Kapitał gospodarki opartej na wiedzy

1040607_10200836507908369_1798674400_o

Czego najbardziej poszukuje współczesna gospodarka? Węgla, ropy, złota? Nie, przede wszystkim wiedzy, kreatywności i innowacji. Wszystkie znaleźć można w tak zwanym kapitale ludzkim. Nic dziwnego, że pojawiają się coraz to nowe miejsca, sprzyjające inkubowaniu kreatywnej przedsiębiorczości, np. star-upy. Pojawiają się także nowe konkursy dla młodych ludzi, konkursy, w których mogą ujawnić swój naukowy i innowacyjny potencjał. Przykładem jest chociażby konkurs adresowany do uczniów z gimnazjów i liceów – E(x)plory. Konkurs promuje nowy rodzaj pracy z uczniem zdolnym, zarówno w wykonaniu nauczyciela jak i rodzica lub innego tutora. Przecież edukacja pozaformalną i różnego rodzaju gminne czy powiatowe centra nauki i pozaszkolni tutorzy mogą w pełni się zrealizować. Ten konkurs jest dla nich.

Talentów i pomysłów można szukać nie tylko wśród doktorantów czy studentów, ale znacznie wcześniej. Kreatywności służy interdyscyplinarność. Tej ostatniej coraz mniej na kierunkach coraz bardziej wąsko wyspecjalizowanych. Wąska specjalizacja nie jest dobra dla twórczości. Coraz bardziej uświadamiamy sobie, że edukacje nie równa się szkole. Szkoła jest tylko elementem edukacji. Tworzenie sytuacji edukacyjnych wychodzi poza szkolne mury. Nauczyciele otrzymują nowe, pozainstytucjonalne wsparcie. Uniwersytety mogą w tym uczestniczyć, jeśli wcześniej dostrzega dla siebie taka rolę i potrafią dostrzec nowe, pozaformalne kształcenie bardzo zróżnicowanego studenta.

zobacz też:  E(x)plory 2016 czyli szansa dla zdolnej młodzieży z Warmii i Mazur

E(x)plory 2016 czyli szansa dla zdolnej młodzieży z Warmii i Mazur

Miło mi poinformować, że właśnie rozpoczęła się rekrutacja do V edycji Konkursu Naukowego E(x)plory. Konkurs przeznaczony jest dla młodzieży w wieku 13-20 lat o różnorodnych zainteresowaniach naukowych. Województwo warmińsko-mazurskie nie powinno być na uboczu innowacyjnej gospodarki. Dlatego proszę o upowszechnienie informacji o konkursie wśród uczniów i nauczycieli gimnazjów oraz szkól ponadgimnazjalnych w województwie warmińsko-mazurskim. Dajmy szansę młodym i zdolnym ludziom z Warmii i Mazur, niech dołącza do najlepszych z całego kraju. Jest o co powalczyć. Najlepsze prace zostaną nagrodzone stypendiami naukowymi w wysokości 10 000, 7 000 i 5 000 zł oraz możliwością reprezentowania Polski na prestiżowych zagranicznych konkursach naukowych w USA, Brazylii, Holandii i Rumunii.

Projekty można zgłaszać do 25 stycznia 2016 r., więc jest jeszcze trochę czasu i można przygotować naprawdę dobre projekty. Dla lepszego zorientowania się w specyfice konkursu:

ulotka_konkurs_naukowy_explory_2016_Strona_1

Rekrutacja do Konkursu Naukowego E(x)plory 2016

Ruszyła rekrutacja do Konkursu Naukowego E(x)plory 2016. Konkurs przeznaczony jest dla młodzieży w wieku 13-20 lat o różnorodnych zainteresowaniach naukowych. Najlepsze prace zostaną nagrodzone stypendiami naukowymi w wysokości 10 000, 7 000 i 5 000 zł oraz możliwością reprezentowania Polski na prestiżowych zagranicznych konkursach naukowych w USA, Brazylii, Holandii i Rumunii.

Jeśli obserwujesz to, co się wokół Ciebie dzieje, jesteś ciekawy świata, często pytasz „jak?” „dlaczego?” i „po co?”, zastanawiasz się jak działa sztuczna inteligencja, szukasz rozwiązań związanych z zanieczyszczeniem środowiska, badasz otaczającą Cię przyrodę albo masz pomysł na niezwykły projekt społeczny, to znaczy, że Konkurs Naukowy E(x)plory jest właśnie dla Ciebie!

Do 25 stycznia 2016 r. swoje pomysły ze wszystkich dziedzin naukowych mogą zgłaszać pasjonaci nauki w wieku od 13 do 20 lat, pojedynczo lub w dwu- i trzyosobowych zespołach wypełniając formularz zgłoszeniowy dostępny na stronie www.explory.pl/rekrutacja.

150 wybranych przez ekspertów projektów weźmie udział w regionalnym etapie konkursu podczas Festiwali Naukowych E(x)plory w 5 miastach (marzec/kwiecień 2016 r.). Młodzi badacze zaprezentują swoje pomysły przed naukowcami oraz przedstawicielami innowacyjnych firm. Będzie to także okazja do udziału w ciekawych warsztatach i niezwykłych pokazach naukowych oraz poznania rówieśników, którzy, tak jak oni, pasjonują się nauką.

Około 30 najlepszych projektów wybranych przez jury zobaczymy na finale konkursu podczas Gdynia E(x)plory Week, 21-24 września 2016 r. Laureaci zdobędą stypendia naukowe oraz wyróżnienia w postaci udziału w najbardziej prestiżowych zagranicznych konkursach naukowych dla młodzieży: Intel ISEF w USA, Expo-Sciences International w Brazylii, INESPO w Holandii oraz Infomatrix w Rumunii.

Główne nagrody E(x)plory to:

  • I nagroda – stypendium naukowe 10 000 zł
  • II nagroda – stypendium naukowe 7 000 zł
  • III nagroda – stypendium naukowe 5 000 zł

Doceniając pracę nauczycieli i mentorów przygotowujących uczniów do E(x)plory organizator Konkursu zdecydował się także nagrodzić laptopami szkołę oraz opiekuna naukowego największej liczby projektów zakwalifikowanych do regionalnego etapu. Konkurs organizowany jest przez Fundację Zaawansowanych Technologii w ramach programu E(x)plory. E(x)plory to świat naukowych pasji, przełomowych badań i zaskakujących rozwiązań. To przestrzeń, która łączy pełnych energii młodych ludzi rozpoczynających swoją przygodę z nauką, autorytety naukowe, startupy, doświadczone przedsiębiorstwa, organizacje pozarządowe, media, polskie szkoły i najlepsze uczelnie, duże miasta i małe miejscowości.

