Rodzinnymi poszukiwaniami genealogiczymi zająłem się, gdy urodził się mój syn. Wtedy do książki pamiątkowej wpisaliśmy rodziców i dziadków nowonarodzonego. A dalej? Tak zaczęły się wieloletnie poszukiwania, spotkania rodzinne, wypytywania, przeszukiwania archiwów. I trwa nadal. Doszukałem się swoich przydków aż do średniowiecza a przy okazji zorganizowaliśmy kilka zjazdów rodu Czachorowskich (w te wakacje narodził się pomysł przyszłorocznego zjazdu rodziny po kądzieli… na Białorusi, aby tam mieszkającym Kresowiakom było łatwiej organizacyjnie i finansowo się spotkać). Po umieszczeniu części danych w internetowych, genealogicznych bazach danych odezwali się dalecy kuzyni z wielu zakątków Polski, Europy i świata. Z dawnej i współczesnej emigracji. Internet zbliża :).
Żeby zrozumieć historię i przemiany swoich przodków zacząłem czytać różnorodne opracowania historyczne. Tak na prawdę zacząłem na nowo studiować historię Polski i Europy. Znacznie dokładniej i pełniej niż w kursie szkolnym (takie moje kształcenie ustawiczne). To jest i była fascynująca historia odkrywania światów, które odeszły w przeszłość. Poznając historię lepiej rozumiałem genealogię swojej rodziny…. ale i lepiej zacząłęm rozumieć współczesną historię Polski i integracji europejskiej jak i różnorodnych migracji po całym świecie.
Jednym z ciągłych motywów było poszukiwanie swoich najdalszczyh przodków. Wszyscy Czachorowscy (Czacharowscy, Ciachorowscy) wywodzą się z mazowieckiego Czachorowa. Wieś swą nazwę najpewniej wzięła od osadnika o imieniu Czachor. Samo zaś słowo ma źródłosłów irańsko-turecki. Rozwiązanie tej zagadki nieustannie kusi mnie poszukiwaniem i poznawaniem historii Europy starożytnej i średniowiecznej, w tym genezy Słowiańszczyzny i jej migracji.
W obecnie czytanej książce "Imperia i barbarzyńcy – migracje i narodzuny Europy", Petera Heathera, (wydana w Poznaniu w 2010 r.), znalazłem znakomite potwierdzenie tezy, że na Mazowszu Słowianie zastali germańskich autochtonów i ich zeslawizowali.
Spotkania i dyskusje rodzinne po mieczu i kądzieli pokazały wielokulturową i wieloetniczną Europę z perspektywy bardzo bliskiej, bo rodzinnej. W bliższej i dalszej rodzinie i rodzie, żeby się porozumieć musimy rozmawiać i pisać w kilku językach. Ta różnorodność nie przeszkadza wspólnej identywikacji.
Jeśli poznać głębiej historię swojej rodziny, wtedy wieloetniczna i wielokulturowa Europa staje się bardziej bliska i oczywista. I nie jest straszna.. Co więcej, łatwiej z jednej strony zrozumieć historię Warmii i Mazur jak i z tym regionem identyfikować się. Doszukałem się wśród przodków Mazurów, z tej najdawniejszej fali migracji Mazowszan na Prusy. A litewsko-polsko-białoruskie korzenie po kądzieli znakomicie wpisują się w historyczny kontekt kuturowych przemian na Warmii i Mazurach. Kulturowo jestem u siebie, a zakorzenienie sięga co najmniej kilku wieków. Urodziłem się na Warmii…. i jestem Warmiakiem z wielowiekowymi korzeniami, wpisując w to wielowiekowe i tysiącletnie, europejskie migracje i kulturowe procesy indentyfikacji.
Edukacja i wiedza pomaga w europejskiej integracji. Współczesne procesy i migracje… z perspektywy stuleci stają się czymś normalnym i odwiecznym. Jesteśmy u siebie, w bogatej i ciągle stającej się, tworzącej się wielokulturowości i różnorodności.
Wracam do lektury :).






Lato w swojej pełni owocuje dojrzałością i spełnieniem. Do olsztyńskich kawiarni zaczęły zaglądać nawet osy. Niebawem będzie ich dużo więcej. Po medialnym zainteresowaniu komarami, muchami czy tasiemcem bąblowcem przyjdzie pora i na osy…
