Zostawcie trochę liści dżdżownicom!

Zazkoczyły mnie argumenty wskazujące, że utrzymanie trawników w mieście (Olsztynie) jest drogie, dlatego drogowcy potencjalne trawniki wykładają polbrukiem… Po jesiennym i niezbyt potrzebnym koszeniu wielu trawników do gołej ziemi (ani to tanie, ani potrzebne), przyszedł czas na grabienie liści z trawników. Też zapewne kosztuje…

Oczywiście, ze względów bezpieczeństwa liście powinny być zmiatane z chodników. W niektórych miejscach, w ramach likwidowania szrotówka kasztanowiaczka, także zgrabiane z trawników pod drzewami kasztanowców. W innym miejscach liście mogą leżeć na trawnikach. Raz, że ładnie, dwa – korzystne przyrodniczo. Bo na przykład co mają jeść dżdżownice, gdy wszystkie liście zostaną wygrabione (a potem co mają jeść ptaki i krety, gdy dżdżownic zabraknie)? A to tyllko jeden z przykładów. Przecież detrytusofagów jest znacznie więcej. Po co więc niszczyć bioróżnorodność miasta?

Tym bardziej, że są to koszty. Liście nie są wykorzystywane do uzyskiwania energii  z biomasy (a mogłyby być). W sumie wychodzi kosztowne marnotrastwo i szkodnictwo estetyczno-przyrodnicze.

Upowszechnianie wiedzy, także w formie nieformalnej i pozaformalnej, z pewnością może przynosić korzyści finansowe i gospodarcze, a społeczne na pewno. Przydałoby się więc więcej programów edukacyjnych we wszystkich publicznych mediach.

Miasto bez chodników a Krajowe Ramy Kwalifikacji

W różnorodnych analizach, dotyczących kluczowych kompetencji w wieku XXI, podkreśla się wagę pracy zespołowej oraz sprawnej komunikacji. O wielkich zaległościach tylko w tych dwóch kompetencjach społecznych przekonujemy się na codzień. Przykładem są inwestycje w mieście i brak chodników.

Na powyższych zdjęciach jest uwieczniony fragment ulicy Obrońców Tobruku. Inwestycja zakończona jakieś 10 lat temu (albo i więcej). Do tej pory po jednej stronie całkowicie brakuje chodnika. A chodzą tamtędy codziennie setki ludzi, w tym studenci na zajęcia (w duchu złorzecząc wykonawcom i gospodarzom miasta). Na pobliskiej ulicy Iwaszkiewcza także po jednej stronie nie zaprojektowano chodnika. Ewidentny brak wyobraźni i błąd w sztuce. A przecież takich miejsc tylko w Olsztynie jest bardzo dużo.

Równocześnie w innych miejscach buduje się betonowe trawniki (np. tu i tu). Zilustrowane zdjęciami braki nie wyknikają więc z braku surowca lecz z braku m.in. umiejętności pracy zespołowej (nie w grupie, np. w urzędzie miasta, ale w zespole!) oraz braku umiejętności komunikacji społecznej (np. tu).

Nie piszę, żeby narzekać i kolejny raz wytykać niedogodności życia w mieście (to już robią inni w wielu innym miejscach, niczego nowego więc nie wniosę). Piszę, aby podkreślić, że reforma zawarta w Krajowych Ramach Kwalifikacji (dotyczy szkolnictwa wyższego) nie sprowadza się do układania w tabelkach zajęć. Głównym celem, jakżesz przez nas pomijanym, jest zmiana filozofii kształcenia i nastawienie na cel.

Czy można uczyć pracy zespołowej, samemu nie potrafiąc? Czy można uczyć nowoczesnych technik komunikacji społecznej samemu ich nie praktykując? Współczesny uniwersytet to miejsce, gdzie i wykładowcy muszą się dużo uczyć. Bo świat się zmienia. Ważne są nie tylko detale, ale i jakże ważne kompetencje społeczne. A pracy zespołowej można uczyć się… piekąc ciasto ta seminarium licencjackie…

Tiramisu, transplantacja i Tydzień Otwartej Edukacji

W poniedziałek rano, o 8.45 rozpoczęło się seminarium licencjackie ze studentami biotechnologii. Była kawa i tiramisu. I tak rozpoczęliśmy Tydzień Otwartej Edukacji. Co ma do tego ciasto, herbata i kawa? Sporo, ale po kolei.

