Opinia publiczna i teatr telewizji dla stróżów nocnych

„…opinia publiczna to jest wiązanka sądów na temat zdarzenia,
które media uznają za warte uwagi publicznej. Zwykle na krótko, czasem na
bardzo krótko, ale tak skutecznie, że to, co dotąd było ważne, znika z pola
uwagi.”

 

Józefa Hennelowa (cytat z Tygodnika Powszechnego)

Pośród wyimaginowanych i rzeczywistych skandali, wypadków drogowych, kto na kogo coś brzydkiego powiedział czyli ploteczek z salonowego magla, cichcem przemijają rzeczy ważne i wartościowe. Są niszowe :). Tak jak teatr telewizji nadawany po 22., sztandarowy "event" misji publicznej. Chyba dla stróżów nocnych. Ale jakby co to TVP teatr telewizji wymienia. Podobnie jak u Solskich ("Kogiel mogiel") "Łazienka, jest, a niech wszycy wiedzą, że Solskich stać na łazienkę". A że nie działa? To co, grunt że jest.

Chruścik, Nokturn Muzealny i sposoby na bycie razem

Dorosłe chruściki to owady o aktywności nocnej. Przylatują do światła. Dlatego namalowałem chruścika na obrazie Nokturn Muzealny, prof. Eugeniusza Geno Małkowskiego. To nic, że później został zamalowany przez kolejnych malujących (chętnych było dużo więcej niż miejsca na płótnie). W europejską Noc Muzeów ludzie wylegli tłumnie nie tylko w Olsztynie. I wcale nie dlatego, że za darmo był wstęp do BWA czy muzeów. Chcieli uczestniczyć w czymś ważnym, społecznym i przylecieli do światła jak chruściki. Do światła ludzkiej kreatywności.

Starówka ożyła. I wcale nie dlatego, że przybyło miejsc do parkowania. Zwabieni zostaliśmy klimatem niezwykłości, odświętności, happeningiem stworzonym przez ludzi. Proste czynności, takie jak wspólne malowanie, gra w szachy, chińczyka, to proste sposoby na bycie razem. To wspólne majowe czy pielgrzymka, wyprawa turystyczna, spacer. Ważne, że razem.

Kiedyś łączyła praca: żniwa, darcie pierza, itd. Teraz nie mamy zbyt wielu okazji do wspólnej pracy. Pretekstem do przebywania razem może być sztuka i nauka. Wspólne tworzenie oraz wspólne odkrywanie rzeczywistości i opowiadanie o twórczych i naukowych dokonaniach. Potrzeba tylko dobrej przestrzeni i twórczych ludzi. Ważniejsze od nowych inwestycji jest sprowadzenie takich ludzi do Olsztyna. Czym i jak ich zwabić?

Ludzie chcą spotykać się ze sobą, bo są istotami społecznymi ze swej istoty. Blokowiskowy autyzm oddzielił nas od siebie. Potrzeba swoistej empatii w projektowaniu przestrzeni, aby ułatwić niekomercyjne kontakty międzyludzkie.

Lekarze od jezior, czyli nikogo dziś nie zabili

Jeśliby kierować się informacjami medialnymi, to w Kortowie na UWM nic się specjalnego dziś nie działo. Nikogo nie zabili, samochód nie rozjechał dzieci na pasach, pijany student nie utopił się w jeziorze. O czym więc pisać?

Uniwersytet to kopalnia codziennych newsów, rewelacyjnych informacji. Wystarczy tylko przyjść i poszukać. Ale żeby wyłowić z zakodowanych informacji coś ciekawego, to trzeba kilku rzeczy. Po pierwsze trzeba coś już wiedzieć samemu w różnych dyscyplinach. Dzienikarz powinien być wszechstronnie wykształcony, aby rozumieć rzeczywistość i umieć ją opisywać. A to nie takie proste. Naukowcy często posługują się hermetycznym językiem i skrótami myślowymi. Przydałby się więc dziennikarzom jakiś przewodnik, swoisty "przewodnik naukowy". Mamy więc "po drugie". Same liczby ile pieniędzy wydano na badania czy inwestycje nie są zbyt interesujące (szokujące liczby?). Potrzebne objaśnienia, co z tego wynika. I po trzecie przydałaby się sensowna informacja co się gdzie dzieje – przecież Kortowo jest małym miasteczkiem. A tej informacji ciągle brakuje.

