Jako konsumenci czcimy rzeczy nietrwałe i bezużyteczne

Współczesny człowiek czci rzeczy, choć nigdy jeszcze nie były one tak nietrwałym elementem rzeczywistości i nigdy tak prędko nie stawały się bezużyteczne (zasypują nas śmieci). Co widać po szybkiej konsumpcji towarów jednorazowego użytku. Niegdyś trwałe teraz stają się jednorazowe, nawet pralki, lodówki, komputery. Dziesiątki przedmiotów, bez których kilka lat temu nie wyobrażaliśmy sobie życia, nagle zamieniły się w rupiecie, bo ich funkcje przejęły inne. Bardziej nowoczesne i nowinkowe. Kilka czy kilkanaście lat temu ciężko zarobione pieniądze wydawaliśmy na takie wyznaczniki-ozdobniki prestiżu, jak: faksy, pagery, odtwarzacze CD, magnetowidy, magnetofony, gramofony, projektory filmów czy kalkulatory. Kto to dziś pamięta?
Chyba tylko muzealnicy. Czy warto o nie tak bardzo zabiegać i zapracowywać się, tracąc czas na kontakty z przyjaciółmi? Konsumujemy jednorazowe i ulotne nowinki kosztem obecności wśród bliskich, biorąc nadgodziny i kredyty. Pracujemy by mieć. Bo uwierzyliśmy, że bez tych rzeczy jesteśmy nikim (brak nam prestiżu, ważności). Czujemy się ludźmi o tyle, o ile jesteśmy konsumentami. Czy rzeczy są dla nas (jako pomocne narzędzia) czy my jesteśmy dla rzeczy?

(cytowane z pamięci, na podstawie tekstu Benjamina Barbera)

Niezapominajki, bioróżnorodność i majowe święto

Niezapominajki to prześliczne w urodzie, drobne, niebieskie kwiaty, rosnące zazwyczaj nad rzekami, na skraju lasów, na łąkach. Wyglądają jak małe, mysie uszka, wystające z trawy. Są ludowym symbolem pamięci. Ale od niedawna są także symbolem święta bioróżnorodności i lokalnej przyrody. Mam na myśli przypadające na 15 maja Święto Polskiej Niezapominajki zwane także Dniem Polskiej Niezapominajki.

Święto przyrody obchodzone jest od 2002 roku, zawsze 15 maja. Wymyślono je by nie zapominać o ważności i urodzie różnorodności biologicznej Polski, by promować i przypominać o ochronie przyrody. Niezapominajki znakomicie się nadają, by na ich przykładzie opowiadać o nie tylko urodzie ale i ważności gospodarczej lokalnej bioróżnorodności.

Niezapominajki w sensie botanicznym to rodzaj roślin naukowo nazwanych Myosotis. Nazwa łacińska (naukowa) wywodzi się z języka greckiego i dosłownie tłumacząc znaczy "mysie uszko" (mys – mysz, w dopełniaczu myosi, us – ucho, w dopełniaczu otos. Rodzaj obejmuje około 50 gatunków roślin zielnych, zarówno jednorocznych, dwuletnich, jak i bylin. Jest więc wiele niezapominajek, zwanych także niezabudkami. Warto chyba poznać ich bogactwo różnorodności, przystosowań i dyskretnej urody.

Kusi by poszukać więcej informacji o niezapominajkach, odnoszących się zarówno do dziedzictwa przyrodniczego jak i kulturowego. I poszukam. Nie zapomnę!
Także w kontekście powstającej Encyklopedii Przyrody Warmii i Mazur (zobacz więcej). Zachęcam do wspólnych poszukiwań i ocalania od zapomnienia, zarówno w sensie etnograficznych, fotograficznych, jak i przyrodniczym.

To cóż, do roboty :). Świętujmy majówkowo z niezapominajką lokalną bioróżnorodność i Dzień Polskiej Niezapominajki.

ps. Czy do wianków wplatało się niezapominajki?

O misji szkoły (nie tylko podstawowej)

12132414_10206854534355269_2924545404383907728_o

Wynotowane z tekstu prof. Jacka Hołówki, nieco przetworzone (notując ręcznie wprowadza się drobne zmiany, a po jakimś czasie trudno odszukać wierny cytat i własne interpretacje). Niemniej, źródło myśli jest jasne.

Misją szkoły, wg. prof. Hołówki (i ja się z nim zgadzam) jest znaleźć w dziecku czy studencie talent, nauczyć porządnie pracować, dbać o jego socjalizację (identyfikację kulturową).
Nauczyć porządnie pracować: nauczyć dociekliwości, wnikliwości, pomysłowości, wytrwałości (podstawowe zalety charakteru). Tego nie da powierzchowne korzystanie z internetu. Wiedza to coś więcej niż wiadomości. W szkole trzeba więc nauczyć korzystania z wiedzy ogólnoludzkiej i współtworzenia tej wiedzy w najróżniejszy sposób. Żeby współtworzyć, trzeba rozumieć. Misją szkoły, zwłaszcza tej wyższej, jest nauczyć samodzielnego znajdowania odpowiedzi i odwagi głoszenia własnych poglądów. Teraz szkoła jest marnym dodatkiem do internetu.

„Szkoła ma uczyć umiejętności, a w Polsce się uczy na pamięć.”

Ile warte jest dziedzictwo regionalne – rozważania o bioróżnorodności i gospodarce

dziedzictwo4Do rozważań nad dziedzictwem regionalnym, związkach przyrody i kultury, o szansach na rozwój biogospodarki i o potrzebie ochrony różnorodności biologicznej, wielokrotnie nawiązywałem na blogu. Teraz chciałbym zaprosić do dyskusji w realu.

Wprowadzeniem do tej dyskusji będzie mój wykład, zaplanowany w ramach Dni Humany (zobacz cały program). Wykład rozpocznie się
14 maja 2014 r. (środa) o godz.
13.00
(“Ile warte jest dziedzictwo regionalne – rozważania o bioróżnorodności i gospodarce”) – aula 30 (Wydział Humanistyczny). Organizatorzy zarezerwowali salę do godz. 15.00 – będzie więc dużo czasu na dyskusję. Już dzisiaj zapraszam.

Człowiek (kultura) jest w ścisłych relacjach z przyrodą, we wzajemnych uwarunkowaniach. Kultura kształtuje przyrodę (środowisko przyrodnicze, bioróżnorodność na wszystkich poziomach) ale jednocześnie i przyroda kształtuje kulturę. Czasem te wzajemne relacje przypominają symbiozę, czasem pasożytnictwo.
W przyrodzie również trudno niekiedy odróżnić symbiozę od pasożytnictwa. Pojęcie zysku i straty nie jest najlepszym szablonem odszukiwania sensu w zjawiskach przyrodniczych. Przykładem mogą być porosty – dla jednych klasyczny przykład symbiozy (mutualizmu). Ale inni naukowcy twierdza, że to grzyb pasożytuje na glonie a jeszcze inni, że to glon pasożytuje na grzybie. Złożoność relacji w systemie trudna jest do jednoznacznej i szybkiej interpretacji. Pewno jest jedno: wzajemne uwarunkowanie i relacje między elementami.

