Konsumpcja stymulowana reklamą a stan środowiska naturalnego

Dziwimy się zimową wiosną i nie bardzo chcemy uwierzyć w skutki ocieplenia klimatu, mimo że i takie zmiany zapowiadali klimatolodzy. Zaprzeczamy antropogenicznym zmianom klimatu bo… oznaczałoby to odpowiedzialność za niekorzystne zmiany oraz konieczność konsumpcyjnych wyrzeczeń.

Konsumpcja jest wynikiem zaspokajania aspiracji.
Ale czasem  wygórowane aspiracje kreują rosnące potrzeby.
Reklama podpowiada jak te potrzeby zapokajać przez kolejne zakupy i dalsze zadłużanie się. A potem? Potem to choćby potop :). Jakoś to będzie, znajdzie się jakiegoś winnego, kozła ofiarnego.

Ilość posiadanych dóbr jest uznawana za wyznacznik rozwoju społecznego.
Byle nowocześniejsze, droższe, bardziej modne. Ile mamy w domu rzeczy niepotrzebnych? Producenci nam idą na rękę i oferują coraz bardziej jednorazowe produkty. Już nie będzie żal wyrzucać na śmietnik calkiem dobre urzadzenia (ale już mniej nowoczesne), bo się szybko zepsują. Naprawiać? Passe!

Komsumpcja stymulowana jest współczesną obsesją sukcesu, a reklamy gloryfikującą nowość. Konsekwencją tego jest szybkie zużywanie się zasobów naturalnych oraz produkowanie góry śmieci. I wcale nie jesteśmy od tego szcześliwsi…
Jedni są coraz bardziej przepracowani, a innni czują się niepotrzebni jako bezrobotni lub uciążliwi dla budżetu emeryci. W gloryfikacji konsumpcji nawet ludzie stają się… zbędnymi śmieciami.

Potrzebę kontaktu z drugim człowiekiem zaposkajamy… włączonym telewizorem, radiem czy komputerem.  A nie prościej i taniej (bez zużycia energii) być z drugim człowiekiem? Przecież tylu ludzi czuje się niepotrzebnymi…

Do pełni człowieczeństwa potrzebna jest odpowiedzialność za siebie, za najbliższych i za środowisko (za biosferę). Uciekamy w konsumpcję przed ta odpowiedzialnoscią?

Wielkanoc a ochrona środowiska

Są myśli trafne i piękne, które warto przeczytać, rozważyć i zapamiętać. Pisanie, jako forma notowania (wybiórczego wynotowywania), jest sposobem zapamiętywania i przetwarzania, aby wbudować wybrane memy w swój własny system wiedzy. Pisanie pozwala lepiej pamiętać. Na dodatek pisanie ułatwia…. czytanie. Uważne czytanie ze zrozumieniem. Wyczytywane myśli wywołują rezonans myślowy w maszym mózgu, w naszym dotychczasowym systemie wiedzy i sądach o świecie.

Okazją do rozważań jest także uczestnictwo (lepiej być i uczestniczyć niż tylko o tym czytać czy oglądać w telewizji). Przedświąteczne zatrzymanie, spowolnienie i w jakimś sensie wyrwanie się z zapracowanej rutyny codzienności, ułatwia spokojną lekturę. Czytając Tygodnik Powszechny (numer z 31 marca 2013) natknąłem się na ciekawy wywiad z s. Małgorzatą Chmielewską.

„Ubóstwo ma kilka powiązanych zwykle aspektów: może być materialne, duchowe, edukacyjne czy kulturowe (…). W sensie ewangelicznym ubóstwo jest wolnością w stosunku do dóbr tego świata, czyli umiejętnością korzystania z nich bez ich przywłaszczania, ze świadomością, że są wypożyczone.”

„Ubóstwo ewangeliczne przejawia się też w rozsądnym i umiarkowanym korzystaniu z własnych możliwości, tak żeby resztę móc poświęcić dla innych.”

