Cielesność w ujęciu ewolucyjnym

10291113_10204220526506719_5906095744607981389_nNie trudno zauważyć, że współczesna kultura kręci się wokół ciała. Dominacja cielesności widoczna jest w każdym miejscu: bieganie, sport, jedzenie, odchudzanie i seks wypełniają uliczne bilbordy, księgarnie, teatry, kina, czasopisma i internet. Ludzie jedzą, biegają, upiększają się i współżyją… w kulturze, bo w życiu codziennym to znacznie już mniej. W każdym razie niektóre aspekty cielesności są nieopcjonalnie wyeksponowane, inne zupełnie odwrotnie. Bo na przykład prawie jedną trzecią doby przeznaczamy na sen. A czy tyle miejsca w kulturze przeznaczamy na ukazywanie naszego spania? Chyba, że w podtekście erotycznym. Ale to bardziej czynności w łóżku inne niż spanie. Lub czynności wykonywane w toalecie? Robimy to codziennie, ale w książkach i filmach ten intymny aspekt jest w zasadzie przemilczany. Chyba, że w kontekście erotycznym.

W kulturze tej popularnej i tej tak zwanej wyższej obecny jest kult młodości, piękna i erotyki. Cielesność nieodłącznie i mocno kojarzy się z biologią. Co więcej, naszą wielowymiarową cielesność tłumaczymy biologią i biologią (natura) usprawiedliwiamy (w szczególności seksualność). Co innego kultura i duchowość, te próbują okiełznać naszą przyziemną i instynktowną (a więc biologiczną) cielesność. Albo wręcz odwrotnie – mocno nakręcić. Bo przecież z kolorowych pism, Facebooka czy reklam nieustannie jesteśmy namawiani byśmy jedli, odchudzali się, leczyli, upiększali i uprawiali seks. Rozważania ewolucyjne przynoszą jednak zaskakujące obserwacje. Ale to za moment.

Jednym słowem biologiczna cielesność jest różna od tej kulturowej cielesności. A że świat nieustannie się zmienia, to biologiczne wyrażanie cielesności zmieniało się na przestrzeni milionów lat.

Cielesność biologicznie jest przyjemna. Wydzielają się hormony szczęścia – endorfiny, nasze autogenne narkotyki. To dlatego nas tak zniewala i trudna jest do okiełznania.

Życie biologiczne na Ziemi powstało około czterech miliardów lat temu. I przez pierwsze dwa miliardy lat (połowę istnienia dotychczasowego) cielesność sprowadzała się do odżywiania (nie licząc instynktu samozachowawczego i ucieczki przed śmiercią). Odżywianie jest niezwykle ważne z biologicznego punktu widzenia i przetrwania gatunku. Nic więc dziwnego, że pojawiły się mechanizmy generujące przyjemność. Bo gdyby nie przyjemność czerpana z jedzenia, to czy najróżniejsze zwierzęta trudziłyby się w męczącej pogoni za pokarmem? Męczące gryzienie i przeżuwanie… gdyby nie wewnętrznie odczuwana przyjemność, pewnie byśmy o tych czynnościach zapomnieli.

Rozmnażanie płciowe pojawiło się stosunkowo późno, jakieś dwa miliardy lat temu. Seks jest kosztowny, ale przynosi zysk ewolucyjny. Ale czy gdyby nie przyjemność (gwarantowana wydzielanymi endorfinami), to podjęli byśmy się męczącego uganiania się za płcią przeciwną? Męczące, ryzykowne i kosztowne. A rodzenie dzieci nawet może kończyć się śmiercią. Wydzielające się w mózgu endorfiny skłonią nas nie tylko do wysiłku ale i ryzyka.

Jedzenie i rozmnażanie ma głębokie uzasadnienie biologiczne, nic więc dziwnego, że na drodze ewolucji pojawiły się biologicznej mechanizmy nagrody i odczuwanej przyjemności. Zaskakujące jest jednak to, że mniej więcej jakieś 100-200 tysięcy lat temu (lub trochę wcześniej) pojawiła się biologicznie generowana przyjemność… z myślenia! Wydzielają się nam endorfiny , gdy rozwiążemy zagadkę, coś wymyślimy, odkryjemy, wzruszymy się usłyszaną muzyką, czy oglądanym obrazem  itd. Można powiedzieć, że jest to biologicznie uwarunkowane czerpanie przyjemności z kultury. I trudno jak na razie dobrze to biologicznie uzasadnić (w odróżnieniu od jedzenia i seksu).

Czy jedzenie może być oderwane od odżywiania się? Tak, bo odczuwamy przyjemność. Nie wspomnę o starożytnych Rzymianach i ich ucztach i piórkiem w gardle. My również jemy ponad biologiczną potrzebę, co objawia się dwoma narastającymi chorobami cywilizacyjnymi: otyłością i cukrzycą. Jak zlikwidować nieprzyjemne skutki jedzenia w formie nadwagi? Jeść się chce, bo sprawia przyjemność, a ciało nie daje rady tego przetworzyć. Seks również sprawia nam przyjemność. W kulturze nastąpiło już oderwanie seksu od prokreacji. Często jest seks traktowany bardziej jako więź społeczna i poszukiwanie przyjemności… bez kosztów w postaci rozmnażania.

Seks oderwał się od rozmnażania. Endorfiny ewolucyjnie funkcjonujące w naszych ciałach są po to, by działać dla przyszłości a nie teraźniejszego lenistwa czy zbędnych kosztów. Analogicznie do jedzenia moglibyśmy mówić o chorobach cywilizacyjnych w postaci prostytucji czy seksoholizmu.

Czerpiemy przyjemność z myślenia i wrażeń artystycznych. A jaki to ma sens, skoro pojawiły się endorfinowy mechanizm nagrody? Być może w naszej kulturze myślenie oderwało się od pierwotnej użytkowości, utylitarność w formie przetrwania? Kultura byłaby więc wysublimowanym oderwaniem się od biologicznego przetrwania i przystosowania (ewolucja kulturowa szybsza niż ewolucja genetyczna, szybciej dostosowuje się do środowiska i zmian).

