Poezja jest jak abstrakt naukowy

RSCN7997

Poezja jest próbą zwięzłego opisania rzeczywistości. Jest więc niczym abstrakt (streszczenie) w publikacji naukowej. Abstrakt jest tylko syntetycznym skrótem całości, niejako zwiastunem zachęcającym do przeczytania całości. Szczegóły znajdują się w obszerniejszym artykule (pracy naukowej). Trzeba więc włożyć wysiłek i przeczytać oraz zrozumieć całość, tego co autor publikacji naukowej chce zakomunikować.

Poezja jest skrótem, symbolem. Trzeba spróbować odczytać te symbole, aby zrozumieć co poeta miał na myśli (co chciał zakomunikować). Trzeba więc włożyć wysiłek w próbę odkodowania treści. Poezja jest jednak mniej dokładna. Tak przynajmniej wydaje się naukowcom. Ale do zrozumienia kodu poetyckiego trzeba treningu i zrozumienia języka poezji, zrozumienia kontekstu kulturowego i czasu, zrozumienia specyfiki języka i przenośni, symbolów. W gruncie rzeczy tak samo jest z pracą naukową – tam też jest specyficzny język. Nie da się zrozumieć publikacji naukowej bez treningu i nauczenia się zarówno specyficznego języka jak i specyficznej metodologii.

Poeci i naukowcy opisują to samo lecz różnymi językami. Potrzeba uczenia się „języków obcych” aby poeci i naukowcy wzajemnie się rozumieli. To nie sa dwa odrębne i nieprzystawalne światy.

Poezja to nie jest rym i rytm, lecz zestawianie symboli (kodowanie treści poprzez symboliczny język). Kiedyś, gdy głównym sposobem przekazywania poezji było zapamiętywanie i recytowanie, ważny był rytm i rym – bo one właśnie były elementami mnemotechniki (utrwalenia). Współcześnie, gdy łatwo zapisać i odczytać słowa, w poezji rytm i rym mają mniejsze znaczenie. Częściej wiersze czytamy niż słuchamy czy deklamujemy.

Tak więc poezja to treść a nie forma. Podobnie jest z nauką – najważniejsza jest treść komunikatu a nie jego forma. Najtrwalsze są publikacje, które mają i treść wartościową i formę piękną (modną).

Bioróżnorodność opisywać można językiem poezji, poszukując kwintesencji i zrozumienia, jak i badaniami naukowymi. Bo przecież nie o proste tylko fakty chodzi ale i o zrozumienie, poszukiwanie sensu.

Chruściki w szeregu, jak w wojsku

silo

Sześć domków poczwarkowych chruścików z rodziny Goeridae, z małego strumienia z Łężan. To jakiś gatunek z rodzaju Silo (jeszcze nie oznaczyłem, czekają w próbówce na swoją kolej), domki przytwierdzone do kamienia, z przodu zakryte (zasklepione) kamyczkami. To wszystko, aby poczwarce zapewnić spokój na jej przepoczwarczanie… aż z larwy powstanie dorosły chruścik (imago).

Zaskoczyło mnie równe ułożenie domków, jeden obok drugiego, jak w wojskowym szeregu. Każda larwa przywędrowała osobno. Dlaczego wybrały miejsce obok siebie? Żeby im raźniej było? A może, żeby zsynchronizować wylot? Czy aby zmylić jakiegoś drapieżnika równoczesnym wylotem, czy też aby łatwiej odszukał samiec samicę (lub odwrotnie)? Zatem niejako przytulone do siebie z „myślą o miłości” czy „ze strachu”? Dwa równoległe poziomy poznania (wyjaśniania świata), ten bezpośredni, naukowy, i ten dalszy, filozoficzny. Ten drugi to poszukiwanie porządku ukrytego…

Nie da się biologii zrozumieć siedząc tylko w laboratorium przy mikroskopie. Każde wyjście w teren to okazja do zupełnie nowych obserwacji, pomysłów, inspiracji. I filozofii nie da się uprawiać siedząc w samych książkach.

Stare drzewa i kino Awangarda czyli czasu kupić nie można

Co mają wspólnego stare drzewa, z omszonymi konarami i dziuplami, z olsztyńskim kinem Awangarda? Czas, którego nie można kupić za żadne pieniądze, i wynikającą z upływu czasu wartość.  Tak jak zdrowie, gdy raz się zniszczy, potem odzyskać w pełni nie można. Potem to tylko protezy i silikonowe surogaty młodzieńczej atrakcyjności… Każdy i tak widzi, że to podróbka.

