Coś na Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu

„Wszystkiego na świecie jest coraz więcej. Przede wszystkim jest coraz więcej ludzi. Ale też coraz więcej samochodów.”

R. Kapuściński

Ja uzupełniłbym, że coraz więcej także informacji, które jak śmietnik nas zalewają. Przede wszystkim złych i toksycznych informacji i plotek. Media lubią krwiste mięso, bo to ponoć lubią odbiorcy. Ze środków społecznego przekazu zamieniają się w kroniką wypadków, pomówień i kto kogo bardziej obraził. W tak dużej dawce jest to toksyczne.

Bo dzisiaj – 24 stycznia – jest właśnie dzień "mediów", czwartej władzy. Na szczęście dzięki internetowi i zupełnie nowym możliwościom nie jestesmy skazania na medialną bijatykę i makabreskę. Można zagłosować "nogami", zmeniając stację, adres czy autora.

Koło południa powspominam przed mikrofonem w Radiu Planeta  11 (czylu UWM FM w bibliotece Planeta 11). Będzie coś o Emitorze w domu stodenckim, dawno, dawno temu i o tym dlaczego wolontariat ma większy sens niż studiowanie drugiego kierunku.

O umiejętności współpracy czyli Europejski Rok Wolontariatu

Celem "świąt" takich jak Dzień Kobiet, Rok Bioróżnorodności czy Europejski Rok Wolontariatu (ten właśnie się zaczął) jest przede wszystkim zwrócenie uwagi i skłonienie do reflekcji.

W naszym kraju i regionie (jak i w wielu grupach ludzkich, w pracy, w samorządzie itd.) cierpimy dla brak zauwania społecznego. Nie ufamy sobie bo… brak nam umiejętności empatii, umiejętności słuchania i umiejętności dyskutowania. Zamiast rozwiązywać problem skaczemy sobie do oczu jak walczące koguty, nieustannie rozstrzygając, kto jest ważniejszy. Wrzask, pisk i pióra lecą…

Przypominają mi się stare badania nad mlecznością krów. Otóż dawno już temu naukowcy zauważyli, że mleczność krów nieco spada, gdy stado jest zbyt liczne (powyżej  40 osobników). Po dokładniejszym przeanalizowaniu problemu okazało się, że w zbyt dużym stadzie, krowy nieustannie prowadzą przepychanki, ustalają która z nich jest ważniejsza (bo myślą że spotykają innego osobnika po raz pierszy). Ta tracona energia powodowała nieznaczną stratę mleczności. Wyciągnięto wniosek, że krowy nie są w stanie zapamiętać i rozpoznać więcej niż 40 innych krów. W mniejszym stadzie krowy się znają i pamietają. Po pierwszej przepychance Krasula już wie, że musi ustąpić Bukiecie ale Łaciatej nie. Więcej energi "idzie w mleko".

W odniesieniu do relacji społecznych – te nieustanne wojny i rywalizacje również marnują potencjał ludzki. Unia Europejska mocno akcentuje kapitał ludzki. To właśnie na ten aspekt chce zwrócić naszą uwagę w postaci Europejskiego Roku Wolontariatu (2011). Nie tylko wiedza w sensie informacji i IQ, ale i umiejętność współracy i EQ (inteligencja emocjonalna).

To wielkie zadanie dla szkół i uniwersytetu: aby uczyć tego co ważne i niezbędne w społeczeństwie. Po co "wkładać" do głów studentów mnóstwo szczególików (i tak łatwo je samemu znaleźć w dowolnym czasie i miejscu), skoro nie potrafią współpracować, a więc i wykorzystać tej wiedzy? Po co studenci mają studiować drugi kierunek (równolegle lub po skończeniu pierwszego), jeśli nie nabierają doświadczenia. Kolekcjonowanie dyplomów niewiele pomaga w zdobyciu niezbędnego doświadczenia także w zakresie współpracy i współdziałania. Lepiej jest tworzyć dogodne warunki do samorozwoju w miasteczku uniwersyteckim i namawiać do wolontariatu. To nie wymaga ani dodatkowych nakładów, regulacji legislacyjnych i zmian programu studiów. Wymaga tylko zmiany sposobu myślenia… a o to może najtrudniej…

Na koniec krótki cytat z najnowszego Tygodnika Powszechnego:

"Do czego (…) wychowujemy nasze dzieci? Do wspołdziałania, do solidarności? Czy do konkurencji, sukcesu indywidualnego, sukcesu rodziny [w sensie nepotyzmu -S.Cz.]"?

Wojciech Bonowicz

I jeszcze jeden fragment z artykułu Jakuba Wygnańskiego (Znak, styczeń 2011):

"Chodzi o takie reguły, zgodnie z którymi ludzie, rozmawiając ze sobą, po prostu starają się zrozumieć swoje punkty widzenia, a nie permanentnie ustalać hierarchie między sobą."

