Zmienić parking w park, choć na chwilę – Park(ing) Day w Olsztynie

Utrwalony wyżej fragment kamienno-betonowego miasta zamieni się na kilka godzin w park z kawiarenką. To wyraz tęsknoty za zielonym miastem, przyjaznym dla ludzi i wygodnym do życia. Happening jest formą dyskusji o rozwoju naszego miasta, dyskusji interdyscyplinarnej o ekorozwoju czyli rozwoju zrównoważonym.

Miało rozpocząć się w piątek o 10.00, ale w ostatniej chwili – ze względu na firmę rozkładającą trawę – oficjalnie rozpocznie się o godz. 12.00. My jednak (Collegium Copernicanum) startujemy zgodnie z zapowiedzią o dziesiątej i skończymy o 18.00. Za początkowe zamieszanie i nie pełną gotowość już teraz przepraszamy. Ale w sumie tworzenie parku to nie taka prosta sprawa, więc będzie symbolicznie. Zapraszamy już od 10tej, aby wspólnie stworzyć ten mini, okazjonalny park. Samo się nie zrobi w naszym mieście lepiej i przyjemniej – potrzebna jest codzienna aktywność wielu.

188136_71298180414_7815160_n

Będą dwa stoliki kawiarniane, kilka krzesełem, jeden kajak, gry planszowe, kawa i malowanie na szkle. Będzie także stolikowy bookcrossing oraz olsztyńska katarynka i okazja do dyskusji. Bardziej pogłębione rozważania będziemy kontynułowali jeszcze długo później, już w formie bardziej tradycyjnej. Happening jest wstępem do dyskusji i formą popularyzowania rozwoju zrównoważonego.

Postaramy się na bieżąco w piątek informować o przebiegu, zamieszczając wpisy na Facebooku: Park(ing) Day z Collegium Copernicanum.

Wykład akademicki

Wykład na uczelni jest formą przekazywania wiedzy (jako jedna z form wystąpień publicznych). Jeden mówi i coś tam ewentualnie pokazuje, reszta słucha. Celem wykładu jest przekazywanie wiedzy.

Ale nie jest celem wykładu przekazywanie tej wiedzy przez wykładowcę, lecz to, aby ją uzyskali słuchacze. Nie ważne co i jak wychodzi z ust wykładowcy – ważne jest to, co i jak dochodzi do głów studentów i co w nich zostaje. Ta z pozoru drobna różnica stylistyczna niesie ogromną różnicę znaczeniową. Bo wykładowca powinien się skupić na tym, co usłyszą i nauczą się studenci, a nie na tym co chce on sam opowiedzieć. Nie chodzi o to, żeby machać szpadlem, ale żeby wykopać dół. Oczywiście bez machania szpadlem dołu się nie wykopie (można co prawda i koparka lub innym innowacyjnym sposobem). Ważne jest na czym się koncetrujemy: czy na rytuale machania szpadlem, czy na efekcie wykopania dołka.

Takie przeniesienie środka ciężkości i dobranie metod, aby to słuchacze byli celem, a nie dobre samopoczucie mówiącego, jest elementem zmian jakie zachodzą teraz na polskich uczelniach wyższych. Proces i dokumenty nazywane są Krajowymi Ramami Kwalifikacji. Szkoda, że tak mało o tym się mówi w uniwersyteckim Kortowie. Wielka rewolucja w nauczaniu być może dokonuje się cichcem… lub poza Olsztynem. A my tylko, za jakiś czas przyjmiemy wytyczne do realizacji… nawet nie rozumiejąc co, po co i dlaczego, skupiając się na powierzchownej formie, frazelogii i zupełnie nie rozumiejąc istoty.

Ale może się mylę? Wystarczy tylko odszukać podobnie myślących i dowiedzieć się co i jak zmienia się na naszym, olsztyńskim gruncie. Świadomość rozwijającego się procesu dodaje energii, a wymiana doświadczeń i wzajemne wsparcie przyspiesza proces uczenia się. Bo wykładowcy akademiccy też się uczą. Też na nowy rok uzupełniają przypory "szkolne" i zakupują "podręczniki"… do swojego "tornistra" :). Kazdy człowiek uczy się przez czałe życie, nawet na emeryturze – czego dobitnym przykładem są rozwijające się uniwersytety trzeciego wieku.

