Wiosna w Łężanach

Wiosna w Łężanach jest piękna, czego mogłem doświadczyć z wysokości rowerowego siodełka, uganiając się za bioróżnorodnością w i wokół upraw wierzby energetycznej. Badania w terenie sprzyjają refleksji naukowej i przyrodniczej (tym razem było o ekologii krajobrazu i antropopresji).

Poza przekształconym krajobrazem rolniczym spotkałem ślady wilków i kwitnący wawrzynek wilczełyko. I spotkałem dziwne źródełka, które źródłami sensu stricte nie są… a jednak źródłami trzeba je nazywać. Bajeczny widok i odgłos czajek, żurawi i czapli białej. O skowronkach nie wspominając…

Chciałby się w Łeżanach stacji terenowej, badawczej. Zważywszy, że i jezioro Mutek się znajduje w pobliżu.

Bez ambitnych wyzwań umierają społeczeństwa, degenerują się uniwersytety

maszynadopisanieInspiracją do dzisiejszego wpisu są trzy elementy: jubileusz pierwszego lotu załogowego w kosmos Jurija Gagarina, lektura historii nauk o środowisku oraz… narzekanie na niski poziom studentów. Co łączy te elementy? Ambitne wyzwania lub ich brak.

Z historycznych rozważań o rozwoju wiedzy i społeczeństw dowiedziałem się (przypomniałem sobie, zwróciłem ponownie uwagę itd.), że bez ambitnych wyzwań społeczeństwa zamierają, degeneruje się kultura i cywilizacja. Czasem takim wyzwaniem może być wojna, czy to obronna (ocalić siebie, cywilizację itd.) czy to podbój nowych terytoriów (odkrywanie nowych kontynentów, gatunków, kultur). Nawet ostatnio zbrojenia potrafiły zmobilizować całe społeczeństwa i rządy nawet państw demokratycznych. Marne to wyzwania, ale jednak wyzwania, odwołujące się do atawistycznych głębi człowieka plemiennego. Nie ma już zimnej wojny, nie ma więc już nacisku na badania i wyścig technologiczny, nie ma wyzwań aby np. przez lot w kosmos czy na Księżyc – jak na sportowych zawodach – udowodnić swoją wyższość, wielkość, chwałę. Już w podboju kosmosu nie rywalizuje USA i ZSRR… widać wyraźny uwiąd programów kosmicznych. Bez ambitnych wyzwań społeczeństwa się degenerują. Oczywiście bardziej odpowiadają mi takie wyzwania jak zniesienie niewolnictwa, emancypacja, pokojowe krzewienie ważnych wartości, misje. Nie nawołuję do wojny jako ambitnego wyzwania… bo wojna nie jest ambitna i wzniosła.

A wielka szkoda, że brak nam elit i przywódców, którzy potrafiliby poderwać społeczeństwa do wysiłku w eksploracji kosmosu! Jako chłopiec i licealista, pasjonując się biologią, marzyłem o udziale w lotach kosmicznych i rozpoznawaniu życia pozaziemskiego lub zakładaniu kolonii na Marsie czy księżycach Jowisza. Do tego potrzebna wiedza ekologiczna: jak zarządzać „narodzinami” planetarnego ekosystemu, jak budować „syntetyczny” ekosystem. To wyzwanie także dla biotechnologów i biologów molekularnych. GMO (organizmy modyfikowane genetycznie) na Ziemi ma niewielkie perspektywy. Ale właśnie ta wiedza byłaby niezbędna do modyfikowania organizmów w pozaziemskich koloniach! Byłaby szansa na wykorzystanie ogromnego potencjału intelektualnego setek tysięcy młodych ludzi…

Programów kosmicznych nie rozwijamy,  marnując ogromne środki ludzkie i finansowe na bezsensowną, nadmierną konsumpcję (bo większa konsumpcja to napędzanie gospodarek światowych), coraz większą produkcję odpadów, zaśmiecających Ziemię i niszczących bioróżnorodność naszej planety…

I w końcu studenci, na których na co dzień narzekamy, że słabi, że nic tylko piją, że są bez perspektyw (po co studiować, skoro to pracy nie daje). Ale to obraz fałszywy. Bo gdy tylko bliżej poznać tych „przeciętniaków”, „słabeuszy z prowincji”, to dostrzec można różnorodne i niebanalne zainteresowania… a przede wszystkim marzenia i chęć uczestnictwa w ambitnych i wielkich projektach. Oni nie chcą przelewać z pustego w próżne, męczy ich pozorowanie, bylejakość, miałkość i brak perspektyw.