E(x)plory wzbudza naukową ciekawość świata u dzieci, młodzieży, dorosłych i szuka nowych talentów, których pasja w przyszłości może zmienić świat. Mecenasem E(x)plory jest Grupa LOTOS. Więcej informacji na temat Konkursu Naukowego E(x)plory można znaleźć na stronie: www.explory.pl/konkurs-naukowy-explory oraz w filmie: https://youtu.be/pByC16FIzyk.

Pytania prosimy kierować do koordynatora konkursu na adres konkurs@explory.pl.

KONTAKT DLA MEDIÓW: Joanna Gogolińska Tel. +48 608 334 695; E-mail: j.gogolinska@fzt.org.pl www.explory.pl

Barczewo – towarzystwa naukowe w cittaslow

kawiarnia_barczewoNieustannie zaskakuje mnie bogactwo potencjału ludzkiego na prowincji. Inauguracja kawiarni naukowej w Barczewie była kolejnym tego przykładem. Ludzie wykształcenie nie usiedzą w miejscu ani przed telewizorem. Ciągle coś tworzą i chcą się spotykać by o świecie opowiadać. Gdy zaproponowałem uruchomienie kawiarni naukowej w Barczewie, myślałem że zawsze będą musieli przyjeżdżać ludzie z Olsztyna. Owszem, będą, ale tylko czasami. Bo okazuje się, że poszukujących ludzi wszędzie jest dużo. Zakładają nie tylko uniwersytety trzeciego wieku (tych w naszym regionie jest chyba już 30), ale zbierają wspomnienia, dokumenty, spisują, gromadzą.

Po pierwszym spotkaniu i zaistniałej tam dyskusji odnoszę wrażenie, że niebawem może powstać lokalne Barczewskie Towarzystwo Naukowe. Jest potencjał, jest ciekawość świata i chęć opowiadania o swoich odkryciach innym. I to nie tylko w zakresie historii. Inauguracja kawiarni naukowej w Barczewie w Tygodniu Otwartej Nauki miała charakter wymowny i symboliczny. W moim odczuciu stała się est swoistym manifestem, przesłaniem łączenia nauki akademickiej z lokalnymi pasjonatami wiedzy. Jest wskazaniem na transfer innowacyjności z uniwersytetu na najdalsza prowincję. Jest wzajemnym i ubogacającym dialogiem. W jakimś sensie jest wyrazem trzeciej rewolucji technologicznej, odznaczającej się rozproszeniem ośrodków i działań.

Październikowe spotkanie otworzyła gospodyni miejsca pani Magdalena Łowkiel-Klimek. Po moim bardzo krótkim wstępie, dotyczącym idei kawiarni naukowych, pan Wojciech Zenderowski przedstawił „Wspomnienia dawnych mieszkańców Barczewa”. W drugiej części Daniel Rupiński, olsztyński trębacz, który codziennie o godz. 12.00 gra hymn Warmii autorstwa Feliksa Nowowiejskiego na wieży ratuszowej w Olsztynie. Niewidomy muzyk, pianista, akordeonista, wokalista oraz kompozytor.

To był początek. Ciąg dalszy niewątpliwie nastąpi. A ja jestem ciekaw kolejnych odkryć lokalnych poszukiwaczy i artystów. Barczewo nieustannie mnie zachwyca klimatem cittaslow i kompetentnymi i zaangażowanymi ludźmi na samorządowych stanowiskach.

ps. A towarzystwo naukowe w Barczewie najpewniej powstanie, nawiązując do klimatu otwartości i poszukiwań z okresu oświecenia i XIX wieku.

O tym jak i gdzie rozpocząłem Tydzień Otwartej Nauki

W poniedziałek rozpoczął się międzynarodowy Tydzień Otwartej Nauki. Zastał mnie w Lublinie na spotkaniu Centrum Innowacji Badań i Nauki. Pojechałem daleko, dyskutowałem w nietypowych miejscach, w kawiarni i pubie, w gronie bardzo interdyscyplinarnym. Rozmawialiśmy pozornie o wszystkim i o niczym, o przygotowywanej konferencji naukowej, o nowym czasopiśmie naukowym, o mięcie, kosmetykach, wizerunku, grzybach inwazyjnych, sinicach, chruścikach, rzekach polihumusowych, o buncie młodych naukowców zmęczonych punktozą i uciążliwą biurokracją, o marzeniach naukowych itp. Taki misz-masz, niby nic konkretnego. Po nocy, wczesnym rankiem, a potem w pociągu (podróż wycisza i można usłyszeć nieśmiałe, wewnętrzne myśli), zaczęło coś w mojej głowie kiełkować i dojrzewać, nabierać konkretnych kształtów. Owoce inspiracji. Otwartość i interdyscyplinarność w nauce wymaga czasu… musi trochę poleżeć by wykiełkować. Ale przecież i ziarno rzucone w rolę kiełkuje w ukryciu. Widać dopiero po jakimś czasie, gdy już roślina trochę podrośnie. Podobnie z inspiracjami.

brama_naukiOtworzyć się na innych – to hasło tegorocznego Tygodnia Otwartej Nauki (Otwartość do Współpracy). Doświadczyłem na sobie, to działa. Ilustracją do wpisu jest zdjęcie z Biblioteki Głównej UWM. Jak napisali jest to symboliczna brama do Otwartej Nauki. Współpracować i otwierać się można także na odległość. W Bibliotece Głównej UWM w tej pomarańczowej (to kolor ruchu naukowego Open Access) bramie do piątku, w godzinach 10-14 pojawiać się będą ambasadorzy tej idei w i przybliżać zainteresowanym (zobacz więcej)

Chcesz otwartego dostępu do dorobku naukowego? Napisałeś artykuł i chcesz się z nim podzielić w sieci? A może masz pomysł na badania i szukasz współpracowników? Idea Otwartej Nauki – Open Access (OA) jest dla Ciebie! Ruch naukowy open access (Open Access Movement), działa na rzecz budowy nowego otwartego modelu komunikacji naukowej, którego ważną częścią są otwarte czasopisma i repozytoria, a także blogi naukowe czy e-laboratoria. Zdecydowałeś się całkowicie otworzyć w Internecie dostęp do publikacji naukowych? Skorzystaj z dostępnej bazy wiedzy:http://uwolnijnauke.pl/baza-wiedzy/