Ile warte jest dziedzictwo przyrodnicze? To dwa pytania: ile trzeba zapłacić by uratować bioróżnorodność regionalna i globalną oraz ile zyskujemy gospodarczo z obecności tejże różnorodności biologicznej. A nie wszystko łatwo jest zmierzyć w kategoriach prostej ekonomii.

Dziedzictwo przyrodnicze i kulturowe to wiedza, która potrafi ożywić przydrożne zielsko (np. pokrzywa), polne chwasty (podbiał) czy rośliny z lasu (np. czosnek niedźwiedzi). To wiedza która potrafi zamienić „bezwartościowe” chwasty w surowiec dla nowoczesnej biogospodarki lub przetworzyć w markowy produkt turystyczny.

Dziedzictwo to coś, co dostaliśmy w spadku od przodków, to wczoraj i przedwczoraj. Dziedzictwo to kapitał, który możemy roztrwonić jak syn marnotrawny i jeść później „łupiny ze świńskich koryt”, albo wykorzystać do budowania przyszłości i inwestowania. Tak więc dziedzictwo to jutro.

Wiedza powstaje najpierw z obserwacji i gromadzenia faktów, potem z ich analizy i prób zrozumienia działania. Z tego rodzi się wiedza użytkowa – bo rozumiejąc świat potrafimy w nim poprawnie działać. Do budowania takiej wiedzy potrzebny jest interdyscyplinarny dialog naukowców różnych specjalności, dialog przyrodników z humanistami. Ale także dialog środowiska akademickiego z przedstawicielami biznesu i społeczności lokalnej.

Przeczuwając ważne procesy, jakie zachodzą zarówno w warstwie kulturowej, socjologicznej jak i przyrodniczej na warmińsko-mazurskiej „prowincji”, chcemy zacząć od opisu i swoistej badawczej inwentaryzacji (ku realizacji tego celu niedawno powstało uniwersyteckie Centrum Badań nad Dziedzictwem Przyrodniczym i Kulturowym).

Przyroda z kulturą jest nierozerwalnie związana, zarówno współtworzy kulturę jak i jest tworzona przez aktywność człowieka. W tym dobrym i tym złym aspekcie. Człowiek jest częścią przyrody, żyje w niej, na dobre i na złe. Człowiek żyje w kulturze. Dziedzictwo to nierozerwalna więź kultury i przyrody.

Świat wokół nas nieustanie się zmienia. Ale w tej szybkiej podróży do jutra nie powinniśmy zapomnieć o cennym bagażu dziedzictwa, pozostawionym gdzieś na przystanku.

Nie da się chronić bioróżnorodności bez dbałości o człowieka. Ekorozwój, to nieustanny kompromis między potrzebami przyrody, społeczeństwa i gospodarki. Tylko wtedy rozwój może być zrównoważony i trwały.

Szybko zachodzące zmiany powodują, że zapominamy o przyrodzie, w której wyrośliśmy. Zagrożone są nie tylko konkretne gatunki grzybów, roślin i zwierząt, ale nasza wiedza o nich i sposobach użytkowania krajobrazu. Po co warto ocalić to od zapomnienia? O tym będę chciał powiedzieć w czasie wykładu i zachęcić do dyskusji.

Lubię nie tylko mówić ale i słuchać. Dlatego zapraszam na wykład 14 maja na godz. 13.00

Tracz nurogęś a sprawa dziedzictwa przyrodniczego regionu

tracznuroges

Sukcesywnie odzyskujemy swoje dziedzictwo przyrodnicze (co nie przeszkadza tracić w innych aspektach). Słyszeć żurawie w Olsztynie to bezcenne. Wyjdę na balkon i czasem słyszę przelatujące. Radość z obcowania z przyrodą staje się możliwa nawet w zasięgu miejskiej ręki. Niech to zachęca do dalszych działań i ochrony kolejnych gatunków. Przyroda cały czas się zmienia, nawet w mieście.

Na spacerze spotkać można nie tylko kaczkę krzyżówkę czy łabędzie. W wyniku procesów synurbizacji bioróżnorodność miast stale wzrasta (mnie to cieszy podwójnie, jako mieszkańca i jako biologa). Ale także dzięki mądrzejszemu gospodarowaniu przestrzenią i zasobami naturalnymi.
Tracz nurogęś, za nazwanie gęsią pewnie by się obraził. Bo to bardziej kaczka niż gęś. Ale nazwę ma wielce sympatyczną. Nurogęś żywi się rybami natomiast gęsi są trawożerne. Stąd mimo, że w nazwie ma coś z gęsi, gęsią tracz nurogęś nie jest.

Kilka lat temu spotkałem parę nurogęsi w rezerwacie Las Warmiński, w trakcie spływu kajakowego wraz ze studentami niemieckimi. To było moje pierwsze widzenie tegoż ptaka (nie licząc oglądania ilustracji w książkach). Spływ kajakowy przez dziką rzekę (pozwolenie było od wojewódzkiego konserwatora przyrody) był niezwykle ekscytujący – ciągłe przeprawy pod lub nad kłodą drzewa. Spływ kajakowy był zakończeniem ich (to znaczy Niemców z Uniwersytetu w Rostocku) dydaktycznej wizyty i wspólnych zajęć. Płynąc kajakiem nie tylko ja się ucieszyłem z tego niezwykłego widoku. Niemcy byli zachwyceni przyroda i traczem nurogęsią.

Jeszcze większym zaskoczeniem dla mnie było spotkanie pary tych ptaków w środku miasta, na niedzielnym spacerze (potem widywałem je także). Pływały po Łynie w pobliżu Mostu Jana, na olsztyńskiej Starówce. I jak wynika z rozmowy ze znajomymi, przebywają tam od dłuższego czasu (najpewniej się gnieżdżą gdzieś nad Łyną.

Nawet w mieście spotkać można niezwykłe i rzadkie gatunki. Bo tracz nurogęś w Polsce jest objęty ścisłą ochroną gatunkową. Zalecana jest ochrona czynna. Jak widać czynnie chronić można przyrodę nawet w mieście.

Nurogęś, tracz nurogęś (Mergus merganser) to gatunek dużego ptaka wodnego z rodziny kaczkowatych (Anatidae). Nurogęś jest przedstawicielem traczy – ptaków z rodziny kaczkowatych, wyspecjalizowanych w łowieniu ryb. Samce nurogęsi należą do najładniej upierzonych kaczek. Ale jak dla mnie to samiec pospolitej kaczki krzyżówki też jest śliczny.
Nurogęś zamieszkuje rzeki i jeziora o przejrzystej wodzie, gdyż wypatruje ofiary z jej powierzchni (zanurza tylko głowę). Wybierają najczęściej tereny w pobliżu starych drzewostanów. Jak widać obecność pary traczy nurogęsi jest swoistym komplementem dla Olsztyna.

Jak już wspomniałem pożywieniem tej niezwykłej ni to kaczki ni to gęsi są głównie małe ryby (ok. 10 cm długości). Po zanurkowaniu tracz nurogęś może przebywać pod wodą do 2 minut. Nurogęś buduje gniazdo w dziuplach (dlatego preferuje stare drzewa z dziuplami), budkach lęgowych, a z braku miejsca w szczelinach budynków np. pod okapem, ale nigdy na otwartej przestrzeni. Szkoda, że w Olsztynie wycinamy tak dużo starych, dziuplastych drzew (niby pod pretekstem, że są chore). Przez wycinkę zabieramy miejsca gniazdowania dla wielu ptaków, w tym dla nurogęsi. A przecież takie ptaki jak nurogęś są same w sobie atrakcją turystyczną.

