Nocne życie uniwersytetu

Nie wszyscy idą wcześnie spać. We śnie mózg też pracuje. Jedni w nocnej ciszy znajdują czas dla siebie i pracują. Inni spotykają się i dyskutują.

Na Kortowo – miasteczko uniwersyteckie – można spojrzeć jako na agorę, gdzie spotykają się ludzie. Ale czy jest tylko aktywne w dzień, a potem zamykane na kłódkę? Wszyscy jadą do siebie z tej „fabryki”? Kortowo w nocy – czy tylko stróż i studenci w akademikach a pracownicy w swoich domach? A gdzie kluby, dyskusje, sympozja, rozmyślania? Gdzie wspólne spotkania profesorów ze studentami. Może są… ale chyba zabrakło przestrzeni dla takiej aktywności. Budynki są zamykane.

Gdzie jest przestrzeń dla tego nocnego uniwersytetu? Czy tylko na starówce? Rozproszone prace indywidualne, publiczne miejsce skupienia. W Kortowie stoją budynki… nocą martwe i zimne, bez intelektualnego życia. Samochód nie wystarczy, potrzebny i kierowca (inwestycje nie tylko w budynki ale i kapitał ludzki). Czy nie ma takiej potrzeby w środowisku akademickim czy też jest źle zorganizowana przestrzeń, aby tę aktywność umożliwić, skoncentrować i uwypuklić?

Optymiści żyją dłużej i zdrowiej

Znalazłem naukowe potwierdzenie mojego motto życiowego "optymiści żyją dłużej i lepiej". Bo wszystko co najważniejsze mamy w sobie.

"Kto myśli lub wierzy, że jest szczęśliwy, ten jest szczęśliwy, nawet jeśli – obiektywnie rzecz biorąc – żyje w bardzo złych warunkach i ma wszelkie podstawy ku temu, by być niezadowolonym. Kto myśli lub wierzy, że jest nieszczęśliwy, ten jest nieszczęśliwy – nawet jeśli wszyscy ludzie zazdroszczą mu bogactwa, zdrowia czy urody." ("Sztuka pozytywnego myślenia" Klaus W. Schneider).

My wpływamy na otoczenie ale i otoczenie nas determinuje. Naszą wolność możemy zrealizować wybierając/dobierając sobie oprzyjaciół i krąg ludzi, z którymi się kontaktujemy. Wybierajmy więc optymistów a nie zgorzkniałych narzekaczy, bo zaczadzą nas swoim pesymizmem.

W każdym warunkach można się odnaleźć. Wiem to po sobie :). Naszej wolności, wypływającej z wnętrza nic i nikt nie jest w stanie nam odebrać. Mimo intryg, utrudnień, rzucanych kłód pod nogi. I tak możemy być szczęścliwymi, a intryganci niech kiszą sie w swojej żółci :).

Blogi, dziennikarstwo społeczne i dewaluacja słowa

Różne sondaże i analizy, publikowane w mediach, alarmistynicznie informują o spadku czytelnictwa wśród Polaków. Ponoć mniej czytamy. Nie bardzo w to wierzę. Myślę że czytamy inaczej, a sumarycznie Polacy piszą i czytają więcej niż kiedyś. Problemem jest nadmiar słowa pisanego i związany z tym nadmiar tekstów miałkich, niedopracowanych, sensacyjnych i powierzchownych opinii. Tekstów wartościowych też jest zapewne więcej, tylko trudniej je znaleźć w powodzi książek, czasopism, tekstów internetowych.

Jak rozumieć napływające informacje spadku czytelnictwa? Przede wszystkim chciałbym wiedzieć jak zbierano dane i jak je analizowano. A więc poznać fakty i jeszcze raz je poddać analizie jak i samodzielnie wyciągnąć wnioski. Na alarm biją księgarze i wydawcy. Być może to oni odczuwają spadek sprzedaży książek. Przez telewizję, Internet, kina domowe współcześnie książka w mniejszym stopniu niż kiedyś spełnia funkcje rozrywkowe. W ostatnich latach wyraźnie zwiększył się rynek książek branżowych, specjalistycznych i „poradnikowych”. Można wnioskować, że po książkę częściej sięgamy szukając informacji i wiedzy a nie rozrywki. Jest to więc inne czytanie. Ale ostatnie badania czytelnictwa informują, że Polacy mniej czytają dłuższych tekstów. To zapewne efekt Internetu oraz tabloidyzacji prasy. To drugi aspekt tego, że czytamy inaczej ale wcale niekoniecznie mniej. Może nawet za dużo czytamy a za mało ze sobą rozmawiamy (czyli w kontakcie kameralnym i codziennym).