„Idea otwartości bardzo ściśle łączy się ze wszystkimi formami współpracy, jakie mogą wpłynąć na wzrost potencjału nauki. Tegoroczny temat ma zaakcentować, że otwarty dostęp do treści naukowych tworzy nowe drogi do współpracy, między naukowcami, którzy udostępniają wyniki swoich badań, a wszystkimi potencjalnymi współpracownikami w nauce, biznesie czy organizacjach pozarządowych. Otwierając zasoby nauki trzeba rozmawiać i współpracować nie tylko z naukowcami, wydawcami, ale i decydentami, instytucjami finansującymi, studentami, a także z przedsiębiorcami, ponieważ dla każdej z tych grup otwartość nauki oraz dostęp do wiedzy naukowej są ważne i mogą zmienić środowisko ich pracy. Bez współpracy nie byłoby otwartości i odwrotnie. Tydzień Otwartej Nauki to dobra okazja dla wszystkich tych grup do podjęcia działań na rzecz wzajemnego zbliżenia stanowisk, przedyskutowania najlepszych rozwiązań, wypromowania własnych inicjatyw, nawiązania nowych form kontaktów, poszukiwania partnerów do współpracy czy uzupełnienia wiedzy na temat otwartego dostępu.”

„Open Access Week to wydarzenie międzynarodowe. Dotyczy nie tylko środowisk naukowych, ale także szerokiego grona osób zainteresowanych wiedzą oraz nauką. Jego inicjatorem jest międzynarodowa organizacja SPARC, która co roku określa daty i temat przewodni wydarzenia. Od początku jego istnienia uczelnie, instytuty badawcze, biblioteki i organizacje pozarządowe z całego świata, które są zaangażowane w budowanie otwartej nauki, wykorzystują je do pozyskiwania nowych zwolenników otwartości w nauce oraz edukowania na temat otwartego dostępu.” Więcej informacji: http://uwolnijnauke.pl/vi-tydzien-otwartej-nauki-w-polsce/

I na koniec jeszcze misja lubelskiego Centrum Innowacji Badań i Nauki – główną misją Centrum Innowacji Badań i Nauki jest inicjowanie, propagowanie i wspieranie rozwoju innowacyjnych form działalności naukowej i innych dziedzin z nią związanych. Centrum wspiera rozwój osób i instytucji o wysokim potencjale naukowym, pomaga w dążeniu do zatrudnienia lub samozatrudnienia związanego z reprezentowaną dziedziną nauki lub sztuki i dotychczasowymi osiągnięciami. Fundacja upowszechnia wiedzę, świadomość i rolę nauki w środowiskach organizacji sektora publicznego, społecznego i komercyjnego. Podejmuje różnorodne formy działalności naukowej, edukacyjnej i szkoleniowej poprzez innowacyjne środki wyrazu m.in. artystyczne, wydawnicze, popularyzatorskie.

O oczatce, seksmisji i chorobach wenerycznych u owadów

kuczmarskaOczatka to największa nasza krajowa biedronka. I chyba najpiękniejsza. Z młodości pamiętam, że dużo ich widywałem nad Morzem Bałtyckim, w czasie wakacyjnych wypadów. Załączone obok zdjęcie oczatki, wykonane przez panią Barbarę Kuczmarską, też zrobione zostało nad morzem. Co biedronki robią na nadmorskiej plaży? Poleciały na wakacje? Niezupełnie. Oczatka jest związana z lasami iglastymi (o tym dalej), a takowych nie brakuje na nadbałtyckich wydmach. Zniesione przez wiatr nad morze, tam wpadają i wraz z falami pojawiają się na brzegu. Tak jak wiele innych owadów.

Biedronki (biedronkowate, Coccinellidae) to rodzina i chrząszczy (Coleoptera). Należą do najlepiej znanych owadów i dobrze są zakorzenione w kulturze (boże krówki, czytaj Czy biedronka ma biodro, czy biedrzeniec jest plamisty i skąd pochodzi biedrzyga?). Są lubiane, przede wszystkim dlatego, że są ładnie ubarwione i są pożyteczne.

Biedronkowate mają owalny kształt ciała z wyraźnie wypukłymi pokrywami. Między sobą różnią się kolorami. Występuje ponad 2 tys. gatunków na świecie, w Polsce około 80 gatunków. Dlaczego około? Bo znamy co prawda 76 gatunków z Polski, ale nie mamy pewności czy lista jest pełna. Przecież zupełnie niedawno pojawiała się biedronka azjatycka. Często u biedronek występuje polimorfizm – osobniki tego samego gatunku są różne, jedne z dominacją koloru czerwonego, inne prawie całe czarne. Ewolucjoniści lubią zajmować się tym polimorfizmem, szukając prawidłowości.

Najłatwiej biedronki spotkać w miejscach nasłonecznionych, w parkach, sadach, na łąkach, w ogrodach. Larwy i dorosłe są zazwyczaj drapieżne, odżywiają się mszycami. Jeden z pospolitszych gatunków to biedronka siedmiokropka (Coccinella septempunctata). Często spotykane to także: biedronka dwukropka (Adalia bipunctata), tytułowa oczatka (Anatis ocellata). Żółtoczarno ubarwione są: biedronka mączniakówka (zwana także koszelą, biedronką dwudziestokropką), czy wrzeciążka (Propylea quatuordecimpunctata). Z kolei żółtopomarańczowe są: gielas dziesięcioplamek (Calvia decemguttata) czy gielas czternastoplamek (Calvia quatuordecimguttata). Czyż polskie nazwy tych owadów nie są sympatyczne?

Dawno oczatki nie widziałem. Teraz najczęściej w Olsztynie widuję biedronki azjatyckie o bardzie różnorodnym i zmiennym ubarwieniu. Dlaczego na zimę biedronki skupiają się w duże „stada”? Częściowo wiąże się to z ich jaskrawym kolorem. Czerwone ubarwienie – zwłaszcza z czarnymi kropkami – odstrasza drapieżniki: ptaki i owady. Kolorowe barwy informują „jestem niesmaczny”. Wszystko dzięki trującym alkaloidom (pyrazyna), obecnym w hemolimfie biedronek. Gdy boża krówka poczuje zagrożenie, wraz z krwią wydziela się zapach, związany z pochodną pyrazyny. Ma bardzo intensywną woń. Ale pyrazyna pozwala  biedronkom nie tylko odstraszać drapieżniki lecz także na gromadzenie się jesienią – jest sygnałem informującym o obecności innych biedronek. Zwołuja się zapachem. Nasze biedronki siedmiokropki też się zbijają „w stada”. Azjatka jest liczniejsza, dlatego jej skupiska są dla nas tak charakterystyczne i zwracamy na nie uwagę.

