opowiadać i przy okazji samemu dostrzegać różnorodność świata. I się nim cieszyć.

Wiosna wybuchła, wkoło pachnie kwitnącymi mirabelkami, świeżą zielenią. Tyle, że ten świat za oknem jest inny od tego, który znamy z telewizji i internetu. Jak tu więc dziecku opowiadać? Od tego są książki. Oraz internet. Zrobić zdjęcie i poprosić innych o rozpoznanie, potem doczytać i już można snuć opowieść. Opowieść prawdziwą. Chyba przedwczoraj na Facebooku zobaczyłem żółtą żabę. Ktoś się pytał co to jest (najpewniej żaba zielona, jeziorkowa tylko jakaś taka albinotyczna). Zachwyty innych. Grupowa konsultacja wskazuje na jakieś dziwne, albinotyczne zjawisko. Nigdy nie przypuszczałem, że mogą być żółte żaby u nas. Ciekawe jak często (rzadkie) to zjawisko?  A zdjęcie zachęca by samemu szukać odpowiedzi, sięgać do książek, szukać w przepastnych zasobach internetowych. Tylko komu teraz opowiedzieć o żółtej żabie? I o chruścikach, które przedwczoraj widziałem nad Łyną….

mikoluszkoprzyrodaSamemu, jako dorosły, to jakoś tak trochę głupio spacerować i przyglądać się żuczkom w trawie, kwiatom na drzewach. Co innego z dzieckiem. Można pokazywać świat komuś innemu.

Niedawno otrzymałem dobrą książkę dla dzieci (i dla tatusiów lub dziadków). Załączona obok jako ilustracja – „Z tatą w przyrodę” Wojciecha Mikołuszki. Pięknie ilustrowana przez Tomasza Samojlika. I co najważniejsze poprawna merytorycznie. Ciekawe opowieści o przyrodzie, ułożone fenologicznie. W kwietniu można z autorem obserwować żaby i traszki a na trzeciego maja pojawia się propozycja poznawania świata wodnych pluskwiaków, z płoszczycą, topielicą, pluskolcem czy nartnikami.

W sumie 43 opowieści o rodzimej przyrodzie (z wyjątkiem relacji z wycieczki do Ameryki), zainspirowane wycieczkami z własnymi dziećmi. I co najważniejsze poprawne merytorycznie, z rodzimymi gatunkami (z wyjątkiem, o którym wspomniałem). Książka dla dzieci i młodzieży, do rozbudzania zaciekawienia rodzimą przyrodą i zachętą do wycieczek, nawet po mieście. Ale to także książka do dorosłych, by wiedzieć jak zaplanować wycieczkę z własnymi dziećmi… lub wnukami. I co im ciekawego można pokazać.

Na mojej półce bibliotecznej znacznie pokaźniejszy zasób książek przyrodniczych. Trzeba to jakoś wykorzystać, by częściej chodzić na spacery. W czasie pierwszego weekendu majówego umówieni jesteśmy (dorośli) na foto-piknik entomologiczny, w Lesie Miejskim. To znowu będzie pretekst spacerów przyrodniczych. Już nie opowiadanie własnemu dziecku ale robienie zdjęć… by później opowiedzieć na blogu. I wspólnie zachwycać się rodzimą przyrodą i życiem wokół nas.

Własne dziecko wyrosło. Pozostaje Uniwersytet Dzieci i rodzący się wolontariat miejski. Co prawda ten ostatni planowany jest raczej do obsługi dużych imprez, ale dlaczego nie wykorzystać potencjału ludzi do pielęgnacji zieleni w parkach i skwerach oraz do … opowieści o przyrodzie i spotkań na trawniku. Ze sztuka, grą terenową czy planszową, zabawami i opowieściami o przyrodzie. O chruścikach, biedronkach, pokrzywach na zupę czy jadalnym Uchu Judasza.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s