Nie tylko zabytki (dziedzictwo kulturowe) ale i bioróżnorodność (dziedzictwo przyrodnicze) są atrakcją turystyczną wielu miejsc. Sztuką jest jednak dostrzec tę wartość i pokazać (oraz umieć o niej opowiadać).

Tracz zamieszkuje chłodne strefy Eurazji i Ameryki Północnej. Jednak w czasie wędrówek można go spotkać bardziej na południe. W Polsce jest to bardzo nieliczny ptak lęgowy. Gnieździ się głównie na północy i zachodzie kraju. Całkowitą liczebność szacuje się na 900–1000 par. I tego niezwykłego ptaka spotkać można na spacerze po olsztyńskiej Starówce.

Rzeka Łyna kryje znacznie więcej przyrodniczych niezwykłości (żyje tu na przykład chruścik niprzyrówka rzeczna Leptocerus interruptus, kilka lat temu uznany za gatunek wymarły w Polsce). Przydałoby się tylko więcej ławek, aby było gdzie przysiąść i spokojnie poobserwować. No i mniej polbruku i mniej wycinek drzew. Przecież oficjalnie Olsztyn to miasto ogród. I niech ten ogród stanie się faktem!

Ale wróćmy do traczy.

Samica składa jaja od końca marca do czerwca. W lęgu jest zazwyczaj 8-12 jaj. Gdy młode opuszczają gniazdo (zwykle niebawem po wykluciu), muszą wyskoczyć z dziupli lub z budki lęgowej. I to czasem ze znacznej wysokości. Może wydawać się to groźne (podobne zwyczaje ma inna kaczka, gnieżdżąca się w dziupli – gągoł). Pisklętom jednak nic złego się nie dzieje, ponieważ sztywne mieszki piór i rozpostarte łapy z błoną pławną niczym spadochron wyhamowują lot pisklęcia. Na dodatek  uderzenie łagodzone jest przez miękki puch. A czyż powszechnie gnieżdżące się w Olsztynie (i innych miastach) kaczki krzyżówki mają lepiej? Muszą przeprowadzić młode przez ruchliwe ulice, prowadząc z miejsca lęgu na staw czy jezioro.

Młode tracze nurogęsi zaczynają samodzielnie pływać i nurkować zaraz po dostaniu się do wody. Tak to już bywa u zagniazdowników – od razu muszą sobie radzić. Czasami, gdy jedno z piskląt się zagubi, przyłącza się do innej rodziny nurogęsi, która traktuje go jak własne. U traczy wszystkie dzieci są nasze.

W Polsce tracz nurogęś gniazduje głównie na północy i wschodzie. Dość licznie zimuje w całym kraju, a największa koncentracja osobników występuje na Zalewie Szczecińskim (tak twierdza ornitolodzy).
Może jednak liczba tych niecodziennych ptaków wzrośnie i na Warmii. Co znacząco uatrakcyjni spacery i przesiadywanie na ławkach miejskich. Program przyrodniczy bez telewizora, bez prądu i na świeżym powietrzu.

Co jeszcze robiliśmy kiedyś z pokrzywy i z pokrzywą a co planujemy jutro?

pokrzywaenerlich

Jedni w pokrzywie widzą chwasty, inni coś do zjedzenia, a jeszcze inni obiecujący surowiec dla biogospodarki. Wszystko to kwestia wyobraźni i wiedzy o świecie.

Co zrobić z chwastami po pieleniu ogródka? Wyrzucić na kompost? Też dobrze, a w każdym razie lepiej niż do śmietnika, bo w praktyczny sposób można wykorzystać biomasę. Ale niektórzy mają jeszcze bardziej innowacyjne pomysły (zdjęcie wyżej):

Chipsy z pokrzywy. Ciasto naleśnikowe z mąki pszennej razowej. I na patelnię. Pierwszy raz to robiłam, zainspirowana wspaniałą kuchnią Ewy Dobek. Myślę, że można posypać cukrem pudrem i podać jako deser. Albo z miodem. Ja dziś dodam do zupy pokrzywowej, którą zrobiłam z serkiem mascarpone i czosnkiem. Pokrzywy – efekt pielenia mego ogrodu!
Katarzyna Enerlich

Ale o pokrzywie myślą także młodzi biotechnolodzy. Zbierają informacje o medycznym zastosowaniu, czyli na co pomaga pokrzywa. I to z myślą o przyszłości (także tej swojej, zawodowej). Niech przykładem będzie obszerniejszy cytat z pracy licencjackiej Oliwii Sokołowskiej (kierunek biotechnologia), obronionej w 2013 na Wydziale Biologii i Biotechnologii, pt. „Właściwości lecznicze, zastosowanie w biotechnologii i bioróżnorodność wybranych roślin leczniczych woj. warmińsko- mazurskiego.” Praca dyplomowa jest jedynie wstępnym rozpoznaniem surowców do biogospodarki. Nawet „chwasty” można wykorzystać w przygotowaniu unikalnych kosmetyków i oferty na SPA w warmińsko-mazurskich SPA.

„Surowcem wykorzystywanym w lecznictwie jest liść pokrzywy (Folium Urticae),ziele pokrzywy (Herba Urticae) oraz korzeń pokrzywy (Radix Urticae). Liście oraz ziele zbiera się w okresie od czerwca do września, ponieważ wtedy roślina ta jest w pełni wyrośnięta, a kwiatostany jeszcze się nie ukazały. Natomiast korzenie wykopuje się jesienią lub wczesną wiosną (RUMIŃSKA & OŻAROWSKI 1990, JARONIEWSKI 1992).

Wyciągi pozyskiwane z liści pokrzywy wykazują działanie moczopędne, dlatego są zalecane w leczeniu stanów zapalnych dróg moczowych, kamicy moczowej (RUMIŃSKA & OŻAROWSKI 1990, SARWA 1995, NIEDWOROK & JANKOWSKA 1997) ułatwiają wydalanie z organizmu mocznika, chlorków, szkodliwych produktów przemiany materii (RUMIŃSKA & OŻAROWSKI 1990, JARONIEWSKI 1992). Dodatkowo zapobiegają drobnym krwawieniom w przewodzie pokarmowym, zwiększają poziom hemoglobiny w osoczu oraz ilość erytrocytów. Poprzez pobudzanie wydzielania soku żołądkowego wpływają na trawienie, ułatwiając je oraz korzystnie oddziałują na przyswajanie pokarmów. Zmniejszają stany zapalne w przewodzie pokarmowym, obniżają poziom cukru we krwi (RUMIŃSKA & OŻAROWSKI 1990, JARONIEWSKI 1992, MILCZAREK-SZAŁKOWSKA 1999). Znajduje także zastosowanie w terapii schorzeń takich jak: nieżyty żołądka i jelit, wrzody żołądka i dwunastnicy, problemów z wątrobą czy nawet w leczeniu żylaków odbytu (SARWA1995).