Pyrazyna jest wyczuwana przez błonkówki z rodziny męczelnikowatych (typowe parazytoidy). Na przykład taki Dinocampus coccinellae składa jajo w biedronce, a rozwijająca się larwa pożera biedronkę od środka. Wyjada gonady i ciało tłuszczowe a potem uszkadza układ nerwowy i paraliżuje biedronkę. Jeszcze żyje ale się nie może poruszyć. Nazwa męczelnikowatych jest jak najbardziej adekwatna.

U biedronek dwukropek zauważono swoistą „seksmisję”, to znaczy embriony samców zamierają w jajach. Biedronki (larwy) mają zwyczaj zjadać jaja. A że wylęgają się głównie samice to one zjadają owe nierozwinięte embriony męskie, zarażone chorobotwórczymi mikroorganizmami (bakterie zwane zabójcami samców). I zaraża się kolejne pokolenie, w rezultacie eksterminacja samców trwa w najlepsze. W antysamcowy spisek u owadów zamieszane jest niejaka Wolbachia.

Owady także mają swoje choroby weneryczne. Jakiż ten mikro świat podobny do naszego! U biedronek są to ektopasożytnicze grzyby z rodzaju Hesperomyces, przenoszone drogą płciową. I z samcem źle i bez samca jeszcze gorzej. Nawet biedronkowe życie jest ciężkie. Więc nie narzekajmy zbytrnio na swoje.

Przejdźmy do oczatki. Gdy w pod koniec kwietnia 2012 roku dyskutowałem ze studentami o ekologii człowieka i ekosystemie miasta, w czasie wykładu na trawniku przyleciała do nas biedronka oczatka. Być może swoją obecnością chciała się włączyć do dyskusji? A skoro biedronki głosu nie mają, warto za nią powiedzieć to, co być może mimochodem chciała przekazać. Biedronka oczatka (Anatis ocellata L.) jest największą europejską biedronką. Dorosły owad dochodzi do długości 9 mm, larwy są dwukrotnie dłuższe. Jest charakterystycznie ubarwiona – czarne plamy na czerwono-ceglastym tle są otoczone żółtym obramowaniem. Bardzo charakterystyczny jest także czarno-biały rysunek na przedpleczu. Czasem zdarzają się osobniki inaczej ubarwione – bez czarnych plam na pokrywach skrzydłowych (polimorfizm ubarwienia).

Oczatka jest gatunkiem leśnym (preferuje bory sosnowe), związanym z drzewami iglastymi. Jednak od jakiegoś czasu w miastach, w wyniku ogrodniczych nasadzeń, zwiększyła się liczba drzew iglastych. Na skutek tego do miasta zaczęły wnikać ptaki związane z drzewami iglastymi i oczywiście owady, czego oczatka jest przykładem. Obecność tej biedronki jest więc przykładem globalnych zmian synurbizacyjnych i uzależnionym od estetycznych gustów człowieka (pomińmy w tym uogólnieniu przykład biedronek z seksmisją). Jak by nie było człowiek jest w ekosystemie miasta gatunkiem zwornikowym.

Oczatka jest gatunkiem kosmopolitycznym, bytuje w lasach iglastych (głównie świerkowych) na całym świecie. Oczatka jest jak wiele biedronek drapieżnikiem, zjada się głównie mszyce (żywi się także czerwcami – chodzi o owady a nie miesiące). Drapieżne są postacie dorosłe (imago) jak i larwy. Ze względu na mszycożerność uważana jest za gatunek pożyteczny i z tego względu została introdukowana za oceanem, w Ameryce Północnej (tam jest gatunkiem obcym). Można powiedzieć, że przez aktywność człowieka stała się gatunkiem kosmopolitycznym. Pierwotnie występowała w Europie, na Kaukazie, Syberii i Japonii. Dzisiaj… nic nie jest już jak dawniej. U siebie widzimy inwazyjną i obcą biedronkę azjatycką, a nasze… porozwoziliśmy po świecie i inni mają też ewentualne kłopoty. Motywem była biologiczna walka z mszycami.

Oczatka zimuje gromadnie w ściółce iglastej. A jeśli w mieście wszystkie liście grabimy i nie zostawiamy niczego w spokoju, to gdzie mają zimować oczatki? Jeszcze raz więc apeluję o pozostawianie liści przynajmniej na części trawników (u mnie pod oknem kosiarze z grabiącymi od lat z trawnika robią klepisko… makabra dla dżdżownic i sześcionogów, szukających pożywienia i schronienia na zimę).

Wczesną wiosną samice składają jaja na igłach lub gałązkach drzew iglastych. Biedronki te spotkać można na świerkach, sosnach i modrzewiach. Mszyce bywają wykorzystywane przez mrówki, które zjadają spadź. A mrówki w obronie swojego „dojnego stadka” odpędzają inne małe drapieżniki. Oczatki jakoś sobie z tym problemem radzą. Bo i biedronki i mrówki wykorzystują mszyce, ale są to przykłady zupełnie różnych zależności międzygatunkowych. Konflikt interesów mrówek i oczatek jest ewidentny. Jak się więc bronią oczatki przed mrówkami? Po pierwsze biedronki wydzielają cuchnącą substancje (o których pisałem wyżej), co skutkuje nie tylko w stosunku do agresywnych mrówek ale i ptaków. Po drugie w obronie przez mrówkami oczatka po prostu chowa pod siebie odnóża, a ciało przylega do podłoża, tworząc prawdziwą twierdzę obronną. Opływowe kształty powodują, że taką przylegającą do podłoża biedronkę nie ma za co złapać, a żuwaczki mrówek nie są w stanie przegryźć chitynowego pancerza chrząszcza (bo biedronka jest przy okazji chrząszczem). Gdy wszystkie słabe punkty są ukryte i z zewnątrz pozostaje jedynie twardy chitynowy pancerzyk, mrówki nie mają żadnych szans.

Larwy oczatek żywią się głównie mszycami ochojnikowatymi z rodzaju Dreyfusia. Larwy mają brodawkowate wyrostki, pokryte włoskami. Żarłoczna oczatka w ciągu swojego larwalnego i dorosłego życia zjada do 2500 mszyc. Właśnie dzięki temu znalazła uznanie jako biologiczny środek do walki ze szkodnikami. Co prawda biedronki te zjadają także gąsienice motyli oraz larwy rośliniarek (owady z rzędu błonkówek), czasem są nawet kanibalami. Wiele oczatek ginie w lesie w tak zwanych opaskach łownych, służących do kontrolowania populacji brudnicy mniszki (Lymantria monacha) i barczatki sosnówki (Dendrolimus pini) – szkodników leśnych. Ale w miastach leśników nie ma, więc oczatki przynajmniej pod tym względem mają lżejsze życie.