Na przykład studencki serwis Strefa UWM kompletnie pozbawiony jest tekstów i informacji naukowych. Tak jakby studenci chodzili tylko do kina, teatru i na imprezy… Postulowany przeze mnie portal "olsztyn naukowy" ciągle jest w sferze marzeń. Udało się co prawda zachęcić np. gazete internetową Olsztyn24 do stworzenia działu "nauka", ale to kropla w morzu potrzeb i możliwości. Potrzeba wielu sprawnych naukowych informatorów. W dużej mierze mogliby to być studenci, uczący się przy okazji opowiadania o świecie.

W codziennych gazetach odnotowuje się każdy wypadek drogowy. Kogo to interesuje? Grabarzy, złomiarzy?

Powyższe zdjęcie pochodzi z ciekawych targów technologii "Rekultywacja i ochrona jezior oraz rybactwo". Sama tematyka przynajmniej dla mnie ciekawa, bo seminaria i pokazy naukowe dotyczyły tego, jak leczyć jeziora (tak w przenośni). A nie jest to proste, bo każde jezioro jest indywidualnością i potrzeba za każdym razem indywidualnego podejścia. Ciekawa była też forma, bo to jedne z pierwszych takich przdsięwzięć "targowania wiedzą". Było sporo młodzieży. Warto te naukowe eksperymenty pokazać także na Olsztyńskich Dniach Nauki. A może i inne wydziały pomyślą o podobnych targach wiedzy?

Albo więc sami wykształcimy dobrych dziennikarzy naukowych, albo nauczymy się mądrze i efektywnie współracować z mediami. Bo tylko wspólnie możemy opowiedzieć o wielu niezwykłościach, dziejacych się w Kortowie, także za sprawą studentów. Bo więcej jest ludzi ciekawych świata niż grabardzy czy laweciarzy, czekających na "cynk". Tylko się musimy nauczyć ciekawie opowiadać. Pierwszym krokiem jest aby samemu być zaciekawionym…

Rowerowa innowacyjność

Widok jakich wiele, nie tylko w Kortowie (miasteczku uniwersyteckim). Ale taki widok cieszyć może tylko stróża parkingowego a nie ludzi, którzy poszukują lepszej jakości życia. To i tak optymistyczny widok ciasnoty i nadmiaru samochodów, bo bywa w tym samym Kortowie i tak: beton i klepisko.

Jak to dobrze, że w na UWM realizuje się dużo grantów unijnych, przynajmniej jest gdzie postawić rower… bo są tablice informacyjne :).

Innowacyjność zaczyna się w głowie. Innowacyjność wymaga pomysłu i odwagi realizacji. Z racji zgromadzonej wiedzy i licznych specjalistów jak i pełnych pomysłów i zapału studentów, uniwersytet jest liderem w innowacyjności (przynajmniej powinien nim być). Ale innowacyjność to także drobne rozwiązania, będące przykładem dla samorządów, jak rozwiązywać duże i małe problemy.

Jednym z coraz bardziej dokuczliwych problemów jest komunikacja i zatłoczone coraz bardziej ulice jak i chodniki. Ciasno na drogach, czekanie w korkach i permanentny brak miejsca do zaparkowania, co w konsekwencji utrudnia poruszanie się nawet i pieszym (w mieście odległości do 6 km szybciej pokonuje się rowerem niż samochodem). W Kortowie jest podobnie. Z braku wystarczającej liczby parkingów dewastowane są nawet trawniki i tereny zielone. Nie pomogły nawet szlabany i koncesjonowane przepustki. Nierozwiązywalna kwadratura koła?

Miło patrzeć na nowe inwestycje w naszym miasteczku akademickim. Kortowo się rozrasta… i ciągle coraz dalej do różnych budynków. Dla mnie wyjście do biblioteki jest już daleką wyprawą. Podobnie z udziałem w życiu akademickim we współpracy z innymi wydziałami. Autobusem miejskim niewygodnie (w sumie tylko dwa 3 przystanki od których też daleko), pieszo daleko, a samochodem bardzo kłopotliwie. Pozostaje rower. Ale skąd go wziąć?