W jakimś sensie następuje dewaluacja słowa pisanego, wynikająca z nadmiaru tekstów i ogromnej obfitości „pisaniny” wokół nas. Dziecko od małego przebywa wśród liter, w rezultacie coraz większy odsetek dzieci idzie do szkoły…. umiejąc czytać. Łatwość publikowania zarówno papierowego jak i internetowego (niskie koszty publikowania/upowszechniania słowa pisanego) sprawia, że jest dużo piszących. Poza papierem teraz jest Internet z setkami tysięcy blogów, stron, forum dyskusyjnych, portali społecznościowych itd.

Niskie ceny tekstów i nadmiar piszących to w konsekwencji bezrobocie wśród dziennikarzy. Piszą szybko, bez dogłębnego poznania problemu (żeby się utrzymać finansowo), w rezultacie dziennikarzy typu R. Kapuścińskiego jest coraz mniej – a przynajmniej są mniej widoczni w tej powodzi powierzchownej bylejakości. Skoro jest tanio to jest i dużo.

Dla gazet papierowych i internetowych szansą jest pisanie społeczne. Skoro wielu „wolontariuszy” pisze, to teksty można brać za darmo. Redakcja staje się coraz bardziej wirtualna, a redaktorzy mogą komponować swoje „gazety” odpowiednio wybierając i linkując teksty (ilustrowane) z Internetu. Nie wiem czy podniesie to jakość, ale wolontariuszowi i dziennikarzowi społecznemu nie trzeba płacić. Na pewno nie trzeba regularnie. Z kolei dziennikarz „społeczny” pisze tylko wtedy, gdy ma ochotę, bo utrzymuje się z zupełnie innych źródeł. Nie przeciwdziała to grafomanii (piszą dla „sławy” a nie pieniędzy)… ale nie ma obowiązku czytania.

Na swoich indywidualnych komputerach coraz bardziej możemy być redaktorami i indywidualnie komponować zawartość naszej domowej-ekranowo komputerowej gazetki multimedialnej.

Te nowinki docierają także i do Olsztyna. Od jakiegoś czasu Nasz Olsztyniak zarówno w wersji elektronicznej jak i czasem w wersji papierowej, wykorzystuje blogujących olsztyniaków. Nasz Olsztyniak zebrał sporo lokalnych blogowiczów. Szkoda, że regularniej pokazuje tylko niektóre blogi. Ostatnio podobny pomysł realizuje portal (gazeta elektroniczna) Olsztyn – Portal Miejski. W obu znalazł się mój blog.

 

Z jednej strony to cieszy – bo moja pisanina będzie częściej czytana, z drugiej fakt ten trochę mnie krępuje. Pisanie na blogu staje się bardziej publiczne a mniej osobisto-kameralne. Świadomość „czytania” stresuje… A tu forma mojego bloga taka trochę przestarzała. Trzeba chyba będzie trochę go „ogarnąć” jak „do ludzi”.

Wielka przemiana i globalizm

„świat jest w okresie wielkiej przemiany. Wszystko płynie, wszystko jest w wielkim, dynamicznym rozwoju. Jesteśmy świadkami gigantycznej transformacji. Z obrazu, który istniał wczoraj, dziś zostały tylko resztki. Mówię o wymiarze planety – bo naturalnie są też miejsca zastoju i bezruchu.”

Ryszard Kapuściński

Ten rozwój i zmiany są tak szybkie i głębokie, że za nimi nie nadążamy. Czujemy się zagubieni i wyalienowani. Moża dlatego tęsknimy za prowincją, gdzie czas ponoć pływnie wolniej?

A w Olsztynie czasem można odnieść wrażenie, że czas się zatrzymał. Inne miasta w rozwoju nas wyprzedzają. Być może brakuje nam silnej elity i charyzmatycznych przywódców?

