O skójce z grubą skorupką, monitoringu środowiska i guzikarstwie

Jako dziecko wakacje spędzałem zazwyczaj nad małą rzeczką. Uregulowana, płytka, piaszczysta. Wtedy żyły tak jeszcze raki szlachetne i kiełbie. W płytkiej wodzie rzeki Liwny zbieraliśmy muszle małży. Teraz wiem, że były to skójki malarskie. Ale z pewnością było tam więcej gatunków. Muszle zachwycały mieniącą się masą perłową.

Z dzieciństwa pamiętam jeszcze jakieś starodawne, nierówne guziki z masy perłowej. Mieniły się, ale każdy był jakiś ciut inny. I było ich mało. Więc do zabawy chętniej wybierałem jednakowe guziki plastikowe.

Wspomnienie guzików z masy perłowej przywołały mi dwa fakty, wcześniejsze odwiedziny z Muzeum Mazowieckim w Płocku i wystawy o sochocińskiej manufakturze guzikarskiej i ostatnie wyjazdy terenowe, związane z monitoringiem skójki gruboskorupowej (Unio crassus). No i wcześniejsze wpisy na blogu poświęcone szczeżui pospolitej, po których zacząłem się zastanawiać czy ze szczeżui wyrabiano guziki?
(czytaj 1, 2, 3)

Skójka gruboskorupowa, jako gatunek naturowy, została objęta monitoringiem państwowym. Niestety na mapie badanych rzek brakuje tych z Warmii i Mazur. Może więc warto odnotowywać miejsce jej występowania (zob. Skójka gruboskorupowa w Olsztynie).
Liczną populację skójki gruboskorupowej w tym roku widziałem w rzece Pasłęce, od Bażyn aż po Pelnik. Jest liczna i ma się dobrze. Od lat widuję ją w rzece Łynie, w Lesie Warmińskim, Olsztynie i na wysokości Smolajn. Pojedyncze okazy spotykałem także w rzece Kirsnie. Natomiast na mapce rozmieszczenia tego gatunku w Polsce, nasz region to jedna wielka biała plama („Poradniki ochrony siedlisk i gatunków – skójka gruboskorupowa 1032”, Katarzyna Zając). Po prostu brakuje informacji o tym gatunku. Aż dziwne.

Skójka gruboskorupowa jest dużym słodkowodnym małżem. Średnie wymiary muszli mogą różnić się znacznie w zależności od stanowiska, w Polsce znajdowane muszle o wielkości 4,4 do 7,2 cm (K. Zając, „1032 Skójka gruboskorupowa”, Biblioteka Monitoringu Środowiska, i dalsze informacje). Tak dużych muszli nie sposób przeoczyć w czasie badań terenowych, nawet okazów martwych, żyjących wcześniej w danym siedlisku. Wygodne do inwentaryzacji są puste muszle, po martwych małżach. Wyraźnie palcami można wyczuć, że muszla jest grubsza niż u innych skójek. Ponadto nie niepokoimy tego gatunku (nie wyjmujemy z wody żywych małży).

Skójka gruboskorupowa jest filtratorem, odżywiającym się sestonem (odfiltrowuje z wody glony, drobne zwierzęta planktonowe, martwą materię organiczna). Na ogół przebywa zakopana w osadach dennych (tylko tylny koniec muszli z syfonami wystaje ponad powierzchnię dna), ale jest widoczna gołym okiem. Dojrzałość płciową osiąga przy długości muszli 30–40 mm. Do rozrodu przystępuje wiosną (kwiecień i maj).
Tak jak i inne skójkowate w cyklu życiowym ma pasożytnicze glochidium (czytaj więcej). Żywicielami glochidiów skójki gruboskorupowej są: ciernik (Gasterosteus aculeatus), cierniczek (Pungitius pungitius), jelec (Leuciscus leuciscus), kleń (Leuciscus cephalus), strzebla potokowa (Phoxinus phoxinus), okoń (Perca fluviatilis), wzdręga (Scardinius erythrophtalamus) i głowacz białopłetwy (Cottus gobio). Inne gatunki mogą być nieodpowiednie – przyczepiające się glochidia mogą być przez system odpornościowy usuwane i uśmiercane. Sporym kłopotem mogą być gatunki obce i inwazyjne. Układ pasożyt-żywiciel to złożony system, kształtujący się przez wiele lat.
Jeżeli potencjalne ryby, żywiciele glochidiów skójki gruboskorupowej występują a skójki brakuje, to najwyraźniej siedlisko jest nieodpowiednie dla przeżycia tego małża.