Co żyje w rzece Kortówce?

leptocerustineKilka dni temu zadzwonił do mnie pan redaktor z Gazety Olsztyńskiej i zapytał dlaczego w Kortówce brzydko pachnie woda. Przez telefon trudno jest poprawnie i wiarygodnie zdiagnozować sytuację przyrodniczą. Prawdopodobnie to efekt działającego eksperymentu kortowskiego (rura Olszewskiego), czyli odprowadzania wód hypolimnionu z Jeziora Kortowskiego celem jego oczyszczenia (rekultywacji). Już wyjaśniam, hypolimnion to głębsza część wód jeziora, zazwyczaj ciemna (bo nie dochodzi tu światło) i w przypadku jezior zanieczyszczonych (zeutrofizowanych) z ubogą ilością tlenu lub pozbawiona tlenu.

Przez Jezioro Kortowskie przepływa woda – wpadają do niego strumienie i rzeka Kortówka. Wypływa natomiast rzeka Kortówka. Ale wypływa woda powierzchniowa (stosunkowo czysta, natleniona). Pomysł prof. Olszewskiego polegał na umieszczeniu rury i na zasadzie działania lewara, odprowadzona jest woda z głębszych partii jeziora. Czyli woda najbardziej „zanieczyszczona”. To ona właśnie może mieć brzydki zapach. Sam kilkakrotnie spacerując nad Kortówką wyczuwałem tą niezbyt sympatyczną woń.

Pan redaktor zapytał, czy to szkodzi rzece i faunie tam żyjącej. Trochę pewnie tak. Ale można wnioskować, że woda szybko się natlenia. Z kolei wiele małych zwierząt bierze udział w samooczyszczaniu (najprościej: odfiltrowują i zjadają to, co w wodzie płynie). Sądząc po wodnych bezkręgowcach rzeka Kortówka jest typowa i niezbyt zanieczyszczona, jak na rzekę miejską i wypływającą z jeziora. Nad wykorzystaniem chruścików w bioindykacji stanu polskich i europejskich rzek właśnie pracuję, współpracując z wieloma ośrodkami – bo jest to zadanie zespołowe i wymagające wielu porównawczych danych.

Mogę wypowiedzieć się w sprawie chruścików. Otóż w 2011 roku, w rzece Kortówce na wysokości Brzezin, a więc w dolnym jej biegu, spory kawałek od wypływu z Jez. Kortowskiego, stwierdzono występowanie następujących gatunków chruścików: Limnephilus politus, Molana angustata, Oecetis lacustris, Oecetis furva, Athripsodes aterrimus, Lype reducta, Mystacides sp. Cóż z tego wynika? I jak przełożyć z „chruścikowego” na nasze? Że jest to przeciętny zestaw gatunków małej, wolnopłynącej rzeki naszego regionu, z udziałem gatunków wód stojących i lekko zeutrofizowanych, z niewielkim udziałem gatunków wód bieżących. Ciekawostką jest obecność Oecetis lacustris. Nie jest to pełen zestaw gatunkowy (jedna standardowa próba w maju), bowiem na terenie miasteczka akademickiego dość pospolicie występuje Anabolia laevis, typowy gatunek odcinków zadrzewionych, zarówno rzek jak i jezior.

Badania chruścików rzeki Kortówki (całej, a więc i powyżej Jez. Kortowskiego) dr. Lecha Pietrzaka z roku 2001 i 2002, wykazały obecność blisko 30 gatunków. Poza już wymienionymi także typowi mieszkańcy średnio czystych, małych i wolno płynących rzeczek.

Ale najciekawsze, że w rzece Łynie już poniżej wpływu Kortówki żyją takie niezwykłe i rzadkie chruściki jak niprzyrówka rzeczna (Leptocerus interruptus). Tak więc eksperyment kortowski i rekultywacja Jeziora Kortowskiego metodą Olszewskiego nie przynosi wyraźnych, negatywnych skutków rzece Kortówce i rzece Łynie. Negatywny efekt odprowadzania wód hypolimnionu dość szybko ulega wyeliminowaniu przez naturalne procesy przyrodnicze, w tym aktywność samych bezkręgowców, o chruścikach nie zapominając.

