
Ostatnio codziennie rano, tuż po szóstej, pani sprzątająca warczy wentylatorem. Bardzo głośnym. Zgarnia liście. A w zasadzie zdmuchuje. Spółdzielnia pomyślała o nowoczesności, ale wątpliwa to nowoczesność. Zatruwa hałasem jak i szkodzi przyrodzie (brak martwej materii organicznej na trawnikach, erozja gleby, zużycie paliw kopalnych, zanieczyszczanie powietrza spalinami itd.). Zdmuchuje dmuchawą liście, a potem grabi na kupki i ktoś kiedyś wywiezie. Spory wysiłek, wydatek energetyczny jak i uciążliwe dla mieszkańców (hałas). A dodatkowo nieprzyjazne dla miejskiej bioróżnorodności.
Miasto jest ekosystemem, jest więc produkcja pierwotna i odpady organiczne. Martwa materia organiczna ma swoich konsumentów, a w wyniku ich działalności materia wraca do biologicznego obiegu. Nie warto tego procesy zakłócać źle pojętą estetyką.
Olsztyn tak jak i wiele innych polskich miast boryka się z nadmiarem śmieci (odpadów). Recykling realizowany jest w małym stopniu, wokół śmietników jest nieustający bałagan. Niezbyt miły widok. O ile jeszcze można liczyć że szkło, papier i plastik w końcu będą recyklingowane (mieszkańcy się nauczą), to co zrobić z biomasą? Przez moment były pojemniki do biomasy, ale szybko zniknęły (chyba źle były wykorzystywane przez mieszkańców).
Drugim problemem jest brak przestrzeni dla aktywności mieszkańców na osiedlach. A można te dwa problemy rozwiązać i połączyć w formie osiedlowych kompostowników. Mała, estetyczna architektura (w wielu miejscach Europy i Polski już widziałem takie). Te kompostowniki mogą być umieszczone w różnych punktach, a w sąsiedztwie ławeczka. Niekoniecznie przy tradycyjnych śmietnikach. Niewielka budowla o funkcjach edukacyjnych. Bo przecież ścianki konstrukcji można wykorzystać jako element edukacyjny: niewielkie plansze z tekstem, zdjęciami (grafikami edukacyjnymi) i QR Kodami, odsyłającymi do znacznie bogatszych treści. Internet mobilny jest powszechny, więc można przyjść, poczytać i wykorzystać swoją komórkę (telefon) by dowiedzieć się więcej. A także usiąść na ławeczce i obserwować przyrodę. A jeśli będą w kompostowniku prześwity, to będzie widać wszystkie procesy zachodzące w glebie, w tym związane z dekompozycja biomasy. Można oczywiście na ściankach umieścić także hotele dla owadów zapylających. Kilka funkcji w jednej konstrukcji.
Cykl produkcji kompostu to od 3 miesięcy do roku lub ciut dłużej. Oczywiście o ile jest prawidłowo prowadzony. Ale przecież służby porządkowe, zamiast tylko warczeć dmuchawą, mogą wykonywać i takie prace: nadzór merytoryczny nad kompostownikiem. Fakt, wymaga to wiedzy. Ale czy brakuje nam ludzi wykształconych? Lub czy nie jesteśmy wstanie szybko przeszkolić dowolnych pracowników? Mamy takie możliwości, potrzeba tylko wyobraźni. Żyjemy w epoce gospodarki opartej na wiedzy i powszechnym, wyższym wykształceniu. Najwyższy czas z tego korzystać.
Co do środka? Na pewno resztki organiczne z domów. Mniej trafi na komunalne wysypisko, więc z punktu widzenia miasta jak najbardziej przydana aktywność. Ponadto trawa ze koszonych trawników. I oczywiście liście grabione jesienią. To także obniżka kosztów utrzymania zieleni (nie trzeba wywozić i płacić za utrzymanie wysypiska, które i tak zbyt szybko się wypełnia). Zatem inwestycja w tę małą architekturę i ewentualne szkolenie kadr zwróci się mniejszymi kosztami utylizacji odpadów.
A co z wytworzoną próchnicą? Można wykorzystać do nawożenia trawników i miejskiej zieleni. Znowu zysk finansowy. I zysk ekologiczny. Bo więcej próchnicy w glebie to większe zatrzymywanie wody.