W dzisiejszej Gazecie Wyborczej można przeczytać o apelu noblistów, aby Unia Europejska nie oszczędzała na nauce: "Wiedza nie zna granic, ryzykujemy utratę pokolenia utalentowanych naukowców w momencie, gdy Europa potrzebuje ich najbardziej." A wcześniej z wielu źródeł płynęły sygnały, że otwarta nauka i łatwy dostęp do wiedzy naukowej sprzyja kreatywności i innowacyjności gospodarczej. Zbyt restrykcyjne prawo autorskie może być hamulcem (a przede wszystkim nieznajomość tego prawa). Ale nawet w obrębie obowiązujących przepisów wiele można zrobić w ramach upowszechniania wiedzy. Nowoczesne technologie i internet ułatwiają to zadanie. Ale trzeba je praktycznie poznać, a nie tylko czytać o nich w gazetach lub słuchać na wykładzie. Od samego czytania książki kucharskiej nikt jeszcze kucharzem nie został. Trzeba spróbować, nawet jeśli na początku nawet woda się przypala :).

Dostęp do wiedzy demokratyzuje się i otwiera na niespotykaną dotąd skalę. Możemy być w tym aktywni. Nowoczesne technologie komunikacji sprzyjają wzrostowi wydajności oraz innowacyjności naukowej. Czy kawa i ciasto na tradycyjnym seminarium akademickim jest objawem innowacyjności? W pewnym sensie tak, bo jest to przełamywanie utartych schematów i rutyny "klasowo-lekcyjnej". Uczenie się nie musi być męczarnią. W poniedziałek rano wielu studentów przychodzi na zajęcia bez śniadania, a zaplecze socjalne jest jeszcze mizerne. Udostępnienie studentom czajnika elektrycznego nie jest wielkim wyczynem…. Zdobywanie wiedzy może być przyjemnością. A skromny poczęstunek jest próbą zbliżania do prawdziwych spotkań naukowych. Przerwa kawowa jest tam standardem. Tworzenie przyjaznej przestrzeni do dyskusji jest ważną umiejętnością i kompetencją społeczną. Ważną, nawet dla biotechnologów. Studenci uczą się więc "do rzeczwistości" a nie sztucznego, nieprawdziwego świata, gdzie udaje się przed sobą zainteresowanie…

Ruch otwartej nauki rozwija się (dlaczego miałby omijać Olsztyn i Wydział Biologii i Biotechnologii?). W szerszym kontekście nazywany jest ruchem na rzecz wolnej kultury. Wiedza i kultura traktowane są jako dobro wspólne i powinniśmy zapewniać możliwie szeroki i swobodny dostęp do treści wszelkiego rodzaju. Najczęściej studenci biorą w tym udział jako bierni odbiorcy… Ale mogą też aktywnie upowszechniać wiedzę. Dzielić się swoją fascynacją i radością odkrywania tajemnic świata (mniej lub bardziej molekularnego).

Na poniedziałkowym seminarium student biotechnologii wygłosił referat pt. "Transplantacja narządów wyzwaniem dla biotechnologii". W seminarium uczestniczyli nie tylko studenci "z grupy", ale i z innych grup oraz z innych wydziałów. To pierwszy krok ku upowszechnianiu wiedzy i ku autentycznym dyskusjom (na prawdę a nie tylko "na zaliczenie"). Zaczynamy w ramach seminarium licencjackiego… ale w planach są wystąpienia studentów, upowszechniające odkrycia biotechnologiczne, także poza murami uniwersytetu. I myślę, że nie tylko w formie referatów w liceach czy nawet w olsztyńskiej kawiarni naukowej, ale i w formie internetowej. Możliwości jest wiele. Wspólnie poszukamy.