Wycinamy na potęgę stare przydrożne aleje na Warmii i Mazurach, stare cmentarne drzewa i wiekowe dęby, lipy, jesiony w miastach. Wyciąć łatwo, w porywie chwili, gdy chcemy parking zrobić, lub gdy nam "słońce zasłaniają", lub wydaje się nam, że droga będzie bezpieczniejsza. A jak się po wycince rozmyślimy? No to zasadzimy nowe drzwa? Tak, ale na ten sam efekt czekać trzeba kilkadziesiąt lub kilkaset lat. Wzrostu i "starzenia się" drzew nijakimi procesami technologicznymi i za żadne pieniądze nie możemy przyspieszyć. Warto więc trzy razy pomyśleć nim raz się wytnie.

Podobnie jest z zabytkami. Stare budynki czy dzieła sztuki są dlatego cenne, że są stare, a czasu kupić nie można. Nie ma też maszyn do podróży w czasie. Stare jest cenne bo unikalne, a z każdym dniem jest ich coraz mniej, z każdym dniem stają się cenniejsze. To swoista inwestycja (ale daleko i perspektywnicznie nie każdy potrawi patrzeć). Egipt jest może biednym krajem ale ma piramidy :). Dlatego żyje z turystyki i pokazywania zabytków. Bo co innego na zdjęciu, co innego na własne oczy zobaczyć.

Olsztyńskie kino Awangarda jest trzecim najstarszym kinem w Polsce. Mamy mało unikalnych zabytków w Olsztynie, dlaczego więc z taką bezmyślną łatwością pozbywamy się unikatów? Jeśli byśmy cierpliwie czekali… na głupotę innych (lub nieszczęsliwy wypadek), to byśmy doczekali się najstarszego kina w Polsce! Zabytek i unikat nie do kupienia za żadne pieniądze.

Łatwy dojazd samochodem i liczne parkingi na olsztyńskiej starówce turystów nam nie przysporzą. Turyści szukają unikalnych i niepowtrzalnych miejsc, spotkań z niebanalnymi, niecodziennymi ludźmi.

Mnie na olsztyńskie Stare Miasto przyciąga architektura odbudowana na barokowo-lidzbarsko-warmińską modłę, z dyskretnym piętnem socrealizmu czy chłopomanii, gotycka katedra i w części gotycki zamek, katarynka na starym rynku, uliczni grajkowie (bo autentyczni). I ludzie, których mogę spotkać. I ławeczka z Kopernikiem, bo uświadamia, że chodzę scieżkami wybitnego astronoma – prawie jakbym go spotkał.

Od wizyt na Starym Mieście odstraszają mnie wszędzie zaparkowane samochody (przejść chodnikiem niesposób), brak muzyki instrumentalnej (z radia lub płyty to ja i w domu sobie posłuchać mogę). I odstraszają mnie wysokie ceny.

Jak wytną na Warmii wszystkie aleje przydrożne, zniszczą wszystkie zabytki (bo nie rentowne), to kto tu i po co przyjedzie?

Naukowcy wspomnienia piszą. A w Olsztynie?

Wczoraj otrzymałem opasły tom wspomnień prof. Józefa Banaszaka z Bydgoszczy. To już druga wspomnikowa pozycja tego autora. Trzy lata temu opublikował "Czas nie przeszedł obok. Wspomnienia przyrodnika" (wyd. 2008). Nieco starszym dokumentem epoki jest książka prof. Andrzeja Warchałowskiego pt. "Pomost", wydane w 2010 r. przez Wydział Biologii Uniwersytetu Wrocławskiego.

Obie wymienione książki znakomicie się czytało. Lubię literaturę faktu, a ta dotyczyła entomologii i mojego życia zawodowego. W autobiograficznym pisarstwie naukowców (nauki przyrodnicze) widać specyficzny, analityczny i nieco zobiektywizowany ogląd rzeczywistości. To historia najnowsza widziana oczami naukowców.

Teoretycznie naukowcy potrafia pisać (i mówić), bo to element ich warsztatu zawodowego. Ale na codzień piszą artykuły i książki naukowe, adresowane do zazwyczaj wąskiego kręgu odbiorców (innych specjalistów). Autobiografia i historia to zupełnie ina dziecina i inny warsztat. Ale chyba nie w warsztacie technicznym tkwi przyczyna…

W Olsztynie brakuje takich wspominkowych pozycji. Ciekawe dlaczego? Nie potrafimy pisać, nie chcemy, nie mamy motywacji, nie widzimy w życiu naukowym niczego ciekawego i społecznie wartościowego?

Najnowsza ksiażka prof. J. Banaszaka nosi tytuł "Wybrałem Bydgoszcz. Dzienniki 1989-2009". Liczy ponad 780 stron… Odłożyłem do przeczytania na "później". Najpierw muszę znaleźć klucz… Może będzie nim przemiana szkolnictwa wyższego? Może moja własna praca zawodowa?

