
Jakiś czas temu, szukając informacji w Internecie o chruścikach trafiłem na pewną stronę. Aż mnie zatkało. Zobaczyłem tytuły moich (to znaczy wypromowanych przeze mnie) prac magisterskich. A przy każdej cena (żenująco niska!). Ktoś sprzedawał cudze prace dyplomowe. Treść strony nie budziła wątpliwości co do celu i oferty: „Nasza oferta skierowana jest do wszystkich osób, którzy stoją przed problemem napisania swojej pierwszej pracy dyplomowej.”
Kuriozalne jest to o tyle, że wszystkie te prace bezpłatnie – jako materiały – dostępne są na mojej stronie, w formacie PDF (to forma wirtualnej biblioteki). Kupiłby rzeczywiście tylko idiota. „Na naszej stronie można znaleźć materiały do prac, wzory gotowych prac magisterskich, inżynierskich, dyplomowych.” Oferujący zapewniają, że po kupieniu dany temat jest skreślany. Sugerują więc jakoby niepowtarzalność i oryginalność oferty.
Pro forma na dole strony znajduje się komunikat:
„Plagiat jest zabroniony! Zakupione materiały, można wykorzystywać tylko i wyłącznie w celach wzorcowych (pomocowych), by nie łamać art..272kk oraz Prawa Autorskiego. Nie ponosimy odpowiedzialności za wykorzystywanie materiałów w celach niezgodnych z obowiązującym prawem.”
Wynika z tego że ewentualnego „klienta” podwójnie oszukują, raz, że niby dostaje coś oryginalnego, specjalnie dla niego przygotowane, dwa że za plagiat nie ponoszą odpowiedzialności. Kupujesz i ponosisz całkowitą odpowiedzialność.
Co prawda zgłosiłem rzeczną stronę na policji, ale nic z tego chyba nie będzie wynikało. Pewnie leży w szufladzie, bo strona po ponad trzech tygodniach cały czas funkcjonuje…
Przy moich pracach nie znalazłem oznaczenia, że już ktoś kupił (przy innych, pedagogicznych – było to zaznaczone w kilku miejscach). Prace biologiczne trudno splagiatować, bo jest to konkretny eksperyment, w tym przypadku konkretne miejsce, daty, wymagana jest bardzo specjalistyczna wiedza. Czy przy popełnianiu plagiatu zmieniana jest nazwa rzeki czy jeziora, daty poboru chruścików itd.? Byłoby do dodatkowo szkodliwe fałszerstwo naukowe. Jaki promotor mógłby się na to nabrać? Chyba tylko taki, który chce być „nabrany”, który udaje, że nie widzi jawnego oszustwa.
Zaintrygowany problemem wpisałem do wyszukiwarki „gotowe prace magisterskie”… i zbaraniałem. Pojawiło się znacznie więcej stron i to bardzo sprytnie i profesjonalnie przygotowanych. Nie tak prymitywnie ordynarnych ale z ofertą pisania prac dyplomowych, nawet fragmentami. Czyli można przynosić swojemu promotorowi pracę po kawałku, rozdziałami, uwzględniać jego uwagi itd. W takim przypadku rzeczywiście trudno się zorientować ewentualnemu promotorowi. Jest to jakiś rodzaj dodatkowych korepetycji z pisania pracy.
„Mając świadomość tego, iż w Polsce powstaje co roku wiele bardzo dobrych prac naukowych, stworzyliśmy serwis, który umożliwi szerszemu gronu osób dotarcie do konkretnych prac. Za pośrednictwem naszego portalu możesz sprzedać również swoją pracę.”
Na niektórych obejrzanych przeze mnie stronach zamieszczono ofertę dla studentów, aby swoje prace „sprzedawali”. Jest to więc zachęcanie do przestępstwa. Może to wszystko funkcjonować chyba tylko dzięki powszechnemu przyzwoleniu na ściąganie, na nieuczciwość.
