Wiosennie i antynarzekaniowo

Szukając chruścików w uprawach wierzby energetycznej znalazłem wiosnę w postaci kwitnących przylaszczek, przebiśniegów, czajek i żurawi. Liczne śmieci wyrzucane do lasu psuły klimat, brukały piękno…

Narzekanie na młodzież, także i tę studencką, jest tradycyjne. W ostatnim Tygodniku Powszechnym znalazłem znakomitą ripostę:

"dzisiejsi dorośli nie potrafią wychowywać młodzieży tak jak poprzednie pokolenia", "dziś starsze pokolenie krytykuje młodzież w dalece mniej konstruktywny sposób niż w minionych dekadach."

Z całej góry śmieci wyrzuconych w lesie przywiozłem jedną butelkę. Umyję i pomaluję. Tyle mogę zrobić w swej bezradności…

Chruścik inwazyjny spowodował zakaz kąpieli w Jez. Kortowskim co najmniej na rok

Odkrycie niezwykłych organizmów inwazyjnych w Jeziorze Kortowskim spowoduje wprowadzenie zakazu kąpieli przynajmniej przez najbliższe lato. W litoralu Jez. Kortowskiego odkryto w ostatnich dniach niezwykły gatunek inwazyjny – chruścika Ironoquia dubia (Trichoptera, Limnephilidae) o polskiej nazwie wiele mówiącej – chochlik psotny.

Z samym chruścikiem i jego larwami żyjącymi w wodzie nie byłoby może wielkiego problemu. Ale gatunek ten przyniósł ze sobą mikroorganizmy groźne dla zdrowia człowieka. Tak bywa z gatunkami inwazyjnymi, że są biologicznymi wektorami dla różnych pasożytów. W przypadku Jez. Kortowskiego rozpoczęto badania, mające wyjaśnić czy chodzi o pasożytnicze pierwotniaki, grzyby czy bakterie. W tej chwili nie jest to jeszcze jasne. Cała sprawa wyszła po niedawnym przypadku zachorowania i podrażnienia skóry u kilkorga osób, które zanurzyły dłonie w rozmarzniętym już Jeziorze Kortowskim. Zgłoszenie z Sanepidu i ze szpitala spowodowało dokładniejsze badania olsztyńskich naukowców. Właśnie intensywnie trwają prace terenowe i laboratoryjne.

Okazało się, że chorobotwórcze mikroorganizmy zostały zawleczone przez larwy owada wodnego – chruścika. Najprawdopodobniej winowajcą jest Ironoquia dubia.

Kiedy niecałe dwa lata temu spotkałem chruścika Ironoquia dubia w jeziorze lobeliowym na Pomorzu, to się wielce zdziwiłem. Chruścik ten zasiedla wody bieżące i to dość specyficzne, bo śródleśne. W jeziorze nigdy wcześniej nie był notowany. Badania jeziora Głęboczko (bo tam ten chruścik mnie zadziwił) wskazały na jakąś małą ekologiczną katastrofę i pojawienie się tego gatunku niejako w próżni środowiskowej. Być może podobne zjawisko ekologiczne zaszło i w przypadku Jeziora Kortowskiego. To właśnie próbują wyjaśnić ekolodzy z olsztyńskiego uniwersytetu. Równie ważnym zadaniem jest opracowanie metody pozbycia się tegoż chruścika z Jez. Kortowskiego jak i pozbycie się pasożytniczych mikroorganizmów. Jedno jest pewne – będzie zakaz kąpieli i być może wędkowania oraz sportów wodnych. Studenci na najbliższy rok będą musieli zrezygnować ze swojego zwyczaju wynoszenia na drzwiach świeżo upieczonych magistrów i wrzucania do jeziora.


Z ostatniej chwili: to powyższe to był tylko dowcip prima aprilisowy, uknuty wspólnie z Radiem UWM FM. Zaraz idę do radia, aby ujawnić psotny dowcip (ciekawe czy ktos dał sie nabrać?). To znaczy nie prawdą jest, że chruścik Ironoquia dubia jest gatunkiem inwacyjnym i obcym – to nasz rodzimy. I nie występuje w Jez. Kortowskim i nie przyniósł ze sobą chorobotwórczych mikroorganizmów. Jezioro Kortowskie jest (chyba) bezpieczne – nie słyszałem o żadnych zachorowaniach w ostatnich dniach:). Na zdjęciu także nie jest chruścik tylko motyl :).