Z kolei jej zastosowanie zewnętrzne opiera się na płukankach zalecanych w leczeniu problemów skóry, takich jak: krosty, ropiejące zranienia, owrzodzenia czy łupież (SARWA1995), na co mają prawdopodobnie wpływ flawonoidy (w szczególności polifenole) pokrzywy, gdyż są one silnymi inhibitorami 5-lipooksygenazy oraz cyklooksygenazy, czyli związków, które mają bardzo istotne znaczenie w wielu schorzeniach jak np. w chorobie reumatycznej, co tym samym tłumaczy przeciwzapalne właściwości tej rośliny (NIEDWOROK & JANKOWSKA 1997), na które wpływa również kwas kawowy i jego pochodne poprzez pośrednie hamowanie odziaływania prozapalnego kwasu hydroksyeikozatetraenowy (HPETE) dzięki bezpośredniemu zahamowaniu 5-, 12-, 15-lipoksegonazy (NIEDWOROK & JANKOWSKA 1997). Dodatkowo wodny wyciąg z pokrzywy zwyczajnej wykazuje działanie hamujące na stymulowane przez lipoproteiny bakteryjne (LPS) wydzielanie przez monocyty czynnika nekrotyzującego guzy (TNF α) i interleukiny β-1 cytokin, które odgrywają znaczącą rolę w reumatoidalnych chorobach stawów, jak też w przebiegu ich leczenia (OBERTRIES I IN. ZA NIEDWOROK & JANKOWSKA 1997). Ponadto wodny wyciąg z tej rośliny prawdopodobnie uwalnia interleukinę-6 (IL-6), co może zachodzić bez poprzedzającej stymulacji lipoproteiną bakteryjną, która następnie oddziałuje antagonistycznie w stosunku do interleukiny β-1 (IL β-1) w efekcie powodując obniżenie syntezy prostaglandyny PGE przez fibroblasty oraz komórki synowialne stawów (OBERTRIES I IN. ZA NIEDWOROK & JANKOWSKA 1997).

Pokrzywa zwyczajna jest bogatym źródłem witamin oraz łatwo przyswajalnych soli mineralnych. Korzeń pokrzywy jest używany zewnętrznie w łupieżu, łojotoku skóry, wypadaniu włosów oraz do irygacji (RUMIŃSKA & OŻAROWSKI 1990), wykazuje również korzystne działanie w przeroście gruczołu krokowego poprzez ułatwienie oddawania moczu oraz zmniejszenie jego zalegania w pęcherzu moczowym (JARONIEWSKI 1992).”

Zakochanym i koniom siano pachnie inaczej? Pokrzywa biotechnologom także „pachnie” inaczej. I trzymam kciuki, by najróżniejsze innowacje i kreatywne pomysły przedkładały się na lokalne produkty kulinarne oraz małe przedsiębiorstwa biotechnologiczne, oferujące lokalne kosmetyki i zabiegi lecznicze w SPA.

Bo to właśnie tacy kreatywni ludzie mogą zmaterializować gospodarczo potencjał przyrodniczy i kulturowy Siódmego Cudu Natury.

Jak jeszcze można wykorzystać pokrzywę i co można z niej praktycznego zrobić?

Dopływ informacji a trwanie systemów

„Ciągły dopływ informacji zapewnia istnienie układów zorganizowanych”

„Biologia systemów. Strategia działania organizmu żywego”, L. Konieczny, I, Roterman, P. Spólnik

Zaskakujące może być to, że cytowanie zdanie odnosi się do układów biologicznych. Informacja może być różnie rozpatrywana. Niemniej jest duże podobieństwo między systemami biologicznymi a systemami kulturowymi. Ogólna teoria systemów intelektualnie kusi coraz bardziej.

Żeby istnieć ciągle czytamy, słuchamy, oglądamy?

Putin, zapomnij o Odessie

W tytule zawarłem słowa z Odessy, z wczorajszych ulicznych zamieszek i krwawych starć ("To oczywiste, że strona prorosyjska była bardzo dobrze uzbrojona i świetnie zorganizowana, a ta akcja została wcześniej zaplanowana – powiedział o piątkowych starciach w Odessie lokalny deputowany Dmytro Spiwak. – Putinowi mam do powiedzenia tylko jedno: zapomnij o Odessie" ).

Słowa te mogą wydawać się dziwne, ale są wielce znaczące. Oznaczają to, że nawet jeśli ktoś jest rosyjskojęzyczny, to nie czuje się Rosjaninem oraz to, że nawet jak czuje się Rosjaninem to nie ma ochoty mieszkać w putinowskiej Rosji i nie popiera bandyckich metod zakompleksionego mocarstwa. Ale przeciwnicy putinowskiej wizji świata są także w Moskwie, Petersburgu czy nawet Kaliningradzie (tam na znak protestu przeciw aneksji Krymu wywieszono niemieckie flagi – dając do zrozumienia, że Królewiec był wcześniej niemieckim a nie rosyjski, i pokazując absurd putinowskiej propagandy przesuwania granic).

Odessę odwiedziłem w 2007 roku, w drodze na międzynarodowe warsztaty odonatologiczne w Rumunii. To była pouczająca wycieczka, przez kawałek Mołdawii. Rumunia przywitała nas flagami UE, bo to był czas, gdy oni dołączyli do Unii. Z Ukrainy a zwłaszcza Mołdawii pamiętam ogromną korupcję. I tego chyba mieli dość Ukraińcy, wychodząc na Majdan. Na dodatek widzieli jak zmienia się świat w sąsiednich krajach, które stały się członkami Unii Europejskiej.

Z Odessy pamiętam rozmowy z "tamtejszymi". Widoczny był problem tożsamości. Ukraiński język to był dla nich jakiś nowy i obcy. W szkole uczyli się rosyjskiego. Należeli do dużego państwa. Sentyment za ZSRR to sentyment za stabilnością i jasnym poczuciem przynależności, tożsamości. Nie za komunizmem i tamtym ustrojem. Kim się czuli? Ukraina była dla nich jakaś obca, nie czuli się Ukraińcami. Kim więc byli? Ludność w tamtej części Europy, na skutek historii mocno jest etnicznie i kulturowo wymieszana. Daje to niezwykłą atmosferę wielokulturowości.

Moja odeska znajoma ma krewnych i przodków – jak policzyła – z 16 narodowości. Po dziadkach w linii żeńskiej męskiej może czuć się Żydówką, Polką Ukrainką, Rosjanką, Mołdawianką, Ormianką itd. Nie dziwią problemy z tożsamością. Już wtedy, w 2007 roku, dawało się wyczuć na południu Ukrainy poczucie osamotnienia, porzucenia, swoistego etnicznego zagubienia. A Ukraina jako państwo nie było dla nich atrakcyjne czy "swoje".

W 2014 r. Ukraina jest państwem  rozchwianym w poczuciu tożsamości i słabym w sensie administracyjnym (zniszczonym przez nepotyzm i korupcję). Nie trudno Rosji destabilizować ten kraj. Ukraina i Ukraińcy potrzebują pomocy w budowaniu sprawnego państwa (i wydolnego). Lata korupcji i jeszcze więcej lat komunizmu w ramach ZSRR mocno ludzi zdemoralizowały. Zadziwiające jest to, że rodzi się tam obywatelskość i chęć zbudowania normalnego państwa. A będzie im ciężko, ze względu na stan społecznego rozkładu, niewydolności administracyjnej i przede wszystkim ze względu na agresywnego sąsiada o terrorystycznych zapędach. Być może Putin najbardziej obawia się udanych reform na Ukrainie, bo wtedy i obywatele Federacji Rosyjskiej zechcą tego samego, a on będzie uciekał jak Janukowycz.