Święta narażone są szczególnie na medialny festiwal konsumpcji, kupowania, konsumowania, przetwarzania i wytwarzania odpadów. Nawet na kredyt, nawet poprzez ciągłe zapożyczanie się. Przecież "jesteśmy tego warci" :), jak krzyczą reklamy. Nawet Wielkanoc nakręcana bywa szałem kupowania. Jak nie św. Mikołaj to wielkanocny zając. Ubóstwa duchowego nie da się jednak skutecznie zakryć bogactwem ilościowym konsumpcji. Cokolwiek czynisz, czyń roztropnie i patrz końca… W trumnie nie ma szufladki na pieniądze, kosztowności i terminal do konta w banku.

„Myślenie, że jutro będzie piękne, jest o tyle absurdem, o ile nie będziemy się starać o to piękno dziś. (…) Nie liczmy, że inni to za nas załatwią – to my mamy załatwić tu i teraz. Nie przebuduję struktur globalnych, ale mogę zmienić ten kawałek świata, który jest wokół mnie.”

Taka opcja ułatwia oderwanie się od jałowego narzekania i marnowania sił na szukanie winnych (np. poźnej i zimnej wiośnie). Lepiej wszak zapalić małą świeczkę niż przeklinać ciemność.

W życiu każdą chwilą nie chodzi o beztroskę. Chodzi o świadomość, że każda chwila jest niezwykle ważna (nie ma chwil mało ważnych) i że od tej chwili zależy chwila następna. Taka postawa jest wbrew naszej cywilizacji, która pożera czas, usiłuje go przeskoczyć – chce np. byśmy robili kilka rzeczy naraz. Ma być szybko, tanio i przyjemnie. Tymczasem chwila obecna ma wieczną wartość – w tej chwili właśnie Bóg jest tutaj z nami i to, co robimy, rzutuje na przyszłość.”

Czy czas wielkanocny można wykorzystać do rozważań nad ochroną środwiska? Każdą chwilę można do tego wykorzystać. Nie chronimy środowiska przeciw człowiekowi ale dla niego, dla nas samych. A stan środowiska i stan przyrody mocno zależy od stanu naszej duchowości. Przyroda jest w nas i my jesteśmy w przyrodzie.

No to wracam do lektury, pomocy w przedświątecznych, kuchennych przygotowaniach i uczestnictwa w triduum.

Szczęśliwych i pogodnych Świąt Wielkiej Nocy.

Chruściki (Trichoptera) północnego Mazowsza

korzenie3Chruściki północnego Mazowsza
to swoista biała plama dziedzictwa przyrodniczego. Mazowsze, w szczególności północna część tego regionu, omijane jest przez wielu naukowców, zajmujących się badaniami przyrody. Po pierwsze wynika to z braku miejscowych ośrodków naukowych, po drugie ten region Polski wydaje się mocno antropogenicznie przekształcony i przez to mało atrakcyjny przyrodniczo. Stereotypy bywają jednak mylące. Dobrym przykładem jest niezwykle ciekawy przyrodniczo Kampinoski Park Narodowy, który praktycznie omijany był przez liczne przecież środowisko naukowców warszawskich. W latach sześćdziesiątych XX. w. wybudowano nawet w Dziekanowie Instytut Ekologii P.A.N., ale tamtejsi naukowcy szybko zaczęli badać inne regiony Polski i świata o puszczy całkowicie zapominając. W ostatnich latach badania nad owadami Puszczy Kampinoskiej przyniosły wiele ciekawych wyników i ukazały puszczę jako obiekt bardzo wartościowy przyrodniczo. Sam byłem ogromnie zdziwiony „dzikością” przyrody Kampinosu.

Znaczącą zmianę w wypełnianiu przyrodniczej białej plamy północnego Mazowsza może przynieść aktywność lokalnych towarzystw naukowych oraz działalność wydawnicza, czego dobrym przykładem jest półrocznik „Nasze Korzenie”. Jakkolwiek jest to czasopismo popularyzujące wiedzę to zdecydowałem się w artykule o chruścikach zawrzeć nowe i oryginalne dane. Zanim znajdą się  w zbiorczych monografiach niech inspirują i pomagają w badania entomofauny wodnej.

