Chodzące grzyby (z dygresjami walentynkowymi)

12573796_914115218707464_8199527495176696651_nPrzyzwyczajeni jesteśmy do tego, że chodzimy na grzyby. Oczywiście do lasu. Ale żeby to grzyby chodziły? I to w celach romansowych, po lesie? W przyrodzie wszystko jest możliwe. Oczywiście nie są to do końca grzyby, ale chodzą, bo mają małe nóżki, a w zasadzie nibynóżki (to pewnie i nibychodzą). Mowa o śluzowcach, które kiedyś uważane były za grzyby, a i my chodząc po lesie bierzemy je za dziwne grzyby. Nie wiemy tylko, że się przemieszczają. A poruszają się przez całe życie i to na różne sposoby. A że będzie trochę i o rozmnażaniu śluzowców to wpis jest jak najbardziej walentynkowy. Bo miłość ma różne oblicza. I nachodzić też się trzeba.

Uwagę mojej znajomej, zapalonej grzybiarki, zwrócił „ściekający grzyb” (fotografia obok, fot. Anna Szymajda). Mowa o wykwicie piankowatym (wykwicie zmiennym). Wyglądał jak ściekający grzyb, jakby się ześliznął z omszonej skarpy. A może on szedł pod górę? Do tego pytania jeszcze powrócę.

Niektórzy do dzisiaj piszą jak o grzybie, np. „Wykwit piankowy – Fuligo septica. Grzyb rośnie na obumarłym drewnie (…). Grzyb niejadalny”. Opisy w różnych amatorskich portalach grzybowych traktują śluzowce tak jak grzyby. Podobnie jest z pająkami i pajęczakami, umieszczanymi w atlasach z owadami. Za mało jest gatunków pająków na „samodzielność” (opracowania) więc są przyklejane zwyczajowo do owadów, bo to też stawonogi lądowe i jakoś takie podobne.

Do dzisiaj, gdy zacząłem pogłębiać swoją wiedzę o śluzowcach, myślałem że nie są jadalne. Okazuje się jednak, że śluzowce, w tym nasz bohater czyli wykwit zmienny, są zjadane nie tylko przez owady (zwłaszcza chrząszcze) czy przez jakieś tam grzyby. Ale i człowiek kulinarnie odnosi się do śluzowców. W niektórych krajach spożywa się smażone śluzowce, tworzące duże śluźnie, np. w Meksyku smażona śluźnia Fuligo septica (nasz wykwit zmienny) uważana jest za przysmak. Człowiek zjeść może wszystko. Mój znajomy z Białorusi, który rodzinnie przeżył zesłanie na Syberię w czasach sowieckich, gdy w Polsce wybierał się na grzyby… to przynosił różne „psiuny”. I przygotowywał z nich smaczne potrawy. Nawet z grzybów, uważanych za trujące. A z niektórych lekarstwa, np. ze sromotnika bezwstydnego (czarcie jajo).

Dawno temu ludzie dzieli organizmy jedynie na rośliny i zwierzęta (świat był prosty, ale naukowcy swą dociekliwością wszystko zepsuli…). Wtedy śluzowce, wraz z grzybami, uważane były za rośliny. Postępy w poznawaniu świata ożywionego spowodowały wydzielenie trzeciego królestwa grzybów. I wtedy śluzowce były grzybami. A gdy dostrzegliśmy jednokomórkowe „protisty” to i tam znalazły się nasze śluzowce. Jeszcze w 1978 roku śluzowce wydzielane były w obrębie królestwa Protista w randze typu Myxomycota i umieszczane wraz z lęgniowcami (Oomycota) w umownej grupie „protistów grzybopodobnych” (protisty to pierwotniaki). Im dalej w las tym więcej drzew, a im więcej wiedzy tym i podziałów więcej. I tak w kolejnych latach śluzowce razem z amebami umieszczane były w typie pełzakowców (Amebozoa). Ale gdzie naukowców wielu to i opinii wiele: śluzowce umiejscawiane były w królestwie Protista w różnych jego miejscach. Zgodnie z obecnymi poglądami, we współczesnej systematyce, śluzowce znalazły miejsce w królestwie pierwotniaków (Protozoa), w gromadzie Myxomycota (Mycetozoa), w klasie Myxomycetes. Wyglądałoby więc na to, że są jednokomórkowcami. Jednak ich niezwykła i nieszablonowa biologia powoduje, że niektórzy naukowcy optują za wydzieleniem śluzowców w osobne królestwo. Chciałoby się zakrzyknąć „niepodległość dla śluzowców !”.

Śluzowce są bez wątpienia archaiczną grupą, sięgającą początków powstania życia na Ziemi (przypuszcza się, że powstały co najmniej 1,5 miliarda lat temu) i czasu ewolucyjnego powstawiania wielokomórkowców. Są swoistą żywą skamieniałością, pozwalającą ciągle zastanawiać się nad istotą życia i krętymi ścieżkami ewolucji, w tym powstania wielokomórkowców. Śluzowce odznaczają się dość skomplikowanym cyklem życiowym, w zasadzie są organizmami jednokomórkowymi ale wytwarzają skomplikowane struktury, typowe dla organizmów wielokomórkowych. Fizjologia i biochemia śluzowców zbliżona jest zarówno do grzybów jak i roślin oraz zwierząt. Są kategorią samą w sobie, niezwykłe i niepowtarzalne.

Ale powróćmy do naszego bohatera, uwiecznionego na zdjęciu. Wykwit zmienny Fuligo septica to jeden z najpospolitszych u nas śluzowców. Pojawia się w lasach i parkach przez cały sezon wegetacyjny, na próchniejącym drewnie i korze różnych drzew, na ściółce, mchach porastających kłody itd. Jako, że nie jest jadalny przez człowieka (w europejskim mniemaniu), to grzybiarze nie zwracają zazwyczaj na nie go uwagi. Chyba, że jest to ktoś dociekliwy, tak jak moja znajoma. Gołym okiem dostrzegamy jego żółtawe zrosłozarodnie czyli fazę życia „grupowego”.

