Inspiracją do dzisiejszego wpisu są trzy elementy: jubileusz pierwszego lotu załogowego w kosmos Jurija Gagarina, lektura historii nauk o środowisku oraz… narzekanie na niski poziom studentów. Co łączy te elementy? Ambitne wyzwania lub ich brak.
Z historycznych rozważań o rozwoju wiedzy i społeczeństw dowiedziałem się (przypomniałem sobie, zwróciłem ponownie uwagę itd.), że bez ambitnych wyzwań społeczeństwa zamierają, degeneruje się kultura i cywilizacja. Czasem takim wyzwaniem może być wojna, czy to obronna (ocalić siebie, cywilizację itd.) czy to podbój nowych terytoriów (odkrywanie nowych kontynentów, gatunków, kultur). Nawet ostatnio zbrojenia potrafiły zmobilizować całe społeczeństwa i rządy nawet państw demokratycznych. Marne to wyzwania, ale jednak wyzwania, odwołujące się do atawistycznych głębi człowieka plemiennego. Nie ma już zimnej wojny, nie ma więc już nacisku na badania i wyścig technologiczny, nie ma wyzwań aby np. przez lot w kosmos czy na Księżyc – jak na sportowych zawodach – udowodnić swoją wyższość, wielkość, chwałę. Już w podboju kosmosu nie rywalizuje USA i ZSRR… widać wyraźny uwiąd programów kosmicznych. Bez ambitnych wyzwań społeczeństwa się degenerują. Oczywiście bardziej odpowiadają mi takie wyzwania jak zniesienie niewolnictwa, emancypacja, pokojowe krzewienie ważnych wartości, misje. Nie nawołuję do wojny jako ambitnego wyzwania… bo wojna nie jest ambitna i wzniosła.
A wielka szkoda, że brak nam elit i przywódców, którzy potrafiliby poderwać społeczeństwa do wysiłku w eksploracji kosmosu! Jako chłopiec i licealista, pasjonując się biologią, marzyłem o udziale w lotach kosmicznych i rozpoznawaniu życia pozaziemskiego lub zakładaniu kolonii na Marsie czy księżycach Jowisza. Do tego potrzebna wiedza ekologiczna: jak zarządzać „narodzinami” planetarnego ekosystemu, jak budować „syntetyczny” ekosystem. To wyzwanie także dla biotechnologów i biologów molekularnych. GMO (organizmy modyfikowane genetycznie) na Ziemi ma niewielkie perspektywy. Ale właśnie ta wiedza byłaby niezbędna do modyfikowania organizmów w pozaziemskich koloniach! Byłaby szansa na wykorzystanie ogromnego potencjału intelektualnego setek tysięcy młodych ludzi…
Programów kosmicznych nie rozwijamy, marnując ogromne środki ludzkie i finansowe na bezsensowną, nadmierną konsumpcję (bo większa konsumpcja to napędzanie gospodarek światowych), coraz większą produkcję odpadów, zaśmiecających Ziemię i niszczących bioróżnorodność naszej planety…
I w końcu studenci, na których na co dzień narzekamy, że słabi, że nic tylko piją, że są bez perspektyw (po co studiować, skoro to pracy nie daje). Ale to obraz fałszywy. Bo gdy tylko bliżej poznać tych „przeciętniaków”, „słabeuszy z prowincji”, to dostrzec można różnorodne i niebanalne zainteresowania… a przede wszystkim marzenia i chęć uczestnictwa w ambitnych i wielkich projektach. Oni nie chcą przelewać z pustego w próżne, męczy ich pozorowanie, bylejakość, miałkość i brak perspektyw.
Bez ambitnych projektów i wyzwań umierają i uniwersytety… bo umiera młodzieńczy zapał studentów. To młodzieńczy entuzjazm jest życiodajną siłą uniwersytetów. A czy my w Olsztynie stwarzamy warunki dla rozwoju tej „przeciętnej” młodzieży z prowincjonalnych miasteczek, wioseczek i mieszkających daleko od szosy?
Jestem ekologiem… i ciągle mam młodzieńcze marzenia wielkich i ambitnych celów. Te same marzenia odnajduję w studentach (m.in. biologii czy biotechnologii), z którymi się spotykam czy to na zajęciach czy w środowisku akademickim (architektura krajobrazu, chemia, dziennikarstwo, pedagogika etc.).
A czy na UWM pojawiają się ambitne, interdyscyplinarne, duże projekty badawcze, rozpalające umysły, mobilizujące do wysiłku poznawczego, angażujące profesorów i studentów z różnych katedr czy wydziałów (najlepiej we współpracy z innymi ośrodkami krajowymi i międzynarodowymi)?
Gdzież liderzy? Samo zajmowanie stanowiska liderem ani elitą nie czyni… Czasem to tylko atrapa…