W miasteczku uniwersyteckim są nieliczne stojaki na rowery – stanowczo ich za mało. Dlatego zastępczo wykorzystywane są znaki, poręcze, barierki. Rowerów jest mało, bo studenci musieliby przywozić je autobusami i pociągami z domu. A jest to kłopotliwe. Czy żeby napić się kawy trzeba od razu kupować kawiarnię?

A gdyby tak UWM, idąc śladem innych miast europejskich i pokazując jednocześnie Olsztynowi i innym zatłoczonym miastom w regionie, zakupił dużą liczbę niestandardowych, odpowiednio oznakowanych rowerów i udostępnił studentom (i pracownikom)? Wystarczyłoby włożyć elektroniczną legitymację studencką (lub specjalną kartę magnetyczną) tak jak do bankomatu i… wypożyczyć na chwilę rower ze stojaka. A potem zostawić w innym, wyznaczonym miejscu, odnotowując zwrot legitymacją studencką. I poruszać się byłoby jak po Kortowie i parkingi nie byłyby tak zatłoczone. A jeszcze lepiej, gdyby takie specjalne stojaki pojawiły się i w innych miejscach Olsztyna, np. przy dworcu, teatrze, obiektach sportowych itd.

Żeby zadziałał system potrzeba pomysłu, rozwiązań logistycznych i technologicznych oraz pieniędzy (np. z grantów unijnych). Byłaby dorywcza praca dla studentów i gotowe rozwiązania do zastosowania w naszym regionie. W tym także niebanalne wzornictwo i rozwiązania informatyczne. Nie zapominając o doświadczeniu samych studentów, stanowiących element kształconych na UWM kompetencji.

Najpierw jednak taka myśl musi urodzić się w głowie osób kompetentnych i decyzyjnych. A potem odwaga realizacji wizji, z ematią na potrzeby studentów i pracowników i ich potrzeb wyższej jakości życia.

Boso i ze studentami. Na trawniku.

Wczoraj zdjąłem buty i boso, w przestrzeni publicznej i na oczach ludzi, chodziłem po trawniku. Ze zdziwieniem odczułem, że trawnik jest ciepły. Było to przyjemne doznanie, miękkości i ciepła. Bo trawnik w Kortowie przed rektoratem jest dobrze przystrzyżony i z dużym udziałem mchów. 

Po raz ostatni boso w przestrzeni publiczej bywałem w czasach licealnych i studenckich. Była to jakaś forma młodzieńczego buntu i poszukiwań jednocześnie. No bo kto chodzi w XX wieku boso po ulicy? A teraz po blisko 30 latach ponownie… A to dzięki wspólnemu ze studentami happeningowi "Zróbny Central Park w Kortowie. Albo Hyde Park". Przy młodzieńczym entuzjaźmie, egzystencjalnym buncie i poszukiwaniach samemu można odmłodnieć. Dziękuję!

W czasie rozmów, przy licznym udziale mediów (wysoka skrzyneczka Hyde Parku, z dobrą "słyszalnością"), słyszałem śpiew ptaków, czułem słodki zapach zieleni i kwitnących drzew. Przecież przez to miejsce przechodzę codzienie… ale mijam nie zauważywszy piękna na wyciągnięcie ręki. Trzeba zwolnić, usiąść, najlepiej z młodymi, "zbuntowanymi", poszukującymi i odważnymi ludźmi, aby dostrzec to co pod nogami… Innowacyjność zaczyna się w głowie. Ale to w naszej mentalności najtrudniej dokonać zmian. Do innowacyjności potrzeba odwagi.

Studenci są solą uniwersytetu, nie dają nam skapcanieć. Bo uniwersytet tylko wtedy jest uniwersytetem, gdy jest wspólnotą uczących i nauczanych, jak równi pośród równych. Wobec prawdy i Prawdy wszyscy jednako jesteśmy głupcami. I jednakowo ciekawi odkrywania.