Krowy tracą mleczność a ludzie – w tym ciągłych walkach – tracą społeczną zdolność rozwoju i zaufanie. Bez zaufania nie da się współpracować, tracąc czas na wymyślanie coraz to bardziej karkołonych "spisków".

Butelka, afrodyzjak i kontemplacja studencka w czasie sesji

kandarydyna

Majka lekarska czyli pryszczel, dawniej znana pod nazwą mucha hiszpańska. Jej właściwości medyczne znane były na pewno w Średniowieczu a być może i w starożytności. To taki ludowy afrodyzjak. Wszystko za sprawą kantarydyny, zawartej w ciele tych chrząszczy. Dawniej owady te wraz z kantarydyną wykorzystywano do przyrządzania napojów miłosnych (często z ubocznymi skutkami) albo napojów trujących. Współczesne medycyna wskazuje na dużą szkodliwość kantarydyny w spożyciu doustnym, ale bywa wykorzystywana do okładów rozgrzewających. Bioróżnorodność nie jedno ma imię.

Zakończyła się moja okołonoworoczna sesja malarska – trzeba wracać do intensywnej pracy dydaktycznej i naukowej. Artystyczny relaks zregenerował mnie psychicznie. To była moja w pewnym sensie medytacja. Na pamiątkę butelka z majką lekarską.

„Medytacja w naturalny sposób związana jest z lekturą. Nie zawsze mamy umysł tak twórczy, by medytować bez pomocy tekstu. Myśl trzeba zapładniać nowymi treściami.”

Michał Heller

Myśl zapładniać można i poprzez różnorodne kreacje artystyczne, nawet te najprostsze. Lektura jako medytacja to nie tylko przyswajanie wiedzy (treści) , ale także uzupełnianie własną refleksją.

Wiedza ma charakter systemowej całości, zarówno ta indywidualna jak ta ogólnoludzka. W czasie sesji na swój sposób studenci … medytują: dodają do swojego systemu wiedzy nowe informacje, modyfikują je, przetwarzają. Bowiem wiedza jako system musi być coraz bardziej spójna. A majka lekarska z kantarydyną, namalowana na butelce (recykling i reusing), niech pobudza miłość… do wiedzy. Przyda się na egzaminie jednym i drugim.

Walizka z decu już spakowana

Decoupgage w kawiarni? A czemu nie. Akcja Kulturki WwW (wystawa w witrynie) jakoś słabo się rozkręcała. W ramach kameralnych spotkań z nauką i naukowcami 12 lutego zaplanowane jest spotkanie z dekupażystkami z Elbląga (czytaj więcej). Spotkania w kawiarni naukowej są wyrazem praktycznego realizowania globlokalizmu (trudne słowo, ale to nic) oraz filozofii praktycznej w odzyskiwaniu przestrzeni publicznej. Małymi kroczkami daleko można zajść.

A i ja przy okazji poćwiczę. Bo decoupage bardzo mnie kusi, a na dodatek jest sposobem na przywracanie wartości rzeczom „wyrzuconym”. Znakomicie nawiązuje do zasady 3 razu U (unikaj kupowania rzeczy zbędnych, użyj jeszcze raz, utylizuj). Ochrona przyrody i środowiska  to przede wszystkim zmiana sposobu myślenia i zmiana postaw konsumenckich.

A na zdjęciu wyżej walizka niemalże gotowa do wyjazdu do Olsztyna. Cudeńka.

Nowy telefon a studencki problem drugiego kierunku

Niechętnie ale wymieniłem telefon komórkowy. Pierwszy problem to to, że trzeba znowu się uczyć obsługi i zupełnie nowych funkcji! Za szybko świat wokół nas się zmienia. Ale nie ma rady.

Kiedy ponad 5 lat temu zaczynałem pisać tego bloga (ten blog?), to był to eksperyment. Taka forma okazała się wygodniejsza od typowej strony www. Bowiem nie trzeba panować nad formatowaniem oraz można pisać z dowolnego miejsca i dowolnego komputera – nie trzeba wozić wszystkiego ze sobą. Dzisiaj sprawdzam, jak to można pisać bloga z wykorzystaniem poczty elektronicznej. A to tylko trening, zanim zacznę dokonywać wpisów telefonem komórkowym. Z wiekiem uczenie się przychodzi coraz trudniej… Ale nie ma innego wyjścia. Trzeba tylko wyważyć, aby uczenie się nowości nie przerastało funkcjonalności, czyli użytkowania tej wiedzy. Bo po co uczyć się nowych umiejętności… jeśli miałoby się ich nie wykorzystać? Byłby to zbędny wysiłek i zbędna inwestycja.

Przed podobnymi dylematami stoją studenci, którzy chcą studiować drugi (kolejny) kierunek studiów lub absolwenci zapisujący się na kolejne studia podyplomowe.

