Społeczeństwo oparte na nauce

Zbliżające się Olsztyńskie Dni Nauki i europejska Noc Naukowców oraz nowy rok akademicki prowokują do różnych refleksji.

„Można zapytać, czy możliwa jest twórcza współpraca, twórcze rozwiązywanie problemów na masową skalę poza nauką? Czy można przenieść doświadczenia uczonych na inny grunt – np. na grunt gospodarki czy edukacji – i spodziewać się równie spektakularnych rezultatów? I, aczkolwiek zabrzmi to niebezpiecznie utopijnie, czy możliwe jest społeczeństwo po prostu oparte na… nauce?”

dr Paweł Szczęsny – bioinformatyk

Eksperyment trwa. Czy i kiedy można będzie odpowiedzieć na tak postawione pytanie?

Czy rozkwit parametryzacji ożywi polskie środowiska naukowe?

Od wielu lat obserwuję uwiąd życia naukowego, marazm spotkań naukowych i seminaryjnych w towarzystwach naukowych oraz jednostkach uczelnianych. Odbywają się głównie duże konferencje, bo liczą się do dorobku i parametryzacji. W zbyt dużym stopniu robione są dla formy a nie dla treści.

Parametryzacja to skupianie się na końcowych efektach np. publikacjach a nie na przyczynach tych publikacji czyli pobudzaniu kreatywności naukowej. Do badań potrzebne są dyskusje, spotkania, ale te nie liczą się do dorobku więc ich praktycznie nie ma. Po co tracić czas na rzeczy, które nie przynoszą sukcesu zawodowego?). Skupiamy się na efektach krótkotrwałych, to tak jakbyśmy skupili się na koszeniu zboża, zapominając o sianiu i oraniu. Kupić więcej kombajnów, by szybciej skosić zboże. A co z traktorami, pługami i siewnikami?

W dłuższej perspektywie powierzchowna parametryzacja osłabia życie naukowe bo nie rozwija podstaw.

Naukowi cinkciarze w terminologii prof. Wagner, miernoty i kujoni mają się dobrze, szybko dostosowują się do oczekiwań systemowych, niezależnie od grupy zawodowej. Dlaczego środowiska naukowe miałyby być wyjątkiem? Spółdzielnie produkcyjne, dopisywanie się do publikacji, wzajemne recenzowanie itd., promotorzy pomocniczy – system rozwija się znakomicie. A co z rzeczywistą nauką? Gdzieś na obrzeżach. Wskaźniki nam rosną, urzędnicy są szczęśliwi.
W papierach wykazuje się działanie – jest problem, to tworzymy jakiś dokument, procedury, wskaźniki. Papiery rosną a problemy pozostają…

Parametryzacja zrodziła się gdy stwierdzono, że nauka polska jest "za słaba" na tle światowym… we wskaźnikach. Więc wysiłki skupiają się na poganianiu, aby wskaźniki były lepsze.  W krótkim okresie daje to rezultaty – tak jak wciskanie sprzęgła gazu w samochodzie. Ale jeśli nie zmienimy biegu, to efektem w dalszej perspektywie będzie tylko rosnący ryk silnika…

Bioróżnorodność, energia odnawialna i Olsztyńskie Dni Nauki

wyastawadachowkowa

Olsztyńskie Dni Nauki oraz Europejska Noc Naukowców są okazją by w popularny sposób przybliżyć badania naukowe. Na tegoroczną edycję przygotowałem dwie propozycje, wiążące się z tematem moich badań. Będzie to wystawa fotograficzna oraz warsztaty malowania na szkle.

Co zmienią w krajobrazie Warmii i Mazur i różnorodności biologicznej plantacje wierzby energetycznej? Jak wpływają na przyrodę alternatywne źródła „zielonej” energii? Zdjęcia z badań terenowych oraz z plantacji wierzby energetycznej w Łężanach: krajobrazy, przyroda, rośliny, bezkręgowce, grzyby. Zwierzęta i rośliny charakterystyczne dla krajobrazu wiejskiego.