Pierwsze pytanie jakie prowokują śluzowce to czy są to wielokomórkowce czy jednokomórkowce. Bo część cyklu życiowego spędzają jako jednokomórkowce, a część w postaci wielokomórkowego „sejmiku” z podziałem ról jak u typowego wielokomórkowca. To kolejny przykład, że w przyrodzie granice bywają nieostre i wiele zależy od kontekstu. My też kiedyś byliśmy zaledwie jedną komórką… ale w skali życia ludzkiego jest to epizod, który całkowicie pomijamy we wszelkich rozważaniach. Inaczej jest u śluzowców. W stadium życia jednokomórkowego spędzają życie samotnicze, zajmują się tylko funkcjami troficznymi (odżywianie, chociaż nie do końca, o czym za chwilę). Ale gdy poczują „wolę Bożą”, to ciągnie je do wspólnoty, „by wespół zespół by żądz móc wzmóc”.

W życiu śluzowca najpierw jest haploidalny zarodnik (dla przypomnienia u człowieka haploidalna jest komórka jajowa i plemnik). Do wykiełkowania (a więc podobieństwo do roślin i kiełkowania nasion) zarodnik potrzebuje wilgoci i ciepła. U części gatunków wydostający się z zarodnika protoplast przyjmuje postać amebopodobnego pełzaka, u innych powstaje opatrzona wicią pływka (można więc powiedzieć, że pływa a nie chodzi), która dopiero po pewnym czasie przekształca się w pełzaka (sporo tych dziwnych terminów biologicznych ale bez tego się nie da opowiedzieć niezwykłego życia śluzowców – podobnie jak w przypadku sysydlaczków). To właśnie faza pełzaka powodowała zaliczanie śluzowców do pierwotniaków, w szczególności do ameb. Pełzaki nie zajmują się tylko jedzeniem, ale im i zapłodnienie „w głowie” (pomijając fakt, że głowy nie mają): łączą się po dwie (ciekawe czy można wyróżnić u nich płcie, skoro komórki są wielkościowo niezróżnicowane?) a ich jądra zlewają się, tworząc diploidalnego pełzaka. Też pełzak ale z podwójną ilością materiału genetycznego. Niby taki sam ale całkiem inny. W stanie odmiennym? Może więc to od tego momentu należałoby rozpoczynać opowieść o cyklu życiowym śluzowców?

Rozpoczyna się nowy etap życia śluzowca – faza śluźni (plasmodium). Początkowo śluźnia niewiele różni się od pełzaka, jest tylko trochę większa (bo jak tu nie być większym kiedy dwie komórki się połączyły?), śluźnia jest bardziej ruchliwa i ma nibynóżki. Za ich pomocą potrafi poruszać się po podłożu. Tu dochodzimy do tytułowego sformułowania o chodzących grzybach. I taka śluźnia „chodzi sobie” i się dalej odżywia (zjada bakterie, glony, pierwotniaki, mikroskopijne grzyby), rośnie, a jądra komórkowe ulegają podziałom. Gdy śluźnie tego samego gatunku spotykają się to zlewają się tworząc coraz większy organizm. Funkcjonalnie jest to cały czas jedna komórka lecz zawierająca wiele jąder komórkowych (biolodzy nazywają to komórczakiem, znane także u niektórych glonów i pierwotniaków). Zarazem jest jednokomórkowcem i wielokomórkowcem jednocześnie. Taki stan nie mieszczący się w schematach.

Śluźnia pełza po podłożu, zostawiając ślady: błyszczącą warstwę śluzu. Tempo chodzenia nie jest może nadzwyczajne – maksymalnie pół centymetra na godzinę. Chodzi tak sobie po lesie, unikając światła i wybierając wilgoć, kilka dni albo kilka tygodni. Jak już tak się „nachodzi”, porozmyśla o sensie życia (mózgu nie ma, ale my chodząc po lesie rozmyślamy, więc niech będzie jakaś analogia), to następuje czas rozmnażania. Czyli śluzowcowe walentynki.  W zasadzie chodzi o pomnażanie bo nie ma rekombinacji materiału genetycznego (śp. prof. Bohr trafnie rozróżniał pomnażanie od rozmnażania). Bodźcem do formowania zarodni często jest brak pokarmu w środowisku (jak trwoga to do św. Walentego?). Ale stymulatorem może być także temperatura czy odczyn pH podłoża.

Najczęściej do tworzenia zarodni wymagane jest światło, dotyczy to zwłaszcza śluźni o kolorach żółtych – tak jak u naszego wykwitu zmiennego (ilustracja na fotografii wyżej). Po okresie życia w ciemności lub przynajmniej cienia, dla odmiany szuka sobie światła. Wtedy śluzowce szukają miejsca suchszego i widnego. Wpełzają na różne podwyższenia, pną się do góry. Można jeszcze powiedzieć, że z wyższego miejsca lepiej rozsiewają się zarodniki, ma więc to znaczenie przy dyspersji. Dlatego w odniesieniu do zamieszczonego zdjęcia można się zastanawiać czy ów „grzyb” się ześliznął czy raczej wpełza do góry.

Śluźnia przestaje się wtedy odżywiać (a czy i my w okresie amorów nie zapominamy o jedzeniu?) i rozpoczyna się proces formowania zarodni. A w zarodniach powstają zarodniki i cykl życiowy się zamyka. Dopiero po zarodni można rozpoznać gatunek śluzowca (a my dostrzegamy „grzyba”). Najczęściej zarodnie oddzielone są od podłoża cienką warstwą resztek śluźni i substancji odrzuconych przez organizm, zwaną leżnią.

Wiosną myślimy o Walentynkach i amorach. W najbliższy piątek lokalna TVP3 zaprosiła mnie na program poranny, by opowiedzieć o miłości w przyrodzie. Zawsze tylko jakieś zwierzątka i zwierzątka, czasem kwitnące, wczesnowiosenne rośliny. Może wreszcie uda się z okazji zbliżających się Walentynek opowiedzieć coś o życiu seksualnym śluzowców?

Czytaj więcej: Przedziwny świat śluzowców,  śluzowce

Skąd się biorą malowane słoiczki

WP_20160201_09_46_23_ProKażdy pomalowany słoiczek ma swoją, indywidualną historię. Na przykład część z nich służyła jako pojemnik na próbę z chruściani. Tak jak te widoczne na zdjęciu. Najpierw stały w sklepie, z przecierem pomidorowym (te mniejsze) albo innym produktem spożywczym. Po zjedzeniu nie zostały wyrzucone na śmietnik. W ramach reusingu (powtórnego użycia) zostały wykorzystane do celów naukowych. W tym przypadku (uwiecznione na zdjęciu) chruściki zebrane na Wielkopolsce, zalane alkoholem etylowym, niedawno w paczce przyjechały do Olsztyna. Po oznaczeniu… również nie wędrują do śmietnika. Będą pomalowane.