Zwalnianie życia i odzyskiwanie przestrzeni publicznej, także w miasteczku akademickim, możliwe jest od zaraz. Wystarczy o tym nie tylko mówić, ale i podejmować, zwykłe, proste czynności. Jesienią nie namawiam do spotkań na trawniki, sugeruję kawiarnie. A przy okazji na butelkach możemy namalować kilka oczatek i biedronek siedmiokropek.

Czy biedronkę azjatycką wpuścić do domu?

biedronka_i_mszyceKilka dni temu pan redaktor zaprosił mnie do Radia Olsztyn bym udzielił odpowiedzi na pytanie, jakie przesłał im słuchacz. Chodziło o biedronki azjatyckie co na zimę pojawiają się w domu. Na wsi do domu ciągną myszy z pola. Prawidłowość znana od dawna. W mieście nie ma tego problemu bo otoczenie domów jest inne. Kontekst zmienia wiele. Nie wskakujemy na stołki ze strachu przed małymi gryzoniami ale boimy się biedronek. Każdy ma swojego zająca (nawiązując do klasyki bajek z morałem).

Współczesne nasze mieszkania są bardzo sterylne i mało w ich niestety zwierząt i innych organizmów. Badania medyczne ostatnich lat przekonują, że zbytnia sterylność bardziej szkodzi niż pomaga. System odpornościowy naszego organizmu musi się nauczyć poprawnie działać, w innym przypadku „wariuje” alergiami. Wspólnotowość widoczna jest także w teorii. W biologii coraz głośniej mówi się o hologenomie, wspólnotowości. A w praktyce codzienne sięgamy po probiotyki. Mamy w sobie co najmniej 1,5 kg bakterii… i bardzo dobrze, bo bez nich życie byłoby nie tylko smutne ale i niemożliwe. Tu mała dygresja skierowana do pań, walczących z nadwagą – spokojnie ze 2 kg można ująć z wagi, bo to przecież bakterie i jak ubrania nie musimy liczyć…

Ale i zwierzęta w domu mogą być pożyteczne. Ja pająków nie wyganiam. Dłużej przeżyją jedynie te synantropijne i semisynantropijne. Krzywdy mi nie robią, a komara czasem zjedzą (ku mojej radości spokojnego snu). Niech więc sobie mieszkają. W naszych domach nie ma już za bardzo szpar i niezaimpregnowanego drewna, gdzie mogłyby żyć różne chrząszcze, a owady chronić się na zimę. Biedronki i złotooki kryją się w szpary okien. Moje osy, co za oknem mieszkały (O osie dachowej, co za moim oknem mieszka), po przymrozkach zniknęły. Zapewne tylko zapłodnione samice gdzieś poszukały schronienia na zimę. Nikomu krzywdy nie zrobiły a przy śniadaniu było co oglądać (O trzmielówce co do gniazda os się wkrada).

Nie ma w mieście miejsc, gdzie mogłyby chronić się na zimę drobne zwierzęta. Tak jak budek lęgowych dla ptaków, tak i dla bezkręgowców potrzeba schronień w nowych miejskich blokowiskach. W części tę funkcję pełnią hotele dla owadów. Ale to za mało. Grabimy liście z trawników, wycinamy spróchniałe i stare drzewa, to gdzie mają się chronić owady i inne bezkręgowce? Zmuszone sytuacją przychodzą zmuszone do naszych domów.

Człowiek lubi kontakt z przyrodą i potrzebuje do życia kontaktu z roślinami i zwierzętami. Dlatego mamy w domach tyle kotów i psów (czasem trochę świnek morskich, rybek w akwarium i świerszczy w terrarium, a w zasadzie insektarium). Ale jest ich w mieście zbyt dużo – znaczy się kotów i psów. Stanowią obciążenie i dla nas i dla dzikiej przyrody. Taka biedronka, co schroni się w szparze okna, też jest zwierzątkiem sympatycznym. Można poobserwować, poznać cykl życiowy itd. A nie trzeba wyprowadzać na spacer i nie trzeba sprzątać biedronkowych kup z chodnika. Same korzyści. Dla komfortu mieszkańców warto stawiać na osiedlach estetyczne i trwałe karmniki dla ptaków, by ludzie mogli dokarmiać. Teraz i tak to robią, rzucając nieestetycznie chleb na prawnik. Przydałoby się więcej hoteli dla owadów i domków dla biedronek. I karmników dla dżdżownic. A to tego kompostowników na jesienne liście. Raz że przyjazne środowisku, dwa obniżają koszty utrzymania czystości, a po trzecie mają walory edukacyjne (przydomowy, miniogród zoologiczny). Można siąść z dzieckiem (albo i bez) na ławeczce i poobserwować. A potem wymienić się obserwacjami na Facebooku.

Wróćmy do biedronki azjatyckiej, co wzbudza przerażenie (więcej o biedronkach azjatyckich, gatunku inwazyjnym w tekście: O gruźlicy, malarii i inwazji krwiożerczych ninja na moim balkonie). Są rzeczywiście gatunkiem obcym i nowym w faunie Polski. W Olsztynie pojawiły się w 2010 roku, teraz jest ich bardzo dużo. Sam późnym latem tego roku obserwowałem masowe występowanie w pobliżu mojego domu (załączone zdjęcie wyżej). Zajadały sobie mszyce, licznie i masowo występujące na trzcinach i innych roślinach. Groźne dla człowieka nie są (i mszyce i biedronki). Więcej w tym nieuzasadnionego strachu, wynikającego z niewiedzy niż jakiegokolwiek zagrożenia.

Tak, biedronka azjatycka jest gatunkiem obcym i inwazyjnym. Dużo wcześniej występowała we wschodniej Ukrainie, ale do nas dotarła… z zachodu Europy. Tam z kolei dostała się z USA. Dlaczego dotarła do nas z zachodu mimo, że występowała na wschodzie? Bo po drodze „załapała” pasożyta – mikrosporidia. Teraz stanowią ich swoistą broń biologiczną. Biedronki azjatyckie przystosowały się do współżycia z własnym pasożytem. Ale gdy inna biedronka, np. nasza poczciwa siedmiokropka, zje jaja lub larwy biedronki azjatyckiej, do zdycha zatruta właśnie tymi mikrosporidiami. Przeciwnie, gdy biedronka azjatycka zje jaja lub larwy biedronki dwukropki czy siedmiokropki to ma się dobrze. Czyli sukces wynika ze wspólnotowości, z obecności innego gatunku, z cudzych genów. Biolodzy podadzą to jako przykład hologenomu. My możemy wyciągnąć inny dla siebie morał: że warto coś/kogoś mieć w sobie lub swoim sąsiedztwie. To daje przewagę ewolucyjną. Tak jak te pająki, co komary wyjadają. Albo małe gryzki co pleśń zjadają. Same korzyści.

