Jarmark Warmiński

Na otwarciu II Jarmarku Warmińskiego śnieżna pogoda dodała magicznego klimatu, pośród straganów z zapachami dzieciństwa, rękodzieła i twórczości w przestrzeni publicznej. Oby więcej takich imprez. Może znowu nauczymy się przebywać ze sobą w miejskiej przestrzeni publicznej, razem tworzyć, przeżywać i cieszyć się pięknem świata. I poszukiwać jego sensu.

Telewizor w rzece czyli przedświąteczna akcja studemtów

Na zdjęciu wyżej widok ze spływu wiosennego rzeką Łyną (w okolicach Bartąga i Rusi). Stare telewizory i inne elektrośmieci znaleźć można niemalże w każdym lesie. Nie tylko brzydki widok ale i zanieczyszczanie środowiska. Także wtedy, gdy stary sprzęt AGD i RTV wyrzucamy do komunalnego pojemnika na śmieci. Sporo jeszcze trzeba zmienić w świadomości społecznej i przyzwyczajeniach nie tylko olsztyniaków.

Studenci biologii już po raz drugi organizują przedświąteczną akcję ph. Prezent dla Ziemi pod choinkę. Tym razem akcja zbierania elektrośmieci, we współpracy m.in. z leśnikami zaplanowana jest na 18 grudnia.

Więcej o akcji na blogu biologicznym oraz na blogu studenckim: http://prezentdlaziemi.blogspot.com  

O nauce i współpracy czyli czym się różni praca w grupie od pracy zespołowej

„Umiejętność współpracy nie jest mocną stroną polskich pracowników nauki. (…) a winę za ten stan rzeczy ponosi polskie wybujałe poczucie indywidualności. Każdy w grupie musi mieć swój pomysł i nikt z niego nie zrezygnuje. Ten prosty mechanizm powoduje, że grupy naukowe żyją krótko i rozpadają się, tonąc w morzu indywidualnych i mało znaczących programów. Efekty często są wzmacniane zazdrością i koniecznością dorabiania gotówki „na boku".

Michał Heller

Praca w grupie jest wtedy, gdy pracuje się obok siebie, każdy rzuca swój pomysł i nic z tego nie wynika (jak dzieci w szkole, zasłaniają sobie zeszyt, aby kolega nie zobaczył).

Praca zespołowa jest wtedy, gdy jeden rzuca pomysł, a kolejne osoby go rozwijają, analizują, krytycznie oceniają i uzupełniają. W efekcie powstaje coś wspólnego. Wymaga to zaufania i dialogu oraz nastawienia się na efekt a nie egoistyczną rywalizację, podstawiającą nogi. To tak zwane polskie piekiełko (wychylającego się w góre, zaraz zciągają w dół) jest ponurym spadkiem po peerelowskiej rzeczywistości i nie jest wyłącznie polską specyfiką.

W dobie zaostrzającej się konkurencji krajowej i międzynarodowej bez pracy zespołowej UWM (lub jego fragmnenty – jednostki organizacyjne) zostanie zmarginalizowany do podrzędnej szkółki. Indywidualna pazerność i rywalizacyjne "garnięcie pod siebie" wszystkim przyniesie straty.

A że zima w swej czystej bieli jest piękna, więc obrazek aktualny i zimowy. Niech powieje nadzieją na refleksję. Zespoły współpracujące przetrwają i się rozwiną :).

Czy studiowanie czyni nas lepszymi?

Od uniwersytetów i naukowców społeczeństwa oczekują poprawnego opisu rzeczywistości i adekwatnego wytłumaczenia zachodzących procesów. Wszystko po to, żeby rozumieć otaczającą nas rzeczywistość i umieć się w niej poruszać. Bez dobrej diagnozy sytuacji i dobrego modelu świata (swoistej mapy) nie jest to możliwe – kończy się licznymi błędnymi decyzjami i porażkami.

Nie ustają dyskusje nad masowością kształcenia na poziomie wyższym. Czy do dobrze, że blisko 50% młodych ludzi kontynuuje naukę na różnych uczelniach wyższych? Czy współczesna gospodarka potrzebuje tylu wykształconych ludzi? Czy nie obniża się poziom absolwentów przy zamianie elitarności na egalitarność kształcenia uniwersyteckiego?

Dyskusję podgrzewają niezwykle szybkie zmiany dokonujące się w społecznościach XXI wieku, gospodarce i technologii. Czy potrafimy przewidzieć potrzeby rynku pracy za 5 lub 10 lat? Czy dotychczasowy system kształcenia nadąża za tymi przerażająco szybkimi zmianami? Drugim impulsem do tych dyskusji jest widoczny niż demograficzny – rokrocznie w mury uczelni trafia coraz mniej maturzystów – w rezultacie nasila się konkurencja o studenta.

I w końcu rodzi się pytanie dlaczego młodzi ludzie studiują? Przeprowadzane badania socjologiczne wskazują, że duża część młodych ludzi chce mieć dyplom… aby nie być gorszym od inny przeciętniaków. Bo brak dyplomu licencjata, inżyniera, magistra upośledza na rynku pracy. Dyplom nie gwarantuje co prawa dobrej pracy ale staje się warunkiem niezbędnym, aby nie odstawać.

Powyższe wytłumaczenie powszechności studiowania chyba nie w pełnia wyjaśnia obserwowane zjawisko. W naszym społeczeństwie głęboko zakorzenione jest przeświadczenie (najpewniej słuszne), że przebywanie z dobrymi i wartościowymi ludźmi czyni nas lepszymi. Młodzi ludzie chcą studiować nie tylko z myślą o pracy zawodowej ale także ze względu na własny osobisty rozwój i osobiste doskonalenie się. Czy przebywanie na uniwersytecie wśród naukowców czyni nas lepszymi? Czy naukowcy są dobrymi i wartościowymi ludźmi (a przynajmniej powyżej średniej przeciętnej)?