Idea otwartej nauki (zdobywania wiedzy, poznawania świata) obejmuje różne projekty promujące otwarte modele komunikacji naukowej, wykraczającej poza wąskie ramy jednej dyscypliny czy jednego kraju. Dlaczego z innowacyjnością czekać do dyplomu i do opuszczenia murów uniwersytetu? Dlaczego nie zaczynać od zaraz?

A co z tym tiramisu? Upieczone zespołowo. Uczenia się pracy zespołowej można zacząć od pieczenia ciasta i zmywania naczyń. Potem można przygotowywać małe projekty, związane z otwartą edukacją, a potem…. zakładać własne biotechnologiczne przedsiębiorstwa. Nawet i "w garażu". Naszym bogactwem jest kapitał ludzki. O wiele cennniejszym nawet niż gaz łupkowy. Byleby nam ten kapitał się zbytnio nie ulatniał za granicę :).

Tydzień Otwartej Nauki jest dobrym pretekstem, aby uczynić kolejny, niewielki krok. To nic, że niewielki kroczek, ważne, że w dobrym kierunku!

Łuskanie fasoli i darcie pierza w… rezerwacie przyrody

Niewątpliwie świat się zmienia szybciej niż nasze społeczne do niego dostosowanie. Tak jak ekologiczne prawo Czerwonej Królowej: trzeba szybko biec, aby zostać w tym samym miejscu. Gatunki nie są przystosowane do środowiska (ono się zmienia i ciągle "ucieka"), gatunki nieustannie się przystosowują. Jest więc ciągle jakaś sfera nieprzystosowania. Podobnie z naszymi społecznymi przyzwyczajeniami.

Człowiek to istota społeczna. Chcemy być wśród ludzi, chcemy do nich mówić, chcemy się komunikować. Ale jak być ze sobą we współczesnym świecie? Nie zbieramy się w chacie, aby wspólnie łuskać fasolę, drzeć pierze, międlić len czy robić pranie (precę wykonuja urządzenia a my nie mamy pretekstu do zbiorowego spotkania). Coraz mniej mamy okazji do bycia aktywnego ze sobą. Facebook czy blog nie wystarczy. E-komunikacja tylko ułatwia komunikację, ale jej nie zastępuje.

Na nowo więc musimy wymyślać przestrzeń publiczną i nowe sposoby aktywności. Takim pomysłem była wspólna studencko-rodzinna wyprawa do Pieniężna i Rezerwatu Dolina Rzeki Wałszy. Celem było posprzątanie, czyli zbieranie śmieci. Zrobić coś sensownego dla świata a przy okazji pobyć ze sobą. Poznać się. Czy po prostu pobyć w przyrodzie. Poszukać sensu życia swojego i zbiorowego, delektując się pięknem złotej polskiej jesieni. Pokontemplować kulturowe i przyrodnicze dziedzictwo Europy i własnego kawałka lokalnej ojczyzny…

Zrozumieć społeczeństwo, zrozumieć przyrodę, zrozumieć swoje kulturowe dziedzictwo. Gdzież lepiej rozmyślać jak nie w czasie aktywnego spaceru w przepięknej, warmińskiej przyrodzie?

(więcej zdjęć tu i tu.)

ps. śmieci w rezerwacie było niewiele. To powód do optymizmu. Większość przyniesiona została przez rzekę Wałszę z Pieniężna i innych miejscowości. To dobry symbol tego, że nie da się chronić przyrody tylko u siebie – trzeba globalnie. Ale jedną butelkę przywiozłem do domu, do pomalowania. Inną, już pomalowaną, zostawiłem w prezencie. To taki mój ślad na Ziemi: pozbierać śmieci i zostawić coś odzyskanego. Nieskomplikowane czynności codzienne sprzyjające rozmyślaniom.

Jak studenci uczą mnie korzystać z Facebooka?