Zatem … „biedronkę przytul zamiast psa”. Psów i kotów i tak jest zatrzęsienie. A biedronkami, motylami czy złotookami prawie nikt się nie opiekuje.

Wy profesory to macie niezdrową tendencję aby wszystko rozumem ogarnąć

rachynek_zeroA było to tak. Całkiem niedawno otrzymałem z firmy energetycznej Energa rachunek (załączony obok). Wielce zastanawiający, bo jak mnie pamięć nie myli kilka razy już coś podobnego w Internecie widziałem. Czyli nie tylko ja coś takiego, zagadkowego dostałem.

Bo oto dostaję do zapłaty rachunek opiewający na zero złotych. Czyli płacić czy nie płacić? I dlaczego firma wysyła taki z pozoru bezsensowny rachunek? Na dodatek zagadkowy jest okres rozliczeniowy, od 27 do 27 sierpnia. Czyli za jeden dzień… albo może za zero dnia? Jaki w tym sens jest? Z takim zapytaniem zwróciłem się do znajomych na Facebooku. Jeden z nich żartobliwie tak mi napisał: „Wy profesory to macie niezdrową tendencję aby wszystko rozumem ogarnąć.”

Taka to nasza profesja. Bo owszem, można wybrzydzać, że głupota. Ale może w tym jakiś sens jest? Może jakiś znak? Tak myślę, sobie, że to może przykład tego, jak sztuczna inteligencja przejmuje władzę na Ziemi. Lemowskie „Bajki robotów” się ziszczają. Trzeba chyba migiem do biblioteki iść, wypożyczyć i ponownie przeczytać.

Jedni znajomi radzili zapłacić. Ale jeśli wyślę przekaz na 0 zł, to opłacę w banku ze 30 gr za przelew. Może jest lepsze wyjście, 30 gr piechotą nie chodzi. Czyli może nie płacić, bo różnicy finansowej w zaległościach nie będzie? „Jak Pan nie opłaci to przyjdzie nota odsetkowa.”  No tak, brak wpłaty może generować konsekwencje. Zero złotych to przecież tez kwota i wartość (przynajmniej w ujęciu matematycznym – wymyślenie zera dużo w rachunkach na lepsze zmieniło i zdecydowało o postępie rachunkowości – tak wyczytałem w książkach historycznych). Znaczy się nie ma wyjścia… muszę zapłacić. Ale w umowie były okresy rozliczeniowe dwumiesięczne, a tu jest jednodniowy. Czyli niezgodnie z umową. To co, płacić?

Inny znajomy zaproponował (też w żartach) „No dobra, tym razem ja zapłacę, niech będzie moja strata.” Ale cudzych rachunków nie wolno płacić! Jeszcze Urząd Skarbowy, ABW, CBA itd. się do nas przyczepi i jakąś karę wlepi…. za nie zarejestrowanie działalności, umowy najmy czy cóś. I w telewizji nas pokażą, jak w kajdankach z domu wyprowadzają za nielegalne transakcje.

Życzliwość znajomych, gdy człowiek znajdzie się w biedzie, jest ogromna „Wezmę to na klatę, bom dobra dziewczynka jestem.”, a inny znajomy napisał „Zasponsoruję koszt wpłaty.” Ale taka społeczna życzliwość mogłaby się czymś niedobrym zakończyć. Wszyscy przez to pójdziemy do więzienia za nie zarejestrowanie spółki handlowej i nie odprowadzenia VATu ZUS i innych.

„A ja odsetki za nieterminową wpłatę”, „Nadpłatę możesz sobie wziąć”. My tu sobie żartujemy a sprawa jest poważna i niewyjaśniona. Kto i dlaczego taką sfinksową zagadkę podesłał? Człowiek czy maszyna? W sumie Energa ponosi koszty druku i wysyłki a przychód z tego ma zerowy. Najwyraźniej rachunek wygenerowany przez komputer. „A czy nie była przypadkiem zmieniana taryfa lub dokonywane inne zmiany w umowie?” Chyba była przedłużana umowa. Ale po co taki rachunek? Z drugiej strony nie ma informacji, że została zmieniona umowa. To jakiś szyfr? Sztuczna inteligencja przejmuje władzę nad ludzkością?

Moc obliczeniowa zintegrowanych komputerów i układów scalonych jest już ogromna. Może one żyją własnym życiem? I dla zabawy lub testu wystawiają zagadkowe rachunki. A człowiek już nad tym nie panuje, nie kontroluje wysyłanych pism? Maszyny i kalkulatory za nas nie myślą, wykonują tylko mechanicznie operacje.Bo jeśli zaczną za nas myśleć, to będzie chyba niedobrze…  A ileż takich bezmyślnych kalkulatorów/komputerów uruchomiliśmy w nadziei na wyręczenie nas w pracy. Sam się męczę z bezsensownymi sylabusami w systemie. W pracy wyręczają nas maszyny, więc brakuje nam ruchu i tyjemy na potęgę oraz chorujemy na cukrzycę. Czy podobnie jest z czynnościami umysłowymi – wyręczani przez komputery tracimy zdolność racjonalnego myślenia?

„System obsługujący naliczanie opłat jest inteligentny mądrością swoich twórców i projektantów. Ten jak widać, gotów jest na każdą ewentualność również tę absurdalną. Papieru tylko szkoda.” Tak, błędy w zaprogramowaniu algorytmu i systemy mszczą się na użytkownikach. „Widać „korpo” czyni z człowieka robota. Jak mawiał gazownik w Misiu „teraz mamy w pracy komputer …”. Czyli to korporacja czyni nas bezmyślnymi? Byle się w papierach zgadzało? Ważne jest dokumentowanie czynności a nie sens tych czynności? Jeśli tak, to wadliwe sylabusy są oznaka korporatyzacji uniwersytetów. Też niedobrze.

Skupiając się na szczegółach tracimy z punktu widzenia całość i cel. To jeden ze skutków korporacyjnego stylu. Z drugiej strony skoro Mars jest planetą, na której są (żyją?) same roboty, to może i w sztucznej inteligencji jest coś z Lemowskich Bajek robotów i kontynuacja ewolucji biologicznej? Przecież wg niektórych ewolucja zaczęła się na krzemowych minerałach….