Niepraktyczna kultura dostarcza nam przyjemności, oderwana od cielesnej korzyści (przeżycia). Nie samych chlebem człowiek żyje, nie samą cielesnością.

Jemy ponad potrzebę, uprawiamy seks ponad potrzebę. A co z myśleniem i kulturą?

Biolodzy opisują przeszłość i teraźniejszość, by zrozumieć teraźniejszość (poprzez ewolucję). Futurolodzy analizują teraźniejszość by opisywać prawdopodobną przyszłość. Według Raymonda Kurzweila nadchodzi osobliwość, w której sztuczna inteligencja zacznie dominować nad biologiczną. Być może w XXI wieku dojdzie do fuzji biologii z technologią i robotyką. Cielesność oderwana od potrzeb i ewolucji biologicznej, seks bez prokreacji, jedzenie bez odżywiania się, myślenie bez … człowieka (realizowana przez sztuczną inteligencję).

Zdaniem Kurzweila niebawem nastanie era osobliwości, czyli “okres w przyszłości, w którym tempo zmian technologicznych będzie tak szybkie, a jego wpływ tak głęboki, że życie ludzkie zmieni się w sposób nieodwracalny”. Coś się zmieni, to pewne. Ale jaka będzie ta nasza przyszłość i nasza cielesność, uwzględniająca przyjemność z myślenia i wrażeń kulturalnych?

(rozszerzona wersja felietonu, wysłanego do VariArtu)

Dlaczego uczestniczę w targach chłopskich i kawiarni naukowej w cittaslow?

12034446_10206726611357274_5682890842181102937_oPorządny naukowiec powinien siedzieć w swoim laboratorium i uniwersyteckiej sali wykładowej? I tam oczekiwać na studentów, a nie badziać się po jakichś wsiach, skansenach czy targach chłopskich? Niby tak, ale świat się tak szybko zmienia, że trzeba wypatrywać zmian, eksperymentować by zrozumieć rzeczywistość i uczyć się nowych, niezbędnych umiejętności (webinaria).

Uczestniczę w takich dziwnych przedsięwzięciach jak Targi Chłopskie w Olsztynku czy organizowanie kawiarni naukowej w małym miasteczku cittaslow by zrozumieć rolę nauczyciela edukacji pozaformalnej i poznać warunki (miejsce, kontekst), do których wysyłam swoich studentów (i słuchaczy studiów podyplomowych). Bo chcę nauczać tego, co sam doświadczam, uzupełniając o teorię czyli dyskusję z innymi specjalistami (doświadczeniami innych eksperymentatorów). A nie tylko mniej lub bardziej udolnie streszczać cudze książki czy artykuły. Czytać trzeba, bo to dyskusja z innymi, z ich doświadczeniami. Ale czytanie bez własnego doświadczenia nie pozwala pełniej zrozumieć (powierzchowne wyuczenie się na pamięć regułek). Jak można być wiarygodnym wobec nauczycieli (edukatorów), których uczę na studiach podyplomowych, samemu nie próbując przeżyć uczenia w realnych warunkach tu i teraz?

Jak uczyć o nauczaniu w szkole, gdy samemu nigdy tej sytuacji się nie doświadczyło? Jak rozwodzić się o perspektywach edukacji pozaformalnej i kształceniu ustawicznym, jeśli samemu nie uczestniczy się w takich działaniach? Bez własnego doświadczenia rozumienie jest niepełne. Przecież w kształceniu studentów nie ograniczamy się do wykładów ale i organizujemy ćwiczenia praktyczne. Jak można nauczyć się gotowania czytając tylko książki i nie próbując samemu zamieszać w garnku, spróbować potraw i wąchać pieczeni? Uczyć z pożółkłych (ze starości) kartek czy skopiowanych slajdów z Power Pointa? Eksperymentowanie jest istotą nowożytnej nauki. Dotyczy to także dydaktyki.

Nie tylko nowe teorie pedagogiczne zmieniają naszą wiedzę o procesie edukacji. Zmieniły się także warunki społeczne (cywilizacyjne) i otoczenie szkoły. Kontekst wiele zmienia. Trzeba iść i zobaczyć jak to wygląda, samemu poeksperymentować, spróbować, doświadczyć. By na tym mogły zrodzić się refleksje. I pomysły dydaktyczne. I ja eksperymentuje na sobie.

Uczę (i uczę się – to nauczeństwo) na Targach Chłopskich by zrozumieć nauczyciela, poznać miejsce, do którego posyłamy studentów-absolwentów. Warunki zupełnie inne: nie ma tablicy, ekranu i rzutnika multimedialnego z komputerem. Słuchacz-student jest zupełnie inny. Trzeba więc sprawdzić czy uda się go zainteresować i zachęcić do słuchania w warunkach dalece odbiegających od typowej sali uniwersyteckiej i jednowiekowej kohorty studentów. Studentów nie brakuje, są tylko zupełnie inni. Dlatego poszukująco eksperymentuję z wykładami w nietypowych miejscach (np. na uniwersytetach trzeciego wieku) i w niecodziennej formie (np. kawiarnia naukowa w cittaslow).

ps. badziać się – słowo z gwary chachłackiej, wałęsać się, podróżować, przemieszczać się.

Dzisiaj cała Polska widzi zioła

ziola_skansen_1Dzisiaj Cała Polska Widzi Zioła, bo trwa ogólnopolska akcja edukacyjna pod taką właśnie nazwą. W ramach akcji różni ludzie spotykają się w lokalnych grupach „Poszukiwaczy Roślin”, plotkują o ziołach, zbierają i rozpoznają rośliny jadalne, lecznicze i kosmetyczne. I ja się przyłączam to tej edukacji pozaformalnej i trochę na blogu poplotkuję o ziołach.

Udział w akcji jest bezpłatny, jednak tradycją spotkań jest przyniesienie ze sobą poczęstunku: ciasta, chleba, konfitury itp. W czasie spotkania mile widziane prezentacje własnych ziołowych wyrobów: mydeł, kosmetyków, przetworów, galenów. Na spotkanie wirtualne trudno coś materialnego przynieść. Podzielę się obrazami, słowami i wspomnieniami.