Jeśli traktować uniwersytet jako przestrzeń wspólnych poszukiwań prawdy i Prawdy oraz wspólnotę nauczających i nauczanych, to i role nigdy nie są stałe. Raz ty uczysz, raz uczą ciebie. A w zasadzie wszyscy uczymy się przez działanie. Uczymy się nie na pamięć, nie dla egzaminu ale dla "życia", rozwiązując tu i teraz konkretne i autentyczne problemy.

Rozpocząłem seminaria licencjackie ze studentami biotechnologii. Szukając form komunikacji poza spotkaniami w sali (bo przyjęliśmy, że nie chodzimy na lekcje tylko autentycznie dyskutyjemy, że rozwiązujemy problemy metodą projektu a nie wypełniamy czas od dzwonka do dzwonka), zdecydowalismy się na wykorzystanie Facebooka. Wydawało mi się, że ten program i portal (?) znam i umiem z niego korzystać. No tak, coś tam wiem, ale okazuje się, że doświadczenia studentów są inne i poszerzają mi horyzonty. Przy studentach odkryłem zamkniętą grupę z możliwością umieszczania plików. Jeśli nauczą mnie jeszcze korzystania z telefonu komórkowego przy komunikacji via FB, to uczynię kolejny krok ku m-learningowi (edukacja mobilna). Fascynujące jest uczyć się w zespole, gdzie każdy może pokazać swoje doświadczenie, swoje "talenty", jednocześnie ucząc się od innych. Universitas nie jest bajką nawet w epoce cyfrowej i internetowej.

W sumie ninijeszy blog również powstał w dialogu ze studentami, jako wyraz poszukiwania nowych sposobów komunikacji w społeczeństwie coraz bardziej mobilnym i cyfrowym. Zaczynałem od własnej strony www, a teraz dostrzegam coraz to nowe i profesjonalne narzędzia. Co ważne – ZA DARMO! Wolna wiedza i open source w gruncie rzeczy mocno tkwią w istocie uniwwersytetu i nauki jako takiej.

Bo niby mamy urzędowe narzędzia. Na przykład taki USOS. Ale co z samochodu, który stoi ciągle w garażu? Jest jak łazienka u Solskich w fimie "Kogiel-mogiel". W moim USOSie nie ma planu zajęć, nie ma wyboru zajęć itd. (ale wcale nie jest to wina oprogramowania). Bo jeśli nie chce się wprowadzić wyboru zajęć (rzeczywistego a nie na papierze), to te funkcje nie są włączane. Na szczęście istnieje świat, wolny świat pozainstytucjonalny, nastawiony na efekt a nie celebrację. Do tej pory korzystałem z UTUTI, Academiol.pl – jako swoistego dziennika wirtulanego oraz komunikacja ze studentami (grupa, udostępnianie plików, w tym moim notatek z wykładów, tworzenie wydarzeń, dyskusja). Do tej pory to ja studentów informowałem o takich możliwościach, zakładałem grupy, mobilizowałem do aktywności. Teraz to studenci pokazali mi nowe narzędzie.

Kształcenie ustawiczne dotyczy każdego. A kreatywność jest od tego, aby obchodzić wszelkie niemożności i trudności. Skoro nie działa uczelniany system, ani strona wydziałowa, ani USOS, tak żeby ułatwić sensowną komunikację, udostępnianie materiałów edukacyjnych studentom, rzeczywistą dyskusję z wykorzystaniem e-learningu i m-learningu, to można sobie poradzić zupełnie inaczej (żadna tama nie zatrzyma dużej rzeki). Nawet Facebook do tego się nadaje. A ja cieszę się dodatkowo, bo razem przetestujemy  kolejne narzędzie do profesjonalnej komunikacji społecznej i do pracy zespołowej. Nauka przez działanie. Po studiach, jako absolwenci, będzą rzeczywiście mieć umiejętności i kompetencje a nie tylko wpis w suplemencie do dyplomu.

ps. zdjęcie z tegorocznej Nocy Biologów, styczeń 2012. Naukowcem się bywa a nie jest. Bywa się w momencie poszukiwania i otwarcia na nowe.