Jeśli więc w dużym stopniu rosyjskiej Odessie nie chcą Putina, to oznacza to przede wszystkim, że nie chcą korupcji i bandyckiego państwa. Wątpię, aby odcinali się od rosyjskości jako takiej.

Na wschodzie Ukrainy przez wiele tygodni bezkarnie buszują "separatyści" (najemnicy z Rosji, dobrze przeszkoleni i uzbrojeni), przy nieudolności służb mundurowych i bierności większości społeczeństwa. Ale w Odessie coś w ludziach pękło. Zamiast kolejny raz cicho siedzieć w domu lub uciekać przez pałkami zamaskowanych putinowskich bojówek, chwycili za kamienie i zaczęli się bronić. Krwawy piątek jest wyraźnym sygnałem mieszkańców Odessy "Putin, my ciebie tu nie chcemy".

Przed Ukrainą ogromne wyzwanie zbudowania tożsamości narodowej i państwowej (znamienne, że teraz milicja jakoś nie jest sprawna, nie czując chyba sensu w działań dla swojego państwa, bardzie są statystami niż funkcjonariuszami). Bez dominacji ukraińskiego i z pełną akceptacją rosyjskojęzycznej ludności oraz wielu innych etnosów. Wielu rosyjskojęzycznych czuję się Ukraińcami (co to znaczy być Ukraińcem w XXI wieku? – Na to pytanie musza sobie odpowiedzieć). Ale czy wielu Szkotów czy Irlandczyków nie mówi tylko po angielsku, słabo znając swój język "ojczysty"? Rosyjskojęzyczni Ukraińcy nie są więc żadnym europejskim ewenementem.

Dla wieloetnicznej i kulturowo dojrzewającej Ukrainy pomysł jakim jest Unia Europejska wydaje się bardzo atrakcyjny. Można się różnić etnicznie, religijnie, kulturowo i mieszkać obok siebie. Bez wojen. Bez narzucania i przymuszania w kwestiach narodowościowych czy językowych. Rosyjski pomysł na "unię" nie jest atrakcyjny. Nawet gaz i ropa nie są magnesem. Bo nie samym chlebem człowiek żyje. Żyjąc w spokojnej UE zapominamy, że pokój nie jest wartością daną raz na zawsze.

Zasmucają ofiary na Ukrainie, bez względu czy dotyczy to kijowskiego Majdanu, Słowiańska czy Odessy. Trzymam kciuki za wieloetnicznych Ukraińców – niech uchronią się od wojny domowej. Potrzebują mądrej pomocy a nie destabilizacji. Tam rodzi się nowe państwo, nowy naród.

Na zdjęciu odeskie podwórko z popiersiem twórcy esperanto. Już wcześniej próbowano przecież wymyśleć sposób na niekonfliktowe sposoby bycia obok siebie. I nasze pokolenie może w tej kwestii coś konkretnego zrobić. Jako Europejczycy (wieloetniczni, wielokulturowi) nie możemy stać bezczynnie zapatrzeni tylko w swój trzos z pieniędzmi.

Sytuacja na Ukrainie nieco przypomina mi naszą Konstytucję 3 Maja. Nasza próba reformowania kraju spotkała się z zewnętrzną agresją i destabilizacją. Nam się wtedy nie udało naprawić państwa, przyszli zaborcy. NIe zdążyliśmy. Czego innego życzę Ukrainie – by miała szansę na reformy, dogłębne, antykorupcyjne reformy. A Ukraińcy (obywatele Ukrainy) by mieli szansę i możliwość na spokojne dojrzewanie swojej wieloetnicznej tożsamości.

Domestykacja czyli czosnek niedźwiedzi w kulinarnym dziedzictwie prowincji

czosnek_i_piec

Czosnek niedźwiedzi, rosnący w naszych lasach, ma w zasadzie takie same właściwości zdrowotne (lecznicze) jak i kulinarne co czosnek pospolity. Jak to się dzieje, że jedne społeczności (kultury) podejmują trud udomawiania i wielosetletniej hodowlanej selekcji coraz bardziej przydatnych odmian, a inne nie podejmują takiego trudu? Co jest ważniejsze: czy innowacyjność społeczeństw czy potrzeba? Bo skoro coś można zapożyczyć od innych, to po co wymyślać samemu? W tym względzie ewolucja kulturowa byłaby podobna do procesów biologicznych – ścierania się sukcesji ekologicznej (napływ kolonistów i ukształtowanych gatunków) i procesów specjacji (wypełnianie ekosystemów nowymi gatunkami na drodze ewolucyjnego powstawania nowych gatunków – proces wolniejszy niż uzupełnianie gatunków na drodze sukcesji ekologicznej). W taki sposób, przez poszukiwanie analogii, łączyć się może znacznie pełniej w warstwie teoretycznej dziedzictwo przyrodnicze i dziedzictwo kulturowe.

Dziedzictwo kulinarne jest niezwykle inspirujące. Poszukując w książkach i zasobach internetowych informacji o czosnku niedźwiedzim i czosnku pospolitym dotarłem do zadziwiających faktów i zjawisk. W części wiążą się z procesem domestykacji i koewolucji antropogenicznej, uzależniania się różnych gatunków od człowieka i vice versa.

Czosnek to nazwa rodzajowa (po łacinie Allium) roślin z rodziny amarylkowatych (Amaryllidaceae, rośliny jednoliścienne), jakkolwiek w starczych opracowaniach można znaleźć inne ujęcie systematyczne, zaliczające czosnek do rodziny czosnkowatych (Alliaceae) lub liliowatych (Liliaceae). Mniejsza o akademickie spory o systematykę i filogenetyczne pokrewieństwo. Zatrzymajmy się na tym, że rodzaj czosnek obejmuje około 700 gatunków, w tym kilka gatunków dziko żyjących w Polsce. Nasza cebula to też czosnek cebula (Allium cepa), bo taka jest pełna polska nazwa naszej cebuli (w sensie gatunku a nie formy botanicznej). W stanie dzikim rośliny z rodzaju Allium występują na całej półkuli północnej, przede wszystkim w strefie umiarkowanej. Najbardziej znanym i przez botaników uznanym za typowym dla tego rodzaju, jest czosnek pospolity (Allium sativum).

Korzystne ułożenie Eurazji – równoleżnikowo – umożliwia łatwą wymianę rolniczych i hodowlanych innowacji pomiędzy społeczeństwami. Dalekie wędrówki odbywają się w tej samej (lub podobnej) strefie klimatycznej, co umożliwia łatwą aklimatyzację. Czosnek pospolity do nas przywędrował prawdopodobnie z Chin lub Syberii (z Azji Środkowej). Uprawiany jest przez ludzi co najmniej od 5 tys. lat, na co wskazują malowidła w piramidach egipskich, oraz późniejsze malowidła z Krety oraz starożytnego Rzymu. Pisane informacje z Chin pochodzą natomiast z I tysiąclecia przez naszą erą.