Pasożytowanie trwa zwykle około czterech tygodni, po czym młode małże opuszczają ciało żywiciela i rozpoczynają samodzielne życie. Przez 2–5 lat żyją zakopane w osadach dennych (w tym stadium jest trudne do wykrycia w cieku, bez specjalistycznego sprzętu nie zobaczymy ich w rzece). Starsze osobniki najczęściej tworzą skupienia, składające się z osobników obu płci.
Skójki należą do organizmów długowiecznych. Maksymalna długość życia osobników różni się w zależności od populacji, złożone z osobników krótko żyjących, w których maksymalna długość życia wynosi 8 lat, oraz długożyjące – 23 lata. W Skandynawii dożywają 70 lat. Można postawić pytanie, czy na Warmii i Mazurach są przyjazne warunki do długiego życia skójek?

Długi okres życia sprawia, że jeśli w danej rzece skójka gruboskorupowa pojawiała się nawet okazjonalnie, to pozostawałyby żywe lub martwe dorosłe osobniki. Stabilność siedliska w skali wieloletniej jest ważna dla przetrwania tego gatunku. Dlatego został wybrany do monitoringu stanu środowiska.

Siedliskiem skójki gruboskorupowej są czyste wody bieżące (duże potoki, strumienie i rzeki) z piaszczystym lub piaszczysto-żwirowym dnem, małż ten preferuje rzeki krainy lipienia i brzany. Zdarza się, że występuje także w innych siedliskach, np. w rejonie, gdzie rzeki wpadają do jeziora i w wypływach rzek z jezior.

Skójka gruboskorupowa zasiedla rzeki dość szybko płynące w porównaniu do cieków zasiedlanych przez inne gatunki skójkowatych, jednak osobniki tego gatunku występują zazwyczaj w takich miejscach, gdzie prędkość przepływu wody spada, przeważnie w strefie przybrzeżnej.
Jako gatunek wrażliwy na zanieczyszczenia, skójka gruboskorupowa jest bardzo dobrym wskaźnikiem czystości wód. Zatem to zanieczyszczenie wód jest głównym czynnikiem sprawiającym zanikanie tego gatunku z naszych wód. Drugim jest melioracja, czyli bagrowanie rzek (zobacz zdjęcia z poprzedniego wpisu). Dla pogodzenia celów odwodnieniowych i ochrony bioróżnorodności proponuje się etapowe pogłębianie cieków, tak aby z części niebagrowanych organizmy zdążyły przejść do już oczyszczonych.

Zwierzęta te prowadzą na ogół osiadły tryb życia. W wypadku, gdy warunki pogorszą się (np. na skutek spadku poziomu wody), skójki mogą przemieszczać się na stosunkowo niewielkie odległości, w ciągu godziny są w stanie pokonać dystans około dwóch metrów. Tak więc dyspersja tego gatunku odbywa się przede wszystkim w stadium larwalnym, w okresie pasożytowania na rybach (zobacz też wpis o szczeżui). O obecności gatunki (kolonizacja, rekolonizacja cieków) w dużym stopniu decyduje obecność odpowiednich gatunków ryb.