W odniesieniu na przykład do owadów niewiele wiemy co tu występuje. Jest to więc biała plama w poznaniu zasobów przyrodniczych (bioróżnorodności) Polski.
Wagę znaczenia różnorodności biologicznej, nie tylko dla kultury ale i gospodarki, podkreśla ogłoszona przez ONZ międzynarodowa Dekada Bioróżnorodności (2011-2020). O ile duże kręgowce: ptaki, ssaki, ryby czy płazy oraz rośliny naczyniowe są stosunkowo dobrze poznane i zinwentaryzowane, o tyle małe bezkręgowce są poznane niezwykle słabo. Wynika to z faktu dużej liczby gatunków oraz trudności w ich rozpoznaniu (oznaczaniu).

Przybywa jednak ludzi wykształcony, co jest wielką szansą na zwiększenie aktywności lokalnych towarzystw naukowych. Liczę, że ta aktywność poznawcza dotyczyć będzie także owadów wodnych i północne Mazowsze sukcesywnie przestanie być entomologiczną białą plamą.

Szczególnie mało wiedzy mamy w odniesieniu do chruścików północnego Mazowsza. W zasadzie jest tylko jedna, obszerniejsza praca, odnosząca się do Brudzeńskiego. W Brudzeńskim Parku Krajobrazowym stwierdzono występowanie blisko 50 gatunków chruścików, żyjących w rzece Skrwie, rzece Wierzbicy, leśnych strumieniach, Jeziorach Józefowskich i niewielkich stawach śródleśnych. Jak na obszary nizinne jest to duża liczba gatunków. Dodatkowo wśród nich kilka jest rzadkich w kraju i Europie. Zaliczyć do nich można Oecetis notata i O. testacea, Ceraclea dissimilis i C. nigronervosa, Beraea pullata.

tabelkakorzenie

Nowe dane zawarte w opisywanym artykule dotyczą kilku rzek. Rzeka Łydynia badana była w okolicy wsi Gutarzewo. W badaniach wykazano obecność 5 gatunków chruścików (spis gatunków w załączonej wyżej tabeli). Na uwagę zasługuje obecność Cheumatopsyche lepida, gatunku związanego z czystymi, niewielkimi rzekami. Gatunek ten wykazywany był także dla Brudzeńskiego Parku Krajobrazowego.

Rzeka Mławka badana była w okolicy wsi Ratowo. Stwierdzono występowanie 19 gatunków chruścików. Jak na jedno stanowisko to stosunkowo bogata fauna i raczej typowa dla niewielkich rzek nizinnych. Na uwagę zasługuje obecność rzadkiego rzecznego gatunku Ithytrichia lamellaris. Ponadto występowały w Mławce gatunki typowe dla czystych i w miarę naturalnych rzek: Polycentropus irroratus, P. flavomaculatus, Athripsodes cinereus oraz Ylodes sp.

Rzece Nasielna koło Cieksyna – 15 gatunków chruścików, typowych dla niewielkich rzeczek i strumieni.

Rzeki Raciążnica na odcinku w pobliżu Koloni Sochocin. Stwierdzono występowanie 14 gatunków chruścików, wśród których obecny był Leptocerus interruptus, jeszcze niedawno uznany za gatunek prawdopodobnie wymarły w Polsce. Stwierdzenie tego gatunku w rzece Raciążce jest dużą niespodzianką. Po pierwsze jest to znacznie rozszerzenie obecnego obszaru występowania na południe. Po drugie rzeki północnego Mazowsza pod względem zasobów bioróżnorodności są cenniejsze niż się do tej pory nam wydawało.

W wyrywkowych i okazjonalnych badaniach rzeki Skrwy w Sikorzu, stwierdzono trzy gatunki chruścików, typowych dla małej rzeki nizinnej. Na uwagę zasługuje obecność potamobionta Brachycentrus subnubilus. W rzece Węgierce, badanej w Młodzianowie, stwierdzono występowanie zaledwie dwóch gatunki. Jest to uboga fauna a gatunki typowe są dla wód wolno płynących i rowów. Z kolei w rzece Wkrze (stanowiska Drzazga) zanotowano występowanie 10 gatunków, w tym stosunkowo rzadkiego Ylodes conspersus.