Czosnek niedźwiedzi (Allium usrinum) rozmnaża się jak każda dzika roślina, w procesach płciowych (kwiaty, zapylenie, rekombinacja materiału genetycznego). Z całą pewnością przez wieki był (i jest) wykorzystywany kulinarnie. Ale społeczności europejskie nie pokusiły się o domestykację (udomowienie) tego gatunku. Zawsze by pod ręka w pobliskim lesie. Jednak w wyniku zmian ekosystemów leśnych, na wielu obszarach wyginął lub stał się gatunkiem rzadkim. Utracone dziedzictwo przyrodnicze? Obecnie wydaje się być odzyskiwanym dziedzictwem. Może dlatego obecnie coraz częściej spotkać go można w ogródkach? Może dopiero teraz rozpoczął się proces domestykacji i niebawem zajdą ciekawe zmiany koewolucyjne, tak jak w przypadku czosnku pospolitego?

Jak już wyżej wspomniałem, czosnek niedźwiedzi ma podobne własności lecznicze, jak czosnek pospolity (oraz inne gatunki czosnków). Ma więc silne działanie bakteriobójcze, obniża ciśnienie krwi, zapobiega miażdżycy, pobudza wydzielanie soku żołądkowego i żółci. Czosnek niedźwiedzi ceniony był już w Starożytności (co wiemy z zachowanych dokumentów pisanych). Silne działanie bakteriobójcze szczególnie przydatne jest przy leczeniu chorób górnych dróg oddechowych (jakże częstych u nas w czasie wiosny), bo poza własnościami bakteriobójczymi pobudza wydzielanie śluzu w oskrzelach, co ułatwia odksztuszanie i pozbywanie się bakterii. Warto przypomnieć, że był jedną z najwcześniejszych nowalijek, pojawia się bowiem już w marcu. Nic dziwnego, że nasi przodkowie obficie z tej rośliny korzystali, nie dość że na przednówku było co jeść, to jeszcze zdrowe. Aromatyczne pachnące liście zawierają dużo witamin. Do dzisiaj jest często dodawanym składnikiem wiosennych zup w Rosji. Ale na przykład w Niemczech stosowany jest do sałatek, dodawany do wędlin oraz z oliwą, służy do przygotowywania swoistego pesto. Poza kulinarnym wykorzystaniem w okresie wiosenny można przechowywać właśnie w formie pesto, w formie suszonych liści czy zakiszony (o czym pisałem w poprzednim wpisie na blogu).

Ale wróćmy do sposobów rozmnażania. Czosnek niedźwiedzi jest rośliną jednopienną z kwiatami obupłciowymi. Jest też byliną (roślina wieloletnią), a cebulka to sposób na przetrwanie zimy i niekorzystnych warunków, by kolejnego roku, na wiosnę, wyrastać, korzystając ze zmagazynowanych tam substancji zapasowych. Kwiaty ma białe, o średnicy do 15 mm, osadzone na dłuższych szypułkach. Złożone są z sześciu równowąskolancetowatych działek kielicha (długich do 1 cm), jednego 3-komorowego słupka (część żeńska kwiatu) i 6 pręcików (część męska). Nitki pręcików są szydlaste a pręciki są o połowę krótsze od płatków.

W procesach ewolucyjnego dostosowania się do środowiska korzystne są procesy płciowe (rozmnażanie płciowe), bowiem następuje rekombinacja materiału genetycznego. Dlatego, mimo że męskie pręciki wyrastają w pobliżu żeńskich słupków, najkorzystniejsze jest zapylenie krzyżowe (czyli pyłek pochodzi od innej rośliny, innego osobnika). Ziarna pyłku różnych roślin mogą być przenoszone przez wiatr lub przez owady (lub inne zwierzęta). W procesie koewolucji rośliny wytwarzają różnorodne „wabiki”, w postaci kolorowych (i widocznych dla zapylaczy) kwiatów (ściślej okwiatu), wydzielanego zapachu i nektaru (aby na przykład owadom chciało się fruwać z kwiatka na kwiatek).

Czosnek niedźwiedzi to roślina wczesnej wiosny. Z zapyleniem krzyżowym czasem mogą być kłopoty. Jednak, gdy nie dojdzie do zapylenia krzyżowego, może nastąpić samozapylenie (proces płciowy sam ze sobą – lepszy rydz niż nic). Po pewnym czasie (bezowocnego oczekiwania na męski pyłek) niezapylony słupek wygina się, dotykając pręcików. Bowiem korzystniejsze jest samozapylenie niż nie wydanie żadnego nasiona. Na rekombinację genetyczną można będzie poczekać do kolejnych sezonów. Ta rekombinacja ważna jest z populacyjnego punktu widzenia. Ten ciekawy mechanizm samozapylenia umożliwia czosnkowi niedźwiedziemu wytworzenie nasion również wtedy, gdy kwiatów nie odwiedzały owady. A wczesną wiosną owadów jest zazwyczaj mało.

Ciekawy jest także proces rozsiewania nasion u czosnku niedźwiedziego. W łupinie nasiennej znajduje się tłuszcz, który chętnie zjadany przez mrówki. A skoro mrówki zjadają tłuszcz z łupiny to przy okazji roznoszą nasiona. W taki sposób czosnek niedźwiedzi może się rozprzestrzeniać. Proces ten naukowo nazywa się myrmekochorią (roznoszeniem przez mrówki) i występuje także u innych roślin, np. u glistnika jaskółczego ziela.

Nasiona czosnku niedźwiedziego dojrzewają już w czerwcu lub lipcu, jednak kiełkować mogą dopiero po kilkunastu miesiącach. I jest to korzystne, kiełkują w kolejnym sezonie wegetacyjnym.

Wróćmy jednak do czosnku pospolitego i jego rozmnażania. Czosnek pospolity zwany też czosnkiem zwyczajny (Allium sativum), obecnie rozmnaża się wegetatywnie, bez procesów płciowych. Można to uznać za ewolucyjną symbiozę z człowiekiem. Ogromna liczba odmian powstała w wyniku selekcji hodowlanej i związana jest ściśle z człowiekiem. Czosnek pospolity w uprawach jest rośliną dwuletnia (gdy rozsadzany z tak zwanych ząbków powietrznych) lub jednoroczną (rozsadzany z ząbków z cebulki). Kiedyś na pewno rozmnażał się tak jak i inne czosnki – z procesem płciowym. Ale długotrwała hodowla i uzależnienie od człowieka wyeliminowały propcesy pćiowe. Obecnie rozprzestrzenia się w postaci rozmnażanych wegetatywnie kultywarów (odmian uprawnych), pochodzących od dziko rosnących w Azji południowo-zachodniej roślin, opisywanych jako gatunek Allium longicuspis.

Za pierwotny i dziki czosnek naukowcy uznali Allium longicuspis, rosnący dziko w Azji Centralnej. Współczesne odmiany czosnku pospolitego powstały w wyniku trwającej kilka tysięcy lat uprawy i selekcji roślin prowadzonej przez rolników. Dodajmy anonimowych rolników. Nikt znaków firmowych, petentów czy licencji nie ustanawiał. Warto się nad tym obecnie zastanowić.

