
Nauka tworzy się w kontekście. W kontekście istniejącej już wiedzy i w kontekście eksperymentu oraz ciągłego weryfikowania zastanej wiedzy z obserwowaną rzeczywistością. Nauka to także nieustanna praca zespołowa. A w pracy zespołowej trzeba wiedzieć co zrobili i co robią inni (inaczej byłby chaos). Stąd naukowiec … najczęściej czyta i słucha. Rzadziej pisze. Przyrodnik także eksperymentuje.
Jak robić notatki i tworzyć swoją bazę wiedzy, złożonej z różnorodnych publikacji naukowych? Wszystkiego się nie zapamięta (papie i komputer jako zewnętrzne „przedłużenie” mózgu?). A teraz nawet nie jest się w stanie przeczytać… Podobno w ciągu roku publikuje się ponad milion prac naukowych. Nawet w swojej wąskiej dyscyplinie liczba prac do przeczytania i zapoznania się jest duża. Zbyt duża, stąd rosnąca specjalizacja.
Kiedy zaczynałem swoją przygodę z nauką, jeszcze jako student, szczytem profesjonalnego zbierania informacji były, dziś już archaiczne, fiszki biblioteczne. Udało mi się zdobyć z demobilu małą szafkę biblioteczną i z dumą przez młodzieńcze lata zapisywałem setki fiszek bibliotecznych z danymi bibliograficznymi. Fiszki grupowałem nie tylko alfabetycznie ale i działami tematycznymi. Od co najmniej dziesięciu lat szafka z fiszkami stoi zakurzona i nie zaglądam do niej. Z perspektywy lat wydaje się cała moja praca zupełnie niepotrzebna. A wszystko przez postęp technologiczny.
Duża liczba publikacji to problem z ich odszukiwaniem. Jeszcze na studiach spotkałem się z kartami perforowanymi: pierwowzorem komputerowych baz danych. Na kartę formatu A5 zapisać można było nie tylko dane bibliograficzne ale i notatki z przejrzanej publikacji, np. zagotowując także nazwy gatunkowe, wnioski. Potem według przyjętego systemu nacinało się dziurki na obrzeżach. Żeby wybrać interesujące nas prace wg „słów kluczowych” wystarczyło włożyć drut i podnieść do góry. Zamówiłem u stolarza odpowiednią szafkę i wypełniałem karty… Też od dawna z tego systemu nie korzystałem… Bo pojawiły się komputery. W zasadzie moja inwestycja nie przyniosła spodziewanych efektów… zestarzała się zanim zgromadziłem wystarczającą liczbę danych. Może jedynym zyskiem był bodziec do przeglądania i przepisywania. Coś z tego może w głowie zostało…
Od połowy lat 90. XX w., gdy do powszechnego użycia weszły komputery, systematycznie pojawiają się różnorodne programy i bazy danych. Kłopot tylko taki, że trzeba najpierw bibliografię wpisać. A w zasadzie przepisać z fiszek do bazy danych. W tak zwanym międzyczasie zmieniło się kilka systemów operacyjnych, komputery znacznie „wyewoluowały”. Zaczynałem z kilkoma bazami danych…. Do tamtych już nie wracam a elektroniczne dane śa nie do odzyskania (np. na pięciocalowej dyskietce).
Na początku swojej pracy zetknąłem się także z pismami przeglądowymi, swoistymi przeglądami tego, co w czasopismach naukowych się znajduje. Duże zespoły przepisują dane bibliograficzne oraz streszczenia i (kiedyś) było to drukowane. Wystarczyło przejrzeć zawartość (łatwiej przeszukiwać spisy treści w jednej pracy niż tysiące oddzielnych tomów czasopism) i z tysięcy wybrać kilkanaście interesujących prac. Olsztyn był prowincjonalnym ośrodkiem naukowym. Więc żeby przeczytać często jeździłem do bibliotek w Warszawie (teraz podróżuję internetowo i to znacznie dalej). Wysyłałem też dziesiątki dezyderatek – próśb do autorów o przysłanie nadbitki jego pracy. Obok szafki z fiszkami na półce pęczniały segregatory z papierowymi publikacjami o chruścikach (i nie tylko).
W tamtym czasie miałem dostęp do dwóch różnych materiałów: rosyjskojęzycznego Referatywnyj Zhurnau oraz angielskiego Current Contents. Teraz już takich papierowych wydawnictw nie ma. Pozostały wspomnienia.
W ostatnich latach pojawiło się kilka różnych systemów gromadzenia i przetwarzania informacji bibliograficznych (np. tu , tu google scholar). Wszystkie mają wspólną cechę – bazy danych są zewnętrzne a dostęp jest internetowy. Przedwczoraj dowiedziałem się o Research ID. No i odrobiłem swoją pracę domową.
Ale to było tylko pierwsze zadanie. Teraz trzeba odrobić pozostałe „słupki”, zadane do domu. Kiedy na to wszystko znaleźć czas? Gdy poprzednie systemy nie zostały wykorzystane, a tylko „liźnięte”. Od nadmiaru rzeczywiście głowa boli a czasu coraz mniej…
Od wielu lat dokonuje się proces przepisywania różnych danych z „papieru” na dyski komputerowe. Chyba znaczący postęp dokonuje się głównie dzięki zaangażowaniu samych naukowców. Bo to dzięki ich wolontariatowi i współpracy powiększa się cyfrowa baza informacji naukowych. Łatwiej dotrzeć, łatwiej wykorzystać. Niemniej pracy jest bardzo dużo. A publikacje gromadzę w formie elektronicznej, na dysku. Łatwo je znaleźć… trudniej przeczytać ze względu na liczbę… Tone bardziej w nadmiarze informacji. Rzeczywiście, kompetencją kluczowa XXI w. jest umiejętnie wyszukiwanie, gromadzenie i zarządzanie informacją.
I tak sobie myślę, czy za jakiś czas cała ta nasza praca nie pójdzie na marne…. bo wymyślony zostanie zupełnie inny system. Przez szybki postęp technologiczny w ciągu jednego życia zmienia się ogromnie dużo. Nawet naukowcy nie nadążają…. I to przez samych siebie – bo nauka przyspiesza postęp:).
Coraz szybciej, coraz więcej…. tylko że zanim się dokończy jedną „inwestycję” i zanim zacznie się czerpać z niej owoce, wchodzi coś nowego, co podważa sens wcześniejszego wysiłku…