Bez ambitnych projektów i wyzwań umierają i uniwersytety… bo umiera młodzieńczy zapał studentów. To młodzieńczy entuzjazm jest życiodajną siłą uniwersytetów. A czy my w Olsztynie stwarzamy warunki dla rozwoju tej „przeciętnej” młodzieży z prowincjonalnych miasteczek, wioseczek i mieszkających daleko od szosy?

Jestem ekologiem… i ciągle mam młodzieńcze marzenia wielkich i ambitnych celów. Te same marzenia odnajduję w studentach (m.in. biologii czy biotechnologii), z którymi się spotykam czy to na zajęciach czy w środowisku akademickim (architektura krajobrazu, chemia, dziennikarstwo, pedagogika etc.).

A czy na UWM pojawiają się ambitne, interdyscyplinarne, duże projekty badawcze, rozpalające umysły, mobilizujące do wysiłku poznawczego, angażujące profesorów i studentów z różnych katedr czy wydziałów (najlepiej we współpracy z innymi ośrodkami krajowymi i międzynarodowymi)?

Gdzież liderzy? Samo zajmowanie stanowiska liderem ani elitą nie czyni… Czasem to tylko atrapa…

Edukacja ekologiczna… w lesie

Same słowa nie wystarczą. Słów przybywa tak jak śmieci w lesie. Potrzeba doświadczyć i to wielokrotnie. Zaczynać edukację ekologiczną od przedszkola? Nie, od każdego, niezależnie od wieku. A najlepiej rodzinnie. Spotkać się, żeby zrobić coś sensownego i żeby świętowac z innymi, na wspólnej Ziemi.

W sobotę 9. kwietnia pogoda była marna, chłodno, deszczowo i mocno wiało. Ale na czas akcji sprzątania lasu po bezmyślnej i egoistycznej konsumpcji, niebo się rozchmurzyło. Mieliśmy wsparcie :).

Dla mnie to była pierwsza dłuższa wycieczka rowerowa w tym roku.

Najbardziej śmiecą samochodziarze i właściciele domków. Wyrzucają (ci nieliczni, bo nie wszyscy są brudasami) całe worki domowych śmieci – takie prymitywnbe cwaniactwo chłopa pańszczyźnianego (bo przeciez nie obywatela!). Może tak obowiązkowo raz do roku każdy właściciel domku powinien uczestniczyć w akcji sprzątania. I ci, co zdają na prawo jazdy. Zza szyby samochodu niewiele widać… jaki skutek jest tego, fruuu za szybę. To nie moje?

Syzofowe prace… ważne dla edukacji i zmiany postaw. To taka filozofia praktyczna i aktywne sprzeciwianie się złu codziennemu. Bez takich uporczywych akcji utonęlibyśmy w śmieciach i obrzydliwym egoiźmie.

A dla studentów to uzupełnienie wykładów, praktyczne doświadczenie i uczenie się/doskonalenie nauczania metodą projektu. Nauczania do współpracy i działań zespołowych. Kompetencji lepiej się uczyć niż o nich tylko słuchać.

Śmieci w lesie i ekologiczny punkt widzenia… teorii naukowych

Tak jak gatunki uzależnione są od środowiska, w którym żyją, tak teorie naukowe uzależnione są od społeczeństw, w których powstają i się rozwijają. Najczęściej retrospektywnie bardzo upraszczamy historyczny rozwój wiedzy (nauki), dostosowując do preferowanego i obecnego punktu widzenia. Zapominamy i pomijamy dawny kontekst, przez co niejednokrotnie koloryzujemy i wypaczamy rzeczywisty rozwój teorii naukowych.