Futuronauta i ekolog na Marsie

okladkafutoronauta

Listonosz to sympatyczny pan. Dzisiaj przyniósł mi przesyłkę z Krakowa, z Centrum Innowacji, Transferu Technologii i Rozwoju Uniwersytetu (UJ). W przesyłce było kilka autorskich egzemplarzy książki pt. „Futuronauta – najlepsze teksty futurystyczno-naukowe”, a w śroku mój tekst „Ekolog na Marsie”.

Jakkolwiek nie liczy się to punktowanego dorobku naukowego, to wspomniany artykulik daje mi dużą satysfakcję. Z kilku powodów. Spróbowałem napisać coś zupełnie innego, ale mieszczącego się w upowszechnianiu wiedzy (w tym przypadku ekologii i biotechnologii). Po drugie uczestniczyłem w czymś naprawdę nowatorskim i innowacyjnym. Szkoda tylko, że to z Krakowem… U nas też jest jakieś centrum innowacji, ale nie ma tak dobrych, odważnych i innowacyjnych pomysłów. Ot szara, sztampowa biurokratyczna bezbarwność.

Obok radości mała refleksja ze smutkiem w tle…. bo szkoda, że swoje „talenty” i koncepcje muszę realizować gdzieś daleko, a nie u siebie. Zarządzanie zasobami ludzkimi (kapitał ludzki) jest kluczem do sukcesu polskiej nauki i szkolnictwa wyższego…

Jestem Europejczykiem i jestem z tego dumny

europa

Pokojowa nagroda Nobla dla Unii Europejskiej daje mi dużą satysfakcję. Czuję się Europejczykiem i podwójnie jestem dumny. Raz z faktu bycia Europejczykiem, dwa za docenienie niezwykle wartościowego pomysłu, jakim jest Unia Europejska. Europa bez wojen, integrująca się, poznająca się, współpracująca, wspierająca się. Warto ją rozszerzać o kolejne kraje. Nie zatrzymywać zazdrośnie tego, co wartościowe, tylko dla siebie.

Kiedyś Europa nieustanie szarpana była wojnami. Dalej się różnimy, rozwijamy swoją lokalność i odmienność, nie zatracamy ani kultury ani języka. Wręcz przeciwnie. Silny wspiera słabszego. Pomysł na „Unię” jest nawet naśladowany, mniej lub bardziej wiernie, w innych częściach świata. Mimo trudności i narzekania wiecznych malkontentów i przestraszonych, dumny jestem z Unii Europejskiej.

Czuję się Europejczykiem, ale wcale nie przestaję być Polakiem czy Warmiakiem. Te wartości się dopełniają a nie wykluczają. Na przykład w UE czuję kontynuację w znacznie poszerzonej wersji Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

Łatwiej podróżować bez wiz i stania w długich kolejkach na granicy. I wszędzie czuję się jak u siebie, czy to w Wilnie, Rumunii, Francji, Niemczech, Wiedniu, Daugavpils. Najczęściej nie zdajemy sobie sprawy jak bardzo, my Europejczycy, jesteśmy do siebie kulturowo podobni. Na dodatek Unia Europejska niesie w sobie wiele ideałów chrześcijańskiej Europy. Łączą nas wspólne wartości. Zbyt często mówimy o gospodarce i pieniądzach, za mało o wartościach. A przecież Unia Europejska to unia wartości, a nie tylko unia gospodarcza!