Wędrówka małża przez osady denne pozostawia charakterystyczne rowki w podłożu, szczególnie dobrze widoczne w drobnych osadach (cecha ta ułatwia wykrycie obecności gatunku w rzece). Gdy niekorzystne warunki mają większy zasięg w przestrzeni i czasie (np. powódź, zima) małże spowalniają metabolizm, rezygnują z normalnej aktywności i w takim stanie usiłują przetrwać.
W ostatnich kilkudziesięciu latach wiele siedlisk skójki gruboskorupowej uległo degradacji lub daleko idącym przeobrażeniom, głównie na skutek zanieczyszczenia wody oraz regulacji rzek. Czy na występowanie skójki i wielkość populacji ego gatunku mogło mieć wykorzystywanie jej jako surowca do produkcji guzików?

Zachęcam do obejrzenia wystawy pt. „Sochocińskie guziki – ślad dawnej tradycji” lub odszukania w internecie towarzyszącej jej broszurze.
Chyba trzeba udać się do Sochocina i sprawdzić, z jakich mięczaków wyrabiano tam guziki. Na razie udało mi się dotrzeć, do dwóch fotografii ( http://xenna.com.pl/sochocinskie-guziki/, http://tc.ciechanow.pl/fotoreportaz-172-sochocinskie_guziki.html#/resources/image/fotoreportaze/big/172/200912151850550.jpg
Na zdjęciu widać, że do produkcji guzików wykorzystywano skójki, w tym skójkę gruboskorupowa, malarską i zaostrzona. Nie widać szczeżui. Być może dlatego, że szczeżuje mają zbyt cienką muszlę. Najbardziej odpowiednia wydaje się skójka gruboskorupowa.

Sochocin, zlokalizowany na północnym Mazowszu, niedaleko granicy naszego regionu, lokowany był na prawie chełmińskim w 1385 r. Położony nad Wkrą oraz w pobliżu jej dopływów (m.in. Łydyni). Jakie małże tam teraz żyją? Ciekawe. Wkra mnie zawsze kusiła pod względem chruścików. Trzeba będzie kiedyś zrealizować marzenia i zaspokoić ciekawość.

Kiedy rozwinęła się manufaktura guzikarska w Sochocinie, w drugiej połowie XIX w. Sochocin był miejscowością typowo rolniczą. Rzemiosło i handel były słabo rozwinięte. Mieszkańcy poszukiwali nowych źródeł zarobkowania. I tak powstały tam zakłady rzemieślnicze guzikarskie. Być może, guziki, które pamiętam z dzieciństwa tam zostały zrobione.
W tym czasie, pod rosyjskim zaborem w Królestwie Polskim, rozwijał się przemyśl włókienniczy (zwłaszcza w okolicach Łodzi, Kalisza, Sieradza, Warszawy). Wzrosło więc zapotrzebowanie na guziki. Kiedyś wyrabiane z drewna, potem były produkowane z muszli mięczaków (ale morskich). W 1866 r. powstała pierwsza na północnym Mazowszu fabryka guzików z masy perłowej w Krasnem. Surowcem do produkcji guzików były muszle małży morskich, pochodzące z basenu Morza Czerwonego i Oceanu Indyjskiego. Produkcja więc opierała się na importowanej bioróżnorodności.
Nieznane są dokładnie gatunki dużych i twardych muszli morskich mięczaków, z których przed II wojną światową sochocinianie produkowali guziki. W samym Sochocinie zostały pojedyncze fragmenty muszli morskich, które dawniej po wycięciu krążków, usypywano w wielkie hałdy lub wyrzucano na drogi w celu ich utwardzenia. Nie dziwmy się więc obecności na Mazowszu muszli egzotycznych mięczaków. Kultura łączy się z przyrodą czasami w zaskakujący sposób.