Reszta to prawda, taki chruścik w Olsztynie jest, zasiedla strumienie w Lesie Miejskim. I jego polska nazwa to…. chochlik psotny. Stwierdzony został także przeze mnie w Jez. Głęboczko (lobeliowe) na Pomorzu – i jest to chyba rzeczywiscie efekt wchodzenia w pustkę po małej „katastrofie” ekologicznej. Groźne są także gatunki inwazyjne, a tych mamy w kraju sporo. Czyli w tym żarcie pierwszokwietniowym było sporo ziarenek prawdy.

Dlaczego naukowcy lubią bajki?

Nie tylko naukowcy lubią bajki. A lubimy bajki za ich… prawdziwość! Fikcja jest tylko ozdobnikiem i formą uogólnienia. Bajka niby opisuje (opowiada) jakiś konkretny przypadek, ale dzięki fikcyjności postaci, dzięki "bajkowości"-nierealności fikcja jest formą przedstawiania prawa ogólnego, formą uogólnienia.

Nie każda bajka jest prawdziwa. Jeśli nie ma w sobie ogólnego przekazu, jeśli nie ma w sobie próby ogólnego opisu świata w jakimkolwiek fragmencie, jest tylko fantazją, opowieścią jednostkową, szybko przemijającą beletrystyką. Przysłowiowe ziarno prawdy w bajce jest właśnie tym uogólnieniem, jakąś prawdą ogólną, którą łatwo zastosować do różnych konkretnych przypadków. Tak jak prawo fizyczne. Wzór możemy wykorzystywać do rozwiązywania dowolnego przypadku konkretnego, za każdym razem innego.

Na przykład bajka o królewnie i siedmiu krasnoludkach. Występuje zła królowa (macocha) i magiczne lustereczko. "Lustereczko przecie, powiedz kto jest najpiękniejszy na świecie?". A gdy się królowa dowiaduje, że ktoś inny… to wysyła siepaczy, aby zgładzić piękniejszą królewnę i w ten sposób stać się "najpiękniejszą" (poprzez eliminację konkurentów). Czyż nie jest to tzw. polskie piekiełko? Czy dzisiaj w urzędach, korporacjach, różnych zespołach ludzkich – nawet na uniwersytetach! –  nie postepują tak różni ludzie, eliminując wydumaną konkurencję?

Można oczywiście ogólną prawdę o wrogim eliminowaniu lepszych od siebie opisać językiem socjologicznym czy psychologicznym. Wyjdą z tego grube tomy. Bajka jest krótka, przemawia analogią i obrazem. Jest więc jakim abstraktem, systetycznym ujęciem szerszego opracowania. Tyle tylko, że interpretacja bajki jest trudniejsza. Nie każdy i nie od razu odkryje ukryte "ziarno prawdy". Natomiast język naukowy, mimo rozwlekłości, nudy i wielości terminów, jest już dużo bardziej jednoznaczy. Aczkolwiek wielu czyta… i tak nie rozumie albo nie chce "zobaczyć" bo emocje przeszkadzają.

Być może bajka powinna poprzedzać obszerniejszy tekst naukowy, być swoistym zwiastunem, abstraktem, wstępem do dokładniejszej, naukowej opowieści. Dwie różne formy opowieści tego samego, tej samej rzeczywistości, tych samych praw przyrodniczych w szerokim sensie.

Jest więc bajka naukowa formą przedstawiania praw ogólnych. Dlatego naukowcy lubią bajki… opowiadać :).

O zduszonych w zarodku rewolucjach naukowych

"Wydaje się bardzo prawdopodobne, że w pewnych przypadkach potencjalne rewolucje [naukowe] zostały zduszone w zarodku, ponieważ zwolennikom nowych idei nie udało się w odpowiedni sposób uczestniczyć w grze zwanej polityką naukową."

Peter J. Bowler ("Historia nauk o środowisku", 2007)

Nauka nie rozwija się liniowo tak, jakbyśmy tego chcieli lub jak opowiadamy studentom na wykładach. "Tradycyjne opowieści o bohaterach odkryć naukowych są mitami wymyślanymi dla ugruntowania poglądu, że nauka to proces kumulatywny, oraz dla zatajenia faktu, iż nowe teorie często są przyswajane dopiero po zakończeniu zażartych sporów, toczących się wśród uczonych." Jednym z mitów często powtarzanym jest to, jak religia kiedyś zwalczała postępowych naukowców.

A jakie spory, mniej lub bardziej zażarte, toczymy w Olsztynie? O co się spieramy w nauce? Czy w ogóle się spieramy czy tylko sobie urzędniczo kadzimy?