Nie boję się świata i odmienności. Wiedza pozwala zrozumieć świat nas otaczający. Wiedza jest w tym sensie źródłem szczęścia. I tak też widzę uniwersytet. Nie jako wyższą szkółkę zawodową, ale jako miejsce, gdzie zdobywa się prawdziwą wiedzę i prawdziwe szczęście (wiedzą jak żyć i był szczęśliwym, spełnionym). Owszem, jest to projekt daleki od zakończenia. Tak jak i Unia Europejska. Banalnie napiszę: to nasz zbiorowy obowiązek. I czuję się dumnym obywatelem Europy, który może płacić składki i wspierać słabszych. Nie jestem parobkiem, patrzącym jedynie na UE jako międzynarodową pomoc społeczną. Jestem dumnym Europejczykiem, ciągle zgłębiającym naszą wspólną, europejską historię. A łączy nas wiele od wielu stuleci, nawet tysiącleci. A teraz zostałem noblistą… 🙂

Pierwotnie wpis ilustrowało zdjęcie – uwiecznione małe francuskie miasteczko Montierchaume, merostwo, miejsce wrześniowego spotkania ze Stowarzyszeniem Francja-Polska. Ale po przenosinach bloga nie mogłem go odnaleźć.

ps. w nawiązaniu do słów Pawlaka z „Samych swoich”, ludzie nie dzielą się na Polaków, Niemców, Ruskich, ale tak po prostu, na mądrych i głupich.

Miasto jako ekosystem czy miasto ogród?

Oba zamieszczone zdjęcia wykonałem w Olsztynie, w środku miasta (nie na obrzeżach!). Są ilustracją do wykładu pt.  „Miasto jako ekosystem”, który wygłoszę 13 października br. o godz. 11.00 na zaproszenie Stowarzyszenia Warnija, w ramach cyklu spotkań  "Moje miasto, czyli jakie miasto?". Miejsce: Olsztyńskie Centrum Organizacji Pozarządowych, ul.Szewczenki 1 (na Zatorzu, przy ul Jagiellońskiej, byłe koszary wojskowe), Olsztyn. (więcej o spotkaniu).

Streszczenie wykładu. Ekosystem to coś więcej niż ogród, bo odnosi się nie tylko do estetyki ale funkcjonowania. Traktownienie miasta jako ekosystemu nie kłóci się jednak z wizją miasta-ogrodu. Co więcej, pełniej i lepiej uzasadznia koncepcję miasta-ogrodu agrumentami przyrodniczymi i medycznymi.

Wiedza naukowa zmienia nasz pogląd na świat. Przykładem może być medycyna i ochrona zdrowia. Organizm ludzki traktowany jest obecnie jako swoisty ekosystem, w którym liczba komórek batreryjnych jest kilkakrotnie większa niż własnych (komórki bakteryjne są znacznie mniejsze, łącznie jest ich w naszym organizmie około 1,5 kg). Mikroorganizmy nie są więc traktowane wyłącznie jako patogeny ale także jako ważny element zdrowia i funkcjonowania organizmu ludzkiego (mikroorganizmy do wielokrotnie więcej genów funkcjonalnych niż w ludzkim DNA). Wiedza ta znaczaco wpłynęła na codzienną praktykę medyczną. Podobnie jest z wykorzystaniem wiedzy ekologicznej w planowaniu przestrzennym i zarządzaniu aglomeracjami.

Człowiek jako gatunek, przystosowany do konkretnego środowiska, ewoluował przez miliony lat. W planowaniu przestrzennym miasta warto te proste fakty zauważyć i dostosowywać miasto do biologicznych potrzeb człowieka a nie odwrotnie. Wiele chorób cywilizacyjnych wynika z niedostrzegania tych potrzeb: alergie, otyłość, nerwice, ADHD itd. Ekosystemowe spojrzenie na miasto nie jest jakimś antymodernistycznym dziwactwem i "uciekaniem na drzewo". Jest wykorzystywaniem wiedzy naukowej w rozwiązywaniu problemów jak również w funkcjonalnym planowaniu przestrzeni i budowania środowiska życia nas samych. Jest w końcu sensownym zarządzaniem zasobami przyrody.