Wcześniej opublikowane wyniki badań z Brudzeńskiego Parku Krajobrazowego oraz zawarte w niniejszym artykule nowe dane z kilku rzek północnego Mazowsza wskazują, że fauna chruścików tego regionu jest stosunkowo bogata. Stwierdza się tu stosunkowo dużą różnorodność i obecność gatunków rzadkich i typowych dla rzek mało przekształconych antropogenicznie. Jeśli chruściki traktować jako bioindykatory stanu środowiska to wnioskować można, że i inne bezkręgowce wodne tego regionu stanowią dużą atrakcyjność poznawczą i dużą wartość w zakresie bioróżnorodności.

Wyniki  wstępnych badań, a opublikowane w „Naszych Korzeniach” są obiecujące i powinny zachęcać do bardziej kompleksowych badań, łącznie z rzeką Wisłą. Sądzę, że zasoby przyrodnicze północnego Mazowsza warto odkryć nie tylko dla celów turystycznych ale także i dla celów naukowych. Odkrywanie dziedzictwa kulturowego może iść w parze z odkrywaniem dziedzictwa przyrodniczego.

źródło: Czachorowski S., 2012. Chruściki północnego Mazowsza, czyli białe plamy dziedzictwa przyrodniczego. Nasze Korzenie, 3: 4-7.

Międzynarodowe Seminarium Kół Naukowych – okazja do samodzielnego kształcenia ważnych kompetencji

Uniwersytet to miejsce, gdzie można się uczyć, to swoista przestrzeń do poznawania. I nie tylko w czasie planowych zajęć. Ważnym elementem jest studencki ruch naukowy. Można coś zrobić samodzielnie i przedstawić do dyskuji. Taką kolejną okazją jest 42. Międzynarodowe Seminarium Kół Naukowych.

Seminarium ma charakter interdyscyplinarny i obejmuje kilkanaście sekcji, podzielonych dodatkowo na tematyczne panele. Więcej informacji można znaleźć na stronie internetowej www.uwm.edu.pl/mskn oraz na profilu wydarzenia na Facebooku.  

Zdjęcie z ubiegłego roku, z poprzedniego Seminarium, drugi z lewej, w komisji w czasie panelu biologcznego (zdjęcie z facebookowej strony seminarium).

Trochę osobistych wspomnień z aktywności w studenckim ruchu naukowym zamieścielm na e-portfolio (Od kół naukowych do prejektów). 

Naukowe blogowanie w Olsztynie

247362_4351437997497_90095172_n

Zwiastun artykułu Emanuela Kulczyckiego w 16. numerze czasopisma NIMB, w którym dużo informacji o internecie i komunikacji naukowej. NINB (Nauka, Innowacje, Marketing, Biznes) – redaguje CITTRU czyli Centrum Innowacji, Transferu Technologii i Rozwoju Uniwersytetu działające na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Ciekawi mnie ilu naukowców z Olsztyna bloguje i ile naukowych blogów tworzonych jest w Olsztynie. Znam tylko nieliczne. Ciekawe czy ktoś już pokusił się o przegląd i skatalogowanie olsztyńskich blogów naukowych?

Komunikacja w środowisku naukowym zmienia się tak jak w całym społeczeństwie, głównie za sprawą nowych mediów, w tym przede wszystkim internetu (strony www. blogi, fora dyskusyjne, portale społecznościowe, serwisy typu YouTube, najróżniejsze wikipedie itd.). Do tego dochodzi dziennikarstwo obywatelskie, uprawiane także coraz efektywniej przez studentów z Olsztyna. To też osobna działka olsztyńskiej twarzy blogosfery z nauka w tle.

Osobiście, na bazie swoich doświadczeń i wyczytanych informacji w różnych miejscach, od kilku tygodni eksperymentuję wraz ze studentami biotechnologii – tworzymy swoje e-portfolio (zobacz agregator z naszymi, powstającymi e-portfolio).

Chyba na większości uczelni działają centra innowacyjności, na UWM także. Ale jakoś o nich mało słychać. Najwyraźniej nie wszyscy są wystarczająco innowacyjni mimo wsparcia finansowego z UE. Warto się uczyć od najlepszych :). Krakowskie CIITRU nie ogranicza się tylko do własnego, lokalnego środowiska – poszukuje bardziej globalnie, i to chyba dość skutecznie.