Po II wojnie światowej, w czasie które wymordowano Żydów i wielu polskich mieszkańców, produkcja guzików w Sochodcinie powoli się odradzała. Zmieniły się warunki gospodarcze i zabrakło importu czarnomorskich i indyjskich muszli mięczaków. A zapotrzebowanie na guziki było duże. Najpierw korzystano z tego, co pozostało na wysypiskach. Z niektórych muszli udawało się jeszcze wyciąć coś na guziki. Ale i to szybko się skończyło. Zainteresowanie sochocińskich guzikarzy zwróciło się w kierunku rodzimych małży. Czy wykorzystywano małże z Wkry? Być może, ale albo było ich za mało, albo było to głównie szczeżuje. Od dawna działająca cukrownia w Glinojecku zapewne przyczyniła się do zamieszczenia Wkry i zaniku wrażliwych skójek, w tym skójki gruboskorupowej.

Wcześniej już pisałem o tym, że małże nasze skarmiano świniom. Zapewne jako uzupełnienie paszy białkowej. Rolnicy nadwiślańscy, od Dobrzynia nad Wisłą aż po, Wyszków czy Nowy Dwór Mazowiecki co roku wypływali łodziami na połów małży(na bezrybiu i małż ryba?). Płynęli aż do Narwi i Bugu (a więc nie tylko z Wisły małże pochodziły). Następnie parzyli je wrzątkiem, otwierali i wyjmowali ze środka mięso, którym karmili zwierzęta. Bezużyteczne muszle usypywali w ogromne pryzmy. To był odpad poprodukcyjny. Te bezużyteczne mięczakowe hałdy wypatrzyli sochocinianie i wyprosili możliwość zabrania muszli niby w celu wysypania ich na błotniste uliczki i utwardzenia podłoża. Kiedy wydało się, że służą do wyrobu guzików, później nadwiślańscy rolnicy zaczęli żądać zapłaty, początkowo symbolicznej, potem wyższej.

Ale nie cena przyczyniła się do upadku sochocińskiego guzikarstwa. Eksploatacja mięczaków wynikała z potrzeb rolniczych. Guzikarstwo wykorzystało tylko odpad „poprodukcyjny”. Ciekawe jest jednak jak dawna była tradycja skarmiania świniom rzecznych małży i jaki skutek wywierało to na populacje tych mięczaków. Dane współczesne, już bez eksploatacji, pokazują ze najbardziej szkodliwe jest zanieczyszczenie wód oraz regulacja rzek.

Rzemieślnicy z Sochocina po swojemu nazywali surowiec. Ciekawe czy nazwy: „wiślanki”, „bużanki” oraz „narwianki” wiązały się z konkretnymi gatunkami małży i ich przydatnością do produkcji guzików, czy też z innego powodu nadawali takie nazwy. Wątpię także czy do produkcji guzików wykorzystywano szczeżuje (ale na pewno te muszle docierały). Resztki muszli, pozostałe po wyborowaniu krążków na guziki, wysypywano na ulice celem utwardzenia nawierzchni. Teraz to znakomity materiał badawczy do poznania bioróżnorodności. Dziedzictwo kulturowe wspaniale łączy się z dziedzictwem przyrodniczym.

Państwo socjalistyczne niechętnie patrzyło na przydatne rzemiosło. To była pierwsza przyczyna upadku sochocińskiego guzikarstwa. Drugim było wprowadzenie łatwych w produkcji i w bogatym wzornictwie guzików plastikowych. Guzikarstwo w Sochocinie, bazujące na lokalnej bioróżnorodności, zakończyło się przed rokiem 1963. A więc przed moim narodzeniem. Zostały tylko gdzieś pojedyncze guziki w pościeli czy koszulach.

Czy na fali rosnącej mody na lokalność i rękodzieło, powróci zainteresowanie muszlami krajowych małży? Może ozdoby, pamiątki, może w sztuce użytkowej? I czy potrafimy korzystać z lokalnej bioróżnorodności nie niszcząc jej? To znaczy umiejętnie korzystać z zasobów przyrodniczych, umożliwiając jej odtwarzanie się?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s