Czy miasto jest ekosystemem? I jak podstawowe prawidłowości ekologiczne wykorzystać w praktyce? Produkcja pierwotna i dopływ materii organicznej jako źródła zasobów w ekosystemach. Czy i na jaką skalę możliwa jest produkcja żywności w miastach, jak sensownie zagospodarować odpady, jak wykorzystać energetycznie biomasę? Mimo istotnych podobieństw do innych ekosystemów, widoczna jest specyfika ekologiczna urbicenoz: różnice klimatyczne, fragmentacja przestrzeni, natężenie czynników szkodliwych (antropogenicznych). Synurbizacja jest procesem przystosowywania się gatunków do życia w mieście. W jakimś sensie samego człowieka również. Obserwujemy napływ gatunków obcych i inwazyjnych. Jakie to wywołuje efekty?

Miasto jest swoistą wyspą cieplną i wyspą ekologiczną, w niektórych regionach obszarowo większą niże tereny rolne czy leśne. I ten proces się nasila. Urbicenoza jest ekosystemem, który powstaje na naszych oczach: wyraźnie widoczne są procesy sukcesji ekologicznej i ewolucji.

Zieleń w mieście to nie tylko funkcje estetyczne i rekreacyjne ale i biotechnologiczne urządzenia do oczyszczania powietrza, poprawiania mikroklimatu i wilgotności, wpływające na gospodarkę wodną w regionie. Koszty utrzymania zieleni w mieście to estetyczna ekstrawagancja czy inwestycja w infrastrukturę?
Drzewa w mieście: tworzenie klimatu, nawilżanie, odpylanie, ocienianie.

Bioróżnorodność i powiązania przyrodnicze w mieście – poznać i zrozumieć, aby dobrze i efektywnie zarządzać. Tereny miejskie w ochronie przyrody i bioróżnorodności. Dlaczego jest to ważne we współczesnym świecie? Jak przeciwdziałać w mieście problemom, wynikającym z ocieplenia klimatu?

Ekologia jest dyscypliną stosunkowo młodą a badania ekologii miast są efektem zaledwie ostatnich dziesięcioleci. Nic dziwnego, że wiedza ta jeszcze nie utrwaliła się wśród wielu grup zawodowych, w tym architektów, budowlańców, w usługach transportowych i kadrze zarządzającej.

Zamiast tworzyć kolejne stanowiska doradcze np. w zakresie „ekologii miasta”, lepiej jest interdyscyplinarnie dokształcać obecnych pracowników. Kształcenie ustawiczne jest znakiem naszych czasów i dotyczy wszystkich dziedzin życia i wszystkich grup zawodowych. Pozostaje tylko odpwiedzieć na pytanie czy i jak ten proces uruchomić w Olsztynie, z wykorzystaniem i rozwijaniem kompetencji takich jak praca zespołowa.

Podsumowanie: zrozumieć człowieka, zrozumieć ekosystem miasta, zrozumieć jak funkcjonują aby wspomagać naturalne funkcje i procesy a nie z nimi walczyć.

Czas dla transplantacji – uchwycić to co ulotne

Ochrona życia z ochroną przyrody mocno się przeplata. Wynika z tej samej filozofii dzielenia się światem i nie zawłaszczania świata dla siebie. Wynika z prymatu empatii nad egoizmem. W codzienym "wyścigu szczurów" często zapominamy, że do trumny nie zabierzemy pieniędzy i wszystkich nagromadzonych bogactw. To "dobra" mocno ulotne i nietrwałe, Moim zdaniem wartościowsze to, co dajemy niż to, co zazdrośnie gromadzimy tylko dla siebie czy indywidualnie konsumujemy.

Powyższe refleksje wynikają z zaproszenia jakie otrzymałem. Wojewódzki Szpital Specjalistyczny oraz Rada Uczelniana Samorządu Studenckiego UWM w Olsztynie zapraszają na cykl spotkań i wydarzeń w dniach 10-14 paździeniaka, pod hasłem "Uchrocić to co ulotne – czas dla transplantacji". Oczywiście się wybieram i postaram się aktywnie wspierać to specyficzne dzielenie się sobą w medycznym i biotechnologicznym wymiarze. Filozofia chrześcijańska jest w nas głębiej niżbyśmy byli chętni głośno to werbalizować. A czyny ważniejsze niż słowa (na pokaz).