W ramach działań edukacyjnych (informacje na ścianach kompostownika oraz internet mobilny) można popularyzować karmniki dla dżdżownic (jeszcze mniejsze obiekty), domki dla jeży i estetyczne karmniki dla ptaków (nie będzie chleba na chodniku) oraz wyżej wspomniane hotele dla owadów. Jeśli zadbamy o dżdżownice to będzie pokarm dla wielu ptaków żyjących w mieście. Ptaków, które lubimy oglądać i słuchać. Ułatwi to kontakt z przyrodą i skanalizuje aktywność wielu mieszkańców. Wolontariat miejski i „partyzantka” ogrodnicza w jednym. I tak dochodzimy do elementu integracji osiedlowej. Nie tylko wspólne użytkowanie kompostownika ale okazja do prac społecznych i pielęgnacji zieleni (a w zasadzie bioróżnorodności) osiedlowej).
Marzy mi się osiedlowy kompostownik. To sposób na zwiększenie recyklingu odpadów, poprawę warunków funkcjonowania przyrody w mieście jak i sposób na aktywizacje i integrację społeczności lokalnej (osiedlowej). Owszem, realizacja wymaga logistyki i wiedzy. Wymaga nie tylko zatrudniania zwykłych cieci do grabienia liści ale dobrze przygotowanych kadr. To wszystko mamy. Wystarczyłoby tylko w wieku XXI wykorzystać istniejący potencjał kapitału ludzkiego.
Marzą mi się osiedlowe kompostowniki… Czasem marzenia się spełniają…

Gdy dzieje się niegodziwość (tu i teraz) milczenie byłoby podłością. Przestrzeganie prawa i polskiej konstytucji obowiązuje wszystkich a nie tylko cudzoziemców, imigrantów, ateistów, prawosławnych, muzułmanów czy „gorszy sort”. Mnie, jako Polaka i katolika, słowa pani poseł Beaty Mateusiak-Pieluchy po prostu obrażają (bo niby w moim imieniu, jako poseł, to mówi). I bardzo niepokoją, bo kojarzą się z niemiłą przeszłością. Wtedy też miłe były bardzo złego początki.
Za przykład niech posłuży załączone zdjęcie, przedstawiające żółwia wodnego. Teoretycznie u nas występują. Każdy słyszał o żółwiu błotnym, naszym rodzimym gatunku i że jest chroniony bo zagrożony wyginięciem. Załączone zdjęcie zrobiono w czasie spływu kajakowego. Autorka miała podstawową wiedzę przyrodniczą dlatego zamiesiła zdjęcie z zapytaniem „Czy to jest żółw błotny? Wygląda nieco inaczej i nie jestem pewna. Zdjęcie zrobiłam jak płynęłam kajakiem na Drwęcy”. Wątpliwość uzasadniona bo to akurat żółw czerwonolicy. Całkiem nie nasz. Skąd się wziął w rzece Drwęcy i co z tej obserwacji wynika?

Ostatnio często widzę młodych ludzi w miejscach publicznych ziewających i nie zasłaniających ust. Na wykładach ze studentami także widuje takie sytuacje. W takich przypadkach czuję się lekko zakłopotany. Jest mi to obce kulturowo. Na wykładzie krępuję się zwrócić uwagę… bo może się przecież student (płci obojga) nudzić i tak ostentacyjnie zwraca mi uwagę? A w pociągu czy innym miejscu publicznym też nie czułbym się zręcznie zwracając uwagę osobie w gruncie rzeczy dorosłej. Multikulti już jest i to bez imigrantów czy zagranicznych gości.
Na tym świecie nie ma nic stałego, ani w przyrodzie ani w kulturze. Wszystko się zmienia. I jest to fascynujące z turystycznego punktu widzenia. Dla trampów, powsinogów, badziajników, włóczęgów, włóczykijów odszukiwanie światów nieznanych i zaginionych jest wielką przygodą. Dla naukowców także.
Jestem cyfrowym imigrantem. Zjawiam się w świecie nowych technologii jako przybysz z innego, dawnego świata. Wszystko jest nowe i trzeba uczyć się od nowa. To problem całego pokolenia. W przeciwieństwie do cyfrowych tubylców. Ryślenie to neologizm dla myślenia wizualnego, notowania z wykorzystaniem rysunków, to połączanie dwóch słów: rysowania i myślenia. A blog? Tego słowa teoretycznie nie muszę wyjaśniać – to internetowy pamiętnik-dziennik-notatnik. Całkiem nowa (ale już okrzepła społecznie) forma komunikacji.
Dzielenie się wiedzą ubogaca i to obie strony. Przybywa a nie ubywa. To taka trochę dziwna ekonomia. Podobnie jest z miłością i… nienawiścią. Uważaj więc czym się dzielisz i co upowszechniasz.