O nie docenianiu wiedzy teoretycznej

"(…) nie doceniamy pracy teoretycznej. Nie widzimy związku między nauką logiki, literatury, matematyki a poziomem życia społecznego, dobrostanem, budową kapitału społecznego. Jesteśmy "w głowach" ciągle społeczeństwem agrarnym, chłopsko-szlacheckim, które świat odbiera zmysłami i żyje w rzeczywistości gotowych odpowiedzi. "

prof. Zbigniew Mikołejko
(czytaj całość).

To dobrze czy źle?

O sikaniu pod prysznicem na Światowy Dzień Wody

Namawiać do sikania aby celebrować Światowy Dzień Wody? Mogłoby się wydawać, że to cokolwiek dziwne i kontrowersyjne. Ale ja sikam i jestem z tego dumny. Bo nie o byle jakie sikanie chodzi, tylko pod prysznicem i to przy okazji mycia się.

W Olsztynie mamy znakomitą wodę w kranach, taką mineralną o jakości wody, sprzedawanej w butelkach w sklepie. Nie wszyscy mają tak dobrą wodą a niektórzy w ogóle jej nie mają! A my tym skarbem spłukujemy toalety i pisuary. Średno w spłuczce mieści się kilka litrów wody. W sklepie kosztowałoby to kilanaście złotych polskich. Rozrzutnie marnotrawimy te zasoby.

Do sikania pod prysznicem od kilku lat namawiają Brazylijczycy (zobacz filmik).  I nie chodzi o zamianę prysznica w sedes czy pisuar. Chodzi o wykorzystanie wody, służącej do mycia, do jednoczesnego spłukania naszego moczu. Takie ekologiczne dwa w jednym. W niektórych krajach są dwa ujęcia wody w domu. Jedno doprowadza wodę droższą, czystszą i przeznaczoną do spożycia. Drugie ujęcie to woda gorszej jakości, służąca do mycia i utrzymania czystości. Nowoczesne eko-domy czy nawet całe osiedla zbieraja wodę deszczową, aby następnie wykorzystać ją do celów higienicznych. Oszczędza się w ten sposób zasoby wody głębinowej. Mądrzy ludzie dzielą się wodą i surowcami z innymi.

Polska Akcja Humanitarna, także przy okazji Dnia Wody, zbiera fundusze, aby budować studnie w krajach Afryki czy w Palestynie. Niektórzy po wodę pitną muszą codziennie chodzić po kilka kilometrów. Szanujmy wodę pitną bo to wielki skarb! Nawet w Europie zaczyna jej brakować. Jak ktoś powiedział – jeśli wybuchnie trzecia wojna światowa to będzie to wojna o wodę.

Trzeba więc sikać pod prysznicem (jeśli mamy okazję), ponieważ tym sposobem można zaoszczędzić nawet 12 litrów wody dziennie! Brazylijska organizacja ekologiczna SOS Mata Atlântica wyliczyła, że statystyczny mieszkaniec tego kraju zużywa na spłukiwanie moczu ponad 13 tysięcy litrów wody w ciągu roku. A tej wody brakuje coraz bardziej.
Brazylijczycy postanowili zburzyć tabu wokół oddawania moczu pod natryskiem. Idąc ich wzorem, jak mam okazję to sikam pod prysznicem. Bez obawy, tylko w swoim domu :).

Jak wyszukałem sobie w internecie, w Światowy Dzień Wody olsztynianie będą mieli okazję zwiedzić oczyszczalnię ścieków Łyna oraz suszarnię i spalarnię osadów ściekowych przy ul. Leśnej. Dla tych co w marną pogodę się tam nie wybiorą, proponuję wirtualny spacer, razem ze studentami biotechnologii (materiał z ubiegłego roku).

Na happening zapraszają także pracownicy Wydziału Nauk o Środowisku oraz Polskie Towarzystwo Hydrobiologczne (zobacz szczegóły). Sporo edukacyjnych atrakcji proponuje także Warmińsko-Mazurski Ośrodek Doskonalenia Uuczycieli.