Za oknami piękna, słoneczna Złota Polska Jesień. A ja popijam herbatę z sokiem z owoców z czarnego bzu. Niedawno wybrałem się nad rzekę Łynę, nazrywałem i tradycyjnie w sokowniku zrobiłem kilka butelek „na zimę”. Więc mam.

Cała Polska Widzi Zioła jest dla mnie okazją by przypomnieć regionalne, sierpniowe Święto Ziół, które spędzałem w Olsztynku, z krótką pogadanką (wykładem), pt. Od maści czarownic do biogospodarki czyli o święcie ziół w olsztyneckim skansenie.  (Więcej zdjęć ). Później, już we wrześniu, olsztynecki Skansen odwiedziłem przy okazji XIII Targów Chłopskich. We wrześniu Muzeum Budownictwa Ludowego – Park Etnograficzny w Olsztynku odwiedziłem z wykładem pt. „Zupa z chwastów i mleko od szczęśliwej krowy czyli o żywność wysokiej jakości”. A skoro zbliżę się Tydzień Otwartej Nauki , to pozwolę sobie przypomnieć główne tezy wrześniowego wykładu, nawiązującego przecież do ziół.

Dzieje się coś ważnego w zakresie edukacji a olsztynecki skansen ujawnia się jako laboratorium edukacyjne w stylu Centrum Nauki Kopernik w Warszawie. Akademia wiedzy, kształcenie pozaformalne, które znakomicie rozwija się na prowincji. Z wielką przyjemnością przyjeżdżam tu i odkrywam potencjał miejsca, tworzącego dobry klimat do edukacji. I uczę się.

Kiedy byłem mały i wakacje spędzałem na wsi, w Silginach, dziadek kosił pokrzywę i po rozdrobnieniu w sieczkarni dodawał do świńskiego koryta. A teraz pokrzywę widuję w renomowanych restauracjach w postaci zupy, lemoniady czy nawet pierogów ruskich z pokrzywą. Zioła jako dawne jedzenie biedoty ponownie objawia się w naszej współczesności. W sklepie zielarskim widziałem także mąkę z żołędzi. Też zdziwienie, bo czytałem, że jedynie w czasach głodu mielono żołędzie i dodawano do wypieku chleba. Głodu teraz nie mamy. Żołędzi nie jemy bo są gorzkie. Nie udało się nam tego gatunku udomowić tak jak migdałów. Niemniej mąka z żołędzi odpowiednio przygotowana jest produktem dla bezglutenowców. Wartość bioróżnorodności doceniamy i współcześnie, odkrywając nowe zastosowanie starych „ziół”. Stare rasy zwierząt i odmiany roślin są rezerwuarami różnorodności biologicznej dla gospodarki. Liczy się jakość a nie tylko ilość – tak powstaje zdrowa żywności lub żywności wysokiej jakości.

Na przykładzie ziół możemy obserwować odzyskiwanie dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego. Co prawda lokalnie spożywamy więcej produktów, bo widzimy banany i ananasy na straganie, ale globalnie korzystamy z mniejszej liczby gatunków. Utrata różnorodności biologicznej w rolnictwie jest groźna. Procesy udomawiania roślin i zwierząt trwają nadal i włączane są coraz to kolejne gatunki. Warto odzyskać utracone dziedzictwo kulinarne. Warto więc „plotkować” o ziołach.

Monokultury groźne są w przypadku choroby, bo tracimy prawie wszystko. Na przykład w chlewniach praktycznie mamy jeden rodzaj (rasę) świń. W przypadku jakiejś epidemii nie mamy alternatywy. Warto więc dbać o stare rasy. Innym przykładem jest uczulenie na kazeinę w mleku krowim. Mleko mleku nie równe i dla osób uczulonych można z dużej różnorodności genetycznej wyselekcjonować inne typy krów. Ale trzeba mieć z czego (muszą przetrwać różne rasy zwierząt – nie wiadomo co w przyszłości będzie nam potrzebne i zyskowne).

Szczęśliwe krowy to skrót myślowy dla wypasu na wolnym powietrzu. Nie bez znaczenia taki sposób hodowli jest dla jakości łąk i różnorodności biologicznej. Mam na myśli zioła. Żeby je zbierać muszą przetrwać w agrocenozach. Jak działały zioła? Nasi przodkowie mieli nieco inne wyobrażenie niż my. Etnograficzne poszukiwania zawiodą nas do dawnej magii i wierzeń animistycznych. Współcześnie inaczej interpretujemy działanie ziół: flawonoidy, garbniki, glikozydy, związki biologicznie czynne.

Pouczająca jest historia udomawiania roślin i zwierząt. W Eurazji mieliśmy szczególnie szczęśliwą sytuację. Dlaczego Europejczycy podbili obie Ameryki a nie odwrotnie. Znaczenie miał potencjał bioróżnorodności wykorzystywany w rolnictwie, który umożliwił powstanie nadwyżek żywności, rozwarstwienie się i specjalizację w społeczeństwach a następnie rozwój pisma, nauki, techniki i statków morskich. Patrząc w przeszłość możemy uczyć się na starych błędach ludzkości i docenić wagę biogospodarki, opartej na bioróżnorodności. W tym kontekście akcja Cała Polska Widzi Zioła jest mądrą edukacyjna inwestycją, która buduje podstawy przyszłej gospodarki. Niewinne plotkowanie o ziołach ma szans.

Kuchnia Słowian wydawała się nam uboga, czego przykładem jest włoszczyzna – warzywa przywiezione z Włoch. Swoich nie mieliśmy? Mieliśmy, ale w lesie i na miedzy: czosnek niedźwiedzi, barszcz zwyczajny, pokrzywa, bylica itd. Potem o nich zapomnieliśmy. Teraz sobie przypominamy i ponownie uruchamiamy procesy udomawiania.

Z perspektywy ewolucyjnej Homo sapiens można powiedzieć, że człowieka stworzyło gotowanie. I dalej tworzy. Teraz możemy dodatkowo wesprzeć się teorią hologenomu i wykorzystywaniem cudzych genów (np. probiotyki). Jakość żywności wysokiej jakości bierze się ze współpracy, zarówno w ujęciu biologicznym (hologenom) jak i społecznym (np. plotkowanie o ziołach). Unikalnej żywności dobrej jakości nie kupisz przez internet czy w supermarketach. Jest unikalna, lokalna. Musisz przyjechać. Przykładem niech będą delikatne jabłka papierówki.

ziola_skansen_2

Czy rzeczywiście studentów jest mniej?