Wykorzystanie biomasy w mieście i terenach zurbanizowanych jest elementem biogospodarki. Jednym z alternatywnych źródeł energii jest biomasa. Ujemnym jednak skutkiem zamiany pól uprawnych w uprawy roślin energetycznych może być wzrost cen żywności. Biomasa roślin wieloletnich (drzewa i krzewy) z terenów miejskich i przydrożnych może być wykorzystana dla celów energetycznych. Dla sensownego wykorzystania produkcji biomasy w ekosystemach miejskich pomocna może być ekologia. Dodatkowo w miastach chronić można unikalne siedliska martwego drewna, typowego dla terenów pierwotnej puszczy.

więcej o wystawie fotograficznej:

A o malowaniu butelek i słoików więcej jest tu

Poprawa jakości życia – Europejski Tydzień Zrónoważonego Transportu

Jest wiele sygnałów wskazujących na głębokie przewartościowania w naszym społeczeństwie i to w skali globalnej. Rozsądek konsumpcji (np. dobrowolna prostota czy minimalizm) w coraz większym i powszechniejszym stopniu zastępują siłę konsumpcji i stopę życiową. Zwracamy uwagę na jakość życia (np. cittaslow, powolne życie).

Chcieliśmy ciszy i spokoju oraz własnego domku na wsi? Tak jak setki innych wzbogaconych mieszczuchów. Kredyt i przeprowadzka na podmiejskie osiedla nowobogackich domków. Ale przyjeżdżamy tam na noc. Ciszy nie ma, bo obok dziesiątki podobnych domów, w każdym po 2-3 samochody, bo wszędzie trzeba dojechać (przeprowadzamy się ale nie osiadamy, nie kupujemy w lokalnych sklepach, nie prowadzimy życia lokalnego itd.). Hałas za oknem. Dzieciństwo na tylnym siedzeniu w samochodzie, bo przecież nasze dziecko nie pójdzie do wiejskiej, "słabej" szkoły – wszędzie dowozimy. A dziecko nie ma kolegów (bo ani w mieście, ani na wsi), nie ma zabaw na podwórku, tylko siedzenie w samochodzie i wieczne dojazdy. To przykład jeden z wielu zagubienia w konsumpcyjnym świecie.

Nic więc dziwnego, że chcemy powrócić do dobrego życia, gdziekolwiek byśmy nie byli. Przykładem jest Europejski Tydzień Zrównoważonego Transportu, obchodzony w Europie od 2002 r. Jakość naszego zdrowia bierze się z naszych codziennych nawyków. Otyłość i brak ruchu, szkodliwe dla zdrowia a z drugiej strony zatłoczone ulice i zanieczyszczone powietrze, którym oddychamy. A przecież ruch możemy mieć za darmo.

Od dzisiaj i w Olsztynie sporo działań związanych z Europejskim Tygodniem Zrównoważonego Rozwoju: konkursy fotograficzne, stojaki rowerowe dla szkół, kursy ekologicznej jazdy autem po mieście, nauka porządnego parkowania, bezpłatne przejazdy komunikacją miejską, nauka jazdy na rowerze po mieście, promocja car-poolingu, otwarte drzwi w zajezdni MPK, specjalna "linia turystyczna" autobusu MPK wraz z Przewodnikiem PTTK, konkurs dla urzędników dojeżdżających do pracy MPK lub na rowerze. Więcej na stronie: http://www.rowerowy.olsztyn.pl/wydarzenia/402-etzt-olsztyn-2013.html

Kolejny Parking Day (2013) – czy to ma sens?

Już za kilka dni kolejny ParkingDay  – w piątek 20 września 2013 r. Akcja rozwija się na całym świecie coraz dynamiczniej. Ale czy taki uliczny happening i praktyczna filozofia ma sens?

Najwięcej dzieje się w niewidocznym, w głębi ludzkiego umysłu. Jest to okazja do przypomnienia sobie o przestrzeni publicznej, wspólne, przypomnienia sobie, że można być razem, ze sobą a nie obok siebie. To próba mentalnego przewrotu w myśleniu o świecie. Marzenia o dobrej jakości życia.

Ale czasem zostają bardzo wymierne efekty. Przykładem zdjęcie powyżej i zatoczka przy podratuszowym placu. W czasie jednego z ParkingDay postawiono skrzynie z kwiatami i ławkami. I tak już zostało. Zamiast miejsca parkingowego kawałek przestrzeni dla ludzi. By mogli posiedzieć, porozmawiać. I to w zasięgu wi-fi.

Jeśli zechcesz dołączyć do tej oddolnej i społecznej akcji, to zajrzyj na stronę: http://parkingday.org/.

A tak było w 2011 roku na tymże placyku:

Rocznica Protokołu z Cartageny o bezpieczeństwie biologicznym

Zupełnie niezauważona 11 września minęła rocznica Protokołu z Cartageny o bezpieczeństwie biologicznym. Tym razem świętowana jest pod hasłem.  "10 Years of Promoting Safety in the Use of Biotechnology".