„Wy profesory to macie niezdrową tendencję aby wszystko rozumem ogarnąć”… nie da się ukryć – tak jest. A na razie nie dostałem jeszcze ponaglenia do zapłaty i karnych odsetek. Ale liczę, że po opublikowaniu tego wpisu ów tajemniczy komputer przeczyta i jakiś kolejny znak da. Może ktoś dialog podejmie, albo usamodzielniająca się sztuczna inteligencja albo…. korporacja.

Wyzwolenie Olsztyna, którego nie było (krótka opowieść z morałem)

Kontekst wszystko zmienia, a przynajmniej dużo. Kiedyś, za PRLu było wyzwolenie Olsztyna. Teraz przypominany jest dramat ludności cywilnej Prus Wschodnich, gdy weszła Amia Czerwona, dramat Niemców, Warmiaków, Mazurów. Olsztyn był zdobyty, bo nie był częścią przedwojennej Polski. Reszta kraju była wyzwolona, bez względu jak odnosimy się do faktu, że to ZSRR na nas napadł 17 września 1939 r. Bo Wilno, gdy wkraczała armia niemiecka przepędzając Sowietów, czuło się wyzwalane. Nie wiedzieli jeszcze czym jest okupacja niemiecka a doznali już wielu krzywd od Sowietów. Moja mama, jako dziecko trzymane na rękach, witała Niemców kwiatami, a przynajmniej przyjaznym machaniem rąk. Przez bardzo krótki moment na Wileńszczyźnie poczuli się wyzwalani. Złudzenie szybko prysło.

Po II wojnie światowej, tereny napadnięte w 1939 r. przez Rosję, zostały poza granicami Polski. W granicach znalazły się tereny okupowane od początku przez faszystowskie Niemcy. Te w pełni można uznać za wyzwolone (a przynajmniej zastąpione znacznie łagodniejszą okupacją). Były też tereny zdobyte (tak jak Warmia i Mazury) i przekazane Polsce, jako swoista rekompensata za ziemie zagarnięte przez ZSRR i swoiste reparacje wojenne. Ideologicznie było jednak podkreślane jako wyzwolenie i „powrót do macierzy” po utracie przed wiekami.

Dramat ludności cywilnej wcale nie był przypadkowy. Po ludzku możemy współczuć ale sami sobie byli winni (tego aspektu dotyczy morał dla współczesnych, także i Polaków). Mieszkańcy Prus Wschodnich z dużą akceptacją wybrali Hitlera (w niektórych rejonach nawet ponad 80% poparcia!)a w czasie wojny korzystali z niewolniczej pracy podbitych narodów, także w formie pracy przymusowej (wielu Polaków było tu na robotach). „Wyzwolenie” było zemstą, w wykonaniu głównie Armii Czerwonej, ale potem był szaber i niechęć do Warmiaków, wynikający z lat okupacji i doznanych krzywd (krzywd doznali także i zupełnie niewinni). Wielu zostało w miejscach, gdzie byli na robotach. Ten kontekst zmienia sporo. Bo piszę o przypadkowych kosztach i zbiorowej, wieloletniej odpowiedzialności zbiorowej. Nie wystarczy więc stać z boku i nie uczestniczyć w zbrodni. Lub zwykłej niegodziwości. Kiedy przyjdzie burza, wszyscy zmokną, także ci zupełnie niewinni…

Obecnie Rosja, putinowska, imperialna i agresywna, zagraża narodom Europy. Wojna już od ponad roku toczy się na wschodniej Ukrainie, a może rozprzestrzenić się na inne kraje (teraz doszła i do Syrii). Cokolwiek dalej się wydarzy, winni są Rosjanie, nawet ci milczący. Oby nie ponieśli takich kosztów jak ludność Prus Wschodnich, która upatrywała w Hitlerze szansy na rozwój gospodarczy, dumę i sukces. Niemcy gorzko zapłacili za imperializm, agresję i zbrodnie. Stracili ponad 10 milionów własnych obywateli, stracili sporo terytoriów, przez dziesięciolecia byli okupowani (NRD). I przez wiele lat musieli obnosić się ze stygmatem zbrodniarzy i ludobójców.

Historia zawsze odczytywana jest w kontekście czasu i miejsca. Jakkolwiek byśmy nie wartościowali przepędzenia większych zbrodniarzy (faszystowskie Niemcy), to Olsztyn nie był wyzwolony. Był zdobyty i przekazany Polsce. Możemy to świętować lub tylko wspominać. Natomiast wszelkie zbrodnie należy nazywać po imieniu. Niech będą przestrogą dla przyszłości i dla nas samych. Tu morał zasygnalizowany kieruję do nas samych, Polaków…

Nie ma już potrzeby fałszowania historii, np. generała Czerniachowskiego. Pomniki złej chwały można zlikwidować (i stało się tak na szczęście), a jak Rosjanie chcą, to niech zabierają do siebie. Ten generał zginął u nas zastrzelony przez własnych żołnierzy (wcześniej generał zastrzelił pomniejszego dowódcę, bo jadąca kolumna czołgów nie zrobiła miejsca do swobodnego przejazdu dla generała w limuzynie).

Chwalmy bohaterów, wspominajmy ofiary, nazywajmy zbrodniarzy po imieniu, ani nie umniejszając ani powiększając ich roli w tamtych czasach. I ich współczesnego znaczenia dla nacjonalizmów i fałszywych imperializmów. Demony wojny obudziły się w Europie a popularność zyskują demagodzy zapatrzeni w kult siły…. Nie dajmy się uwieść piewcom wątpliwej dumy i wielkości.

Inauguracja kawiarni naukowej w Barczewie

kawiarnia_barczewoOlsztyńska Kawiarnia Naukowa nieformalnego Klubu Profesorów Collegium Copernicanum funkcjonuje w Olsztynie już od wielu lat. Z okresami intensywniejszych lub mniej intensywnych okresów aktywności. Przenosząc się „pod chmurkę” lub pod gruszę nawiązujemy przecież do starożytnych tradycji … akademii w gaju oliwnym. Kawiarnia naukowa na trawniku w rytmie slow life już kilkakrotnie zafunkcjonowała zarówno w Kortowie jak i kilku miejscach w Olsztynie, w szczególności w Parku Centralnym.

W kawiarni naukowej punktów do kariery nikt nie przyznaje. Motywem jest więc tylko chęć poznania, dyskutowania, rozważania. Bez instytucjonalnego wyścigu szczurów i robienia kolejnych stopni w karierze akademickiej. Wobec wiedzy i ciekawości wszyscy jesteśmy równi.