DSCN9219Coraz częściej można słyszeć o mniejszej liczbie studentów na polskich uczelniach, o dziurze demograficznej, która pustoszy sale wykładowe i sprawia kłopoty finansowe wielu uczelniom. Ale napiszę przewrotnie – studentów wcale nie jest mniej, może nawet więcej. I postaram się to uzasadnić.

Bezsprzecznym faktem jest zmniejszanie się liczby studentów „tradycyjnych”, zarówno na uczelniach prywatnych (niepublicznych) jak i państwowych. Jedni wskazują na przyczynę demograficzną, inni dodają, że przyczynia się także deprecjacja wykształcenia wyższego i większe zainteresowanie kształceniem zawodowym. Ale to tylko pół prawdy i wycinkowy ogląd rzeczywistości.

Przy zmniejszaniu się liczby studentów… zwiększa się zainteresowanie kształceniem (uczeniem się, zdobywaniem wiedzy i podnoszeniem kwalifikacji). Paradoks? Bynajmniej. To tak, jakby mówić, że drastycznie zmniejszyła się produkcja lamp gazowych (to przecież prawd!). Ale przecież nie zmniejszyła się liczba urządzeń oświetleniowych! Są lampy, nawet liczniejsze, tyle że elektryczne. Podobnie dzieje się w edukacji. Jesteśmy świadkami ogromnej zmiany. Potrzebny jest wysiłek, by zrozumieć to, co się dzieje wokół nas.

To, że studentów przybywa, widać na początku października, gdy odbywają się liczne inauguracje roku akademickiego. Tylko na jutro (8 października 2015 r.) otrzymałem dwa zaproszenia, na dość znamienne inauguracje. Pierwsza w olsztyńskiej Kamienicy Naujacka (Miejski Ośrodek Kultury) – Akademia Trzeciego Wieku. Kilka dni temu w tym samym miejscu swój rok akademicki inaugurował Jarocki Uniwersytet Trzeciego Wieku – bo w większych miastach takich uniwersytetów jest więcej. Drugie zaproszenie przyszło z Barczewa, z tamtejszego Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Inauguracja – co również charakterystyczne – odbędzie się w Skarbcu Kultury Europejskiej. Ostatnie lata to wysyp różnego typu uniwersytetów i akademii trzeciego wieku. Są już praktycznie w każdym mieście powiatowym, w wielu małych miasteczkach, a w większych miastach to nawet po kilka (tak jak w Olsztynie). Takich studentów wyraźnie przybywa. Nie mieszczą się w starych schematach i statystykach. Tak jak lampy elektryczne nie mieszczą się we wskaźnikach lamp naftowych….

Drugim elementem, na który chcę zwrócić uwagę, to nietypowe miejsca: już nie tylko mury tradycyjnych uniwersytetów ale przestrzeń zupełnie nowa: domy kultury, świetlice, biblioteki, kościoły a więc miejsca, które nie kojarzą się z typowym uniwersytetem. Uniwersytety trzeciego wieku to przykład zdobywania wiedzy dla samej wiedzy. Przecież ci studenci nie szukają dodatkowych kwalifikacji zawodowych (pracy zarobkowej). Jest to zarówno element kształcenia ustawicznego jak i w jakimś sensie pozaformalnego. I jest znakiem czasu. Bo te zupełnie nowe formy edukacji pozaformalnej i nieformalnej znakomicie się rozwijają.

Kolejnym przykładem jest zbliżająca się konferencja pt. „Przygody umysłu”, organizowana przez Centrum Nauki Kopernik w Warszawie. Jest przykładem rozwoju zupełnie nowej formy dydaktyki (dostrzegliśmy zjawisko i próbujemy je zbadać oraz opracować nowe formy dydaktyczne). Konferencja jest tak zapowiadana: „Na czym polega uczenie się w muzeach i centrach nauki? Jaki jest ich wpływ na życie społeczne i kapitał naukowy? Ile wolności a ile instruktażu dawać zwiedzającym? Jak badać oczekiwania gości? Czy muzea i centra nauki mogą stać się partnerami naukowców?” (zobacz więcej na ten temat). To jest, w nawiązaniu do MOK czy Skarbca Kultury Europejskiej, zupełnie, nowa przestrzeń publiczna, w które prowadzona jest edukacja. Innym przykładem są różnego typu kawiarnie naukowe lub krótkie formy edukacji, zarówno zawodowej jak i zdobywanie wiedzy dla samej wiedzy.

Po skrótowym podaniu powyższych przykładów ośmielam się dobitnie twierdzić, że nie maleje zapotrzebowanie na wiedzę, na kształcenie i na edukatorów-profesorów. Pracy jest dużo. Czemu więc uczelnie wyższe miałyby się martwić a pracownicy obawiać bezrobocia? Wystarczy tylko dostrzec nową rzeczywistość i do niej się dostosować.

Po 1989 roku nastąpił gwałtowny wzrost liczby studentów w Polsce (w kulminacyjnym momencie było to 5 razy więcej studiujących!). Tak dużej liczby studiujących nie były w stanie przyjąć dotychczasowe uczelnie państwowe (mimo szybkiego rozwoju). Udało się dzięki dynamicznymi rozwojowi nie istniejących do tamtej pory uczelni niepublicznych, w których studenci płacili czesne. Dzięki temu z kieszeni prywatnych na edukację wyższą skierowanych zostało dużo pozabudżetowych środków. Samo państwo tego wzrostu i tej skali edukacji by nie udźwignęło. Ten okres właśnie się kończy, wiele uczelni „prywatnych” przestanie istnieć z braku studentów. Na państwowych również będzie mniej. Ale przecież nie maleje zapotrzebowanie na wiedzę. Wystarczy tylko przestawić się, symbolicznie rzecz ujmując, z produkcji lamp naftowych na elektryczne.