To nie jest przykład upadku obyczajów. Sam w dawnych czasach pamiętam maturę i gremialne, społeczne przyzwolenie do ściągania. Ktoś kto nie chciał ściągać, nie przygotowywał ściąg… był po prostu dziwadłem, bo przecież „wszyscy tak robią”. Teraz ten problem jest po prostu bardziej widoczny, bo w globalnym Internecie. Być może teraz bardziej nam ta nieuczciwość ciąży i społecznie coraz bardziej na to się nie godziny. Zatem postęp a nie upadek.
Taką mam nadzieję.
Wspomniane strony to w jakimś stopniu fachowe korepetycje przy pisaniu prac dyplomowych, prac zaliczeniowych, referatów. W jakimś sensie to elektroniczny tutor. Taki pozauczelniany e-tutor.
Leczyć należy nie tylko objawowo (coraz powszechniejsze na uczelniach programy antyplagiatowe). Liczne internetowe oferty sprzedaży gotowych prac to niedowład współpracy z promotorem i brak instytucji tutora. Skoro płacisz za studia (poprzez podatki na „darmowe studia” lub czesne), to po co korzystasz z dodatkowych i płatnych korepetycji? Usługa niepełnowartościowa? Chyba, że chcesz wyłudzić, „kupić” dyplom.
Wynika z tego tyle, że koniecznie trzeba studentów nauczyć pisać, bo nie potrafią i kupują zarówno prace zaliczeniowe, jak i dyplomowe, czy nawet prezentacje multimedialne. Po prostu trzeba dać im wędkę, bo po to idą na studia, aby się czegoś nauczyć a nie zdobyć papier.
Gotowe prace mgr są jak sylikonowe implanty przy powiększaniu piersi – mają robić za wizerunek, ale są szkodliwe. Ponadto prędzej czy później uwierają i wychodzi prawda na jaw, że to sztuczne, że brak umiejętności.
Jeżeli promotorowi za opiekę nad pracą licencjacką do pensum liczy się 2 godziny to czego się spodziewać? Udawana zapłata to i udawana praca. Dokładnie jak w czasach realnego socjalizmu, powszechne udawanie i stwarzanie pozorów.
Gotowe prace dyplomowe na sprzedaż obnażają słabość merytoryczną i umiejętności promotorów, bo ci nie potrafią zapewnić rzetelnej i opłaconej usługi, bo sprzedają bubel. Tak jak w czasach PRL-u, kupujesz towar, np. mieszkanie, samochód, i zaczynasz remont, poprawiasz usterki. Dwa razy płacisz za to samo. Tylko po co? Może zamiast dopłacać na lewo za usuwanie usterek od razu wybrać rzetelniejszego i lepszego usługodawcę? Takiego, który nauczy.
We wspomnianych stronach uwidacznia się aspekt globalizacji korepetycji. Wiedza kosztuje, a korepetycje zawsze towarzyszyły edukacji. Tyle tylko, że korepetycje nie są oszustwem i nie są plagiatem.
Jak przeciwdziałać? Konkurencją! Podnosić systematycznie jakość kształcenia, tworzyć gotowe poradniki w systemie open source lub e-learningu. Czyli rozwijać zasoby i kwalifikacje kadry. Na dobrej uczelni dajemy Ci pełnowartościowy produkt (w postaci wiedzy i umiejętności) a nie bubel. Nie musisz niczego „naprawiać” ani „na lewo” dokupować. Dajemy ci usługę pierwszej klasy a nie bubel. Bez mrugania okiem (wiem, że ściągasz ale udaję, że nie widzę. Obie strony udają, ze "wysoki poziom").
Dostrzeżenie takich plagiatotwórczych stron może przerażać. Ale stłuczeniem termometru nie uleczy się choroby. Dostrzec i dociekać przyczyny, a nastęnie poprawiać jakość kształcenia. Aby studenci nie musieli "na lewo" sztukować swojego wykształcenia. Dyplom jako poświadczanie kwalifikacji (walidacja) a nie potwiedzenie, że się coś opowiadało i się odpytywało, że się delikwenta należycie "przeczołgało".