A po pomalowaniu sprezentuję komuś być może daleko od Olsztyna. Kolejna podróż i rosnąca historia odwiedzanych miejsc, spotykanych ludzi, obserwacji, emocji. I stanie sobie taki słoiczek, który pamięta zawarty w nim przecier pomidorowy, dżem lub konserwę mięsną, pamięta będące w nim chruściki (oznaczenia wykorzystane zostaną w stosownej publikacji). W końcu namalowany owad czy roślina, nawiązująca do bioróżnorodności lokalnej. Będzie stał pusty, jako ozdoba albo będzie służył jako pojemnik na przyprawy lub jakoweś drobiazgi. Znowu będzie świadkiem różnych historii. Czy je ktoś spisze lub opowie?

Na efekt składa się wiele drobnych kroków i wiele historii, które niczym klocki lego układać mogą się w większe opowieści przeróżnie komponowane. Jeden z takich klocków ułoży samochód, inny domek, a ktoś inny może ludzika?

Darwin dla dorosłych

laboratoriumNie dlatego dla dorosłych, że będzie o rozmnażaniu (a będzie) ale dlatego, że dorośli są pokrzywdzeni w dostępie do wiedzy w wersji popularnej. Za starzy na szkołę, na drugie studia nie pozwala czas i praca zawodowa a za młodzi na uniwersytet trzeciego wieku. Dlatego kawiarnia naukowa jest w dobrą formą edukacji pozaformalnej i ustawicznej dla dorosłych. Powód się zawsze znajdzie by się w kawiarni spotkać: a to urodziny Mikołaja Kopernika a to Karola Darwina.

Czego trzeba? Ciekawości świata, jak u dziecka, chęci i umiejętności otwartej dyskusji z innymi. Potrzeba umiejętności słuchania (empatia), a nie tylko sprawności w monologu z wykrzykiwaniem swoich racji, wizji itd. Jeśli to masz, to warto odkrywać przestrzeń publiczną do spotkań naukowych i poszerzania swojej wiedzy. Od lat funkcjonuje kawiarnia naukowa w Olsztynie, w ubiegłym roku rozpoczęła działalność taka inicjatywa w Barczewie a niebawem być może powstanie w Lidzbarku Warmińskim. Tak jak powstało wiele uniwersytetów trzeciego wieku tak teraz pora na kawiarnie naukowe. Mogą być przecież w każdym miasteczku. Nie brakuje tam ani przestrzeni publicznej ani ciekawych świata ludzi. Wiedza w cittaslow. Czyli coś dla dorosłych ludzi, bez ograniczeń dla młodzieży i seniorów. I bez pospiechu.

W czasie międzynarodowego Dnia Darwina 2016 (jak zawsze 12 lutego) w kawiarni naukowej będzie można podyskutować o horyzontalnym transferze genów (wyjaśnię w realu o co chodzi) na przykładzie dzieworodnych wrotków (Rotatoria) oraz wbudowywaniu DNA z pokarmu (zwiększanie różnorodności, poddanej selekcji naturalnej). Opowiemy o kontrolowaniu mikroflory bakteryjnej jelit za pomocą mikroRNA (miRNA, komórki nabłonkowe wyściełające jelita produkują krótkie odcinki materiału genetycznego, zwanego mikroRNA. Te cząsteczki mogą docierać do wnętrza komórek bakteryjnych i włączyć w DNA geny, które zachęcają do rozwoju określone rodzaje bakterii). Będzie także o hybrydyzacji międzygatunkowej oraz mikrochimeryzmie niedawno odkrytym (czyli o tym jak możne kobieta urodzić nie swoje dziecko i to bez metody in vitro). Na skutek nowych odkryć naukowych zmienia się pojęcie gatunku biologicznego, Jest to zjawisko bardziej skomplikowane niż do tej pory uważaliśmy. A skoro zmienia się to czy teoria Darwina dalej jest aktualna?

Czy ewolucja kulturowa jest przedłużeniem ewolucji biologicznej? Zdaniem Kurzweila niebawem nastanie era osobliwości czyli okres, w którym tempo zmian technologicznych będzie tak szybkie, a jego wpływ tak głęboki, że życie ludzkie zmieni się w sposób nieodwracalny. Swój niebagatelny wkład będzie miała biotechnologia. Coś się zmieni, to pewne. Ale jaka będzie ta nasza przyszłość i nasza cielesność, uwzględniająca przyjemność myślenia i wrażeń kulturalnych? Jak się zastanowić, to ten era osobliwości już do nas zawitała.

Kilka razy już obchodziliśmy Dzień Darwina w Olsztynie. Za każdym razem była to przestrzeń publiczna i inicjatywa kawiarni naukowej. Jest to dobry przykład tego jak zmienia się miejsce uczenia się i nauczania we współczesnym świecie. Na nowo odkrywamy znaczenie przestrzeni publicznej (parki technologiczne, centra nauki, interaktywne muzea, biblioteki, kawiarnie i parki miejskie, festiwale naukowe takie jak Noc Biologów itp.) – odkrywamy edukację pozaformalną (poza murami szkoły i tradycyjnymi instytucjami edukacyjnymi). Ewolucyjnie wzrasta znaczenie edukacyjnej przestrzeni publicznej, jako równoprawnej z przestrzenią szkolną i wirtualnym światem. Ten drugi pojawił się niedawno i rozwijane są tam różne formy kształcenia on-line. Latem spotykamy się czasem na trawniku w miejskim parku, ale na początku lutego zdecydowanie preferujemy zadaszone miejsca publiczne.

Kawiarnie naukowe to przykład odkrywania przestrzeni publicznej do spotkań i dyskusji akademickich. Tę możliwość odkrywam i sprawdzam w działaniu już od wielu lat. Nie jest to jakaś fanaberia czy dziwactwo ale globalny trend kulturowy i społeczny. Widoczne jest to zarówno w nowych formach edukacji pozaformalnej jak i ruchach społecznych. Wychodzimy z domu, uniwersytetu i z klas, by dyskutować w nowych przestrzeniach. Choć nie tak zupełnie nowych, bo powracamy do korzeni starożytnych.