Biotechnologia wnosi spory wkład w tworzenie bio-gospodarki. Ale nie oznacza to beztroski i bezmyślności w stosowaniu organizmów zmodyfikowanych biologicznie. Warto przy okazji przypomnieć, ze trwa ONZ-towska Dekada Różnorodności Biologicznej.

"Strony Konwencji o różnorodności biologicznej przyjęły w 2000 roku uzupełniające porozumienie nazwane Protokołem z Cartageny o bezpieczeństwie biologicznym. Celem porozumienia jest przyczynienie się do zapewnienia odpowiedniego poziomu ochrony w dziedzinie bezpiecznego transferu, manipulowania i stosowania żywych zmodyfikowanych organizmów, będących wynikiem nowoczesnej biotechnologii, które mogą mieć szkodliwy wpływ na ochronę i zrównoważone użytkowanie różnorodności biologicznej.

Protokół określa procedury gwarantujące, że kraje otrzymają niezbędne informacje przed podjęciem decyzji o imporcie zmodyfikowanego organizmu. Protokół powołuje do życia System Wymiany Informacji o Bezpieczeństwie Biologicznym, który ma ułatwiać wymianę informacji o żywych zmodyfikowanych organizmach i wspierać kraje we wprowadzaniu Protokołu w życie."

Konferencyjne logo z kwiatów

1271872_10201329891162642_1068373627_o

Wrzesień dla akademickiej kadry jest bardzo pracowity. To nie tylko przygotowywanie się do roku akademickiego ale i częste wyjazdy konferencyjne. Można by było powiedzieć, że wszystko już było. Ale to nie jest prawda. Ciągle coś nowego można zobaczyć w zakresie konferencyjnych akcesoriów. Urocze jest na przykład logo konferencji, ułożone z kwiatów. Nie tylko kształtem ale i surowcem nawiązuje do głównego przesłania, a mianowicie biogospodarki. Biogospodarka to znacznie więcej niż tylko energia odnawialna z biomasy…

Osy w kronice kryminalnej

osywkryminaleStałą rubryką w wielu gazetach (zwłaszcza lokalnych) jest kronika kryminalna. Będąc latem w Zamościu, popijając stosowne napoje na przepięknym zamojskim ryneczku, sięgnąłem po lokalną prasę.  Oczy moje zatrzymały się na kronice kryminalnej. Nie dlatego, że gustuję w takich tematach. Ale osy w kryminalne? Co tym razem przeskrobały te pasiaste owady, że aż policja czy inne siły porządkowe interweniować musiały? Na kogo napadły lub kogo obrabowały rzeczone osy?

Dzięki owadom prasa lokalna jest bardziej interesująca :). Zbliża się jesień, zatem i o osach będą lokalne media pisały, z nutką sensacji czy podnoszonego alarmu. I tak wiedza entomologiczna trafia pod strzechy (może raczej eternit lub blachodachówkę?).

A ja zamieszczam niżej zdjęcia osy klecanki, najpewniej to klecanka rdzaworożna (Polistes gallicus) zwana także klecanką pospolitą (P. dominulus). Spotkałem je w Szczebrzeszynie, najpierw pijące wodę u źródełka, później w drewnianym, starym cebrze (całe gniazdo) przy domu artysty.

Klecanka pospolita wbrew swej nazwie wcale nie jest pospolita. To gatunek ginący i coraz rzadszy. Klecanek ubywa, bo podobno zbyt mocno strzyżemy trawniki i niszczymy siedlisko tych przecudnych os. Na szczęście są jeszcze artyści, którzy ratują piękno starych konwi, gratów i innego „niepotrzebnego badziewia”. Jak widać to nie tylko ocalanie historii ale i owadów.

ps. klecanka potrafi użądlić najbardziej boleśnie ze wszystkich występujących w Europie owadów.

Ceramiczny street art z nutką poszukiwawczą i przyrodą

Lubię zwracać uwagę na szczegóły. Długi czas zazdrościłem Wrocławiowi brązowych krasnali, porozrzucanych po całym mieście. Można zwiedzać miasto i wypatrywać krasnali, poukrywanych w przedziwnych miejscach. A każdy inny.

Od jakiegoś czasu Olsztyn ma także artystyczno-poszukiwawczą atrakcję. W różnych miejscach, jakiś uliczny artysta, przylepia do murów ceramiczne, małe płytki. Do tej pory udało mi się wyśledzić trzy. Najbardziej przypadł mi do gustu chrząszcz. Ale i róża jest cudna.

Na wszystkich płykach ceramicznycy jest znak artysty. Takie street artowe wlepki są dużo ładniejsze niż zabazgrujące elewacje grafitti. I jest w nich dużo tajemnicy. Kto to robi i dlaczego? Jaka w tym myśl? W każdym razie pięknie i tajemniczo.

