Można się wyśmiewać z głupoty, można się zasmucać skalą ignorancji i współczesnych zabobonów. Ja jednak przytaczam poniższy przykład w zupełnie innym celu. Chcę wskazać na głęboką potrzebę edukacji ustawicznej i pozaformalnej. Nowe wyzwania edukacji nas nie ominą. Zareagujemy racjonalnie albo… mitycznie i magicznie.
Najpierw słów kilka o edukacji ustawicznej (przez całe życie). To nic nowego, Homo sapiens robił tak od setek tysięcy lat. Ale odkąd wymyślono zorganizowane szkoły i edukacja formalna objęła niemalże całą populację (powszechny obowiązek szkolny), to narodził się mit, że uczymy się tylko w szkole. I że jak czegoś ktoś nie wie, nie umie, to wina niedostatecznego kształcenia w szkole. Potrzeby edukacyjne są ogromne stąd nacisk na poszerzanie programów nauczania (poza biologiczną wydolność ucznia) o coraz to nowe i niezbędne treści. Wydłużanie zorganizowanej edukacji (nawet wykształcenie wyższe się upowszechniło, w Polsce w ostatnich 15-20 latach) oraz potrzeba doskonalenia zawodowego na różnych kursach i szkoleniach, to efekty takiego sposobu myślenia. Tak dostrzegliśmy kształcenie ustawiczne, czyli przez całe życie. W zasadzie odkrywamy je na nowo. Uczymy się także dla przyjemności (a nie tylko w celach zawodowych), czego przykładem są liczne Uniwersytety Trzeciego Wieku.
Nauka w szkole już nie wystarczy, bo potrzeby stale rosną. Tak dostrzegliśmy edukację pozaformalną czyli poza zorganizowanymi formami edukacji w szkole. Taka powinna być m.in. misja radia, telewizji, prasy czy nawet bibliotek i domów kultury. Powinna, ale całkiem o tym zapomnieliśmy, zwłaszcza w odniesieniu do mediów publicznych. Ostatnie lata to rozwój różnorodnych, nowych form edukacji zarówno ustawicznej jak i pozaformalnej. Ale to wciąż za mało jak na wyzwanie czasów, w których żyjemy. W systemie edukacji dokonuje się cicha ale ogromna rewolucja.
Szybki postęp technologiczny powoduje, że nowości jest zbyt dużo. A aktualna wiedza potrzeba jest nam by rozumieć świat wokół nas. Także i takie reklamy (zamieszczona niżej na ilustracji) o nieszczelnych jelitach. Bez dostępu do wiedzy i edukacji człowiek może być łatwo manipulowany. Jest jak mieszczuch w dżungli – nie rozumie przyrody wokół siebie i najzwyczajniej wszystkiego się boi. Bo nieznane, niezrozumiałe, dla niego nieprzewidywalne.
Buraki ćwikłowe jadam od dzieciństwa, w postaci zupy czy buraczków jako dodatku do drugiego dania. Od dawna zauważyłem, tak jak wielu innych ludzi, że po zjedzeniu buraków czerwonych mocz zabarwia się na ciemno, na buraczkowo. Normalne zjawisko. Czasem zastanawiałem się tylko jakie to barwniki przedostają się do moczu i zabarwiają mocz.
Z drugiej strony, w diagnostyce medycznej mocz wykorzystuje się od dawna. Oddajemy w słoiczku do laboratorium w czasie standardowych badań (często w towarzystwie pobierania krwi). Na podstawie moczu, tego jaki jest i co jest w środku, lekarze sporo mogą dowiedzieć się o stanie naszego organizmu. Zatem w świadomości ludzkiej coś zostaje: mocz wykorzystywany jest w diagnostyce.