Pod względem genetycznym czosnek pospolity jest identyczny ze swym dzikim prekursorem i genetycy kwestionują słuszność wyodrębniania obu taksonów w randze odrębnych gatunków. Ale te spory pozostawmy akademickim dyskusjom. Dla nas ważne jest to, że w czasie wielu wieków uprawy preferowano rośliny, wytwarzające cebulki. Doprowadziło to do tego, że obecnie uprawiany czosnek zużywa wszystkie zapasy substancje odżywcze do produkcji cebulek i nie zawiązuje nasion (specjalizacja wynikająca z koewolucji i symbiozy antropogenicznej). Taka specjalizacja możliwa była tylko w symbiozie z człowiekiem. Można to nazwać koewolucją antropogeniczną. Ale że rozmnażanie wegetatywne nie zwiększa różnorodności genetyczne, rodzą się obawy o potencjał ewolucyjny tego gatunku a tym samy dalsze możliwości wyhodowania nowych odmian. Ale i na to się znalazła rada w ramach szeroko rozumianej koewolucyjni antropogenicznej. Naukowcy, manipulując w laboratorium długością dnia i temperaturą, spowodowali że czosnek zakwitł i wytworzył nasiona. To drugie znacznie ważniejsze, bo podobno czasem czosnek wytwarzała kwiaty żeńskie.

Ja byłem przekonany, że czosnek tak jak inne „przyzwoite” rośliny, kwitnie i wydaje nasiona. Ale na pędach kwiatostanowych wyrastają tak zwane cebulki powietrzne. W jakimś sensie można to porównać do zarodników grzybów czy innych plechowców (dyspersja, pomnażanie ale bez procesów płciowych i rekombinacji genetycznej). Jest to proces pomnażania (rozmnażania wegetatywnego, zwiększania liczby osobników w ramach tego samego klonu). Nie rozmnaża się płciowo a funkcjonuje. Można to określić jako bardziej wyspecjalizowane „samozapylenie” czosnku niedźwiedziego.

Odzyskiwanie czosnku niedźwiedziego jako przypominanie sobie naszego regionalnego dziedzictwa kulinarnego staje się rozszerzeniem procesów domestykacji i włączaniem kolejnych gatunków do antropogenicznej koewolucji. A przy okazji zwiększaniem naszej użytkowej bioróżnorodności.

Skoro jest roślina zagrożona wyginięciem w środowisku naturalnym (przy najmniej u nas, na niżu), to warto nauczyć się uprawy ogrodowej. Nasiona kupić można w wielu sklepach ogrodniczych (także internetowych). Czosnek niedźwiedzi lubi ziemię żyzną, próchniczną, utrzymującą wilgoć, o odczynie obojętnym lub lekko alkalicznym i cieniste lub półcieniste stanowiska. Utrzymuje się więc w cieniu drzew. Latem ziemi nie należy tam mocno udeptywać. Jeżeli wiosna jest bezdeszczowa, rośliny potrzebują solidnego nawadniania. Mnie kusi aby czosnek niedźwiedzi zasadzić na trawniku przed blokiem (mało korzystne siedlisko) albo na terenach miejskich nad rzeka Łyną (w ramach partyzantki ogrodniczej, miejskiej). W sierpniu po czosnku pozostają jedynie zasuszone resztki liści. Wówczas można wykopywać i rozsadzać cebulki. Cebulki rozsadza się od sierpnia do września w dołkach o głębokości 7-10 cm. Jesienią rabatę warto ściółkować kompostem. I to będzie trudne wobec powszechnej, miejskiej maniery wygrabiania wszystkiego do żywej gleby i koszenia kosami spalinowymi, wszystkiego co zielone i wyższe niż 1 cm od gleby. Ale spróbuję. W imię koewolucyjnych procesów domestykacji i wzbogacania lokalnej bioróżnorodności. A co, w mieście też jedzenie rosnąć może.

No i się dygresjami rozgadałem. Zatem o własnościach leczniczych i potrawach z czosnku niedźwiedziego napisze następnym razem.

Illustration_Allium_ursinum0

Czosnek niedźwiedzi czyli o glokalizacji i wiosennych nowalijkach z lasu

Illustration_Allium_ursinum0

Coś tam czasem słyszałem o tej roślinie, niemalże jak o mitycznym kwiecie paproci. Puszczałem mimo uszu i nie wgłębiałem się. W ubiegłym roku, na przedświątecznym straganie, pośród innych kresowych i przez to egzotycznych specjałów, spotkałem kiszony… czosnek niedźwiedzi (na fotografii wyżej). Kupowałem kiszone zielone pomidory to i czosnek kupiłem. Z wielkiej ciekawości i chęci poznania egzotyki (jakże bliskiej i zapomnianej). Długie zielone pędy. Teraz domyślam się, że są to chyba łodyżki, na których wyrasta kwiatostan (rysunek niżej).

W smaku był specyficzny, z wyraźnym zapachem markaptanów i innych aromatów. Bez wątpienia oryginalny i niepowtarzalny w smaku. Ale dalej nie wiedziałem jak wygląda ta roślina, zwłaszcza w naturze. Nawet jeśli kiedyś spotkałem w lesie, to niechybnie minąłem nie rozpoznawszy.

Czosnek niedźwiedzi po łacinie nosi nazwę z niedźwiedziem w tle – Allim ursinum. U nas dawniej zwanym także babczym czosnkiem, czosnkiem wężowcem (nazwa znakomicie pasująca do kiszonego czosnku, jaki kupiłem na straganie), psim czosnkiem, trzemuchą (ta ostatnia nazwa występuje także u Słowian Południowych). Ceniony na wschodzie Europy, do dzisiaj chętnie konsumowany w Rosji.. Zachował się jako swoisty relikt kulinarny, gdzieś na obrzeżach cywilizacji. U nas zapomniany i na powrót odkrywany. Obecnie w Niemczech jest poszukiwanym rarytasem.

Czosnek niedźwiedzi (jak i wiele innych roślin) zniknął z naszego menu z dwóch powodów. Po pierwsze zmieniliśmy swoje lasy niszcząc siedlisko tego gatunku. W wyniku dawnej gospodarki leśnej, polegającej na przebudowie lasów mieszanych na monokulturowe lasy iglaste (sosna i świerk) oraz regulacji (melioracje i prostowanie) rzek a przez to niszczenie siedlisk czosnku niedźwiedziego w lasach łęgowych, stał się rośliną rzadką i ginąca w wielu częściach Polski. Od 2004 r. czosnek niedźwiedzi jest w naszym kraju objęty częściową ochroną gatunkową. Umieszczony został także na czerwonej liście roślin i (w 2006 roku), na obszarze Polski uznany za narażony na wyginięcie w izolowanych stanowiskach.

Być może rozpoczęte działania renaturyzacyjne (np. leśne kompleksy promocyjne oraz programy małej retencji wód) przyczynią się do uratowania tego gatunku i ponownie będzie częsty w lasach, tak jak za czasów Prusów i Zakonu Krzyżackiego. Może powróci do naszego realizowanego dziedzictwa przyrodniczego i kulturowego regionu: oglądany w lasach i konsumowany w ramach specyfiki dziedzictwa kulinarnego Warmii Mazur i Powiśla.