Chyba przydałby się w Kortowie jakiś nawet maleńki Hyde Park, gdzie niepokorne dusze naukowe (i gorące głowy), mogliby "wykrzyczeć" swoje teorie, mniej lub bardziej rewolucyjne.

Przygoda z nauką

"Nauka jest największą ze wszystkich przygód. Mieści się w niej przeszłość, teraźniejszość, a nawet przyszłość życia, Ziemi i wszystko, co się w tym wiąże."

J. William Schopf (światowej sławy paleobiolog, który odkrył skamieniałości miokroorganizmów sprzed 3,5 mld lat).

Czytam właśnie książkę tegoż atora, pt. "Kolebka życia. O narodzinach i najstarszych śladach życia na Ziemi" (wydane przez Wyd. PWN). Fascynująca i inspirująca lektura. Poznanie początków życia przydaje się w … szukaniu śladów życia w kosmosie, w tym na Marsie. Analizowanie początków życia zmusza mnie do pogłębienia wiedzy z biologii molekularnej.

W wymienionej książce jest tyle inspiracji, że narasta we mnie potrzeba, aby się z kimś mądrym i ciekawym świata spotkać i podyskutować. Nawet na trawniku :). O Science 2.0 napiszę później, bo to druga ciekawa inspiracja, tym razem wynikająca z internetowej lektury.

A jaki Ty zostawisz ślad na Ziemi?

smieciwlesie

W lesie znaleźć można praktycznie wszystko. To dowód na ludzką głupotę i małostkową pazerność – podrzucić komuś problem śmieciowy i zaoszczędzić kilka złotych.

Każdy z nas zostawia swój ślad na Ziemi, dosłownie i w przenośni. Jedni zostawiają ślady, których się wstydzą, inni zostawiają po sobie coś wartościowego i czynią świat piękniejszym. Jedni śmiecą, inni zaprowadzają porządek i piękno (to fizyczne i to duchowe).

Studenci pedagogiki społecznej WSIiE TWP w Olsztynie, chcąc zmieniać świat pozytywnie, organizują w leśnictwie Wyrandy (gmina Purda) akcję pod hasłem „A jaki Ty zostawisz ślad na Ziemi”. Akcja zaplanowana jest na 9 kwietnia i potrwa w godzina 10-14.

Celem tego małego projektu jest zwrócenie publicznej uwagi na problem zaśmiecenia naszych lasów, promocję mądrego stylu życia i wyrabiania nawyku nie śmiecenia, nawyku segregacji odpadów. Początek wiosny jest dobrym momentem na edukację przyrodniczo-leśną i zmianę stylu życia.

Razem ze studentami (ok. 60 osób) las sprzątać będą dzieci z przedszkola „Jarzębinki” w Klewkach (ok. 40 maluszków). Nadleśnictwo zapewnia dostarczenie worków na śmieci, wsparcie oraz czynny udział leśników. Z przedszkolakami do lasu wybiorą się opiekunowie. Nadleśnictwo zobowiązało się do przygotowania na zakończenie ogniska, ponadto ośrodek Leśne Wrota sponsoruje jedzonko na grilla, w ramach atrakcji będą konie. Akcja będzie więc prośrodowiskowa i prospołeczna. Razem można zrobić więcej.

I ja tam będę, śmieci pozbieram razem ze studentami i przedszkolakami, opowiem o przyrodzie i wspólnie będę świętował. Przydałoby się wsparcie. Czy ktoś dołączy, pomoże studentom i przedszkolakom?

  • Organizatorzy – przedstawiciele studentów: Katarzyna Kozielska, Barbara Parda
  • Współorganizator: Leśnictwo Wyrandy, Dariusz Gajcy (Nadleśnictwo Olsztyn)
  • Sponsor: Centrum Wypoczynku i Rekreacji Leśne Wrota Wojtkowizna 1A
  • Współudział: Przedszkole „Jarzębinki” w Klewkach dyr. Jadwiga Piotrak

Pan od śmieci… przynajmniej medialnie :)

11222106_1041526245879984_5302849129135110722_o1Jestem ekologiem, a ściślej biologiem środowiskowym. Pojęcia: „ekolog”, „ekologia” są nadużywane a przez to wieloznaczne. Jako biolog środowiskowy zajmuję się badaniami owadów wodnych, w szczególności chruścików (Trichoptera). Celem tych badań jest poznanie zasad rozmieszczenia tychże owadów w różnych typach zbiorników wodnych (rzekach, jeziorach, źródłach, torfowiskach, zbiornikach okresowych, zbiornikach antropogenicznych) oraz wykorzystanie tej wiedzy w biomonitoringu zbiorników wodnych jak i całego krajobrazu. Głównym więc obiektem moich badań są zwierzęta i przyroda. Ale o chruściki, jeziora i rzeki mało kto mnie z dziennikarzy pyta – telefony są zazwyczaj w sprawie śmieci i zaśmiecenia przyrody, godziny bez prądu, rowerów itd….