Od dawna pociąga mnie porównywanie ewolucji biologicznej i ewolucji kulturowej. Ciągle poszukuję podobieństw i rozmyślam nad wspólnym mechanizmem tych procesów. Z resztą nie tylko ja. Taki chyba jest klimat epoki :).

Szczególnym polem mojego zainteresowania jest rozwój myśli ekologicznej (ekologii jako nauki). Po znakomitych dwóch książkach Stanisława Zięby, "Historia myśli ekologicznej", Wyd. KUL, Lublin 2004, "Perspektywy ekologii człowieka" Wyd. KUL 2008, oraz wcześniejszych kilku opracowaniach (m.in. Marcina Ryszkiewicza "Matka Ziemia w przyjaznym kosmosie. Gaja i zasada antropiczna w dziejach myśli przyrodniczej" Wyd. PWN, Warszawa 1994), obecnie jestem w trakcie lektury "Historii nauk o środowisku" Petera Bowlera (Wyd. Uniw. Warszawskiego, 2007).

Książka ta ułatwia mi porządkowanie i przypominanie sobie faktów dużo wcześniej zapoznanych. Niżej dwa tendencyjnie wybrane cytaty:

"Źródłem sukcesu teorii ewolucji pod koniec XIX wieku były inne elementy niż te, które obecnie uznajemy za najważniejszy składnik myślenia Darwina."

"Darwinizm był typowy dla epoki wyzysku, a idea postępu dokonującego się dzieki walce przyciągała powszechną uwagę. Przemysłowcy wyzyskiwali robotników, a państwa zachodnie wyzyskiwały resztę świata, lecz ci, co wygrywali w tej walce, pragnęli widzieć swój sukces jako siłę napędową postępu. Dobór naturalny nie był jedynym przejawem tego sposobu myślenia; darwinizm oferował inne wygodne hasła – jak przeżywanie najlepiej dostosowanego – wszystkim, którzy poszukiwali naukowego usprawiedliwienia dla swojej obojętności na los przegranych w wielkim wyścigu Natury."

Tak chyba i dzisiaj przymykamy oko na zaśmiecenie i dewastację otaczającej nas przyrody, co niektórzy lansują ideę postępu i rozwoju w naszym regionie (Mazury cud natury) poprzez budowanie wieżowców w Olsztynie, betonowanie trawników, wycinkę drzew i zaśmiecanie lasów, sprzeciw na powołanie Mazurskiego Parku Narodowego. Eksploatacja ponad wszystko, a wyrzuty sumienia i ewentualne protesty uciszane są niezbędnym postępem… i enigratycznym rozwojem gospodarczym ("nie chcemy być skansenem")

Na zdjęciu wyżej, butelka z martwymi owadami… weszły te żuki gnojarze i biegacze jak do pułapki. I już nie wyszły. Są wśród przegranych. Przegranymi są i leśnicy, którzy rocznie tylko w nadleśnictwie Olsztyn wydają na sprzątanie lasów około 50 tys. zł. W sumie placimy my, ze swoich podatków.

Bezczelni, ogoistyczni cwaniacy, wyrzucający swoje śmieci do lasu, najpewniej czują się zwycięzcami, bo zaoszczędzili w sprytny sposób parę złotych, przerzucając swoje koszty na innych. Ciekawe jakich argumentacji użyją dla uzasadnienia moralnego swoich egoistycznych i antyspołecznych postępków?

Beton i klepisko czyli Olsztyn przyspiesza

Zdjęcie z Kortowa, z miasteczka uniwersyteckiego, ale typowe dla całego Olsztyna. Podobno Olsztyn przyspiesza… ale chyba w kierunku ponurego klepiska, z wszechobecnym betonem (są inwestycje w beton-place ale w ani jeden park czy skwer z zielenią!). Miasto dusi się nadmiarem samochodów, brakiem parkingów i… brakiem zieleni. A ponoć aspirujemy do miasta-ogrodu. Ta ponura rzeczywistość to efekt nie rozwiązywania problemów, które widoczne były już wiele lat wcześniej.