A może to przebywanie wśród wiedzy i mądrości czyni nas lepszymi? A tej mądrości instynktownie poszukujemy w murach uniwersyteckich, w księgozbiorach, wykładach, spotkaniach z innymi studentami. W tym sensie mniej jest ważne gdzie się studiuje, ważniejsze kogo się spotyka: wśród książek, wśród rozdyskutowanych i pełnych ambicji koleżanek i kolegów, wśród poszukujących Prawdy lub tylko prawdy, wśród ludzi ciekawych wszystkiego. To my dokonujemy wyborów – złych lub dobrych – decydujemy z kim i jak na uniwersytecie czy w czasie studiów przebywamy.

Nawet na renomowanym uniwersytecie możesz czas spędzać przed monitorem komputera i w pubach – nikogo wartościowego nie spotkasz. To od twojej postawy zależy czy wybierzesz rodzynki nawet z przeciętnego ciasta, czy tylko okruszki z wyśmienitego tortu. Sam wybór miejsca studiowania nie decyduje o sukcesie, zarówno w zakresie kompetencji zawodowych jak i rozwoju osobowości. Potrzebna jest własna aktywność, otwartość i poszukiwanie. To wyjaśnia, dlaczego na tych samych uniwersytetach jedni studenci odnoszą korzyści, inni prawie niczego nie zyskują (poza dyplomem).

A na naszym, kortowskim uniwersyteckim podwórku ważne jest nie tylko przygotowywanie coraz to nowej oferty kierunków i specjalności, ale tworzenie warunków do samodzielnego studiowania, ułatwiania osobistego rozwoju poprzez tworzenie przyjaznej przestrzeni, w której spotykać można wartościowych ludzi i wiedzę… Nazwy nowych kierunków i specjalności nie załatwią wszystkiego. Bo słowa są jak opakowanie: dobrze jest, by ładnie brzmiały, ale naprawdę ważne jest to, co znajduje się w środku.

Zdekupażowany chruścik

Decoupage to technika umożliwiająca nadanie sensu i wartości rzeczom zwykłym, a także przywracająca wartość rzeczom z pozoru już zbędnym i bezwartościowym. Praca, wysiłek, zmysł artystyczny… i powstaje coś pięknego. Rękodzieło jest czymś unikalnym a przez to nabiera wartości.

Na zdjęciu chruściki – najpiękniejsze w Europie – Semblis phalaenoides, w decoupage’owym wykonaniu Małgorzaty Karmasz. Już stoi owo dzieło na honorowym miejscu na moim biurku.

Apetyt na decoupage rośnie. Chciałoby się spróbować samemu…

Relatywizm banału

 

„czy dana wypowiedź jest banałem, zależy od kontekstu, od sytuacji. Na przykład – kocham cię. W czytadle-kiczu to może być banał, zwrot oklepany, ale w sytuacjach prywatnych, pożądanych, słowa te mogą mieć wartość najwyższą, mieć w sobie świeżość, niezwykłość, oryginalność Pieśni nad Pieśniami.”

Ryszar Kapuściński

Nauka winna łączyć się z etyką


„Jeśli ignorancja jest ciemnością umysłu, to wiedza jest jego światłem, a studiowanie i uprawianie nauki, choć wymagają nakładu sił i przezwyciężenia wielu słabości, są zanurzeniem się w świetle.”

 „Przebywanie ze światłem wzbogaca i ulepsza, ale może także stać się niebezpieczne. Upadek z wysokiego rusztowania jest groźniejszy od zwykłego potknięcia. Źle kierując studium lub pracą naukową, możemy wyrządzić wiele krzywd sobie i innym.”

 Michał Heller „Jak być uczonym” Wyd. Znak, Kraków 2009 r.

 Nauka winna łączyć się z etyką. Uniwersytet to splendor ale i wielka odpowiedzialność.

Kończą się butelki, trzeba zabrać się za malowanie :)

Nauki przyrodnicze nie wykluczają humanistyki, poznawanie prawdy (lub Prawdy) może odbywać się na różny, komplementarny sposób. Różnorodność ubogaca i zwiększa "pole widzenia".

Na uniwersytecie spotyka się science z arts, poznanie naukowe z teologią, humanistyczne filozofowanie z eksperymentalnym szkiełkiem i okiem. Tak jak ludzie się słuchają, tak i różne dyscypliny powiny się słuchać. A słuchanie to nie tylko zaprzestanie własnego mówienia, to także próba zrozumienia, wczucia się w inny punkt widzenia. Chyba lepiej się rozumie tego "innego", gdy przeżywa się podobne zdarzenia, gdy chodzi się ścieżkami tego drugiego. Na to potrzeba braku pośpiechu, potrzeba cierpliwości. Początkiem filozofowania jest odejście od zgiełku codziennego życia – jak już w starożytności stwierdził Ksenokrates. Dzisiaj ten zgiełk jest jeszcze intensywniejszy…

Kończą mi się moje butelki – rozdaję je przy różnych okazjach (tak jak na zdjęciu powyżej, w czasie kameralnych spotkań z nauką klubu Collegium Copernicanum). W szafce zrobiło się pusto. Pora więc zrobić sobie okołonoworoczną sesję malarską. Aby przy tworzeniu oddawać się kontemplacji i myśleniu. Aby przy malowaniu oddalić się od codziennego zgiełku.