Popularyzacja nauki (a w zasadzie nowoczesne upowszechnianie wyników badań naukowych) w Polsce jest wciąż nie tak powszechna i łatwo dostępna, zwłaszcza na prowincji. Nie mamy Centrum Nauki Kopernik, swojego Hyde Parku, ani Central Parku… niech więc będzie dowolny park w Olsztynie. Albo miasteczko cittaslow, takie jak Barczewo. Ostatnie kilkanaście lat to dynamiczny rozwój przenajróżniejszych uniwersytetów trzeciego wieku. Są już praktycznie w każdym miasteczku. Kawiarnia naukowa nawiązuje do tej idei kształcenia ustawicznego, jest jedynie mniejsza organizacyjnie formą.

Latem spotykaliśmy się w olsztyńskim Parku Centralnymi, na trawie (więcej na Facebooku) by przy grze w szachy, słuchaniu muzyki, przenośnej półce bookcorssingowej porozmawiać o bioróżnorodności w mieście, o dziedzictwie kulturowym i przyrodniczym regionu, o synantropizacji i ekologii człowieka. Porozmawiać o czymkolwiek, co ma związek z faktami, nauką i życiem codziennym we współczesnym mieście. O chwastach, które da się zjeść i owadach, które można spotkać nad Łyną. O malowaniu, szkicowaniu i szyciu sztuki. O historii wykorzystania Łyny itd. Będziemy grać w warcaby, malować, rozmawiać. Aby w spokojnej dyskusji, jak w chasydzkiej opowieści, gdzie za pomocą drobiazgu, tłumaczyć sprawy najważniejsze.

A gdy aura jesienna, dni chłodne i dżdżyste, trzeba się schronić pod życzliwy dach. Jak ślimak do swojej muszli. Na dodatek inauguracja kawiarni naukowej w Barczewie odbywa się w międzynarodowym Tygodniu Otwartej Nauki, co jeszcze bardziej symbolicznie oddaje ducha spotkań w kawiarniach naukowych.

Idea otwartości nauki bardzo ściśle łączy się ze wszystkimi formami współpracy, jakie mogą wpłynąć na wzrost potencjału nauki. Tegoroczny temat, zaproponowany przez Koalicję Otwartej Edukacji (KOED), ma zaakcentować, że otwarty dostęp do treści naukowych tworzy nowe drogi do współpracy, między naukowcami, którzy udostępniają wyniki swoich badań, a wszystkimi potencjalnymi współpracownikami w nauce, biznesie czy organizacjach pozarządowych. Moim zdaniem sprzyjać będzie transferowi innowacyjności z uniwersytetu do regionu. Otwarta nauka to nie tylko internetowe zasoby open source, to także bezpośrednie spotkania. Otwierając zasoby nauki trzeba rozmawiać i współpracować nie tylko z naukowcami, wydawcami, ale i decydentami, instytucjami finansującymi, studentami, a także z przedsiębiorcami, ponieważ dla każdej z tych grup otwartość nauki oraz dostęp do wiedzy naukowej są ważne i mogą zmienić środowisko ich pracy. Nie chcemy zapominać o tak zwanej prowincji i obecnym tam kapitale ludzkim. Bez współpracy nie byłoby otwartości i odwrotnie. Więcej informacji: http://uwolnijnauke.pl/vi-tydzien-otwartej-nauki-w-polsce/

Kawiarnia naukowa, rozwijająca się od lat w Olsztynie z inicjatywy Collegium Copernicanum, to łączenie nauki akademickiej z lokalnymi pasjonatami wiedzy. Naukowcy z UWM oraz pozaakademiccy badacze lokalnej historii, przyrody i wszystkiego tego, co zaciekawia. Poznawać świąt i dzielić się wiedzą – to nas inspiruje i spaja. Miejsce na spotkanie może być dowolne. Naukowcem się bywa… wtedy gdy się poszukuje.

W barczewskiej kawiarni naukowej chcemy zorganizować cykl wykładów o popularnym charakterze i w przystępnej formie, dotyczący różnych problemów naukowych ze szczególnym uwzględnieniem przyrody Warmii i wzajemnego uwarunkowania człowieka i środowiska, przyrody i kultury w szerokim sensie, nawiązujący do idei cittaslow oraz do doświadczeń kameralnych spotkań z nauką i naukowcami nieformalnego klubu profesorów Collegium Copernicanum (regularne spotkania od 2009 roku, w tym poza Olsztynem, ale sama kawiarnia zaistniała pod koniec XX w.). Warmia – a w tym przypadku Barczewo, jako jedno z miast cittaslow – może być postrzegana jako miejsce, gdzie w ciągu całego roku, niezależnie od pory roku i pogody, znaleźć można miejsca spokojnego życia i dobrych warunków do pracy i inspiracji. Wykłady – nawiązujące do idei cittaslow i jakości życia – byłyby tylko elementem aktywizowania społeczności lokalnych. Integralną częścią spotkań w kawiarni naukowej byłby mini-koncert fortepianowy. Uzupełnieniem wykładów mogą być mini-projekty i różnorodne warsztaty oraz pokazy.

Kawiarnia naukowa odbywać się będzie pod patronatem Centrum Badań nad Dziedzictwem Kulturowym i Przyrodniczym UWM w Olsztynie oraz Collegium Copernicanum. Na jedno z kolejnych spotkań zaplanowany jest wykład pt. „Naukowa opowieść o urokliwym życiu ślimaków”. Ślimak połączy tematykę ściśle przyrodnicza z idea cittaslow. Spotkania planujemy z częstością raz w miesiącu.

Zapraszam na spotkanie i do współpracy. Współpraca uniwersytetu z regionem nie jest jedynie czczą gadaniną. Pomysłów na transfer innowacyjności jest więcej.

Z okazji Dnia Edukacji Narodowej

12132414_10206854534355269_2924545404383907728_oZ okazji Dnia Edukacji Narodowej przesyłam wszystkim edukatorom, nauczycielom i nauczniom życzenia wytrwałości w realizacji misji i nie uleganie procesom ilościowej korporatyzacji. By nam się chciało chcieć kształcić i wychowywać… cudzie dzieci.

Jeśli chcemy być bardziej produktywni, innowacyjni i konkurencyjni w skali międzynarodowej, zarówno jako kraj, jak i społeczeństwo, musimy mieć więcej kapitału moralnego (zachowań etycznych), kapitału społecznego (lojalności, zaufania, współpracy) i kapitału kreatywności (zdolności do kwestionowania tego, co jest i wymyślania nowego) – uważa Jan Szomburg, organizator Kongresu Obywatelskiego.” (czytaj całość).