Tak się złożyło, że w tym roku nie uczestniczyłem w inauguracji roku akademickiego na swoim uniwersytecie, na swoim wydziale. Nie wynika to z lenistwa czy kontestacji. Pierwszego października byłem z wykładem w Ełku, w Centrum Edukacji Ekologicznej. Natomiast jutro będę miał wykład inauguracyjny w Akademii Trzeciego Wieku w Olsztynie (do Barczewa niestety raczej nie będę miał możliwości się wybrać, choć bym bardzo chciał). W jakimś sensie jest to znak czasu i swoistej transformacji.

Studentów wcale nam nie brakuje. Oni są po prostu inni i czego innego oczekują. Musimy to po pierwsze dostrzec, po drugie nauczyć się zupełnie nowych form prowadzenia wykładów i przekazywania wiedzy. Będzie to w dużo większym stopniu kształcenie ustawiczne, nieformalne i pozaformalne oraz w małych porcjach, jak również w niecodziennych miejscach. W jakimś sensie edukacja rozproszona (gdzieś na prowincji, daleko od centrów akademickich) i zkwantowana (podzielona na małe, samodzielne porcje), dziejąca się w różnego typu centrach nauki, muzeach, skansenach, domach kultury itd. Jeśli się dobrze zastanowić to wpisuje się to znakomicie w trzecią rewolucję technologiczną i jej cywilizacyjne implikacje. Przecież podobnie dzieje się w produkcji energii (małe, rozproszone, lokalne źródła energii odnawialnej) czy taką cechę ma internet. To internetu i energii odnawialnej, jako wyznacznika trzeciej rewolucji technologicznej, dołącza edukacja. I nic dziwnego, przecież mamy społeczeństwo wiedzy i kreatywną gospodarkę oparta na wiedzy.

Studentów wcale nam nie brakuje. Powinniśmy tylko przetrzeć okulary (zdjąć końskie klapki z oczu – tylko czy ktoś jeszcze pamięta jak te końskie klapki wyglądały i do czego służyły?) i zobaczyć zupełnie nową rzeczywistość, systematycznie i powoli wyłaniającą się z trzeciej rewolucji technologicznej. Najwyższa pora zacząć się uczyć. By mówić do współczesnych studentów a nie pustych sal.

W kamienicy Naujacka będę mówił i malowaniu kamieni… i różnorodności biologicznej. Opowiem o globalnych zmianach cywilizacyjnych, o sensie i znaczeniu nauczeństwa (nauczanie i uczenie się w jednym, jak prosumpcja), o tym jak narodziło się malowanie kamieni w Tumianach, o malowanych przystankach i o potrzebie ochrony różnorodności biologicznej (owe chwasty i robale).

malowanie_kamieni_i_roznorodnosc_biologiczna

Biolodzy też mają swoje złote pociągi

Leiobunum_sp._APoszukiwanie skarbów ekscytuje. Ostatnio nie tylko Polska żyje odkrywaniem „złotego pociągu”. I nie o złoto najbardziej chodzi ale o dotarcie do tajemnicy, uzyskanie sławy odkrywcy.

Biolodzy nieustannie ocierają się o ekscytujące odkrycia. Do okrycia potrzebna jest wiedza (by dostrzec coś niezwykłego, nowego) oraz oczy szeroko otwarte. W przyrodzie zawsze coś ciekawego się dzieje. W oczekiwaniu na nowa partę chruścików do oznaczenia dowiedziałem się o odkryciu nowego dla Polski pajęczaka – kosarza.

„Ostatnio dużo się dzieje, dzięki poszukiwaniom imagines chruścików pod mostkami, znalazłem stanowisko nowego dla Polski kosarza!! Pozdrawiam P. Żurawlew”

Przy okazji dodam, że kosarz nie jest pająkiem.

Tematy wyborcze bo akurat czas na nie

piec_i_fajerkiZ pytaniami słuchaczy na wykładach oraz dziennikarzy bywa tak, że nie pytają o to, co ja bym chciał najbardziej… tylko o to, co ich interesuje. I jest to całkiem normalne. Nie ma więc co się obrażać na rzeczywistość, raczej próbować ją zrozumieć. W okresie przedwyborczym w mediach tematyka się zmienia. Zapytania kręcą się wokół programów, sondaży i spraw pilnych do załatwienia. W sumie to dobrze, bo przynajmniej w części dotyczy to spraw ważnych a dyskusja jest jak najbardziej sensowna. Przynajmniej powinna.

Redaktor Tomasz Kurs z olsztyńskiej redakcji Gazety Wyborczej i do mnie zwrócił się ze swoistą ankietą. Wypowiadam się w niej jako zwykły obywatel. Naukowo zajmuję się owadami i ekologią a nie politologią, ekonomią czy socjologią. Ale przecież poza sprawami zawodowymi jestem obywatelem, więc dlaczego nie miałbym wyrażać swego zdania w sprawach ogólnospołecznych? Do sejmu czy senatu nie kandyduję, wypowiadam swoje myśli tak jak każdy obywatel. Przecież wybieram nie z przypadku czy losowania ale z własnej decyzji.

Nie wychodzić z własnego, wąskiego ogródka? Bo można się narazić, może komuś się nie spodoba? Różnic można się pięknie i dyskutować podobnie, nie tylko na tematy czysto akademickie.

W przesłanym zestawie pytań nie było spraw, moim zdaniem, na prawdę najważniejszych, tj. dotyczących problemów, związanych z trzecią rewolucją technologiczną. Świat bardzo szybko się zmienia i ważne jest, abyśmy nie zostawali w cywilizacyjnym ogonie. Mam na myśli zmiany potrzebne w edukacji oraz w zakresie odnawialnych źródłach energii. Ale skoro muszę poruszać się w narzuconych koleinach moje propozycje są następujące (najważniejsze sprawy do załatwienia w kraju.

na TAK

1. ( Wprowadzić specjalny program zmniejszania bezrobocia wśród młodych) Chodzi o zmiany cywilizacyjne a nie jakieś „roboty publiczne”. Pozostawiając poza aktywnością zawodową najbardziej kreatywną i dynamiczną część społeczeństwa, zostajemy cywilizacyjnie w tyle. Wiąże się to drugoplanowo z głębokimi zmianami systemie edukacji (jako społeczeństwo powinniśmy nadać edukacji priorytetowe znaczenie, a nie jak od lat kilkudziesięciu edukacja w zasadzie postawiona została samej sobie, na obrzeżach wszelkich strategicznych reform, „sprywatyzowana” i zapomniana, bez strategicznych celów). Edukacja to inwestycja a nie filantropia. W krótkiej perspektywie potrzebna jest dobrze zorganizowania edukacja pozaformalna i ustawiczna, nakierowana na nowe technologie, lepsze funkcjonowanie społeczne (w tym współpraca i zaufanie), w tym ułatwianie wchodzenia na rynek poprzez start-upy itd. Bez stworzenia miejsc pracy w kreatywnej gospodarce młodzi ludzie dalej będą wyjeżdżać do innych regionów Unii Europejskiej.