Poranna herbatka, i wierszyk południowy

Poranna herbatka, urodzinowo-imieninowa. No i wierszyk, przesłany całkiem nowoczesnymi kanałami, coś koło południa:


Tam na dole to był falstart
Więc od nowa. Najlepszego
Niech Ci Leniu wciąż się darzy
Nie przydarzy się nic złego

Niech studenci dary znoszą
Do stajenki Twej posiastnej
Bajkę niech Ci ktoś opowie
Nim wieczorem twardo zaśniesz

I niech śnią Ci się chruściki
(zwane czasem faworkami)
Niech do Ciebie w gości przyjdą
Lecz nie solo. Rodzinami

Idź do wróżki. Ta niech powie,
Że Cię czeka długa droga
W transie, czy tam w medytacji
Co dnia słysz też głos z Zagroba

P.S.
Bym zapomniał, a bez tego
Me życzonka będą chore
A więc bądź i to szybciutko
Tak, tak, zgadłś…bądź REKTOREM

Piotr Rusos

A w wirtualnej rzeczywistości, zanim człowiek przeczyta, to już pozmieniają :). Mile młodość leniwa i Leniwą powspominać…

Ze studentami na publicznym trawniku. Dlaczego właśnie tak?

jonkowonatrawie

Wokół hapenningowego spotkania na trawniku pt. „Zróbmy Central Park w Kortowie. Albo Hyde Park„, organizowanego 9 maja w ramach odzyskiwania przestrzeni publicznej, narosło już sporo różnych opinii, czasem wręcz fantazyjnych. Skoro już „gdzieś dzwoni”, to warto wiedzieć „w którym kościele”. Czuję się więc w obowiązku wyjaśnić dokładniej po co i dlaczego organizuję taką akcję ze studentami i to na trawniku (wcale nie dlatego, że na UWM brakuje sal dydaktycznych).

To niecodzienne spotkanie wynika z mojej wizji uniwersytetu i wizji zajęć dydaktycznych. Chciałbym w jak największym stopniu uczyć się wspólnie ze studentami. Razem z nimi odkrywać nie tylko nowe fakty ale i uczyć się nowych kompetencji. Chciałbym wspólnie zmieniać rzeczywistość, jak „równy w nieznanym między równymi w poszukiwaniach”. W jakimś sensie nawiązuje do do pedagogicznej koncepcji „nauczyciela ignoranta” . Chciałbym współtworzyć uniwersytet jako wspólnotę nauczających i nauczanych a także uniwersytet mocno osadzony w potrzebach społeczności lokalnej.

Dla mnie uczenie nie jest przeczytaniem przepisu w książce kucharskiej i podyktowanie tegoż przepisu na wykładach. Wprzódy sam chcę sprawdzić, doświadczyć… wypróbować ten przepis. A dopiero potem na wykładzie opowiedzieć, ale w kontekście własnych doświadczeń. Nie „wysyłam studentów do lasu”, jeśli sam tam wcześniej nie byłem. Chyba, że razem idziemy odkrywać nieznane :).

Spotkanie trawnikowe odbywa się jako zakończenie zajęć z autoprezentacji. Celem tego przedmiotu, realizowanego na Wydziale Biologii dla studentów biologii i biotechnologii, jest nauczenie różnorodnych w formie wystąpień publicznych. I chodzi tu o rzeczywistą komunikację a nie odgrywany rytuał. Mówić tak, aby być słuchanym i mówić do słuchaczy a nie tylko w ich obecności. Komunikować się za pomocą wystąpień ustnych (z rzutnikiem multimedialnym lub bez), plakatów naukowych, publikacji czy esejów. W miarę możliwości te wystąpienia miały być jak najbardziej zbliżone do rzeczywistości a nie tylko spotkań „klasowych”. Dlatego za zgodą i wolą studentów odbywają się różnorodne próby „wyjścia na zewnątrz”. Nawet do miejsc, które mogłyby wydawać się dziwne, np. kawiarnia, forum internetowe czy trawnik…. Bo wbrew obiegowym opiniom nasi studenci chcą ambitnych wyzwań i wysokich poprzeczek. Nie są mierni i bierni jak o nich stereotypowo się pisze i mówi…