Próbuję więc. Może po tych własnych, bolesnych doświadczeniach lepiej będę rozumiał studentów i ich dylematy oraz lepiej będę umiał im doradzić (oraz lepiej zorganizować zajęcia dydaktyczne).

 

ps. za trzecim razem się udało. Okazało się, że z uczelnianego konta się nie da, bo serwer zatrzymuje. Próbowałem z innego, i udało się. Ale i tak zostają "śmieci" w postaci generowanego automatycznie komunikatu programu antywirusowego. Usunąłem ręcznie, przy okazji dodając tę uwagę.

O nauce, jako procesie społecznym, łańcuchu zazębiających się ogniw

„Niekiedy słyszy się głosy, że wszystkich „przeciętniaków” należy odseparować od uprawiania nauki. Nawet gdyby to było wykonalne, byłoby to szkodliwe. W nauce jest do wykonania wiele roboty, do której nie potrzeba geniuszu, lecz tylko dobrego przygotowania i pracowitości. (…) Praca wielu przeciętnych, ale odpowiedzialnych naukowców jest niezbędna do tego, aby wyprodukować jednego geniusza. Potem przeciętni mają udział w jego sukcesach.”

Michał Heller

Nauka (instytucjonalne badanie świata) jest procesem społecznym, łańcuchem zazębiających się ogniw. Amerykanie odnoszą największe sukcesy, ale Amerykanie uczą się pracy zespołowej, współdziałania, wspierania się. U nas jest chyba jeszcze zbyt dużo egoistycznego indywidualizmu, chęci dorabiania się. Może to ciągnący się za nami syndrom biedy?

Te Ara czyli o związkach bioróżnorodności i wielokulturowości

Sesja_naukowa_plakat

Co wspólnego ma biolog z Olsztyna z wystawą etnograficzną i kulturą Maorysów? W globalnej wiosce wszystko jest możliwe. Mój głos w czasie sesji naukowej w Warszawie dotyczył będzie bioróżnorodności, gatunków obcych oraz ochronie różnorodności biologicznej i różnorodności kulturowej.

Warto dodać, że wystawa miała swoją europejską prapremierę w Olsztynie :).

Uczeni, rzemieślnicy i wielkie idee czyli o budowaniu olsztyńskiego uniwersytetu

„Nowe wielkie idee powstają zawsze we wnętrzu jednego człowieka, z jego pasji, przemyśleń, wielu osobistych kryzysów. Mimo twardych reguł konkurencji uprawianie nauki nie przestało być sprawą egzystencjalną, sprawą sięgającą samych trzewi ludzkiej osobowości.”

„Uczonym jest tylko ten, kto naukę traktuje jako życiowe powołanie. Względy koniunkturalne muszą być wtórne; trzeba się z nimi liczyć – życie bywa brutalne – ale nie można im pozwolić, by zapanowały nad wszystkim.”

Michał Heller „Jak być uczonym” Wyd. Znak, Kraków 2009 r.

Oprócz uczonych sensu stricto są i rzemieślnicy. Ich jest zdecydowanie najwięcej. I oni są bardzo potrzebni. Ale o sukcesach decyduje umiejętność pracy zespołowej (a nie pracy w grupie, obok siebie). Zatem w systemie kształcenia nieodzowne jest zwracanie uwagi na inteligencję emocjonalną a nie tylko IQ.

Mamy już dobre laboratoria, nowocześnie wyposażone. Mamy wielu zdolnych i ambitnych naukowców w Olsztynie. Trzeba jeszcze tylko – tak sadzę – nauczyć się pracować zespołowo z nastawieniem na cel. Za nami ciągnie się trudna historia i nie takie łatwe do wykorzenienia nawyki. Ale nie od razu Kraków zbudowano :).

Nieżłop i wywłoka czyli rzecz o… entomologii

Nieżłop, wywłoka i temu podobne słowa kojarzą się nam z jakimś ulicznym złorzeczeniem ( w jakimś sensie wykwintnie poetyckim a nie jakimś ordynarnym na ch i na k i na j). Ale ja nie będę pisał o awanturach i wyzwiskach. Te urocze słowa to nazwy gatunkowe owadów. Ileż trzeba mieć fantazji, aby nadawać takie nazwy owadom?

Jeśli patrzymy na nazwy łacińskie (a najczęściej łaciny nie znamy), to wydają się nam poważne, dostojne, bo są ciągiem tajemniczych i niezrozumiałych znaków. Ale dla ogromnej liczby gatunków nawet łacina okazała się za uboga. Wprowadzano nazwiska lub nawet najdziwniejsze słowa. Bo dla wszystkich innych nazwa rodzajowa Dziwneono brzmi tak samo enigmatycznie jak i inne łacińskie słowa. Ale dla Polaków? Akurat Polka nadała tę nazwę australijskim pluskwiakom. Bo dziwne one były :).