2. (łączone bo dotycz a tego samego Opodatkować rolników na równi z innymi obywatelami. Dokończyć reformę emerytalną poprzez zniesienie przywilejów górników, służb mundurowych, sędziów i prokuratorów). Oba punkty to archaizmy z minionej epoki, teraz tylko utrudniają funkcjonowanie państwa i są niesprawiedliwe w stosunku do pozostałych grup zawodowych (tak jakbyśmy chcieli bronić stosowania sochy w rolnictwie, bo przed wiekami tak było dobrze). Świat się po prostu bardzo szybko zmienia i dawne rozwiązania są nieadekwatne do współczesnych wyzwań. Musimy na nowo przemyśleć wiele socjalnych rozwiązań. System składek społecznych (KRUS, ZUS) trzeba szybko uprościć i ujednolicić, w tym uprościć system emerytalny, aby był adekwatny do rynku pracy XXI wieku a nie XIX wieku ( i państwa policyjnego z minionej epoki). To są drobne zmiany, ale konieczne. Zupełnie inaczej musimy wspierać grupy najsłabsze w społeczeństwie (w tym ubezpieczenie zdrowotne jak i emerytalne). Górnictwo to archaizm i kula u nogi, blokuje inwestycje w energię odnawialną, generuje zmiany klimatu (a skutkami są m.in. rosnąca fala migracji). Czas dostrzec zmiany jakie zaszły w społeczeństwie i gospodarce.

3. Przyjąć imigrantów według ustaleń, które zapadły w Unii Europejskiej) W tym względnie imigranci są niejako sprawą drugorzędna, znaczenie ważniejszą jest wzmacnianie Unii poprzez wspólne radzenie sobie z ogólnymi problemami. Nie ma dla nas sensownej alternatywy – tylko poprzez rosnącą integrację europejską będziemy bezpieczni gospodarczo i militarnie (jeśli jest jakaś alternatywa to proszę mi ją opisać). Fala imigrantów ujawniła słabość i niedomagania Unii, także w zakresie solidarności. Sami, jako Polska, nie sprostamy wyzwaniom współczesnego świata, także w zakresie bezpieczeństwa (obronności). Nie szukajmy sojuszników za oceanem kosztem europejskich sąsiadów. Niezależnie od przyjmowania fali imigrantów teraz, Polska musi szybko nauczyć się asymilacji oraz świadomej polityki imigracyjnej. Imigranci są dla nas także szansą na rynku pracy (wobec zaistniałej dziury demograficznej i emigracji wielu młodych, wykształconych ludzi), np. w rolnictwie brakuje rąk do pracy (zwłaszcza prostych prac nie wymagających dużej wiedzy i kwalifikacji). Ponadto tak jak USA możemy „drenować” mózgi, tj, przyjmować osoby ambitne, kreatywne i w potrzebnych nam kwalifikacjach. Wymaga to w Polsce dużej i szybkiej pracy (a nie jałowego ględzenia). Ergo: imigranci to dla nas szansa na solidarne, europejskie rozwiązywanie problemów (dlaczego mamy Greków, Włochów, Niemców, Hiszpanów itd. zostawiać samych w kłopocie?) i budowanie silnej i sprawnej Unii Europejskiej (nie mamy żadnej sensownej i poważnej alternatywy!) oraz szans dla nas na pozyskanie niezbędnych rąk do pracy (także w interesie przyszłych emerytów). Pozorne zagrożenie jest dla nas szansą. Tylko trzeba umieć ją wykorzystać (samo się nie zrobi).

4. (Doprowadzić do tego, by Polska przyjęła euro.) Wiąże się to z pogłębieniem integracji europejskiej. We współczesnym, globalnym świecie nie ma dla nas mądrzejszej alternatywy niż Unia Europejska. Mimo wad i niedoskonałości. Ale te wady trzeba likwidować, samo narzekanie antyeuropejskie nie przybliża nas do żadnego sensownego rozwiązania. Unia wymaga dużej pracy i wysiłku integracyjnego i Polska może oraz powinna w tym aktywnie uczestniczyć, bez czekania i stania z boku w roli Smurfa Marudy. Ale czy jest sensowniejsza dla nas alternatywa? Samotność i izolacja? Może jakaś enigmatyczna „unia wyszehradzka”? Spełnienie wymogów strefy euro to zwiększenie dyscypliny gospodarczej, która i tak nam jest potrzebna. Euro może być dodatkowym bodźcem motywacyjnym i wskaźnikiem osiągniętego sukcesu.

na NIE

1. (Zlikwidować finansowanie przez państwo nauki religii w szkołach) Na nie, bo jest to problem zastępczy, niejako ideologiczne odreagowanie na głupie postępowanie jednej partii. Gdybyśmy wyrzucili religię ze szkół, równie dobrze możemy domagać się aby WF finansowały kluby sportowe, a fizykę przemysł motoryzacyjny. Państwo w zakresie edukacji musi finansować wiele różnych rzeczy. Potrzebne są raczej zwiększone nakłady na edukacje a nie jakieś histeryczne „szukanie winnych” i wyrzucanie ideologiczne rożnych elementów.