Nie zajmuję się badaniami w zakresie gospodarki odpadami, ochrony środowiska (zajmuję się ochroną przyrody!), recyklingu czy postaw konsumenckich. Dlaczego więc jestem traktowany przez media jako „ekspert”? Po pierwsze dlatego, że jestem ekologiem. A jak wiadomo ekolog przywiązuje się do drzewa i zbiera śmieci w lesie, jeździ rowerem i ma dredy :). Ale nie tylko z tego powodu.

Na UWM prowadzę wykłady i ćwiczenia z przedmiotu „ochrona środowiska” dla studentów biologii (Wydział Biologii). W ramach tego przedmiotu, w nawiązaniu do potrzeby kształcenia różnorodnych kompetencji miękkich u studentów, a nie tylko w zakresie wiedzy, ale i umiejętności planowania, działania, ewaluacji itd., razem ze studentami realizuję różnorodne akcje prośrodowiskowe, w tym zbierania śmieci (ale jest to tylko środek realizacji a nie cel główny). Podobne akcje udało się zorganizować wspólnie ze studentami z koła naukowego (w tym z udziałem studentów obcokrajowców). W części wynika to także z postawy zwykłego obywatela, który nie godzi się na zaśmiecenie najbliższego otoczenia i dewastację przyrody.

Prowadzę czasem także zajęcia na innych uczelniach z zakresu „edukacji ekologicznej” czasem „ekologii” (dla nie-przyrodników) czy „edukacji środowiskowej”. Także i z tymi studentami udaje się zorganizować od czasu do czasu akcje prośrodowiskowe. Dla studentów jest to kolejne doświadczenie w realizacji projektu oraz pracy z wolontariuszami. I okazja do kształcenia różnorodnych kompetencji miękkich, jakże ważnych na współczesnym rynku pracy.

Jedną z „kształconych” umiejętności jest współpraca (a tylko nie działania w grupie) oraz współpraca z mediami. Być może dlatego dziennikarze w swojej pamięci mają zanotowaną moją osobę, jako „pana od śmieci”. Z naukowego punktu widzenia jednak w tej kwestii nie jestem ekspertem. Jestem tylko zwykłym obywatelem, który nie stoi biernie i coś czasem próbuje zrobić… aby świat był piękniejszy. A „te rzeczy” najlepiej wykonywać z kimś. Bo człowiek jest istotą społeczną z natury.

Wiosną i tego roku rozdzwonił się mój telefon. Przecież widać, że śmieci w lesie, że godzina z wyłączonym światłem, że Dzień Ziemi itd. Nie odmawiam, bo sprawa ważna. A że czasem wypowiedź telefoniczna jest skrócona, przeredagowana i moja wypowiedź ma nieco inny „wygląd”? No cóż, poprzez swoje doświadczenia łatwiej pomogę w przyszłości swoim studentom w kontaktach z mediami, w realizacji ich projektów prośrodowiskowych. Jakże innych uczyć tego, czego samemu się nie spróbowało i doświadczyło?

A że śmieci ważniejsze niż chruściki? Nad intelektualnym rozsmakowaniem się w wiedzy biologicznej szerokich kręgów społeczeństwa trzeba jeszcze popracować. Pokazać niezwykle intrygujące zagadnienia i przygodę poznawania życia (jako zjawiska biologicznego).

Czy elity promują kulturę wysoką i czy powinny?

Nie promujemy kultury wysokiej, jedynie narzekamy na upadek elit. Naukowcy to elita w oczach społeczeństwa. Na nas więc spoczywa w części wina i odpowiedzialność.

Elity nie promują kultury wysokiej. Promować można poprzez obecność rektorów, dziekanów, profesorów na koncertach, spektaklach, wernisażach. Obecność takich osób podnosi rangę tych imprez. W ślad za elitami-vipami-celebrytami na te przedstawienia przychodzą i media, potem opisują, relacjonują. A czytelnicy/słuchacze potem chcą w takich imprezach uczestniczyć czyli uczestniczyć w kulturze wysokiej. Przykładem takiej dobrej promocji kultury wysokiej były organizowane bale uniwersyteckie. Sam bal jako taki nie jest może kulturą wysoką, ale wstępem do niej.