Światowy Dzień Wody został ustanowiony w 1992 r. przez Zgromadzenie ONZ. Każdego roku obchody Dnia Wody odbywają się pod wybranym hasłem, a ideą jest uświadomienie państwom członkowskim ogromnego wpływu prawidłowej gospodarki wodnej na ich kondycję i dalsze losy. Celem obchodów jest ciągłe informowanie społeczeństwa, że woda jest niezbędna do życia wszystkich organizmów na ziemi, ze jest niezbędna dla ludzi i gospodarki. W grudniu 2003 r. Zgromadzenie ONZ ustanowiło lata 2005-2015 Międzynarodową Dekadą dla Akcji „Woda dla Życia”.

Globlokalizm czy glokalizacja?

Należę do pokolenia, które lubi czytać książki. Jak wyjaśniły to najnowsze badania neurobiologów, czytanie zmienia nam mózg, stymuluje nowe połączenia neuronów w mózgu i rozwija abstrakcyjne myślenie. Ubocznym skutkiem zamiłowania do czytania papierowych książek jest…. brak miejsca w domu. I pomyśleć, że kilkaset lat temu zamożna biblioteka Zakonu w Malborku liczyła coś koło 40 książek. Teraz, dzięki zamożności z jednej i powszechności druku z drugiej, każdy z nas może mieć niemalże bibliotekę aleksandryjską w domu.

W dobie interenetu czytanie książek może wydawać się anachronizmem. Sam rozmyślam o częstszym korzystaniu z e-booka, bo chociaż nie można zaginać kartek i robić notatek, to księgozbiór zajmuje bez porównania mniej miejsca :).

Ale wróćmy do tytułowego pytania globlokalizm czy glokalizacja? Świat się zmienia, dostrzegamy coraz to nowe zjawiska, takie które istaniały od dawna (tylko ich nie "widzieliśmy") oraz takie, które pojawiają się dopiero teraz.  Problem globalizacji, jednej planeratnej wioski, gdzie wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą, pojawił się już jakiś czas temu. Globalizacja to efekt rozwoju cywilizacyjnego, integracji oraz rozwoju technik dalekiej i szybkiej komunikacji (prasa, radio, telewizja internet, telefonia utd.). Globalizacja to także efekt czytania…. bo skoro czytamy to i więcej o świecie wiemy, także tym dalekim. Skoro więcej wiemy, to się tym interesujemy. Skoro się interesujemy to media poszukują nam informacji. I tak globalizacja się nakręca w warstwie informacyjnej jak i ekonomicznej czy politycznej.

Globalizacja to świat niczym w jednej wiosce. To znaczy tylko w warstwie medialnej, celebryckiej. Bo równocześnie z narastaniem globalizacji (łatwej łączności i szybkiej podróży) nasila się celebrowanie lokalności i unikalnej regionalności. Powrót do gwar, lokalnej żywności, unikalnego rękodzieła itd. Nacjonaliści się martwią, bo z jednej strony globalizacyjny uniwersalizm, z drugiej afirmacja lokalności i emancypacja społeczności lokalnych, dawniej jednemu narodowi podporządkowanych i "zagłuszonych".

Dwa w jednym. Integracja planeratna (jak biosfera) jak i wyróżnicowywanie i specjalizacja części. Coraz bardziej złożony organizm. Ale jak to nazwać? To połączenie i wzajemne uzależnienie globalizacji i nasilonej lokalności? Tak jak Adam, to co zabaczył, to nazywał. Dostrzeganie nowych zjawiask to także nadawanie im nazwy, nazywanie.