Jak co roku międzynarodowy Dzień Darwina przypada 12 lutego. Tym razem ponownie zapraszam na spotkanie dyskusyjne do Kortowa, do Klubu Baccalarium. Tematem przewodnim będzie ewolucja i najnowsze odkrycia biologów. Darwinizm powstał jako dialog filozofów z biologami (i odwrotnie). Czy teraz też taki dialog może coś wnieść? Pojawiło się sporo nowych faktów, niepasujących do prostego darwinizmu. Jest horyzontalny transfer genów, mikrochimeryzm, poznajemy epigenetykę. Jest o czym porozmawiać.

Nauka ma charakter kumulatywny, ale czasem następuje mniejsze lub większe tąpnięcie, wstrząs i reorganizacja wiedzy. Tak było z teorią Karola Darwina o powstawaniu gatunków drogą doboru naturalnego. Przez lata uzupełniano teorie nowymi faktami, zintegrowanymi w postaci syntetycznej teorii ewolucji.

Darwinizm ma wymiar także społeczny. Kiedyś mocno podkreślał walkę o byt, dobór naturalny i przeżywanie najlepszego. W życiu społecznym wykorzystywane to było jako uzasadnienie indywidualizmu i egoizmu. Dzięki epigenetyce i złożonym relacjom na poziomie molekularnym geny zostały (nieco) zdetronizowane. Na wzór ekologii coraz bardziej podkreśla się kontekst (środowiskowy) także na poziomie molekularnym. Czy coraz bardziej dostrzegana wspólnotowość przyczyni się do renesansu lamarkizmu w teoriach ewolucyjnych?

Czy nowe fakty burzą teorię doboru naturalnego? Nie, ale modyfikują naszą wiedzę o mechanizmach procesów ewolucyjnych na różnych poziomach: genetycznym, gatunkowym i ekosystemowym. Odkrywamy nowe fakty, które co prawda nie przeczą darwinowskiemu pojmowaniu ewolucji, ale się w nim nie mieszczą, wykraczają poza dotychczasowe modele. Musimy więc szukać nowych teorii. Potrzeba nowej syntezy. I być może dialog biologów z filozofami pomoże w inspiracji i poszukiwaniach nowych, przełomowych teorii.

Zobacz więcej na Facebooku

O szlaczkoniu sylwetniku co z kawiarni do kawiarni naukowej inspirację przenosi

szlaczkonSzlaczkoń sylwetnik  namalowany na butelce ma w pewnym sensie wymiar symboliczny. Podarowany został w olsztyńskiej kawiarni na dobry początek kawiarni naukowej w Lidzbarku Warmiński, która niebawem najpewniej rozpocznie działalność.

Opowieść zaczniemy od szlaczkonia, namalowanego na butelce. To samiec, bo samiczka jest inaczej ubarwiona, mniej żółtego – więcej białego koloru ma na skrzydłach. Tak wyraźny dymorfizm nie u wszystkich gatunków motyli (czy owadów w ogóle) jest widoczny.

Szlaczkoń sylwetnik (Colias crocea) to motyl z rodziny bielinkowatych. Częściej widujemy u nas podobnego do niego szlaczkonia siarecznka (Colias hyale) . Warto przy okazji dodać, że z tego rodzaju w Polsce występuje kilka gatunków. W dawnych ksiązkach nosi polską nazwę długolotek, krzewnik, listkowiec, odłogowiec, szlaczkoń.

Szlaczkoń sylwetnik jest motylem wędrownym, potrafiącym fruwać na dalekie dystanse i można go spotkać w biotopach nietypowych dla tego gatunku (pojawia się tam, gdzie się nie rozwija). W sprzyjających warunkach pojawia się w całej Europie, nawet na kilka lat. Występuje jednak w ciepłych rejonach Europy i Afryki (wybrzeża Morza Śródziemnego), w Azji (zasięg aż do Afganistanu). W Polsce nie ma osiadłej populacji (przynajmniej nie było bo wraz ze zmianami klimatu wszystko może się zdarzyć). Gatunek ten pojawia się sporadycznie, w sprzyjających okoliczności pogody i klimatu a także dynamiki migracji. Liczebność tego motyla uzależniona jest od liczby przylatujących migrantów. Można się tu pokusić o dygresję , że przyroda ma także swoich migrantów. Nie wiem, czy sylwetnik stanowi jakiekolwiek zagrożenie dla naszej przyrody.

Szlaczkoń sylwetnik jest gatunkiem ubikwistycznym, spotykanym na otwartych terenach (także na odłogach, stąd polska, dawna nazwa). Roślinami żywicielskimi są: koniczyna (różne gatunki), lucerna, cieciorka pstra, komonica zwyczajna. Spotkać go można na polach jak i terenach ruderalnych z roślinnością wczesnosukcesyjną, na torowiskach kolejowych, przydrożach. Ale w czasie przelotów spotkać go można nawet wysoko w górach. W dogodnych warunkach w ciągu roku mogą rozwinąć się aż trzy pokolenia, a dorosłe motyle fruwają aż do początków listopada.

Butelka też ma swoja historię. Przywieziona została z Sycylii przez młodego naukowca (przywieziona z oryginalną zawartością!), który był tam na letniej szkole matematycznej. W jakimś sensie rzeczona butelka odbyła więc podróż podobną do migracji szlaczkonia sylwetnika. Po ozdobieniu motywem entomologicznym… powędrowała do Lidzbarka Warmińskiego, do Oranżerii Kultury.

Butelka podarowana została w czasie dyskusji w kawiarni. A rozmawialiśmy o potrzebie powstania kawiarni naukowej w Lidzbarku Warmińskim. I taka inicjatywa najpewniej w tym roku zaistnieje, jako kawiarnia naukowa i edukacja pozaformalna, w połączeniu z wystawami oraz wykładami o przyrodzie, malowaniem kamieni, wycieczkami przyrodniczymi i … dyskusjami filozoficznymi. Myślę, że będzie jeszcze okazja i w Lidzbarku o motylach i innych owadach opowiedzieć. Mam nadzieję, że już niebawem.