I na taki grunt trafia cytowany i zamieszczony wyżej artykuł o wykorzystaniu buraków czerwonych do samodzielnego zdiagnozowania „nieszczelności jelita”. Brzmi groźnie, a każdy może sobie taki test samodzielnie w domu zrobić. Co prawda instrukcja jest nieprecyzyjna, bo nie wiadomo co z tym sokiem z buraków zrobić: wstawić do lodówki (wszak moda jest na różne biopola i homeopatie, energie itd.) czy wypić. Domyślać się można, że trzeba by ten sok wypić. I co się stanie? U większości populacji mocz się zabarwi. Ale zabarwienie moczu z czego innego wynika niż nieszczelność jelita. Wymieszana jest prawdziwa informacją z ewidentną bzdurą. Wystarczy całkiem średnia wiedza o budowie naszego organizmu i fizjologii by zapaliła się w głowie „czerwona lampka”, że coś tu jest nie tak. Mocz powstaje w nerkach a nie jelitach. Że dostaje się do krwi a stąd do nerek? Przynajmniej wiedza ze szkoły średniej (tak mi się przynajmniej zdaje na podstawie mojej edukacji sprzed 30 lat) wystarczy by nieufnie podejść do takiej domowej diagnozy. I poszukać informacji w innych źródłach, bo to wydaje się mało wiarygodne. Na marginesie można dodać, że popularność najróżniejszych teorii spiskowych (denializm) mieści się chyba w tym samym nurcie.
O wykrywaniu nieszczelności jelit (a co to takiego?) sokiem z buraków i obserwacji moczu pisze ktoś głupi lub cyniczny. Skala ignorancji jest duża. Sądząc po dyskretnej reklamie na końcu tekstu, pisze to raczej ktoś cyniczny, licząc na ignorancję czytelników. Chce niedouczonych lub zagubionych w świecie nowoczesności ludzi oszukać i naciągnąć na wydatek, proponując swoją „rewelacyjną” kurację. Proste i tanie, jak zdejmowanie uroków pokrzywą lub dziurawcem. Na końcu wspomnianego tekstu pojawia się nazwa cudownej pasty różanej. Reklama dyskretna. Bo przecież przestraszony człowiek, że ma jakieś nieszczelności jelita, poszuka sobie tej pasty i zakupi. Cudowna kuracja jak leczenie od uroków starodawną metodą z jajkiem. I tania.
Jakie wnioski? Potrzebna wiedza, by przeżyć we współczesnym świecie. By nie bać się wyimaginowanych czarownic, nieszczelności jelita czy GMO. Bo współczesny człowiek potrzebuje umieć szybko weryfikować informacje i sprawdzać w różnych źródłach. W dobie mobilnego internetu i licznych bibliotek jest to technicznie łatwe. Potrzeba tylko umiejętności i nawyk, a to wszystko powinno pojawić się w toku edukacji formalnej. Nauczyć uczyć się i samodzielnie dochodzić do prawdy, weryfikować licznie napływające dane.
Dawny model edukacji, rozumianej jako wyposażanie w niezbędną wiedzę encyklopedyczną, jest obecnie niefunkcjonalny, bo tej wiedzy jest za dużo i za szybko się w wielu fragmentach dezaktualizuje. Pojawiają się zarówno nowe urządzenia jak i nowa wiedza, o której nie słyszeliśmy w czasie edukacji szkolnej. Bo wtedy jej nie było. To nie jest wina zaległości szkolnych tylko szybko zmieniającego się świata. Dlatego właśnie powinny (i są) rozwijane coraz to nowe formy edukacji ustawicznej i pozaformalnej. Nie sposób wszystkiego i raz na zawsze nauczyć się w szkole.
Ale potrzebne jest także rozumienie podstawowych procesów oraz krytyczne myślenie, ciekawość. W tym sensie „naukowcem” może być każdy, by odnaleźć się w nowym świecie. Tak więc współczesna szkoła powinna uczyć przede wszystkim krytycznego myślenia, weryfikowania informacji poprzez sięganie do różnych źródeł i ocenę, które są wiarygodne. Te umiejętności potrzebne są także po to, by w pełni korzystać potem z edukacji pozaformalnej. Tak jak kurs prawa jazdy – umożliwia potem poruszanie się różnymi pojazdami (a nie tylko taką marką, na jakiej się uczylismy).