Jak nazwać połączenie globalizacji z lokalnością? Gdzieś w papierowej książce (dawniej wszystkie książki były papierowe więc książka brzmiała jednoznacznie, ale nie dziś) spotkałem termin globlokalizm. I zaczałęm używać. Nie pamiętam już gdzie termin zaczerpnąłem – sam go nie wymyślałem. Bo po co wymyślać nazwę skoro już jest? Globlokalizm wydawał mi się terminem podstawowym, więc w dobie interentu zawsze znajdę definicję szybko i łatwo. Nie zapisałem w notatkach źródła… Teraz nie mogę odnaleźć, bo książek w domu dużo…

Ale w dyskusji z filozofami pojawił się inny termin – glokalizacja. Inne złożenie dwóch słów: globalizmu i lokalności, ale z końcówką -izm. Zagooglałem…. i swojego globlokalizmu nie znalazłem. Googlały się tylko moje wpisy na blogu i moje użycia terminu. Glokalizacja się googlała dość dobrze i łatwo.

Wniosek z tego taki, że warto czytać książki, bo nie wszystko w sieci się znajdzie. Przynajmniej łatwo się nie znajdzie.

Glokalizacja czy globlokalizm to dywersyfikacja, kompartymentacja, różnicowanie i wyodrębnianie się części w integrującej się całości. W miarę poznawania zjawiska i dostrzegania nowych aspektów może to, co dzisiaj traktuje jako synonimy, za jakiś czas będzie odrębnymi zjawiskami. Bo dla opisania większego bogactwa dostrzeganych zjawisk potrzebować będziemy większej liczby słów o zachodzących polach semantycznych lub całkowicie rozdzielnych.

Zabawa słowami rozwija abstrakcyjne myślenie. Jakoś trzeba będzie opisać rosnącą rolę żywności lokalnej w globalnym świecie z ogólnoświatowymi markami, rosnącą rolę ochrony bioróżnorodności (stare odmiany i rasy). Jakoś trzeba będzie opisać i zrozumieć jednoczesną integrację Europy i emancypację Kaszubów, Ślazaków, poszukiwania warmińskości. Nowe słowa rodzą się z wraz z dostrzeganiem nowych zjawisk.

Uniwersytet Dzieci uczy… dorosłych

uniwdzieciolsztyn

Kilka razy miałem wykład (lub zajęcia warsztatowe) dla studentów Uniwersytetu Dzieci, a jeszcze więcej razy miałem okazję obserwować rodziców przyprowadzających swoje pociechy i czekających na nie pod drzwiami. Wielu z nich czytało książki (papierowe) lub e-booki. Niejako przymusowe zatrzymanie się i czas na lekturę. Jest to swoiste „przymuszenie” do własnej edukacji (w zabieganym świecie o tym zapominamy albo nie znajdujemy czasu). Czasem dla rodziców organizowane są specjalne wykłady, równolegle do zajęć ich dzieci.

Uniwersytet Dzieci jest więc sposobem edukacji nie tylko dzieci ale i dorosłych. Bo poza wykładową czy książkowa wiedzą jest to tworzenie sytuacji, w której razem – rodzice i dzieci – spędzaja czas. Razem poznają świat, bo i rodzic zasypywany jest pytaniami czy pomaga „odrabiać lekcje”.

Jest też wielu dorosłych wolontariuszy, angażujących się w funkcjonowanie Uniwersytetu Dzieci. Oni też zdobywają doświadczenie – wielu wolontariuszy to studenci.

Fundacja Uniwersytet Dzieci wykorzystuje potencjał UWM zarówno w postaci kadry jak i pomieszczeń. Wykorzystuje w dobrym słowa tego znaczeniu do niestandardowego kształcenia ustawicznego i wspomagania szkół. W rezultacie uniwersytet pełniej wypełnia swoją misję kształcenia ustawicznego i pozaformalnego. W tym kontekście nigdy studentów nie zabraknie, nawet w największym niżu demograficznym. Chętnych do zdobywania wiedzy chyba nigdy nie zabranie, ani w formie Uniwersytetu Dzieci ani Uniwersytetu Trzeciego Wieku czy Akademii Wieku Uniwersalnego.

(fot. Małgorzata Gadomska, a ja pod tablicą w czasie wykładu opowiadam o bioróżnorodności)

Profesor i student w kawiarni. Korupcja, molestowanie czy po prostu akademicka dyskusja?

