Kilka dni temu na Facebooku zobaczyłem dwa niezwykłe zdjęcia pani Katarzyny Witkowskiej, przedstawiające grzyba o nazwie kubecznik pospolity. To znaczy nazwę poznałem dopiero po doczytaniu, ale sam obraz przywołał wspomnienia z dzieciństwa, kiedy rodziły się moje zainteresowania przyrodnicze.
Nie wiem kiedy to było, czy w szkole podstawowej, czy w szkole średniej. Nie pamiętam co było impulsem, być może jakaś książka. Założyłem zeszyt, gdzie zacząłem prowadzić notatki z obserwacji przyrodniczych. Kiedy zakwitły rośliny (obserwowane koło bloku lub na spacerze nad Wisłą), jakie widziałem ptaki itp. Przerysowywałem skamieniałości znalezione na kupie żwiru itd. Nie było dużo tych notatek. A w Imielnicy (pod Płockiem) na działce znalazłem dziwne grzyby. Były jakieś inne od wszystkich mi znanych, więc zrobiłem rysunek. Wtedy nie wiedziałem co to był za dziwny gatunek. Zeszyt chyba zaginął, ale rysunek został w pamięci. I gdy zobaczyłem zdjęcia pani Witkowskiej – wspomnienia wróciły.
Przy okazji poszukam tego zeszytu. Wszystko w nim było, notatki przyrodnicze, wiersze, jakieś bazgroły. Jak znajdę to zamieszczę mój rysunek, tu na blogu. W innym zeszycie zapisywałem obserwacje migracji ślimaków winniczków. Byłem na wakacjach, na wsi. A w krzakach i chaszczach spotkałem winniczki. Zrobiłem plan terenu (gdzie odbywały się przeliczne zabawy w Robinsona i wiele innych przygód wakacyjnego dzieciństwa), nadawałem nazwy „geograficzne”, a spotykane ślimaki oznaczałem numerami, rysując ołówkiem cyfry na ich muszlach. Notowałem gdzie je spotkałem (do tego potrzebne były mi owe „nazwy geograficzne” – o GPS wtedy nikt nie słyszał). A potem ponownie szukałem i notowałem miejsce powtórnego spotkania. Chciałem sprawdzić jak daleko mogą wędrować i ile ich jest. Codziennie spotykałem inne ślimaki (powtórnych spotkań było niewiele). Albo ich tam było rzeczywiście dużo, albo ołówkowy grafit szybko się ścierał. Może i ten zeszyt z wakacyjnymi obserwacjami i „naukowymi” notatkami się gdzieś zachował? Może teraz potrafiłbym opracować te obserwacje i wyciągnąć jakieś sensowne wnioski?
Niebawem Noc Biologów, wielu młodych (ale i także dorosłych) ludzi przyjdzie posłuchać wykładów, uczestniczyć w doświadczeniach i pokazach. Może i w kolejnych głowach narodzi się pasja naukowa i zaczną uczyć się naukowej rzetelności notowania obserwacji i eksperymentów. Bardzo bym chciał.
Coś wypada napisać o kubeczniku, uwiecznionym na zdjęciu (wnętrze owocnika z perydiolami). Kubecznik pospolity (Crucibulum laeve (Huds.) Kambly) to grzyb z rodziny pieczarkowatych (Agaricaceae). Po raz pierwszy gatunek ten opisany został w 1778. Nie jest jadalny więc w pospolitych atlasach grzybów go nie znajdziecie. Jest saprofitem, rozwija się na szczątkach drewna, opadłych gałęziach, spotkać go można w zaroślach, lasach, nad potokami, przy drogach. Ja spotkałem w szopie… Nie wiem czy został tam na patyku przyniesiony czy się rozwinął w szopie. Kubecznik pospolity jest gatunkiem szeroko rozprzestrzenionym. Występuje głównie na półkuli północnej (Ameryka Północna i Środkowa, Europa, Azja), ale spotkać można go też w Australii i Nowej Zelandii. W Polsce jest gatunkiem pospolitym. Ale ja w naturze widziałem go tylko raz, kilkadziesiąt lat temu. Może nie wiem gdzie i kiedy go szukać?
Przyroda nieustannie się zmienia. Warto prowadzić systematyczne obserwacje i notować je w dowolnym notatniku. Nawet zwykłym zeszycie. A współcześnie możemy dokumentować także fotograficznie.
* * *
Znalazłem! (6 maja 2016), notatki z roku 1977.


Na nadchodzące Święta Narodzenia Pańskiego przesyłam Wam życzenie spokojnych i pełnych refleksji dni. Odpocznijmy od komputerów, internetu i codziennych swarów. Podzielmy się opłatkiem i miłością (a nie lepszych i gorszych, którzy nieustanie się zwalczają). Niezależnie od pogody niech Święta Bożego Narodzenia 2015 będą dla nas wypełnione rodzinnymi rozmowami i radością.


Głupota to błędna ocena rzeczywistości. Tak jak np. wada wzroku nie pozwala dobrze rozpoznać i ocenić tego, co nas otacza. Jestem krótkowidzem, dlatego noszę okulary, korygujące moją wadę. Z głupoty raczej nie zdajemy sobie sprawy, więc odpowiednich „okularów” nie poszukujemy.
Miałem przyjemność uczestniczyć (z wykładem plenarnym) w Gliwicach w Konferencji i Targach „Edu IT. Nowe technologie w edukacji.” Pośród wielu inspiracji (niebawem opiszę tu na blogu) spotkało mnie duże zaskoczenie. Inaczej wyobrażałem sobie Górny Śląsk i miasto znane z kopalni węgla. Na własne oczy zobaczyłem, że obecnie bogactwem Śląska wcale nie jest węgiel. Bogactwem jest kapitał ludzki i nowe technologie.

Słowa „polski, narodowy, patriotyzm” są ostatnio często używane , w powiązaniu z nadawaniem im wartości pozytywnych. „Polskość” ma uzasadniać sens działań i usprawiedliwiać wszelkie poczynania. Na przykład mają być media repolonizowane (cokolwiek miałoby to znaczyć). No cóż, często (jeśli nie najczęściej) są to frazesy, za którymi kryje się ignorancja i głupota. Słowo wytrych, które ma nas skłaniać do akceptacji wszelkich działań. Dla ilustracji swojej myśli posłużę się przykładem … przyrodniczym. Analogia daleka, ale wnikliwy umysł szybko zrozumie sens przekazu.
Przenoszę z komentarza (wpis
Przykład aktualny i znamienny, więc wykorzystam go do opowiedzenia o rzeczy znacznie ogólniejszej i ponadczasowej. Nowa władza (PiS) często mówi o wielkich planach i wielkich rzeczach, a to że nakręcony zostanie wielki, patriotyczny film w stylu hollywoodzkim (w domyśle, że będzie arcydziełem i miliony ludzi obejrzy), a to że napisana będzie nowa konstytucja na miarę XXI wieku itd. Zamiary słuszne i szlachetne, ale trawa nie rośnie dlatego, że ją się ciągnie z entuzjazmem za źdźbła do góry. Rośnie dlatego że się podlewa, nawozi, chroni przed zalaniem betonem itd. Czyli to nie wzniosłe pokrzykiwania ale stworzenie dobrych warunków przesądza, że rodzą się rzeczy wielkie i dające sławę.