Brak aktualnej wiedzy to poczucie zagrożenia i wyalienowania we współcześnie obcym świecie. Dlaczego nie iść do lekarza, gdy mamy obawy co do swojego zdrowia? Nie ufamy medycynie czy też trudny jest dostęp do specjalisty? Dlaczego tak wiele osób chętniej słucha szarlatanów i naciągaczy, gdy teoretycznie bardzo łatwo może zasięgnąć porady specjalisty, także za pośrednictwem mobilnego internetu? Kto jest dla nas ekspertem?
c.d.n.



„Miłość jest siostrą mądrości. W głupim nie ma dość materiału na dobroć”
Na tytułowe pytanie można odpowiedzieć dwojako: krótko i łatwo ale fałszywie oraz bardziej zawile, obszerniej ale jednak bliżej prawdy.
Jedno zdjęcie z warmińskiego ogródka, wykonane telefonem z damskiej torebki, uruchomiło serię niezwykle intrygujących zdarzeń. Dostrzeganie szczegółów jest efektem edukacji i wiedzy. Człowiek głupi, ciemny i o ubogim zasobie wiedzy – w tym przypadku przyrodniczej – niewiele widzi, niewiele dostrzega. Mowa o lokalnej bioróżnorodności i aktywności społecznej. Ale po kolei.
Biologia, poprzez swoją zaskakującą złożoność, nieustannie zadziwia. Życie co i rusz wychodzi poza proste, matematyczne schematy. Bo czy może być większa połowa? Teoretycznie połowa to 50%, a więc obie połowy powinny być jednakowe. Z codziennego życia wiemy jednak, że z tym dzieleniem na pół różnie bywa. Niedokładność czyni wiele.
Spotkania z ludźmi inspirują. Nawet, jeśli odbywają się za pośrednictwem papierowych książek. Biblioteka jest takim urokliwym miejscem na spotkania z myślą ludzką, opowieściami i refleksjami. W ciszy i w gwarze. To pierwsze w czasie czytania, to drugie w czasie różnorodnych, aktywizujących pikników naukowych.
Ludowe zabobony (irracjonalne, czasem szkodliwe i groźne dla zdrowia a przynajmniej dla rozumu) nie są tylko domeną przeszłości i polem badawczym etnografów. Są naszą teraźniejszością, widoczną chociażby w księgarniach, gdzie brakuje wydzielonych półek dla książek naukowych i popularnonaukowych, dużo jest za to ezoteryki i zabobonów w nowym, popkulturowym wydaniu. Nasz klient nasz pan… i dlatego w Empiku na półce z napisem astronomia znajdują się książki z tematyką astrologiczną (słowa jakże podobne ale znaczenie bardzo różne). Post-prawda na pierwszym planie … nie tylko w polityce.
Zasmuca popularność teorii spiskowych. Kiedyś czarownica, demony, teraz jakieś domniemane siły, opisywane teoriami spiskowymi (Żydzi, masoni, jakieś tajemnicze służby wielkiego mocarstwa lub przemysłu, ONI, łącznie z UFO).
W drugiej ankiecie udział wzięło już nieco mnie osób (32). Było mniej czasu na zadanie i chyba mniej atrakcyjne było samo pytanie, wyświetlane na ekranie. Trzeba było dokonać wyboru. Aż 24 osoby zadeklarowały kontynuację dyskusji na FB. W facebookowym wydarzeniu zarejestrowało się 61 osób (36 zadeklarowało, że weźmie udział, a 25 że jest zainteresowanych). Nie sprawdziłem czy przybyło uczestników po wykładzie. Niemniej aktywny udział w dyskutowaniu wzięło kilka osób. A więc albo deklaracja co do dalszej dyskusji była na wyrost (słomiany zapał), albo aktywność sprowadziła się do biernego czytania (brak odwagi na aktywny i widoczny udział w dyskusji). Ewentualnie część nie odszukała „eventu” na FB.