I jeszcze raz, dlaczego olsztyńscy naukowcy z nauk przyrodniczych nie piszą wspomnień z własnego życia? Także książek biograficznych z olsztyńskimi klimatami (naukowymi) jest niewiele. Mile wspominam zbiorową biografię prof. Sakowicza…

Wiosna kwitnąca zapachami, nawet w mieście

Wiosna odsłoniła się w pełnej krasie, kwitnącymi mirabelkami, jabłoniami i gruszami. Słodki zapach kwitnących drzew rozchodzi się nawet po mieście. Ale cieszyć się można zapachem i urodą kwiatów… gdy się chodzi pieszo lub jeździ rowerem. Z okien samochodu mniej widać (bo za szybko miga obraz za szybką), i zdecydowanie co innego pachnie (odświeżacz samochodowy).

Po co ten pośpiech w zatłoczonych korkami samochodach i ulicach? I cóż zrobią ci ludzie w blaszanych puszkach, gdy zaoszczędzą swoim pośpiechem 5, 10 a może nawet i 20 minut? Siądą przed telewizorem i dłużej będą oglądali seriale lub… przyrodę? A może dłużej pozwiedzają centra handlowe? Czy warto zamieniać kwitnące drzewa na betonowe parkingi?

Żeby bardziej  nacieszyć się jedzeniem (dłużej i pełniej odczuwać przyjemność), wystarczy jeść wolniej i w dobrym towarzystwie. Przy okazji nasyci mniejsza porcja pokarmu. To samo można odnieść do wielu innych aspektów życia: szybciej nie znaczy lepiej. Wolniejsze życie to mniejsza konsumpcja i radośniejsze życie.

Wiosna nastraja optymistycznie i zachęca do delektowania się otaczającym nas światem. Wolne życie (slow city) to również większa wolność (mniej uzależnień).

Nowoczesne muzea i interaktywne wystawy (w Płocku, szkoda, że nie w Olsztynie)

W czas okołoświąteczny odwiedziłem z rodziną Muzeum Mazowieckie w Płocku. Chcieliśmy zobaczyć (po raz kolejny) wystawę secesji, ale tym razem w nowej siedzibie. W pozytywne zdumienie wprawiła mnie druga ekspozycja, poświęcona historii Płocka i Mazowsza. Nie dość, że informacje zgodne z aktualnym i najnowszym stanem wiedzy, to jeszcze podane w rewelacyjnej, multimedialnej i interaktywnej formie.

Ciekawa treść podawa w interesującej formie, z oddziaływaniem na wszystkie zmysły i dostosowane do różnych sposobów obserwowania: nie tylko tradycyjne eksponaty z opisami, ale i multimedia z możliwością dużej indywidualizacji oglądania. Brakowało tylko dźwiękowych informacji (przez słuchawki) w językach obcych. Ale pracownicy sami dostrzagają potrzebę rozszerzenia oferty.

I tylko szkoda, że w Olsztynie takich wystaw nie mamy… Zostajemy w tyle myśląc, że kolejne parkingi (zamiast parków) i wieżowce są synonimem nowoczesności i czymś podnoszącym jakość życia.

Przy wyjściu z muzeum stosowna informacja, która rozwiała moją niepewność – projekt znacząco dofnansowany ze środków Unii Europejskiej :). W przededniu kolejnej rocznicy integracji Polski z Unią Europejską warto podkreślać te dobre skutki. Wiele jest śladów ekonomicznego i kulturowego wsparcia i dobrodziejstw, wynikających z tej integracji, jak Polska długa i szeroka. Może za jakiś czas będziemy świętowali tę datę, tak jak unię polsko-litewską i konstytucję 3. maja.

Dzień Ziemi i Międzynarodowy Rok Lasów (2011)

Tak się symbolicznie i szczęśliwie składa, że tegoroczny Dzień Ziemi (22 kwietnia) przypada w Dzień Męki Pańskiej (triduum paschalnego). Dodatkowo obchodzimy międzynarodowy rok lasów.

Ochrona przyrody związana jest z etyką, z moralnością. To, co możemy spotkać w lesie (jak na fotografii wyżej, wykonanej tydzień temu w Łężanach), wynika z naszego stusunku do całego świata (konsumpcjonizm przejawia się w traktowaniu drugiego człowieka jak i otaczającej nas przyrody). Czy przyrodę i innych ludzi traktujemy jako pole eksploatacji i rywalizacji, czy jako wartość samą w sobie (jako element Stworzenia, ogród powierzony nam w opiekę).