Już na poczatku lat 90. naukowcy wskazywali (i ja również!) na problem przestrzeni miejskiej i zagrożeń szybko rozwijającej się komunikacji samochodowej. Miasta nasze nie były przystosowane do takiej liczby samochodów, ani drogi, ani parkingi. Może będzie tak jak w USA – blokowiska zmienią się w slumsy, potem zostaną wyburzone a miasto zbudowane od nowa? 

A tu nagle każdy Kowalski stawia pod blokiem samochód. Z doświadczeń miast zachodnich, które ten kryzys przeszły, można było korzystać i od razu rozwijać komunikację publiczną oraz ścieżki rowerowe. Żadne nowe obwodnice problemu transportu nie rozwiążą!

No dobra, przestrogi nie pomogły, władze (ciągle się zmieniające) były bez wyobraźni. Mamy miasto coraz bardziej nieprzyjazne dla pieszych i dla wszystkich (ja sam po raz pierwszy od 25 lat myślę o opuszczeniu Olsztyna). Co teraz? Polak mądry po szkodzie?

Może Uniwersytet mógłby świecić przykładem? Dlaczego studenci nie korzystają prawie wogóle z rowerów? Bo po pierwsze musieliby przywieźć z domu (a to nie takie łatwe), po drugie brak ścieżek rowerowych (stojaków na UWM jak na lekarstwo) i po trzecie nie ma gdzie rowerów wypożyczyć.

Moja propozycja jest prosta (i już funkcjonująca nawet w kilku miastach Polski): niech UWM zakupi (z jakiegoś innowacyjnego grantu) tak 3-5 tysięcy specjalnych rowerów i… na legitymację wypożycza studentom. Ewentualnie na specjalną kartę magnetyczną. Za darmo lub za symboliczną opłatę, bo student zazwyczaj jest niezamożny (lub wydaje na książki). Niech te stojaki pojawią się w Kortowie, ale i przy dworcu i w kilku miejscach Olsztyna. Student przyjeżdża do miasta akademickiego (bo taki jest Olsztyn), ciach legitymacją lub kartą i bierze rower jak wózek w hipermarkecie. Potem zostawia w innym miejscu i system odnotowuje zwrot. Może trzymać nawet na stancji przez rok. Jak nie odda… to płaci.

Przy okazji byłaby dodatkowa praca dla studentów przy konserwacji i logistyce całego systemu. A miasto Olsztyn może wzięłoby przykład z uniwersytetu… Razem byłoby łatwiej i szybciej zmienić Olsztyn w miasto uniwersyteckie pełne ogrodów. I radości :).

Tak sobie marzę… patrząc na zastawione samochodami chodniki, na rozjechane trawniki, na korki w całym mieście. I w sumie niczego nowego nie wymyśliłem, to tylko przykład z innych miejsc. A czy Polak-olsztynianin będzie zarówno przed szkodą i po szkodzie głupi?

Jadę jutro na dłuższą wycieczkę rowerowę. Do lasu.. jak najdalej od Olsztyna…

Imaginator, Japonia i karpie co pod prąd płyną

76125_166169616749681_100000699316167_370527_6957906_n

Imaginator… to sposób patrzenia na świat, „kadrowanie” rzeczywistości… za pomocą swoich dłoni. Z imaginatorem zapoznała nas p. H. Brakoniecka, na środowym spotkaniu w kawiarni naukowej klubu profesorów Collegium Copernicanum.

Spotkanie poświęcone było chryzantemom, o których opowiadała p. Zofia Wojciechowska. A samo spotkanie kawiarniane jest częścią charytatywnej akcji pomocy poszkodowanej Japonii – „polskie tulipany dla japońskiej chryzantemy”. I tulipany i chryzantemy widać w imaginatorze, układającym się w kształt ludzkiego serca. A wszystko za sprawą dłoni… Proste?

I jeszcze o karpiach, co płyną pod prąd, a przez swój wysiłek i dzielność stają się smokami. Symboliczne karpie przesyłali nam Japończycy, razem z pomocą, gdy swego czasu Polskę nawiedziły powodzie. Teraz my odwdzięczamy się tulipanami.