Czy przejście dla zwierząt w Kromerowie nad drogą krajową nr 16 to nieudana inwestycja?

Kiedy zadzwonił telefon z olsztyńskiej redakcji Gazety Olsztyńskiej, wiedziałem, że coś "eko-medialnego" się szykuje. Udzieliłem odpowiedzi na zaskakujące mnie pytanie. W Gazecie ukazał się tylko fragment mojej wypowiedzi, i to nie najważniejszy moim zdaniem. Ale jak w takim szybkim tempie przygotować sensowną odpowiedź i to z zwięzłych słowach? Nie wszystko dziennikarz zapamiętał. Wybrał to, co dla niego było najważniejsze a nie dla problemu (tak jak ja to widzę). Na szczęście jest dziennikarstwo obywatelskie i można na blogu samemu napisać tak, jak się chce i ile się chce. Blogosfera daje wolność i niezależność.

W mediach coraz mniej jest czasu na przygotowanie tekstu, zamiast dziennikarzy podobno pracują media workerzy. Na sensowne zgłębienie tematu potrzeba co najmniej kilku-kilkunastu dni poszukiwań i pracy. Oni tyle nie mają… Ja także nie potrafię w kilkanaście sekund udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Przecież wszystko trzeba sprawdzić. Ale dziennikarz z Gazety przynajmniej się konsultował, chciał wiedzieć jak specjaliści interpretują wyniki monitoringu zwierząt na wspomnianym przejściu.

Kiedy zajrzałem (przez Facebooka) do lokalnych mediów, było znacznie gorzej. Na internetowym portalu znalazłem takie kwiatki (nic dziwnego, że pojawią się komentarze pełne oburzenia):.
Niespodziewane wyniki analizy nagrań monitoringu: Warta 20 mln złotych inwestycja jest niepotrzebna
, z licznymi drobnymi  błędami, przy sileniu się na naukowość, np.
niestety najpopularniejszym gatunkiem korzystającym z przejścia jest homo sapiens sapiens." Nazwy gatunkowe w języku łacińskim pisze się z dużej litery!, więc jeśli dziennikarz sili się na nazwę naukową (zamiast po prostu napisać „człowiek, ludzie”), to powinno być  Homo sapiens. Dokładność do podgatunku jest dla tej informacji zbędną i mylącą hiperpoprawnością.

Gorszy jest pochopny wniosek:
I choć wydaje się, że przejście nie spełnia swoich założeń, a pieniądze zostały wyrzucone w błoto, to stworzenie takiego obiektu jest warunkiem koniecznym przy takiej inwestycji drogowej.”

Wnioski o zbędności drogiej inwestycji są całkowicie nieuzasadnione. Bo niby dlaczego zbędna? Bo w ciągu 9 miesięcy przeszło 183 zwierzęta (sarny, jelenie, dziki, lisy itd.)? To za mało? A od jakiej liczby byłoby dobrze? I czy dobrze byłoby, gdyby część z ich wyszła na drogę wpadając pod samochód? 

Głosy w lokalnej prasie wskazują, że przejście dla zwierząt, tzw. ekologiczny most nad drogą krajową nr 16, wybudowany za prawie 20 mln zł niedaleko Kromerowa, to zbędna inwestycja.

Po co są te przejścia? Żeby duże zwierzęta i lokalne populacje nie były od siebie izolowane. A drogi stanowią poważne bariery. Raz że zwierzęta tam giną, dwa, że są ogrodzone (aby zwierzęta nie weszły na drogę pod samochód). W rezultacie nie ma migracji i nie ma przepływu genów a populacje lokalne w kolejnych pokoleniach narażane są na chów wsobny, choroby genetyczne i na wymieranie (bo zbyt mała liczba krzyżujących się osobników). Tego nie da się zaobserwować w ciągu 9 miesięcy za pomocą kamery. Ważniejszy jest przepływ genów. A tego w prosty sposób nie da się jednoznacznie na kamerze uchwycić.

W sumie z monitoringu niektórzy dziennikarze, wietrzący sensację i podnoszący alarm, nie wyciągają sensownych wniosków, bo po prostu nie wiedzą jak interpretować te wyniki. Do interpretacji potrzebna szeroka wiedza biologiczna i ekologiczna. Dlatego naukowcy nie powinni milczeć. Powinni odpowiadać na pytania, nawet zadawane z zaskoczenia przez telefon oraz powinni sami udzielać szerszych i pełniejszych objaśnień.

