Olsztyn to nie bar przy autostradzie

Od kilku miesięcy olsztyniacy mocno się uaktywnili w obronie ulicznych i parkowych drzew, w obronie przejść dla pieszych itd. Niektórych to miejskie przebudzenie mocno zaskoczyło i traktują je jako protesty antymodernizacyjne, stojące na przeszkodzie wielkim inwestycjom. W lokalnych mediach ścierają się dwie wizje miasta.

Kiedy na początku lat 90. gościłem u siebie na rocznym stażu Amerykanina z Korpusu Pokoju, opowiedział swoje pierwsze wrażenie z Polski. Przywieźli ich do blokawiska w Radomiu. Pierwsze to pomyślał "dlaczego przywieźli nas do slumsów?". Tak zaczęła się nasza dłuższa dyskusja o ratowaniu przestrzeni miejskiej. Dlaczego blokowiska uważał za slumsy? Bo w tym czasie w Ameryce destrukcja blokowisk zaszła dalej niż u nas. Brak dobrej przestrzeni życiowej: brak miejsc parkingowych, brak trawników, brak placów zabaw dla dzieci i dorosłych, brak parków (bo zajęte samochodami), brak przyjaznej przestrzeni miejskiej spowodował, że z centrów amerykańskich miast (jeszcze niedawno uważanych za nowoczesne i wspaniałe) zaczęli się wyprowadzać ludzie bogaci i średnio bogaci. Zaczęli się budować i osiedlać na przedmieściach, co ułatwiały coraz dostępniejsze samochody i tania benzyna. W blokowiskach lokowała się biedota, nie dbająca o budynki (lokale socjalne). Z nowoczesnych blokowisk zrobiły się slumsy. Po jakimś czasie te "slumsy" zaczęto burzyć i budować miasto od nowa. Trochę to kosztowny proces – i przed takimi działaniam przestrzegał nas "mój Amerykanin".

W tym czasie w Berlinie zainwestowano ogromne pieniądze, aby uratować poenerdowskie blokowiska, aby zwiększyć jakość życia i uratować miejską przestrzeń przed bezmyślną destrukcją. Myślałem, że w Polsce mamy dużo czasu na uratowanie miast. W ciągu tych wielu lat sporo o tym pisałem, uwzględniłem w wykładach i zajęciach z ochrony środowiska. Po wielu latach, okazało się, że "Polak przed i po szkodzie głupi?"… W Olsztynie jesteśmy w środku "walki" o uratowanie ostatnich fragmentów dewastowanego miasta.

Zdjęcie powyżej zrobione z dworca PKS, niejako symbolicznie oddaje dylematy Olsztyna: dworzec PKS i PKP (to przystanek w podróży), widok na stację paliw i popularny fastfood, a w głębi kościół i cerkiew (dyskretny symbol transcendencji i podróży przez życie). Na co zwrócimy uwagę?

W ostatnich latach rozbudowały się podolsztyńskie przedmieścia (suburbia). Wielu bogatszych ludzi wyprowadziło się z Olsztyna. Dla nich Olsztyn to tylko miejsce pracy: chcą jak najszybciej dojechać i wyjechać z Olsztyna. Teraz lobbują za przelotowymi drogami przez środek miasta. W Olsztynie nie mieszkają, nie żyją, nie odpoczywają (robią tylko zakupy, wpadają na "piwko do restauracji", pracują). Dla nich Olsztyn to galeria handlowa z parkinkiem klimatyzowanym i biuro… Przeszkadzają im przejścia dla pieszych i piesi (bo "spowalniają ruch"), przeszkadzają drzewa ocieniające chodniki, bo nie można zrobić czteropasmowej drogi przez zabytkową część miasta…

Ale w Olsztynie mieszkają i "miejscowi tubylcy, niczym warmińscy Aborygieni". Dla nich są ulice a nie drogi z barami przydrożnymi i cepeenami. Drzewa ocieniają chodnik, gdy się pieszo po mieście przemieszczają. Przejścia przez ulicę są potrzebne, aby się poruszać po mieście, parki z ławeczkami są potrzebne, aby wypoczywać i żyć w mieście. Nie jesteśmy tu przejazdem, jak na przystanku PKP czy PKS, ani na stacji bezynowej – zatankować w 3 minuty i dalej….. Nie jesteśmy także – my olsztyniacy – jak w przydrożnym barze fasfoodowym. Prafrazując: "nie mamy czasu dla ludzi, którzy nie mają czasu."

Chciałoby się napisać: "Olsztyn dla olsztyniaków" – lecz byłoby to zbytnie spłycenie problemu. Kto jest ważniejszy w mieście: mieszkaniec-pieszy czy przejezny samochód? To jest zasadnicze pytanie o sensowne inwestycje w Olsztynie. Bo jak można budować ścieżkę rowerową… zaczynając od wycięcia drzew? Po co inwestycje, jeśli nie służą ludziom i zgodnie z przeznaczeniem?

Przydałoby się szybkie opamiętanie. W wielu miastach zachodnioeuropejskim stawia się na transport publiczny (w tym rowery) a dawne parkingi zmienia się systematycznie na… parki. Bo miasto, to miejsce gdzie żyją ludzie 24 h na dobę, a nie parking. Czy musimy popełnić te same i kosztowne błędy co na "zachodzie"? Czy przynajmniej olsztynianie mogą być mądrzy przed szkodą?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s