Studenci nie są tak marni, jak się o nich mówi

Z wielką radością śledzę drobne sukcesy "swoich" studentów. Potrafią pisać, potrafią organizować, mają niebanalne pasje i są odważni w podejmowaniu nowych wyzwań.

Nie są tak "beznadziejni" jak o nich piszą w mediach lub plotkują w kuluarach przestrzeni akademickiej. Oni po prostu potrzebują ambitnych wyzwań i perspektyw do aktywności, potrzebują dobrych warunków i życzliwej przestrzeni. Tak jak roślinki w ogrodzie – nie podlewane, na jałowej glebie, nie wydają dużego plonu, marnieją…

Sukcesy studentów dają radość, że to co się robi ma sens i jest przydatne. Z ich sukcesów bardziej cieszę się niż ze swoich…

Zwiędnięty patriotyzm na pokaz

Kiedy zrobiłem to zdjęcie rok temu i umieściłem na blogu, zrezygnowałem z komentarza (chciaż w duszy się kołatał). Po roku symbolika uschniętej róży jeszcze bardziej staje się aktualna. Patriotyzm pozorów i uschniętych gestów… pokazać się w błysku kamer, być widocznym z frazesami na ustach w gazetach: niech widzą jacy to jesteśmy patriotyczni. A jednocześnie usta pełne nienawiści, dzielenia, szukania i wskazywania wrogów. Uschnięta róża przy symbolach narodowych…, coś na pokaz i na 5 minut a nie codziennej pracy i doglądania.

Wolę już praktyczny patriotyzm… sprzątania lasu z przedszkolakami. Coś konkretnego i dobrego dla tej ziemi tu i teraz, bez taniego poklasku ale za to z rzeczywistym wysiłkiem.

Jedni zaśmiecają, inni czynią świat pięknięjszym. Jedni jątrzą i dzielą, inni wylewaja oliwę na wzburzone wody. Wolę być z tymi drugimi :).

To bardzo "niepolitycznie" na blogu poruszać sprawy polityczne. Można się mocno narazić, na przykre komentarze, docinki i gesty niezadowolenia. Rzadko to robię, ale są takie chwile, gdy nie wolno milczeć, nawet jeśli jest to ryzykowne. Nie wolno milczeć gdy ktoś wyrzuca śmieci do lasu niszcząc naszą wspólną przyrodę czy milczeć, gdy ktoś złymi słowami dzieli Polaków na tych lepszych i gorszych i do waśni podjudza. Tak, dzisiaj chce się powiedzieć "wszyscy jesteśmy Slązakami"… bo wczoraj i jutro będą autochtonów Warmiaków i Mazurów nazywać Niemcami, innych Żydami, Ruskimi itd.

Puste gesty szybko usychają. Nawet pod flagą i godłem…

O tym, jak studenci z przedszkolakami las sprzątać będą

wojtkowizna

Studenci III roku Pedagogiki Społecznej Wyższej Szkoły Informatyki i Ekonomii w Olsztynie w dniu 9 kwietnia 2011r. organizują w Nadleśnictwie Wyrandy akcję pod hasłem „A JAKI TY ZOSTAWISZ ŚLAD NA ZIEMI”.

  1. Czas trwania imprezy 10:00-14:00.
  2. Miejsce : Nadleśnictwo Wyrandy
  3. Zbiórka 10:00-11:00 przy Centrum Wypoczynu i Rekreacji „Leśne Wrota”  Wojtkowizna 1A
  4. Udział weźmie 60 studentów + ok. 40 przedszkolaków z Przedszkola „Jarzębinki” w Klewkach ( liczba uczestników może się tylko jeszcze zwiększyć, ze względu na zainteresowanie imprezą).

więcej o akcji

I ja się tam wybieram.. na rowerze, a jakże. Mile widziany udział dziennikarzy, którzy udokumentują wysiłek wolontariuszy i pokażą innym jak można czynić świat piękniejszym, łącząc z edukacją… nie tylko najmłodszych.