Światowy Dzień Mokradeł 2016

DSCN3440Jak się chce, to zawsze świętować można. Okazję nie trudno znaleźć. Jak nie Dzień Chruścika czy Noc Biologów to na przykład Światowy Dzień Mokradeł. A po mokradłach (ang. wetlands) za chruścikami i włóczę się już ponad 30 lat. Zawodowo, nie wliczając przygód z dzieciństwa. Zacząłem od zimowego (chyba w styczniu lub lutym) wyjazdu do źródeł Łyny. Było to jeszcze w czasach studenckich, chyba w 1983 roku.

A co to są te mokradła i czy są ważne dla ludzi? Mokradła to tereny wodno-błotne, podmokłe, czyli takie ze zbiornikami wodnymi ale i okresowo zalewanymi wodą. W języku polskim mamy wiele słów, odnoszących się do pojęcia mokradła: teren podmokły, bagno, torfowisko, błoto, moczary, taplary, moczary, trzęsawisko, bajoro, grzęzawisko, biel (torwoisko), topiel, topielisko. Najogólniej są to obszary okresowo lub stale zabagnione, podtopione lub pokryte warstwą wody. Nie do końca termin ma ostre granice (tak jak chyba wszystko w przyrodzie) i do mokradeł zaliczane są płytkie jeziora, tereny źródliskowego, rzeki wraz z dolina itd. Mokradło to teren silnie uwilgotniony, zalany wodą lub okresowo zabagniony, o glebach mineralnych lub organicznych. Tereny podmokłe najłatwiej spotkać w obniżeniach terenu (grawitacja, przepuszczalność gruntu i woda robią swoje), w dolinach rzecznych, rynnach polodowcowych. Zgodnie z konwencją ramsarską za mokradło uznaje się obszar leżący na pograniczu środowiska wodnego i lądowego. Są to więc zarówno obszary podmokłe (bagna), jak i wszelkie wody śródlądowe (strumienie, potoki, jeziora, zbiorniki okresowe), a także najpłytsze przybrzeżne wody morskie. W czasie Dnia Mokradeł zwraca się także uwagę na łęki (obszary leśne okresowo zalewane wodą).

Dla zwrócenia uwagi na problem zniszczenia mokradeł oraz konieczności ich ochrony wymyślono Światowy Dzień Mokradeł. Jest powód by o mokradłach porozmawiać. I o chruścikach w nich żyjących. Mogę więc świętować. Każdy może. W ramach świętowania umieszczam właśnie wpis na blogu. A zdjęcie pochodzi z badań w Puszczy Białowieskiej. Na ten obszar warto zwrócić uwagę nie tylko przyrodników, bo Puszcza Białowieska jest naszym skarbem narodowym, dziedzictwem przyrodniczym a nie magazynem potencjalnych desek. Dodatkowo w maju wybieram się na Warsztaty Hydrobiologiczne, których tematem będą rzeki polihumusowe. Przedstawię tam wyniki moich badań nad chruścikami cieków Puszczy Białowieskiej.

Światowy Dzień Mokradeł zwany jest także Światowym Dniem Obszarów Wodno-Błotnych, Dniem Terenów Podmokłych czy Międzynarodowym Dniem Mokradeł (angielski termin jest prostszy World Wetland Day), obchodzone jest 2 lutego. Święto ma upamiętniać podpisanie konwencji ramsarskiej (2 lutego 1971 roku). Światowy Dzień Mokradeł obchodzony jest od 1997 roku. A jak komu mało to może obchodzić Światowy Tydzień Mokradeł. A że nie zawsze 2. lutego jest darta wygodną w tym roku to wtorek), to na przykład w tym roku Uniwersytet Warszawki Dzień Mokradeł obchodzi 31 stycznia.

W 2016 roku hasłem przewodnim Światowego Dnia Mokradeł jest: Wetlands for Our Future (ze sloganem: Sustainable Livelihoods, w Polsce: Mokradła w zrównoważonym rozwoju).

Zatem wiesz kiedy, wiesz na jaki temat, nie pozostaje nic innego jak dzień świąteczny przyrodniczo święcić. To już za tydzień.

Najdłuższy maraton szycia celinek dla chłopców i dziewczynek

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Moja koleżanka ze studiów ma nowe hobby – szyje poduszki metodą patchworku. Wcześniej latała na paralotni, robiła decoupage. A teraz szyje poduszki. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że szyje charytatywnie a wraz z koleżankami chce ustanowić rekord Polski.Chyba i ja nauczę się szyć. Może choć igłę będę im nawlekał?Cześć. Czy już się chwaliłam , że mam nowe hobby: szyję poduszki patchworkowe celinki dla chorych i osieroconych dzieci. Kaśkę N. już wciągnęłam w szycie. Potrzebujemy Twojej pomocy w przekazaniu informacji w Olsztynie a naszej akcji . Pozdrawiam

Małgorzata Karmasz

I jak nie pomóc, tak szczytnej a zarazem babsko-szalonej akcji. Więc upowszechniam.

Kilka informacji o naszym szyciu:

Celina Jankowska z Elbląga, od której imienia wzięły nazwę poduszki, jest pomysłodawczynią akcji „szyjemy celinki dla chłopca i dziewczynki”. Od 2004 roku szyją je głównie wolontariuszki z Elbląga i Gdańska, ale warsztaty organizowane były także w innych miastach Polski. Działalność nasza jest charytatywna, nie sprzedajemy naszych prac. Poduszki celinki szyjemy metodą patchworku. Wszystkie materiały kupujemy same, haftowane aplikacje krzyżykowe też są wykonywane charytatywnie. Spotykamy się na szycie kilka razy w roku. 12-13 lutego 2016 organizujemy w Elblągu 24 godzinny maraton szycia w celu ustanowienia rekordu Polski w szyciu celinek. W ten sposób chcemy zachęcić nowe osoby do współpracy z nami .Odbiorcami są dzieci będące pod opieką hospicjum oraz ich rodzeństwo, dzieci z domów dziecka a także osamotnione osoby starsze przebywające w domach opieki. Dotychczas uszyte poduszki otrzymały dzieci i osoby starsze w Elblągu, Gdańsku, Poznaniu, Warszawie, Łodzi, Krakowie, Wrocławiu, Toruniu itd. Potrzebujemy, by informacja o maratonie szycia – Rekord Polski pojawiła się w różnych miastach. Może ktoś do nas dołączy.