Piastowanie urzędów niesie ze sobą dodatkowy obowiązek promocji: i nauki, i kultury wysokiej – bo naukę i popularyzację wiedzy możemy uznać za element kultury wysokiej. Trzecia kultura jest formą kultury wysokiej z obecnością specjalistów-naukowców. Bo jest to publiczne dyskutowanie o rzeczach najważniejszych ale jednocześnie językiem zrozumiałym. Wiedza podawana jest z pierwotnego źródła, „z pierwszej reki”, a nie po przetworzeniu przez innych.

Oczekiwania społeczne są takie, aby ktoś te wydarzenia kulturalne (różnej rangi) swoją obecnością uświetnił, podkreślił wagę (skoro przyszli, to znaczyć, że dzieje się coś ważnego… w czym warto uczestniczyć). Poprzez obecność elit uświetnić można je (te wydarzenia, koncerty, wernisaże, dyskusje panelowe, wystawy itd.) i wypromować. Skoro uważa się profesorów za elity (na to wskazują badania socjologiczne), ale także dyrektorów szpitali, ważnych urzędów, banków itd., to elitarność zobowiązuje do swoistej misji społecznej. Jest wiele dobrych przykładów takich właśnie postaw i nawet inicjatyw. Warto je wskazywać i mnożyć.

W naszym regionie zauważyć możemy duży szacunek dla UWM (jako instytucji i społeczności), przesyłane są zaproszenia na inauguracje i uroczystości w miasteczkach powiatowych, w tym uniwersytetów trzeciego wieku. Takie wyjazdy są zapewne uciążliwe, kosztowne (małe koszty, ale jednak się sumują) ale taka jest rola stolicy regionu: kreowanie i promowanie wiedzy, dodawanie splendoru, zachęcanie do samodzielnego ponawiania świata, organizowanie uniwersytetów trzeciego wieku, towarzystw lokalnych, uniwersytetów dzieci itd.

Profesor w miasteczku powiatowym a nie na liście filadelfijskiej? To mądra inwestycja w przyszłość a nie tylko doraźne budowanie własnego wizerunku „światowego” naukowca.

Kocham cię wiosno :)

Bo wiosną rodzą się nowe nadzieje, nowe plany. Bo przyroda się budzi i można wyjść z laboratorium… do laboratorium przyrody. Bo można wąchać zapach ziemi i uroczy zapach pierwszej zieleni. Bo będzie można poszwendać się po polach, bo można będzie wzrokiem bezpośredno dotykać bioróżnorodności. Kocham cię wiosno, bo dzień jest coraz dłuższy, bo żaby rechoczą w swych godach, bo ptaki o brzasku wydają trele.

Bo będzie można usiąść na trawniku i wybrać się na wycieczkę rowerową alejami przydrożnymi, pośród warmińskich kapliczek, żurawi na polach i kaczek w szuwarach.

Historia Wydziału Biologii na zdjęciach (w nadmiarze)

Żyjemy w cywilizacji nadmiaru. Wszystkiego mamy za dużo: pieniędzy, towarów, rąk do pracy, czasu (np. na emeryturze), informacji, samochodów w mieście, śmieci nie tylko w lesie, etc. Gubimy się w nadmiarze, nie potrafimy odnaleźć tego, czego potrzebujemy, konsumujemy pośpiesznie i powierzchownie … bo przecież jest tak dużo i wszystkiego trzeba spróbować (osiołkowi w żłoby dano…). Nadmiar rodzi powierzchowność i jednorazowość. Nadmiar informacji powoduje, że się gubimy i nie docieramy do najważniejszych treści, zniecierpliwieni zadowalając się tym, to akurat nam wpadło w ręce. Pozostaje jednak niepewność, że coś ważnego nas ominęło…

Aparatem cyfrowym zdjęcia pstryka się szybko. Powstaje mnóstwo zdjęć… ale leżą nieoglądane w przepastnych archiwach komputerowych.

Dawne zdjęcia papierowe były nieliczne. Dlatego je oglądaliśmy i chroniliśmy w albumach. A teraz? Jak wybrać kilka zdjęć z historii Wydziału Biologii UWM w Olsztynie, aby za ich pomocą wiarygodnie i trafnie opowiedzieć już ponad 12. historię wydziału? Za dużo zdjęć, aby zaopatrzyć je w podpisy, dlatego z biegiem lat stają się coraz bardziej anonimowe. Kto tam jest i przy jakiej okazji zrobione?

https://picasaweb.google.com/s/c/bin/slideshow.swf