Jestem ekologiem, a ściślej biologiem środowiskowym. Pojęcia: „ekolog”, „ekologia” są nadużywane a przez to wieloznaczne. Jako biolog środowiskowy zajmuję się badaniami owadów wodnych, w szczególności chruścików (Trichoptera). Celem tych badań jest poznanie zasad rozmieszczenia tychże owadów w różnych typach zbiorników wodnych (rzekach, jeziorach, źródłach, torfowiskach, zbiornikach okresowych, zbiornikach antropogenicznych) oraz wykorzystanie tej wiedzy w biomonitoringu zbiorników wodnych jak i całego krajobrazu. Głównym więc obiektem moich badań są zwierzęta i przyroda. Ale o chruściki, jeziora i rzeki mało kto mnie z dziennikarzy pyta – telefony są zazwyczaj w sprawie śmieci i zaśmiecenia przyrody, godziny bez prądu, rowerów itd….
Nie zajmuję się badaniami w zakresie gospodarki odpadami, ochrony środowiska (zajmuję się ochroną przyrody!), recyklingu czy postaw konsumenckich. Dlaczego więc jestem traktowany przez media jako „ekspert”? Po pierwsze dlatego, że jestem ekologiem. A jak wiadomo ekolog przywiązuje się do drzewa i zbiera śmieci w lesie, jeździ rowerem i ma dredy :). Ale nie tylko z tego powodu.
Na UWM prowadzę wykłady i ćwiczenia z przedmiotu „ochrona środowiska” dla studentów biologii (Wydział Biologii). W ramach tego przedmiotu, w nawiązaniu do potrzeby kształcenia różnorodnych kompetencji miękkich u studentów, a nie tylko w zakresie wiedzy, ale i umiejętności planowania, działania, ewaluacji itd., razem ze studentami realizuję różnorodne akcje prośrodowiskowe, w tym zbierania śmieci (ale jest to tylko środek realizacji a nie cel główny). Podobne akcje udało się zorganizować wspólnie ze studentami z koła naukowego (w tym z udziałem studentów obcokrajowców). W części wynika to także z postawy zwykłego obywatela, który nie godzi się na zaśmiecenie najbliższego otoczenia i dewastację przyrody.
Prowadzę czasem także zajęcia na innych uczelniach z zakresu „edukacji ekologicznej” czasem „ekologii” (dla nie-przyrodników) czy „edukacji środowiskowej”. Także i z tymi studentami udaje się zorganizować od czasu do czasu akcje prośrodowiskowe. Dla studentów jest to kolejne doświadczenie w realizacji projektu oraz pracy z wolontariuszami. I okazja do kształcenia różnorodnych kompetencji miękkich, jakże ważnych na współczesnym rynku pracy.
Jedną z „kształconych” umiejętności jest współpraca (a tylko nie działania w grupie) oraz współpraca z mediami. Być może dlatego dziennikarze w swojej pamięci mają zanotowaną moją osobę, jako „pana od śmieci”. Z naukowego punktu widzenia jednak w tej kwestii nie jestem ekspertem. Jestem tylko zwykłym obywatelem, który nie stoi biernie i coś czasem próbuje zrobić… aby świat był piękniejszy. A „te rzeczy” najlepiej wykonywać z kimś. Bo człowiek jest istotą społeczną z natury.
Wiosną i tego roku rozdzwonił się mój telefon. Przecież widać, że śmieci w lesie, że godzina z wyłączonym światłem, że Dzień Ziemi itd. Nie odmawiam, bo sprawa ważna. A że czasem wypowiedź telefoniczna jest skrócona, przeredagowana i moja wypowiedź ma nieco inny „wygląd”? No cóż, poprzez swoje doświadczenia łatwiej pomogę w przyszłości swoim studentom w kontaktach z mediami, w realizacji ich projektów prośrodowiskowych. Jakże innych uczyć tego, czego samemu się nie spróbowało i doświadczyło?
A że śmieci ważniejsze niż chruściki? Nad intelektualnym rozsmakowaniem się w wiedzy biologicznej szerokich kręgów społeczeństwa trzeba jeszcze popracować. Pokazać niezwykle intrygujące zagadnienia i przygodę poznawania życia (jako zjawiska biologicznego).