Ułożyłyśmy taką informację: Najdłuższy maraton szycia

Serdecznie zapraszamy Państwa na najdłuższy maraton szycia celinek dla chłopców i dziewczynek- Rekord Polski. Maraton odbędzie się w Szkole Podstawowej Nr 4 im. Henryka Sienkiewicza przy ul. Mickiewicza 41 w Elblągu od 12.02.2016 godz.17 do 13.02.2016 godz.17. W trakcie ustanawiania rekordu będziemy szyły poduszki tzw. celinki, które zostaną przekazane dla dzieci chorych i niepełnosprawnych oraz osób dorosłych. Jesteśmy pierwsze w Polsce, które podejmujemy się tego zadania. Na spotkaniu będą panie, które są z nami od dłuższego czasu i bardzo liczymy na te. które jeszcze z nami nie szyły. Zaprosiłyśmy panie z Wrocławia, Poznania, Ełku, Gdańska, Jegłownika. Czekamy na chętnych z maszynami do szycia z całego kraju, aby wspólnie być i szyć w tym wyjątkowym czasie. W tym ważnym dla nas przedsięwzięciu chcemy również uszyć 3000. poduszkę celinkę, bo na razie mamy na swoim koncie 2654 sztuk sfotografowanych prac. Na bieżąco informujemy i dyskutujemy na forum www.szyjemycelinki.pun.pl oraz na FB, można również napisać do nas. Na każdego maila odpowiemy szyjemycelinki@gmail.com  (….). Zapraszamy do albumu, aby zobaczyć, jak działamy od lat. https://picasaweb.google.com/105658013804024641735

Liczymy, że za Państwa pośrednictwem więcej osób przyłączy się do naszej akcji.

Małgorzata Karmasz

uznanie rekordu: http://biurorekordow.pl/najdluzszy-maraton-szycia-rekord-polski/

Jak to jest z tymi zwierzakami, że jedzą trawę, a co innego im z tego wychodzi?

projektmanagerZamieszczony wyżej tekst jest bardzo pouczający. Kilka kwestii jest bardzo ciekawych, społecznych i przyrodniczych. Przyroda mocno łączy się z kulturą. Albo przynajmniej my tak ten świat widzimy, jako przenikający się.

Po pierwsze podróż. Kiedyś pamiętam z dzieciństwa podróże w pociągu. Się rozmawiało. Na proste tematy. Ktoś wchodził, to od razu o czymś rozmowa się toczyła. Ktoś zagadywał, ktoś pytał, a dokąd, a czy nie wie pan/pani jak z przesiadką. Było to sympatyczne. W sumie, co innego robić w podróży jak prowadzić rozmowy? Przecież człowiek jest istotą społeczną. Teraz siedzimy w milczeniu, z nosami w książkach, gazetach, smartfonach, tabletach, ze słuchawkami na uszach, wyizolowani. Nie tylko a autobusie, ale i w pociągach siedzenia są tak ustawione, że utrudniają kontakt: jedno za drugim. Podobnie jest w samolocie. Tylko z sąsiadem można porozmawiać. Pogadać nie ma jak a i my nie chcemy. Prędzej na Facebooku z kimś z daleka niż z osobą tuż obok. Może to kwestia „przegęszczenia” i nadmiaru kontaktów społecznych? Kiedyś, na wsi to każdemu mówiło się dzień dobry, nawet jak daleko na polu, daleko od drogi, pracował. Dziś na chodniku co sekundę mijamy człowieka. Gdyby tak zatrzymać się i chwilę pogadać, to do pracy byśmy nie doszli. Znakomicie to uwidoczniono w filmie „Krokodyl Dandy” (czy jakoś tak – człowiek z australijskiego buszu pojawia się w Nowym Yorku)..

Obecnie rzadkiej rozmawiamy ze sobą w podróżny (nie tylko z obcymi). A czy gdy zaczynamy rozmowę, to chcemy słuchać czy tylko komunikować? W zamieszczonej wyżej opowieści specjalista (w tym przypadku projekt manager) chciał się popisać swoją wiedzą. Chciał opowiadać o tym, na czym się zna zawodowo. W temacie, w którym jak mniemał, wie dużo. I że zabłyśnie, pouczy kogoś, w swoich oczach urośnie. Zwłaszcza przed dzieckiem (symbol człowieka małego, szarego, zwykłego). A tu niespodzianka, pycha została ukarana. Czasem „mali” mają dużo mądrego do powiedzenia. Monolog egocentryka się nie udał, wyszła porażka. Nie należy lekceważyć mądrości zwykłych ludzi, nawet dziecka. Zwłaszcza „głupich, dziecięcych pytań”.

Lepiej wychodzą rozmowy, gdy jesteśmy ciekawi świata i jesteśmy empatycznie nastawieni do innych. Bo mówić to znaczy również słuchać. Tego jakoś nam bardzo brakuje, zarówno w podróży, przy przypadkowych spotkaniach, jak i w polityce czy dyskusjach internetowych. Wykrzyczeć swoje, pokonać, „dokopać”, powymądrzać się. Ale czy to jest dyskusja?

Pora na elementy przyrodnicze. Bo jak to jest, że wymienione zwierzęta (krowa, koń, jeleń) odżywają się tym samym (roślinnością trawiastą), a ich odchody są takie różne? Wszystko zależy od kontekstu i tego „co w środku”. Przecież podobnie jest z nami w życiu społecznym i naszych dyskusjach: patrzymy na te same fakty.. ale co innego widzimy i inne formułujemy wnioski, interpretacje, inne wygłaszamy tyrady w komentarzu do tego samego faktu. To samo widzimy a tak różne rzeczy wychodzą nam z ust (w sensie treści mówionych),

No dobra, a co z tymi zwierzętami i ich odchodami? Różnice są w przewodzie pokarmowym (to co w środku) i sposobie wykorzystywania. Różnice są w mikroflorze i organizmach „symbiotycznych”. Jedzą to samo, ale nie to samo wykorzystują. Współpraca wiele zmienia. Inne jest po prostu „przetwarzanie”.

Czy ja szargam zasłużone dla ojczyzny nazwisko?