W ramach podsumowania chciałbym podkreślić, że dobry program wynika ze spójnej koncepcji a nie zbioru chwytliwych lub aktualnych tematów, głosów niezadowolonych itd. Tak jak w nauce potrzebny jest spójny paradygmat, a którego wyprowadzić można dowolną hipotezę, adekwatną do kontekstu i potrzeby chwili. Odnoszę wrażenie, że brakuje nam poważnych i pogłębionych dyskusji nad pryncypiami, nad sprawami najbardziej podstawowymi. Świat zmienił się nieodwołalnie i bardzo głęboko. Stare rozwiązanie się już nie sprawdzają. Są jak za ciasne buty. Politycy zamiast wymyśleć nowe rozwiązania i przekonywać do nich społeczeństwo bardziej starają się zaspokoić aktualne oczekiwania, często rozbieżne, niespójne, sprzeczne. Bradzie przypomina to zabiegi na estradzie i poszukiwanie szybkiego poklasku niż odpowiedzialne myślenie o sprawach publicznych…

A oto zestaw zagadnień wg Gazety Wyborczej (najważniejsze sprawy do załatwienia w kraju).

1. Zapewnić szybki dostęp do wszystkich lekarzy publicznej służby zdrowia

2. Wprowadzić minimalną stawkę godzinową, by podnieść płace

3. Wprowadzić specjalny program zmniejszania bezrobocia wśród młodych

4. Ograniczyć do minimum nadużywanie „umów śmieciowych”

5. Wprowadzić program tanich mieszkań na wynajem

6. Zwiększyć wspieranie z budżetu państwa osób, które zdecydują się na dzieci

7. Zalegalizować związki partnerskie, także jednopłciowe

8. Zlikwidować finansowanie przez państwo nauki religii w szkołach

9. Opodatkować rolników na równi z innymi obywatelami

10. Dokończyć reformę emerytalną poprzez zniesienie przywilejów górników, służb mundurowych, sędziów i prokuratorów

11. Doprowadzić do tego, by Polska przyjęła euro.

12. Przyjąć imigrantów według ustaleń, które zapadły w Unii Europejskiej

Link do tekstu w Gazecie wyborczej

Hotel dla pszczół na Olsztyńskich Dniach Nauki

dninauki_szkolaW czasie wrześniowych, Olsztyńskich Dni Nauki i Sztuki 2015, gdy przechodziłem obok biblioteki, zauważyłem grupę szkolną wraz z nauczycielami, obserwującą nasz gliniany hotel dla pszczół. W taki niespodziewany i nieplanowany sposób nasza ekoinstalacja wzięła udział w Dniach Nauki. Edukacja pozaformalna w praktyce.

Budowaliśmy gliniany hotel dla pszczół także z myślą o efekcie edukacyjnym. Ale myślałam, że będzie to przekaz skierowany do studentów. A tymczasem znajduje szersze zastosowanie. Nie wiem czy nauczycielki wiedziały o zadaniach takiego „hotelu” i z myślą o jakich owadach został zbudowany. Skoro jest jednak zainteresowanie, to musimy pomyśleć o uzupełnieniu. Na pewno przyda się mała tablica edukacyjna z qr kodami, kierującymi do szerszych opisów i wyjaśnień (objaśnień przyrodniczych). I zapewne uzupełnimy o nowe małe budowle dla owadów. Leżące kłody to siedlisko dla saproksylobiontów (mieszkańców dziupli i próchniejących drzew). Będzie więc okazja opowiedzieć nie tylko o owadach zapylających ale i o roli bezkręgowców w dekompozycji martwej materii organicznej.

W 2016 roku, w czasie Nocy Biologów oraz Olsztyńskich Dni Nauki i Sztuki zaproponujemy coś bardziej kompleksowego dla szkół i miłośników przyrody.

Nauka w puszce – Olsztyńskie Dni Nauki

dninaukiNauka w puszce czyli odkrywamy czym jest nauka jako proces.

Metoda naukowa poznawania świata bez wątpienia przyczyniła się do znaczącego postępu technologicznego i rozwoju cywilizacji. Ale na czym polega metoda naukowa? Co to jest nauka? Czynności, które wykonują naukowcy w czasie swojej pracy? Filozofowie i metodolodzy nauki od dawna się na tym zastawiają i próbują dociec istoty poznania naukowego. Na uniwersytetach uczymy metody naukowej, niezależnie od dyscypliny. Czasem zapominamy, że najważniejszym przyrządem badawczym… jest mózg człowieka.

Jak pokazać czym jest nauka? Jedną z możliwości jest edukacyjna zabawa w odgadywanie tego, co jest w puszce. Przy okazji obserwując siebie samego w tym procesie. W ubiegłym roku, w czasie konferencji w Centrum Nauki Kopernik, uczestniczyłem w zajęciach pt. „Nauka w puszce”. Pomysł mi się spodobał. Zmodyfikowałem, rozbudowałem i przećwiczyłem ze studentami, zarówno na studiach licencjackich i magisterskich (Wydział Biologii i Biotechnologii). Refleksje i spostrzeżenia powoli spisuję.

W czasie Olsztyńskich Dni Nauki w środę (10-11.30, 12-13.30) i piątek (16-17.30), można będzie uczestniczyć w takich zajęciach (zapisy na stronie http://dninauki.uwm.edu.pl/). Czym jest poznanie naukowe i z jakimi problemami spotykają się naukowcy w swojej pracy? Na czym polegają metody naukowe? Jak odkryć to, co jest w puszce bez jej otwierania? W czasie zajęć uczestnicy w pracy zespołowej odkrywać będą, za pomocą prostych i dostępnych metod, zawartość tajemniczych puszek. Odkrywać będą metody, jakimi posługują się naukowcy w codziennej pracy. Jaki wpływ na obserwacje i wstępne hipotezy ma dotychczasowe doświadczenia i wiedza o świecie? Czy w nauce potrzebna jest kreatywność, umiejętność dyskusji i pracy zespołowej? Czym jest kontekst odkrycia a czym kontekst uzasadnienia?

Wspólna zabawa będzie miała swoją kontynuację w internecie a uczestnicy warsztatów będą mogli zamieścić swoje raporty z badań zawartości puszki: Napisz czym jest nauka i metody naukowe, opierając się na ćwiczeniach z puszkami. Zachowaj typowy układ publikacji naukowej (raportu naukowego): Wstęp z celem, zastosowane metody, wyniki, dyskusja (interpretacja wyników, refleksje), piśmiennictwo czyli cytowana literatura. Prześlij na adres: stanislaw.czachorowski@uwm.edu.pl lub zamieść jako komentarz pod niniejszym wpisem.