Więcej rozumiemy z polskich nazw gatunkowych. I to one właśnie nas zadziwiają, te wywłoki, nieżłopy, zwieski okienne, kobyliczki pniowe, kosmarki, wieszczyce (kto zgadnie, które z nich to chruściki?) i tysiące innych.

Nieżłop nakwietny to muchówka o łacińskiej nazwie Pipiza quadrimaculata, z rodziny bzygowatych. Dorosłe spotkać można na kwiatach, co wyjaśnia drugi człon nazwy. Ale dlaczego nieżłop? Czego i dlaczego muchówka ta nie żłopie? Larwy żyją w wodach zanieczyszczonych, w tym wodach (?) kloacznych. Pić czy żłopać tego się nie da. A przynajmniej nam się tak wydaje. Może autor nazwy zawarł jakąś przestrogę?

kaluznicaZ kolei wywłoka rdzawonoga jest chrząszczem z rodziny kałużnicowatych, jej łacińska nazwa to Hydrobius fuscipes. Ten mały chrząszcz żyje w silnie zarośniętych wodach stojących. W uproszczeniu można byłoby powiedzieć, że w kałużach jak na kałużnicowate przystało.

Nieżłop i wywłoka to pospolite gatunki. Kiedy zmieni się nam język codzienny, kiedy zapomnimy co to znaczy żłopać lub jakimi cechami odznacza się wywłoka, to przynajmniej w nazwach gatunkowych słowa te ocaleją.

Społeczeństwo obywatelskie i renaturyzacja wód

Ranaturyzacja to działania zmierzające do przywrócenia "naturalnych" warunków w przyrodzie. Dawniej zmeliorowane rzeki obecnie przywracane są do „stanu poprzedniego”. Przyczyną takiego obrotu sprawy jest z jednej strony chęć ochrony przyrody z drugiej… ekonomia. Bo na przykład po co budować za wielkie pieniądze zbiorniki zaporowe, jeśli do tego samego celu nadają się doliny zalewowe dużych rzek? Zatem z ekonomicznego punktu wiedzenia i potrzeby ochrony przeciwpowodziowej, wykorzystuje się procesy przyrodnicze. Sam uczestniczę w badaniach skuteczności takich metod. Wcześniej w przypadku rekultywacji jezior zdegradowanych (np. Jezioro Długie w Olsztynie, czy Jeziorak Mały w Iławie), a teraz w przypadku renaturyzacji rzek Pomorza. Ale to są działania instytucjonalne i naukowe. List jaki otrzymałem (podobnych otrzymuję więcej) jest dowodem na to, że stajemy się coraz bardziej społeczeństwem obywatelskich. Zamiast narzekać i wskazywać, kto ma cos nam zrobić, sami bierzemy sprawy w swoje ręce. To bardzo budujące.

(…) Mam 62 lata. (…) Przyrodą interesuje się od dzieciństwa, ale nie jestem leśnikiem, choć chciałem nim być. I – jak się później okazało – dobrze się stało. Wybrałem studia rolnicze na SGGW i je ukończyłem. Przyroda jest nadal moją pasją, (..) . Chyba inaczej być nie mogło, kiedy mój rodzinny dom otaczały łąki, strumyki odprowadzające wodę ze źródlisk i meandrujące przez olszyny (obecnie rów i przesuszone łęgi) w których to wiosną śpiewały ptaki.

W latach sześćdziesiątych minionego wieku strumyki zamieniono w rowy melioracyjny, a w 1997 r. do jednego z rowów, w jego źródlisko, wprowadzono wody pościekowe z gminnej oczyszczalni ścieków (..). To spowodowało dalszą degradację siedlisk wodnych (..), czego dowodem są nagromadzone osady pościekowe, w których żyją rureczniki (zdjęcie w załączniku). A kiedyś, przed wprowadzeniem wód pościekowych, nie było rureczników, bo woda była tak czysta, że można było ją pić, a teraz nie ma takich ryb jak cierniki, kozy i owadów żyjących w wodzie. Ze łzami w oczach wspominam te ozdoby krajobrazu – meandrujące strumyki z kryształową wodą i bogatym życiem.

Teraz mam nadzieję, że będzie można, przywrócić to piękno, skoro można otrzymać pieniądze na renaturyzację i poprawę czystości cieków. Mam tu na myśli przywrócenie meandrów i skierowanie wód pościekowych, rurociągiem lub drenem poprowadzonym w ziemi, do rowu melioracyjnego oddalonego o około 1km od oczyszczalni. Dodam jeszcze, że ten ciek i jego dopływ, płyną przez olszyny mego brata i trzech sąsiadów. Wobec powyższego proszę o poradę.

Z poważaniem K. P."