Celem "świąt" takich jak Dzień Kobiet, Rok Bioróżnorodności czy Europejski Rok Wolontariatu (ten właśnie się zaczął) jest przede wszystkim zwrócenie uwagi i skłonienie do reflekcji.
W naszym kraju i regionie (jak i w wielu grupach ludzkich, w pracy, w samorządzie itd.) cierpimy dla brak zauwania społecznego. Nie ufamy sobie bo… brak nam umiejętności empatii, umiejętności słuchania i umiejętności dyskutowania. Zamiast rozwiązywać problem skaczemy sobie do oczu jak walczące koguty, nieustannie rozstrzygając, kto jest ważniejszy. Wrzask, pisk i pióra lecą…
Przypominają mi się stare badania nad mlecznością krów. Otóż dawno już temu naukowcy zauważyli, że mleczność krów nieco spada, gdy stado jest zbyt liczne (powyżej 40 osobników). Po dokładniejszym przeanalizowaniu problemu okazało się, że w zbyt dużym stadzie, krowy nieustannie prowadzą przepychanki, ustalają która z nich jest ważniejsza (bo myślą że spotykają innego osobnika po raz pierszy). Ta tracona energia powodowała nieznaczną stratę mleczności. Wyciągnięto wniosek, że krowy nie są w stanie zapamiętać i rozpoznać więcej niż 40 innych krów. W mniejszym stadzie krowy się znają i pamietają. Po pierwszej przepychance Krasula już wie, że musi ustąpić Bukiecie ale Łaciatej nie. Więcej energi "idzie w mleko".
W odniesieniu do relacji społecznych – te nieustanne wojny i rywalizacje również marnują potencjał ludzki. Unia Europejska mocno akcentuje kapitał ludzki. To właśnie na ten aspekt chce zwrócić naszą uwagę w postaci Europejskiego Roku Wolontariatu (2011). Nie tylko wiedza w sensie informacji i IQ, ale i umiejętność współracy i EQ (inteligencja emocjonalna).
To wielkie zadanie dla szkół i uniwersytetu: aby uczyć tego co ważne i niezbędne w społeczeństwie. Po co "wkładać" do głów studentów mnóstwo szczególików (i tak łatwo je samemu znaleźć w dowolnym czasie i miejscu), skoro nie potrafią współpracować, a więc i wykorzystać tej wiedzy? Po co studenci mają studiować drugi kierunek (równolegle lub po skończeniu pierwszego), jeśli nie nabierają doświadczenia. Kolekcjonowanie dyplomów niewiele pomaga w zdobyciu niezbędnego doświadczenia także w zakresie współpracy i współdziałania. Lepiej jest tworzyć dogodne warunki do samorozwoju w miasteczku uniwersyteckim i namawiać do wolontariatu. To nie wymaga ani dodatkowych nakładów, regulacji legislacyjnych i zmian programu studiów. Wymaga tylko zmiany sposobu myślenia… a o to może najtrudniej…
Na koniec krótki cytat z najnowszego Tygodnika Powszechnego:
"Do czego (…) wychowujemy nasze dzieci? Do wspołdziałania, do solidarności? Czy do konkurencji, sukcesu indywidualnego, sukcesu rodziny [w sensie nepotyzmu -S.Cz.]"?
Wojciech Bonowicz
I jeszcze jeden fragment z artykułu Jakuba Wygnańskiego (Znak, styczeń 2011):
"Chodzi o takie reguły, zgodnie z którymi ludzie, rozmawiając ze sobą, po prostu starają się zrozumieć swoje punkty widzenia, a nie permanentnie ustalać hierarchie między sobą."
Krowy tracą mleczność a ludzie – w tym ciągłych walkach – tracą społeczną zdolność rozwoju i zaufanie. Bez zaufania nie da się współpracować, tracąc czas na wymyślanie coraz to bardziej karkołonych "spisków".