Wspólnie możemy tworzyć teorię puszkowatości świata (ogólna teoria puszkowatości). Nauka może być fascynująca i przyjemna. Zapraszam.

Potwierdzanie potwierdzenia czyli koszty nieufności

11988600_924382947634191_6187992983704226132_nNa wydajność pracy wpływa wiele czynników. Chciałbym wspomnieć o zaufaniu społecznym. Gdy go brakuje, koszty pracy rosną. Męczy mnie to już od dłuższego czasu i wielokrotnie się „wyłuszczałem” i buntowałem. A problem narasta. Jego rozwiązanie tkwi w nas.

Nieufność niszczy relacje i powoduje stratę czasu. Marnuje papier. Bo na przykład poproszony zostałem o napisanie zaświadczenia o udziale studentów w akcji edukacyjnej i konferencji oraz wygłoszenie referatu. Napisałem, dlaczego nie (szkoda mi studentów). Ale z wewnętrznymi oporami.

Praca ze studentami była przyjemnością, razem, w formie projektu uczyliśmy się w działaniu. Jestem z nich zadowolony. Udział studentów udokumentowany został w kilku artykułach prasowych i internetowych, wszystko, łącznie ze zdjęciami do szybkiego sprawdzenia i zweryfikowania. Po co więc pisać zaświadczenie o udziale? „Wydaję mi się, że będzie potrzebny oficjalny papierek”…

Dlaczego? Doszliśmy już w nieufności biurokratycznej do absurdu – czy nie wystarczy, że student napisze o swoim udziale? Nie wierzyć słowu? Skoro napisał, że brał udział i wygłaszał referat, to dlaczego w to wątpić? Przecież zazwyczaj łatwo to można sprawdzić, w kilka sekund znaleźć potwierdzenie w sieci (internecie), gdyby ktokolwiek nie ufał studentowi. A tak trzeba poświęcić czas na zmniejszanie nieufności i marnować papier. Rosną więc koszty społeczne i materiałowe. Mnie to pisanie zaświadczeń zajęło łącznie kilkanaście minut, z postawieniem pieczątek i spotkanie się ze studentami – kilkadziesiąt minut. Do tego trzeba doliczyć czas, jaki sami studenci zmarnowali na „zdobywanie” potwierdzenia. Łącznie to pewno będzie jeden dzień roboczy. Zmarnowany. A ile ich marnujemy w skali kraju? No ale cóż, starają się o stypendia, piszą podanie, do liczne papiery muszą być….. Inaczej wyglądałoby mało „solidnie”. Sami to nakręcamy. Mamy mniejszą wydajność pracy nie dlatego, że jesteśmy leniwi i krócej pracujemy. Dużo czasu bezproduktywnie marnujemy w wyniku zbędnej i przesadnej nieufności, owocującej przerostem papirologii potwierdzającej wszystko. Ważne jest to, co w papierach…..

Nieufność przyczynia się do marnowania czasu i papieru.

Inny przykład. Studenci skradając prace dyplomową muszą jednocześnie podpisywać oświadczenie, że nie jest ona plagiatem…. Jakby nie było imienia i nazwiska na stronie tytułowej. Kolejnym krokiem pewno będzie notarialne potwierdzanie autentyczności tego oświadczenia (bo jeśli student świadomie popełnił plagiat, to dlaczego miałby nie napisać kłamstwa w oświadczeniu?). Sami to nakręcamy. I sami się w tym źle czujemy. A teczki dokumentów, których nikt tak naprawdę nie czyta, systematycznie rosną. Już nie tylko nauczyciele w szkołach ale i wykładowcy na uczelniach wyższych coraz więcej czasu spędzają przy papierach…. Tworząc potwierdzenia swojej pracy. Kulturo korporacji witaj! Narzekamy na absurdy ale pokornie mnożymy sterty zbędnych dokumentów.

Teraz niezbędnym elementem każdym konferencji naukowej czy seminarium jest wystawianie dyplomu/zaświadczenia o uczestnictwie, wygłoszeniu referatu itd. Pracownicy uniwersyteccy w pokorze i skrupulatnie gromadzą potwierdzenia tego, że żyją i myślą. Tysiące godzin na tworzenie tego „świata potwierdzonego” idą i tony papieru. Zjawisko nieustannie narasta i się potęguje. Mnie już po prostu emocje ponoszą. Czas się zbuntować! Przecież to najbardziej od nas samych zależy!

Politycy, którzy napędzają rosnącą nieufność, przyczyniają się do obniżania wydajności pracy, a w konsekwencji do niższych zarobków Polaków. Uśmiech i życzliwość zamiast nieufności, nakręcającej zbędą biurokrację.

ps. ilustracja zaczerpnięta z Facebooka, autorstwo uwidocznione w grafice

Woda, las, człowiek czyli wystawa na Olsztyńskie Dni Nauki

11259743_10206685162281073_7688636768566669688_n

Na tegoroczne Olsztyńskie Dni Nauki i Sztuki, wspólnie z prof. Katarzyną Glińską-Lewczuk, przygotowuje wystawę pt. „Woda, las, człowiek – dziedzictwo kulturowe i przyrodnicze”. Będzie to wystawa zdjęć z krótkimi opisami oraz QR Kodami, linkującymi do obszerniejszych artykułów i filmów (wykorzystanie mobilnego Internetu). Będzie to fotorelacja z wizyt studyjnych i współpracy francusko-polskiej w zakresie dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego regionów Europy. Plansze dotyczą współpracy badawczej, różnorodności biologiczne ekosystemów wodnych i leśnych, konferencji zorganizowanej w ramach Dnia Wody, bioróżnorodności starych odmian roślin uprawnych i raz zwierząt gospodarskich, przyrodzie Parku Brenne, wodzie w krajobrazie i wykorzystywania zasobów wodnych na przestrzeni wieków, produkcji żywności wysokiej jakości, powiązaniu bioróżnorodności i gospodarki w skali regionalnej.

11988345_10206685162681083_6134352374236628250_n