12028821_10206773285484098_3579299934377802068_oWyraziłem swoje poparcie dla pokojowych demonstracji i manifestacji, organizowanych przez Komitet Obrony Demokracji. Czy udział w pokojowej manifestacji, zorganizowanej zgodnie z prawem i porządkiem społecznym oraz głośne wyrażanie swoich poglądów na sprawy w kraju są czymś złym ? Pytam, bo od młodego człowieka dostałem przez facebookowy komunikator wiadomość tak się zaczynająca:

„Jest mi przykro, że tak szargasz zasłużone dla Rzeczpospolitej nazwisko.” Dalej było też coś o Targowicy, ale żadnych konkretów. Nie popełniłem żadnego przestępstwa, nie ubliżałem nie wyzywałem, niczego niegodnego nie uczyniłem, nie rozbijałem szyb, nie demolowałem przystanków itd. To czym miałbym szargać swoje nazwisko? Wyrażaniem poglądów innych niż obecna władza? W osądzie tego młodego człowieka posiadanie odmiennego zdania od rządzącej ekipy (PiS) jest już czynem haniebnym i zdradą ojczyzny? Dużo mówi to o stanie umysłu i duszy owego młodego człowieka. A przecież nie jest to postawa odosobniona.

Bo młody człowiek pisze do sporo starszej od siebie osoby i pozwala sobie na takie obraźliwe stwierdzenia (na dodatek nie poparte żadnym konkretem). Co jest przyczyną takich emocji, skutkujących impertynencjami? Wracając do Targowicy, to przecież była skierowana przeciw konstytucji (drugiej na świecie). Obrona konstytucji nie może być zatem żadną Targowicą. Zatem nieuprzejmość w połączeniu z brakami w wiedzy.

Wielkie to muszą być emocje i ideologiczne zacietrzewienie. Postawię pytanie, kto tak ludźmi manipuluje, że zapominają o dobrym wychowaniu czy historycznych faktach, do których aluzyjnie nawiązują? Kto dzieli Polaków, że skaczą innym Polakom niemalże do gardeł? Czy czeka nas los Tutsi i Hutu?

Wrócę co nazwiska zasłużonego dla Rzeczypospolitej. Historię rodu znam bardzo dobrze, począwszy od XV wieku. To drobna szlachta, wywodząca się z północnego Mazowsza. Znam losy wielu członków rodziny w ciągu tych wieków. Typowa, przeciętną rodzina (ród), gdzie z jednego drzewa krzyż i łopata. Były i ordery Virtuti Militari, pełnione urzędy, emigracje, śmierć na polu walki, ale było i wiele różnych ludzkich małości. Najwięcej zaś zwykłych ludzkich losów. Znając złożone życiorysy nie ośmieliłbym się pisać do kogoś, że szarga nazwisko. Zwłaszcza, z powodu różnic poglądów. Demokratyczną tradycją jest różnić się pięknie. Odmienność zdania nie jest hańbą, zdradą czy szarganiem nazwiska. Takie myśli mogą rodzić się tylko w głowach zarażonych autorytarna władzą…

Doświadczyłem już różnego hejtu, anonimowego i bardziej jawnego w różnych internetowych publikatorach. Jak sięgnę pamięcią, to zawsze wiązało się z robieniem czegoś przyzwoitego… Zło jakość do hejtu mocno przywiera… Podzielam słowa Profesora Bartoszewskiego, że warto być przyzwoitym choć nie zawsze się to opłaca.

A dlaczego ilustracją do wpisu jest pomalowany kamień? Bo czasem nawet przydrożne, szare i niepozorne kamienie krzyczą.

Noc Biologów 2016 w Olsztynie

kotlogo22Zapotrzebowanie na wiedzę jest ogromne. Co roku Centrum Nauki Kopernik w Warszawie odwiedza ponad milion osób. Od pięciu la olsztyńska Noc Biologów, tak jak i jesienne Olsztyńskie ni Nauki, przyciąga setki osób. Kolejnym przykładem edukacji pozaszkolnej są całoroczne projekty edukacyjne Lasów Państwowych czy akcja „wypożycz sobie naukowa” Wydziału Biologii i Biotechnologii UWM w Olsztynie. To przykłady zmieniającego się podejścia do edukacji, która odbywa się nie tylko w murach szkoły. Zapraszamy nie tylko do udziału w festiwalu Noc Biologów ale także do odbywającej się w tym czasie debaty na temat edukacji pozaformalnej.

Ogólnopolska Noc Biologów 2016 odbywa się po raz piąty. Olsztyn uczestniczy w tym przedsięwzięciu od samego początku. Tym razem 15 stycznia 2016 r, wykłady, warsztaty, pokazy, laboratoria, wystawy, wycieczki i konkursy odbywać się będą od godz. 8.00 do 22.00 w Kortowie (miasteczko uniwersyteckie, Wydział Biologii i Biotechnologii). Program jest bogaty i zróżnicowany z ofertami dla najmłodszych (już w wielu przedszkolnym), dla młodzieży szkolnej oraz dla osób dorosłych. Zapraszamy na popołudniowe wizyty rodzinne. Uroczyste otwarcie o godz. 11.00 w Collegium Biologiae, z udziałem władz Uniwersytetu i Wydziału.

Uniwersytet Warmiński-Mazurski w Olsztynie bierze udział w ogólnopolskiej akcji „Noc Biologów” (Noc Biologów to wspólne przedsięwzięcie wydziałów biologicznych i przyrodniczych polski uniwersytetów i szkół wyższych a także ogrodów botanicznych), zaplanowanej w 2016 roku na piątek 15 stycznia. Jest to kolejna, piąta z rzędu, akcja promująca wiedzę biologiczną w przystępnej i nawiązaniu do edukacji pozaformalnej (poza murami szkoły). Festiwal naukowy pod nazwą Noc Biologów, kierowany jest zarówno do dzieci przedszkolnych, młodzieży szkolnej jak i do osób dorosłych z miasta Olsztyna, regionu (województwa warmińsko-mazurskiego) jak i do powiatów z północnego Mazowsza. Poza bezpośrednimi pokazami na terenie uczelni przekaz popularnonaukowy docierał będzie za pośrednictwem mediów: gazet, radia, telewizji i internetu, dzięki czemu znacznie rozszerzony będzie krąg odbiorców.