A Kortowo (tak jak i cały Olsztyn) jako miasteczko uniwersyteckie jest w dużym stopniu zaniedbane, jeśli chodzi o przyjazną do spotkań przestrzeń publiczną. Chcemy ją poszerzać… i zdobywać osobiste kompetencje. Czyli zdobywać nie tylko wiedzę faktograficzną, ale i kompetencje, które będą przydatne na rynku pracy. Dodatkowo publiczne spotkanie na trawniku to jeszcze jedna okazja dla studentów do prezentacji siebie… jako przyszłych, innowacyjnych pracowników. Wspólnie uczymy się publicznego pokazywania się i zwracania uwagi mediów… aby móc się wypowiedzieć. Aby być słuchanym. Oczywiście, najpierw trzeba mieć coś istotnego i wartościowego do opowiedzenia…

Nasze planowane spotkanie to jedna z wielu takich „akcji”, a w zasadzie form otwartej na świat dydaktyki. Trawnikowy, dydaktyczny flash mob spotkał się ze stosunkowo dużym zainteresowaniem mediów i mieszkańców, bo akurat dobrze odzwierciedla szersze społeczne potrzeby… odzyskiwania przestrzeni publicznej, chęci spotykania się.

Na górnym zdjęciu piknik po sprzątaniu okolic Jeziora Kortowskiego przed Kortowiada, chyba w 2007 r. (spotkanie na trawie nie jako cel sam w sobie, ale komplementarny element większej całości).

A niżej zdjęcia z innych akcji, realizowanych wspólnie ze studentami (tym razem nie z Wydziału Biologii), w Jonkowie i okolicach Iławy.

ilawawlesie

Bioróżnorodność w centrum miasta

oponaibagnoMałe zbiorniki wodne, te trwałe (oczka) i te okresowe (wiosenne) są charakterystycznym elementem krajobrazu pojeziernego. Bardziej typowym i powszechnym niż jeziora. Ale są niedostrzegane. Gdy miasto się rozrasta, są systematycznie zasypywane i likwidowane. Tak dzieje się w rozrastającym się Olsztynie.

A przecież w tych małych „jeziorkach” żyją niezwykłe gatunki. Na zdjęciu kwitnące turzyce ze środka miasta. Może warto byłoby nie tylko chronić te zbiorniki ale i tworzyć nowe. Zamiast topornych „poidełek dla gołębi” grzecznościowo zwanych fontannami…

Nowe oczka wodne to miejsce dla bioróżnorodności z traszkami, ropuchami i żabami, przepięknymi ważkami, moimi ulubionymi chruścikami i całą masą drobnych zwierząt czy roślin. I gdyby jeszcze otoczenie wypełnili artyści pod czujnym architektów krajobrazu, to byśmy mieli zachowany element krajobrazu warmińskiego i mazurskiego. Coś specyficznego, własnego i oryginalnego.

Psiutuchna czyli małe nie musi być brzydkie

Stoi na starym mieście coś, co nazywane jest fontanną. Taka mała psiutuchna, ciurka skromnie…. i brzydka strasznie. Kanciasty klocek zupełnie nie pasujący do otaczającej gotyckiej i barokowej architektury. Ani to ładne, ani fontanna. Jakieś poidełko dla gołębi. Myślałem kiedyś, że brzydka bo mała. Ale przecież małe nie musi być brzydkie, czego przykładem są malutkie i zapomniane już trzy fontanny, zaprojektowane przez śp. Balbinę  Świtycz-Widacką (jeśli mnie pamięć nie myli). Dwie z nich stoją nawet na olsztyńskiej starówce. Są małe ale są urokliwe. Może dlatego, że projektowane przez artystę a nie architekta?

W ostatnich dniach zakończono rewitalizację placu przed ratuszem. Latarnie mi nie przeszkadzały, ala ta klockowata, mizerna ni to kaskada ni to fontanna jest smutnie brzydka. Kolejne poidełko dla gołębi… Bo ani to ładne ani funkcjonalne. Szum wody? A kto to usłyszy przy ruchliwej ulicy? Że kilka lampeczek, świecących w dzień i w nocy? Smutne i brzydkie, mimo całego urzędowego zachwytu. Kolejny kanciasty klocek, nie pasujący do otoczenia.

A przecież wspomniany plac przed ratuszem ma mały sympatyczny fragment. Ten z rzeźbą, drzewami i podestami do siedzenia. Może sekretem jest owa rzeźba, stworzona przez artystę a nie sztampowego architekta?