Kończę właśnie lekturę wielce inspirującej i wartościowej książki Petera Bowlera "Historia nauk o środowisku". Ogląd zmian, jakie się na przestrzeni wieków dokonały w postrzeganiu środowiska przyrodniczego, ułatwia zrozumienie tego, co dzieje się dzisiaj. I jak bardzo nauka uzależniona jest od światopoglądu, etyki całego społeczeństwa.

Teraz lepiej rozumiem podzielany i przeze mnie pogląd, że "Ziemia wraz z jej biosferą może być zrozumiana tylko jako sieć oddziałujących wzajemnie na siebie procesów." Gdzie człowiek jest częścia przyrody a nie obok niej. Być może groźba globalnej katastrofy środowiskowej pozwoli ponownie powrócić do humboldtowskiej idei uniwersytetu oraz "może ponownie wprowadzić podejście syntetyczne [w naukach przyrodniczych, w tym i ekologii], preferowane kiedyś na polu nauki przez Humboldta i jego pokolenie."

I jeszcze jeden cytat ze wspomnainej książki na koniec "Lata sześciesiąte były dekadą powszechnego protestu przeciwko ustalonym wartościom. Młodzież całego świata miała wrażenie, że militarystyczne i nastawione na zysk społeczeństwo prowadzi ludzkość ku destrukcji, i w proteście wyszła na ulice (…)". To także protest przeciwko materializmowi, pogonią za zyskiem, instrumentalnym traktowaniem ludzi i przyrody.

W dniu Męki Pańskiej można na Ziemię i jej Dzień spojrzeć nieco głębiej i nieco inaczej. Cośmy jej (sobie) uczylinili i za co wzieliśmy Judaszowe srebrniki (jak się usprawiedliwiamy, racjonalizujemy?). Duch i materia bardziej są ze soba zrośnięte niżbyśmy skłonni byli publicznie artykułować.

Kawoksięgarnia czyli przybywa miejsc sympatycznych w Olsztynie

Smutno, gdy z olsztyńskiej starówki ubywa miejsc klimatycznych, wyjątkowych, niepowtarzalnych (np. galerie, kina). Na szczęście pojawiają się także nowe, sympatyczne przedsięwzięcia. Z duszą, dla koneserów, "niszowych" odbiorców a nie popkulturowej sieczki konsumenta masowego i bez wyrazu.

Do takich uroczych miejswc należy niedawno otwarta kawoksięgarnia Tajemnica Poliszynela. Mała i oryginalna księgarnia, połączona z kawiarnią i herbaciarnią. Oraz obecnością autorów i niebanalnych pamiątek. To jest Olsztyn jaki lubię i kocham.

A pani Joanna za każdym razem opowiada ciekawie o herbatach i książkach. Zachodzę tylko na chwilę… a wychodzę z książką :). I nie żałuję.

Jajko i zajączek

Spłycanie i komercjalizowanie Świąt Zmartwychwstania Pańskiego przybiera rożnorodne i komiczne formy. Kartki z życzeniami świątecznymi, "politycznie poprawne" z zajączkami, jajkami, baziami. Jeśli człeku nie uznajesz Świat Wielkiej Nocy, to po kiego grzyba wysyłasz życzenia? Z okazji zajączka, święta wiosny, smacznego jajka? Udawanie, że czegoś nie ma? Być i nie być jednocześnie. Prawie jak za "komuny", ale teraz nic nie grozi, nic nie trzeba. Jesteśmy wolni… więc przynajmniej się nie ośmieszajmy… publicznie.

Ale i tak Świeta Wielkiej Nocy mniej dają się (na szczęście)skomercjalizować. Dzięki temu zostają bardziej duchowe i pozwalają spokojniej przeżywać misterium.

Wielu błogosławieństw z okazji Męki i Zmartwychwstania Pańskiego!

Wilcze i łykowate oznaki wiosny

Najpierw znalazłem (jakiś czas temu) resztki po posiłku wilków – kości i sierść. A nieco dalej kwitnący wawrzynek wilczełyko (Daphne mezereum). Przedwiośnie i wiosnę na ogół kojarzymy z przylaszczkami czy zawilcami. W lesie i na polach kwitnie znacznie więcej i roślin zielnych, i krzewów.

Wawrzynek – bo liście ma podobne do warzynu. A że roślina trująca, to i wilka w nazwie ma. Łyko w sam raz dla niegdyś mocno nie lubianego drapieżnika. Teraz znowu jest ich ciut więcej w naszym regionie.

Przyroda się zmienia. Wiosenne spacery do lasu pozwalają nie zapominać i rodzimej przyrodzie. Gdyby tylko tych śmieci było mniej…