Po wielu latach doświadczeń, nawet w ramach kursowych zajęć (np. z autoprezetacji), zachęcam studentów do spotykania się w miejscach pozaakademickich, w kawiarni czy nawet na trawniku. Pomysł dojrzewał przez wiele lat a zapoczątkowany został jeszcze za czasów WSP. Z tych spotkań wyrosła olsztyńska kawiarnia naukowa Collegium Copernicanum.

W nawiązaniu do kawiarnianych spotkań, z dużą radością przeczyłem wypowiedź prof. Klausa Bachmanna,  politologa ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej (Cały tekst). Z radością i satysfakcją, bo cieszy, gdy inni ludzie myślą i czynią podobnie. Spotykanie się ze studentami (czy innymi naukowcami lub ludźmi spoza uniwersytetu) w kawiarni nie jest więc żadnym dziwactwem: 

"Kiedy piszę ten tekst, moi studenci i koledzy rozsyłają zaproszenia na kolejne spotkanie będące elementem cyklu nieformalnych spotkań, podczas których studenci i wykładowcy dyskutują "o prawie przy kawie". Tym razem będą mówić o osądzaniu ludobójstwa w Rwandzie i byłej Jugosławii.”

Publiczna wypowiedź prof. Bachmanna nie jest tylko informacją o kawiarnianych spotkaniach lecz zawiera sporo ciekawych przemyśleń, wartych przypomnienia i przemyślenia. Profesor w swoim artykule nawiązuje do infomacji z jednej z polskich uczelni, gdzie rozważa się nagrywanie egzaminów, aby zapobiec molestowaniu czy korupcji.

„Dlatego tylko wtedy można żądać specjalnych rygorów na uczelniach, kiedy się traktuje studentów (cytat za prof. Hartmanem) "tak samo jak licealistów" – to znaczy jak dzieci, które z założenia własnego wyboru mieć nie mogą." (podkreślenie S.Cz.).

Wiele problemów, o których już pisałem (np. wybór zajęć a  USOS) wynika z braku zaufania i traktowania studentów jak dzieci. Prof. Bachmann pisze: „Między studentami i wykładowcami nie ma nawet joty zaufania. Jedni patrzą na studentów jak na zbędne, uciążliwe elementy, które zawracają im głowę i czekają tylko na moment nieuwagi, aby oszukać, oskarżyć, kombinować. Drudzy widzą w wykładowcach tylko aroganckich i chamskich biurokratów, którzy zagradzają im drogę do dyplomu i traktują ich jak podludzi.”

Na braku zaufania niczego dobrego się nie zbuduje. Dostrzeżenie problemu to jedno, drugie to poszukiwanie rozwiązania. Skoro nie ma zaufania, to jak je zbudować, wiedząc, że sytuacja na uniwersytetach jest pochodną sytuacji w kraju?

„To jest prawdziwy problem uczelni: niepewni siebie, coraz częściej w mediach krytykowani wykładowcy, którzy próbują ratować swój autorytet arogancją i pokazaniem "maluczkim" studentom, gdzie jest (rzekomo) ich miejsce, i studenci, którzy wolą się kreować na ofiary, zamiast walczyć o swoje. W takim świecie to faktycznie może być problem, jeśli wykładowca spotyka się ze studentką przy kawie albo rozmawia ze studentami na ulicy. Kto chciałby żyć w takim świecie?" (podkreślenie S.Cz.).

Zdaję sobie sprawę, że spotykanie się ze studentami w kawiarni może rodzić różnorodne komentarze. Ale nie chcę żyć w takim świecie nieufności i wrogości. Warto ryzykować, nawet narażając się na niesprawiedliwe plotki i obmawianie.

Być może celowym jest częstsze objaśnianie, dlaczego tak się robi, dlaczego próbujemy spotykać się także poza salą wykładową i rozwiązywać rzeczywiste problemy (przykład z Ornety i jeszcze jeden i jeszcze słowo o kołach naukowych).

Górne zdjęcie z kawiarni, której już nie ma (Dekorama), dolne ze Starego Zaułka, gdzie często spotykają się studenci, zwłaszcza ci artystycznie nawiedzeni. Oby takich miejsc było więcej a przy stolikach profesorzy nie siedzieli sami albo studenci nie przebywali w samotności w oczekiwaniu na akademickie i pełne zaufania relacje.