Po drugie jesteśmy bogaci i zapracowani. Po co się męczyć szukaniem, zbieraniem, gdy gotowe można kupić? Odchodzimy od lokalności…. Zapominamy o dawnych, wiosennych (przednówkowych) nowalijkach. Zamiast w lesie, łące czy ogródku… nabywamy nowalijki w supermarketach (często przywożone z daleka, nowalijki oczywiście, bo supermarketów na miejscu mamy aż nadto). To złe strony globalizacji. Na szczęście rodzi się glokalizacja (globlokalizm) w prowincjonalnych cittaslow… czyli globalny powrót do lokalności i niepowtarzalnych uroków prowincji.

Cudze chwalicie, swojego nie znacie. W globalnej wiosce, gdzie gusty i mody lansują celebryci różnej maści, zapominamy o swoim dziedzictwie kulinarnym, o swoim dziedzictwie kulturowym i przyrodniczym. Bo na przykład lepiej znamy przyrodę sawanny czy raf koralowych, niż przyrodę wokół nas. Więcej wiemy o żyrafach, rekinach, pingwinach i kaktusach niż o… czosnku niedźwiedzim. Dlaczego? Bo w telewizji więcej filmów o lwach i zebrach, niż o tym co mieszka pod płotem lub rośnie w rowie czy na skraju lasu. Bardziej świat poznajemy przez szklaną szybkę telewizora niż z codziennych spacerów do lasu czy pracy na polu.

Kiedyś chodziliśmy do lasu, nad rzekę, na łąkę, po grzyby, jagody, zioła czy wiosenne nowalijki przednówkowe. Teraz instynkt zbieracza realizujemy w dyskontach, śledząc ulotki reklamowe, gdzie szukamy okazji cenowych, promocyjnych itd. Już nie radość ze znalezienia dorodnego prawdziwka, łanu poziomek czy okazałej pokrzywy i czosnku niedźwiedziego a radość z upolowania (wyszukania) w supermarkecie chińskich produktów w okazyjnie niskiej cenie (dwa pęczki rukoli w cenie jednej i z promocyjnym dodatkiem skarpetek). Nosimy ze sklepów wodę w butelkach, mimo, że mamy równie dobrą w kranie (w Olsztynie akurat mamy).

Nie znamy smaku truskawek prosto z krzaka (bo z własnego ogrodu), pomidora, czy jagód. Kupujemy je w sklepie, zapakowane, konserwowane, transportowane z daleka. Celebryci zachwycają się krewetkami? To i my zajadamy, mimo że daleko mieszkamy od morza. Globalne, celebryckie gusty dalekie są od lokalności i sezonowości. Globalna urawniłowka.

Ale rodzi się glokalizacyjna tęsknota za unikalna prowincją i … czosnkiem niedźwiedzim.
To, co lokalne staje się egzotyczne, ekskluzywne, wyszukane w guście. Próbowałem kiszonego czosnku niedźwiedziego a teraz chciałbym spróbować zupy pokrzywowej z czosnkiem niedźwiedzim.

Wiosenne nowalijki nie tylko w sklepie spotkać możemy. Możemy je zebrać podczas wiosennych, np. majówkowych, spacerów wycieczek za miasto. A nawet po mieście. Nie trzeba szukać daleko, wystarczy tylko (aż?) trochę wiedzy… o własnym, lokalnym dziedzictwie przyrodniczym i kulturowym, o dziedzictwie niematerialnym. Sięganie po to, co dziko rośnie, to jeden z trendów widocznych w niektórych kuchniach, np. skandynawskiej. Ale i w Polsce o jadalnych, dzikich roślinach mówi się ostatnio coraz częściej. Dobra to moda i niech rozwija się jak najprężniej, łącznie z powstawaniem ogródków w miastach (bo w miastach można produkować żywność!). Bo w przypadku czosnku niedźwiedziego dla celów konsumpcyjnych trzeba rozwijać hodowle ogrodowe. Przynajmniej do czasu, gdy nie uda się skutecznie przywrócić tej rośliny naszym lasom.

czosnek_niedziwedziAle na razie zostańmy przy dziko rosnących roślinach i grzybach. Poznajmy bliżej czosnek niedźwiedzi, jeden z pierwszych (również kulinarnych) zwiastunów wiosny. Jest to roślina leśna, rośnie w wilgotnych i cienistych lasach liściastych, szczególnie buczynach. Najłatwiej spotkać ją nad rzekami i strumieniami, w dobrze naświetlonych miejscach. Lubi zwłaszcza lasy bukowe, o lekko podmokłej glebie. Powszechnie występuje na południu Polski, w terenach górzystych i tamtejszych dolinach rzek. Jest bardzo wytrzymały na zmiany temperatury dlatego dobrze znosi wiosenne kaprysy pogody. Obecnie optymalne warunki dla rozwoju czosnku niedźwiedziego znajdują się w zbiorowiskach żyznej buczyny karpackiej, gdzie może występować łanami (zdjęcie na dole). Występuje głównie w reglu dolnym. Obecnie na niżu spotykany jest rzadko (nie licząc upraw ogrodowych).

Żeby zobaczyć czosnek niedźwiedzi warto się wybrać na wiosenne wycieczki np. do Biebrzańskiego Parku Narodowego czy Białowieskiego Parku Narodowy. A Mazury 7. cud natury? W czosnek niedźwiedzi nie jesteśmy zasobni, a i niedźwiedzia u nas się także nie uświadczy. Może kiedyś….

Czosnek niedźwiedzi (Allium ursinum) to bylina (geofit cebulowy), która rośnie rośnie w naturalnych stanowiska na terenie Europy oraz w Turcji i na Kaukazie. W innych miejscach jest spotykany w uprawach, bo jest atrakcyjną rośliną kulinarną oraz leczniczą. Czosnek babczy (warto przypominać starze nazwy, by odzyskiwać także dziedzictwo kulturowe) dorasta do wysokości 20–50 cm. Rośnie kępami, czasami tworzy duże, zwarte łany. Czosnek psi wydziela charakterystyczny czosnkowy zapach, który zawdzięcza wytwarzanym merkaptanom. Właściwości lecznicze ma podobnie jak powszechnie znany i uprawiany czosnek. Cebula ma kształt podłużny, jest długości 2–6 cm. Łodyga wzniesiona, trójkanciasta i bezlistna, o wysokość 15–50 cm. To właśnie takie łodygi (kiszone) kupiłem na świątecznym straganie. Liście odziomkowe, na długich ogonkach, zazwyczaj dwa. Kształt liści jest szerokolancetowaty do jajowatego, szerokie na 2–5 cm, płaskie, cienkie, o soczystozielonej barwie. Kwiaty białe, zebrane w baldach pozorny, umieszczony na szczycie łodygi (jak na rycinie wyżej, pozyskane z zasobów Wikimedia Commons). Kwitnie od kwietnia do maja (w długi majowy weekend mamy szanse jeszcze zobaczyć kwitnący czosnek niedźwiedzi). Kwiaty zapylane są przez trzmiele i muchówki. Nasiona roznoszone są przez mrówki.

Czosnku niedźwiedziego w naszych lasach zrywać nie wolno, ale kupimy go w sklepach zielarskich lub możemy uprawiać go w ogrodzie. Na wycieczkach w lesie podziwiajmy tę roślinę i trzymajmy kciuki za jej renaturyzację i powrót do warmińsko-mazurskich lasów.

C.d.n