Olsztyn przed i po wycince – przykład

Trzeba robić jak najwięcej zdjęć, bo tylko tak uda się ocalić piękno naszego miasta. Władze miasta na potęgę wszystko i wszędzie wycinają (w parkach także, bo w Olsztynie "park" znaczy co innego niż gdzie indziej)). Zapominają, że drzewa to element architektury krajobrazu, i nie da się ich przywieźć w doniczce i postawić. Trzeba czekać latami, aż urosną. Umysły zatrute plastikową kultura jednorazowości nie zauważają, że do niektórych elementów potrzeba czasu, żaby zaistniały. Wymaga to myślenia perspektywicznego…

Przykład Dworca Zachodniego. Dla budowy ulicy Artyleryjskiej… wycięto dzrewa, znajdujące się przy peronie. W niczym nie kolidują z ulicą! Co najwyżej może trochę by utrudniały swobodę budowlańcom (nawracania koparkami, składowania materiału). Drzewa wycięto a budowa ma i tak duży poślizg czasowy. Niejednokrotnie drzewa są alibi dla złej organizacji pracy, złego planowania i zwykłej głupoty.

Kiedy pod moim bokiem pękła rura, to ekipa remontowa zaczęłą… od wycinki drzewa! Drzewa zasadzonego przez dawnego mieszkańca. Na nic zdały się protesty… bo został tylko pień. Oczywiście, w niczym drzewo nie przeszkadzało, wycięto  je "na wszelki wpadek", może będzie przy kopaniu przeszkadzało. Mijają dwa lata, jest goła ziemia, żaden krzaczek, żadne drzewko nie zostało posadzone.

A jak wygląda Olsztyn Zachodni widać na zdjęciu niżej. Latem paskudny skwar, jesienią brzydko. Turysto – sam widzisz jak jest – nie wysiadaj w Olsztynie, bo to miasto jest nieprzyjazne i dla mieszkańców i dla turystów. Jedź dalej, może w innej części regionu znajdziesz piękno, dla którego wybrałeś się na Warmię i Mazury (może gdzieś jeszcze zostaną nie wycięte, piękne aleje). 

Olsztyn to miasto-ogród… bez drzew

To już zaczyna być śmieszne i tragiczne jednocześnie. Co inwestycja w Olsztynie to masowa wycinka drzew. Wszędzie przeszkadzają, przy drogach (Altyleryjska, ale wycięli i opóźnienia w inwestycji nie da się "zwalić" na wrednych "ekologów"), nawet w parku. Mam na myśli ostatnią myśl parkowo-konstrukcyjną w postaci parku nad Łyną. Ba, w Olsztynie jak projektują ścieżkę rowerową nad jeziorem, to władze zaczynają od planowania wycinki drzew (zima długa i mroźna widać komuś drewna do kominka zabrakło)… Nawet w parku drzewa są zbędne, bo to są samosiejki, bo zasłaniają most.

Olsztyn próbuje się promować jako miasto ogród. A place i parki ogałaca się z drzew i wykłada kostką granitową. Systematycznie mieszkańcy grodu nad Łyną głośno protestują przy każdej wycinkowej inwestycji. Najczęściej bezskutecznie.

W tym wycinkowym mieście-ogrodzie mamy nawet od wielu miesięcy miejskiego ogrodnika… Czarny humor angielski. A może my w jakimś telewizyjno-psychologiczno-społecznym projekcie bierzemy udział, jako myszki doświadczalne?

Oczywiście, że w dużym mieście czasem trzeba coś wyciąć. Ale dlaczego przez wiele miesięcy nie słychać nic o sadzieniu drzew?!!!

Władze miejskie straciły całą wiarygodność w kwestii zieleni. Trudno będzie ją odzyskać. Teraz ludzie będą głośno protestować, nawet przy uzasadnionych wycinkach…

A ja się cięgle zastanawiam, skąd taka niespójność głoszonych idei z realizowanymi działaniami się bierze. Czy to głupota czy zwykłe kombinowanie przy skarbonce?

Jak wytną nam już wszystkie drzewa, zabetonują wszystkie place, to wtedy zajmą się zasypywaniem jezior…aby zrobić miejsce pod budowę kolejnego basenu :).

A może tu chodzi o taki modernistyczny, plastikowo-betonowy ogród, z namalowanymi na asfalcie kwiatkami?

ps. Na zdjęciu teren na rzeką Łyną, gdzie od wielu lat nie może powstać park. Te drzewa wycięto jesienią 2010 r., aby zrobić mniejsce pod parking. Zamiast parku jest dziki teren, zaniedbany (ale ludzie spacerują), zaśmiecony, systematycznie zamieniany na parkingi i dziwaczne inwestycje.