Nie jest aż tak ważna liczba zanotowanych przejść (liczba zanotowanych zwierząt w kamerze). Z biologicznego punktu widzenia ważne jest ile osobników wędrowało (kamera mogła wielokrotnie policzyć tego samego osobnika wędrującego tam i z powrotem) i w jaki celu się przemieszczały. Czy tyko na pobliskie żerowisko, czy są to dalsze migracje. Żeby odpowiedzieć na te pytania trzeba byłoby znakować te zwierzęta i śledzić ich trasy migracji (niedawno w prasie pisano o wilku, który zawędrował aż do Holandii). W badaniach naukowych tak się robi. W przypadku takich inwestycji nie ma potrzeby, bo byłoby to odkrywanie Ameryki na nowo. Dzięki kamerom leśników wiemy, że zwierzęta wykorzystują to przejście. Oraz że chodzą tam ludzie.
Najwyraźniej w inwestycji zapomniano o człowieku, przegradzając barierami tradycyjne szlaki przemieszczania się.

Ale wróćmy do tej inwestycji. Dzięki internetowi można zobaczyć szybko i łatwo zdjęcia satelitarne. Bardzo blisko jest wiadukt nad małą rzeczką – to także trasy migracji dla zwierząt (innych gatunków bo siedlisko inne). A dlaczego robiono w takim razie kładkę blisko rzeczki? Bo kładkę wybrano w kompleksie leśnym. Można kładkę przesunąć w dowolne miejsce, lasu już nie. A przynajmniej nie w perspektywie kilku lat.  

Czas na wnioski. Wolne zasoby i dane, w tym przypadku inwestycje w stworzenie map satelitarnych i ich bezpłatne umieszczenie, ułatwiają różnorodne analizy. Sprzyjają innowacyjności. Niech to nas zachęca do wspierania takich mądrych inwestycji uwalniania danych do powszechnego użytku. Z myślą o długofalowym skutku.

Po drugie w badaniach naukowych pomocne mogą być instytucje poza naukowe jak i wolontariusze. Na przykład do śledzenia migracji zwierzat. Dzięki kamerom, zainstalowanym przez leśników, przy okazji dużo dowiadujemy się np. o obecność wilków w naszych lasach. Dzięki internetowi, oraz dodatkowym danym, nauka może wejść na zupełnie inne strefy działania. To już nauka 3.0. Uniwersytety muszą się tylko nauczyć sprawnie współpracować z instytucjami zewnętrznymi, i wykorzystywać do kontaktów i współpracy internet oraz elektronikę. Potem można analizować, interpretować i bezpłatnie udostępniać wyniki.

Na koniec dygresja o powinności naukowca i dziennikarstwie obywatelskim. Nikt się na wszystkim nie zna. Dlatego naukowcy powinni dużo więcej pisać na blogach, portalach społecznościach czy nawet serwisach dziennikarstwa obywatelskiego w różnorodnych mediach. Wiedza przyrodnicza musi być upowszechniana i dostępna dla wszystkich. W przeciwnym razie wyciągane będę błędne wnioski i podnoszony fałszywy alarm z nutką sensacyjności.

Czy to jest za droga inwestycja, przecież kosztowała 20 mln? Po co tyle "kasy" dla jakichś głupich zwierzaków? A ile kosztuje utrata gatunków w sensie ekosystemowym (ostatnio w mediach wałkowano problem wymierających pszczół) czy nawet tylko zysków z łowiectwa? Więc to nie tylko dla zwierzaków ale przede wszystkim dla ludzkiej gospodarki. Jest stare dobre przysłowie: kto nie wyda na kucharza, wyda na lekarza. Przejścia dla zwierząt ekolodzy wymyślili po latach obserwowania negatywnych skutków fragmentacji siedlisk. To nie jest żadna teoria spiskowa. Teraz trzeba obserwować, analizować, modyfikować i udoskonalać inwestycje. Bo ważnie jest nie tylko jak ma takie przejście wyglądać, ale i gdzie ma być zrobione. Zarówno w sensie lokalnym jak i kontynentalnym. Przejścia te muszą uzupełniać istniejące korytarze ekologiczne, umożliwiające migracje zwierzętom w skali całej Europy. Inaczej będą to tylko fragmenty, nie połączonych ze sobą autostrad. A niefunkcjonalność i fragmentaryczność odcinków autostrad może już ocenić każdy kierowca, więc łatwiej zrozumieć problem korytarzy ekologicznych.

ps. zdjęcie u góry nie przedstawia opisywanej inwestycji (nie miałem własnego). To tylko droga leśna…
Ma ilustrować problem w szerszym sensie a nie dosłownie.