Oczywiście, gdyby Jezioro Kortowskie było czyste to i sama Kortówka na całym jej biegu byłaby przyjemna w zapachu, a żyjące tam bezkręgowce byłyby bardziej typowe dla dawnych, dobrych, „bezczłowieczych” czasów. Jedyna rada to wyeliminować źródła zanieczyszczeń i eutrofizacji Jeziora Kortowskiego. Bowiem zapobieganie jest zawsze tańsze i lepsze niż leczenie skutków.

Nauczanie poprzez projekty czyli parking day wcale nie taki banalny

"Dziś ludzie uczą się nie tylko w szkole, ale w przestrzeni publicznej i wirtualnej. Dlatego naukę trzeba wyprowadzić ze szkoły: do interaktywnych muzeów, to teatru, do firm." *

Witold Kołodziejczyk

Wielu pedagogów i ekspertów od edukacji podreśla, że do szkoł i uniwersytetów trzeba wprowadzić uczenie poprzez projekty (udział w projektach a nie tylko słuchanie wykładów o projektach) i konkretne, realne (a przez to interdyscyplinarne) zadania. To będzie uczenie kreatywności i uczenie funkcjonowania we współczesnym świecie. Jakże innym od tego XIX i XX wiecznego.

Do swoich zajęć coraz częściej i coraz szerzej włączam projekty. To najbardziej efektywna nauka, bo to nauka przez działanie oraz natychmiastowe zastosowanie wiedzy w praktyce, jak również jest to nauczanie innych (a przez to siebie).

Nie czytam tylko książek i nie zapoznaję się tylko z opiniami innych. Sam chcę doświadczyć, sprawdzić. Oczywiście najlepiej ze studentami. Bo razem jesteśmy zdziwieni, ciekawi nieznanych rezultatów. Tej jesieni będę chciał spróbować kolejnych projektów (mieszczących się w ochronie środowiska, ekorozwoju, ochronie przyrody i edukacji ekologicznej). A budowaniu własnego doświaczenia służy np. happening Park(ing) Day, 16 września, przed olsztyńskim ratuszem (oczywiście zapraszam wszytskich chętnych do wspołtworzenia, 10.00-18.00).

Sam chcę poznać, sprawdzić, zanim zaproponuję to studentom. Chcę rozpoznać trudności, aby moi studenci nie stanowili "mięsa armatniego" i nie byli wpuszczani w maliny. Jak można uczyć kogoś ryzyka, gdy się samemu nie ryzykowało? Jak uczyć kreatywności i interdycyplinarniści, gdy samemu nie ćwiczyło się kreatywności i innowacyjności? Jak wysyłać kogoś na ulicę, gdy samemu się tego nie doświadczyło w różnych i nieprzewidywalnych warunkach pogodowych?

Uniwersytet otwarty, wykorzystujący e-learning, kształcenie ustawiczne, kształcenie nieformalne i pozaformalne nie jest mrzonką lub wynalazkiem dalekiego, wielkiego świata. W Olsztynie też może dziać się coś ważnego i aktualnego. "Prowincja" to nie miejsce zamieszkania ale sposób myślenia.

* a ja dodałbym także "do kawiarni"… kawiarni naukowej, umozlwiajacej bezposrednie relacje, otwartość i interdyscyplinarne dostrzeganie problemów. Bo nie wazne gdzie studiujesz, wazne kogo w czasie studiów spotykasz. Miej okazję spotkac kogoś wartosciowego – szukaj.

Pycha gubi nie tylko architektów

„Architekci ulegli błędnym wyobrażeniom, że w siłach oświeconego rozumu leży wymyślenie idealnego miasta. Jednak nic takiego nie powstało.”

Vaclav Havel

W pysze oświeconowego umysłu zaległa się także idea "stworzenia" idealnego człowieka. Kiedyś za pomocą selekcji, sterylizacji i eutanazji nieodpowiednich, teraz ponownie z wykorzystaniem eugeniki i inżynierii genetycznej. Nie wszystko co możliwe jest do wykonania warto zrobić.