Przywracanie autorytetu uniwersytetowi

„Trzeba, aby środowiska akademickie odzyskały swój tradycyjny autorytet moralny, aby stały się sumieniem moralnym, dając przykład cnót obywatelskich i patriotycznych."

Jan Paweł II (1996)

Uniwersytet – dzieło kultury, musi stanowić wspólnotę ludzi nauki, tych którzy tworzą i którzy z tej wiedzy korzystają. Uniwersytet to wzajemne uzupełnianie się we wspólnocie akademickiej. Studenci mogą wnosić swój zapał, entuzjazm, energię, żar młodzieńczego idealizmu, chęci poznania i zmienienia świat. Tym ożywią starszych, zmęczonych stetryczałych.

O sensie, obecności innych i kontekstowości ekologii

„Życie każdego z nas wspiera się na obecności innych. Tylko bowiem życie współprzeżywane daje nam poczucie istotności. Inni to żywe, ruchome lustra, które pozwalają nam dostrzec, że istniejemy (…) dynamizują naszą obecność w świecie, zaświadczają ja.”

Ryszard Kapuściński

  

Inni dają nam kontekst. Można to odnieść do przyrody jako obecności Boga, przyroda daje nam współprzeżywające poczucie istotności. Można odnieść do innych osób – bo to z innymi współpracujemy, konkurujemy, kochamy albo nienawidzimy. Swój indywidualny sens istnienia określamy za pomocą innych i ich relacji do nas.

Ekologia bardzo mocno we wszytskich wymiarach podkreśla kontekstowość. Ale tej kontekstowości (wszystko ze wszystkim) nie należy rozumieć jako relatywizm. Ale kontekst zmienia znaczenie, zmienia sens i rozumienie detalu.

Pierwszy katalog polskojęzycznych blogów naukowych

Na swoim blogu Emanuel Kulczycki sporządził pierwszy katalog blogów naukowych, pisanych w języku polskim:

http://ekulczycki.pl/warsztat_badacza/katalog-blogow-naukowych/

Warte upowszechnienia :).

Niechby teraz ktoś zrobił jedną stronkę-gazetę z tymi informacjami ze świata nauki, naukowców i codzienności w odkrywaniu świata. Byłoby co poczytać – wszystko co najlepsze w jednym miejscu…

O blondynkach, radiu, walentynkach i … ekologii

Kiedy dzisiaj w porannej audycji radiowej dla dzieci (Dziacinada, Radio Olsztyn) zadano mi pytanie, co jest najważniejsze w ekologii (najważniejsza zasada), poczułem się kompletnie bezradny. W jaki sposób, na szybko w studiu radiowym, w kilku słowach zawrzeć całą ekologię i istotę tej dziedziny wiedzy? Gdybym miał kilka godzin, to i owszem, krok po kroku bym opowiadał, w tym czasie na głos wszystko przemyślał i do jakichś ciekawych i wartościowych wniosków bym doszedł. Ale tak niczym w aforyzmie, w kilku słowach? I to na dodatek prostym i zrozumiałym językiem? Można podać definicje, ale przecież w definicji pojawią się pojęcia, które wymagałyby wyjaśnienia trochę bardziej dokładnego.

Po przyjściu do domu, pomyślałem, że dla dorosłych i przed walentynkami kwintesencję wspólnotowości i wzajemnego uwarunkowania organizmu i środowiska, można byłoby zawrzeć w takim o to dowcipnym obrazie (sytuacji):

Dlaczego blondynki wolą ładnie wyglądać niż być mądre? Bo facetom łatwiej przychodzi patrzenie niż myślenie.

Jeśli mężczyźni opowiadają dowcipy o blondynkach (czyli głupich babach), to wyśmiewają się jednocześnie z samych siebie. Otaczający nas świat jest całością: wszystko we wszystkim, wszystko ze wszystkiego. Zarówno środowisko wpływa na gatunki (organizm) jak i gatunki modyfikują, zmieniają środowisko, i to w sposób nieprzypadkowy.

Kontakty z mediami są stresujące i uczą… pokory. Jak trudno jest mówić o świecie w sposób kompetentny i jednocześnie zwięźle i prosto…

A jutro w mediach przewijać się będzie temat walentynek i miłości. Czy skończy się na wyświechtanych banałach? Może warto będzie napisać coś o miłości czyli agape ?