Noc Biologów ma na celu przekazanie wiedzy przyrodniczej oraz wyników prowadzonych na UWM badań naukowych na różnych poziomach – od podstawowych wiadomości przyrodniczych do zagadnień problematycznych, nurtujących współczesną biologię i biotechnologię. W roku 2016 pojawiają się już znane z lat ubiegły tematy, pokazy i wykłady, ale będzie sporo nowości. Ponadto chcemy położyć nacisk problem edukacji pozaformalnej (temu poświęcona jest wieczorna debata – zapraszamy nauczycieli, instytucje, biznes i pracowników akademickich).

Jednym z niezmiennych celów Nocy Biologów jest zaszczepienie przekonania o kluczowej roli nauk przyrodniczych w egzystencji populacji ludzkiej na Ziemi a także znaczenie biogospodarki w rozwoju regionalnym w północno-wschodniej Polsce. Bogata i ciekawa oferta programowa w ramach „Nocy Biologów” w latach 2012-2015 r., przygotowana przez pracowników naukowych a także doktorantów i studentów oraz instytucji współpracujących z Uniwersytetem, spotkała się z ogromnym odzewem ze strony społeczeństwa w mieście Olsztynie i całym województwie, co potwierdza słuszność przyjętej koncepcji upowszechniania nauki (interesujące pokazy, aktywizujące warsztaty, prelekcje, wykłady, zwiedzanie laboratoriów, wystawy, dyskusje oraz materiały zamieszczone w prasie lokalnej, radiu, telewizji i internecie, m.in. blogi i portale społecznościowe) i niemalejącą potrzebę społeczną organizowania tego typu przedsięwzięć. Szczególnie ważna jest dla mieszkańców małych wsi i miasteczek z naszego regionu, jako forma upowszechniania najnowszej wiedzy biologicznej w formie kształcenia ustawicznego i pozaformalnego.

Merytorycznym celem festiwalu naukowego Noc Biologów jest zapoznanie społeczeństwa regionu z pracą badawczą, specjalistycznym sprzętem laboratoryjnym a także z osiągnięciami naukowymi wydziałów przyrodniczych UWM, głównie Wydziału Biologii i Biotechnologii. Popularyzacja wiedzy przyrodniczej odbywać się będzie z podkreśleniem wartości aplikacyjnej tej wiedzy.

Poprzez Noc Biologów chcemy wzbudzać ciekawość oraz chęci do poznawania i rozumienia świata przyrodniczego, szczególnie u dzieci i młodzieży szkolnej w celu kształtowania poglądów, pozwalających na zrozumienie prawidłowości funkcjonowania przyrody oraz na niedestrukcyjne obcowanie ze światem żywym (biologicznym).

Zapraszamy na pokazy naukowe, wykłady, wycieczki, wystawy, aktywny udział uczestników w warsztatach, zapoznanie się ze sprzętem i pracą laboratoryjną, zwiedzanie laboratoriów badawczych, prelekcje, debaty, kawiarenkę naukową, pokaz filmów, audycje radiowe i telewizyjne, artykuły popularnonaukowe w prasie i internecie (w tym na dedykowanym blogu – http://biologiaolsztyn.blogspot.com oraz stronie na Facebooku https://www.facebook.com/NocBiologowOlsztyn/ oraz facebookowym wydarzeniu https://www.facebook.com/events/1030929580284911/).

Szczegółowy program na stronie ogólnopolskiej: http://www.nocbiologow.home.pl/

W zakładce http://www.nocbiologow.home.pl/index.php?id=jednostka&nazwa=olsztyn

Stanisław Czachorowski

Koordynator Nocy Biologów 2016 w Olsztynie

Autyzm. Każdy jest wartością, każdy coś wnosi.

pomocautysta Jestem pełen podziwu dla wytrwałości i wysiłku wielu matek. One się nie poddają. Kiedy innym opadają ręce one wciąż są aktywne. Kiedy Pani Sylwia Gruszka-Cott zapytała, czy można tę grafikę i problem udostępnić w mojej przestrzeni internetowej (bo to poza tematem), też miałem wątpliwości. Ale przemyślałem i zauważyłem sens.

Wielu ludzi ma różne deficyty, czasem w wyniku wad wrodzonych (choroby cywilizacyjne, zanieczyszczenie środowiska itd.), czasem w wyniku wypadku czy choroby, która przytrafia się w ciągu życia. Ale jeśli się głębiej zastanowić, to nie są dla nas ciężarem, tylko darem. Dzieci z autyzmem (jak i dorośli) mają trudności w nauce szkolnej. Inaczej funkcjonują. Ale podobno w Dolinie Krzemowej jest bardzo wielu „wielkich indywidualistów” (zespół Aspergera, najsłabsza forma autyzmu). Mają inne talenty, przydatne w gospodarce. Ta ich „inność” znakomicie przydaje się społeczeństwu. Podobnie jak wielka wrażliwość artystów.

W przypadku autyzmu, jak i wielu innych chorób, nie wystarczy poświęcenie i czas matki. Potrzebna jest rehabilitacja i bardzo specjalistyczne wsparcie edukacyjne. Wsparcie takich inicjatyw to nie jest filantropia lecz mądra inwestycja w kapitał ludzki. I nie tylko w odniesieniu do konkretnego dziecka, konkretnej rodziny.

Wielkie sprawy składają się z małych i drobnych działań. Pomagając sobie nawzajem budujemy więzi. A może zróbmy coś więcej niż udostępnienie tego apelu o pomocy? Może nie tylko 1% od podatku ale stale i częściej? Znam już kilka matek, które pomagając własnym dzieciom szyją poszewki dla szpitala czy organizują różne akcje charytatywne.  Może spróbujmy zrobić,  tym razem w Szczytnie, kilka spotkań w realu, przy malowaniu butelek, kamieni, szyciu lalek, szalików, dzierganiu. Czymkolwiek, by siąść razem i coś zbożnego zrobić. A potem wystawić na licytację właśnie na taki cel. Komuś pomożemy a przy okazji spotkamy się. I pobędziemy ze sobą, jak przy darciu pierza czy łuskaniu fasoli. Można będzie porozmawiać.

Budowanie więzi społecznych to także dobra inwestycja w kapitał ludzi. Ja wiele nie potrafię, tylko malować butelki czy kamienie. Ale z chęcią nauczę się czegoś nowego. Z przyjemnością przyjadę do Szczytna.