A wracając do przestrzeni miejskiej i miasta, czym się kierować aby było to miejsce przyjazne do życia? Żeby to było miejsce dla ludzi a nie ludzie dla miasta?

Pycha – nawet w architektonicznym planowaniu przestrzeni miejskiej – gubi. Pokora i umiejętność słuchania, patrzenia i rozumienia rzeczywistości ewidentnie pomaga. Pokora wobec świata i tego, że nie na wszystko mamy wpływ i nie od nas zależy tak wiele rzeczy… Egoizm przeszkadza w patrzeniu i odbieraniu sygnałow z otoczenia.

Krzyżaków jesienią znowu jest więcej

krzyzak

Nie o Krzyżakach chcę pisać ale o pająkach, które dzięki wzorkowi na odwłoku, układającym się w krzyż, onych rycerzy średniowiecznych z naszego regionu przypominają. I nazwę – pająk krzyżak (jest wiele różnych gatunków) – od rycerzy, w białych płaszczach z czarnym krzyżem, biorą. Jesienią jest jakby więcej tych pająków. A to za sprawą ich cyklu życiowego – teraz podrosły i są widoczne ich charakterystyczne sieci. Kiedy przedzieramy się w lesie, w poszukiwaniu grzybów, ciągle trafiamy na ich sieci. A kiedy mgła osiądzie i rosą jak diamentami oznaczy, wtedy doskonale widzimy te liczne pajęczyny. Wiosną ich znacznie mniej. Wtedy w lesie dominują inne drapieżniki – chrząszcze z rodziny biegaczowatych (Carabidae). Nieodłącznie pająki krzyżaki kojarzą mi się z jesienią…

Jedna dorodna samica zrobiła sobie swoją sieć łowną tuż za moim oknem (bo w Olsztynie przyroda jak w lesie). Teraz schowana jest w zakamarkach okiennej framugi. Sieć jakby opustoszała. Ale niech tylko coś na kształt śniadanka czy obiadu wpadnie do sieci i zacznie się szamotać – szybko wyskoczy ze swej kryjówki i dopadnie ofiary. Ślady posiłków wcześniejszych widoczne są jeszcze na sieci i na parapecie. Ona czeka na sygnał. Nawet w przyrodzie informacja ma wartość i może skłonić do wysiłku i działania.

Mam więc za oknem krzyżakowe reality show, i to bez zasilania energetycznego – zupełnie za darmo. Po co kupować to, co ma się za darmo? Po co mi 100 kanałów w telewizji? Żebym czas tracił naciskając pilota, nieustanie skacząc z kanału na kanał, w poszukiwaniu ciekawego programu? Nadmiar przeszkadza. Zamiast więc nieustannie poszukiwać i nic nie zobaczyć, lepiej jak pająk krzyżak posiedzieć z oczami wlepionymi w okno (a pająki mają wiele oczu). Czekając cierpliwie zaczyna się zauważać życie w mieście. Taki mikrokosmos z dramatami i sukcesami. Nie dzieje się mniej niż w serialach telewizyjnych :). I jest w 100% autentyczne i to za darmo. Konsumpcja nie jedno ma imię i wymiar. Pajęczyca konsumuje owady, wpadające w sieć, a ja konsumuję wartości przyrodniczo-duchowe, wpatrując się w okno. I krzyżaczkę, bo ta na moim oknie to dorodna samica (tylko nie sądźcie, że faceci zawsze wybałuszają oczy za samiczkami!).

Mała księżniczka z polnego bajora

Rzekotka drzewna (Hyla arborea) to najpiękniejsza krajowa żabka – żabka w sensie płaza bezogonowego a nie rodzaju Rana (żaba). Pospolicie wszystkie nasze płazy bezogonowe nazywamy "żabami", myląc żaby z ropuchami, kumakami i rzekotką. Ta ostatnia jest niezwykłej urody, niczym zaklęta księżniczka. Może od nie wzięła się bajkowa legenda o zaklętej w żabę księżniczce?

Rzekotki widywałem już wielokrotnie, ale teraz po raz pierwszy zobaczyłem młode rzekotki, tuż po opuszczeniu wody. A było to na początku września, co niest takie typowe. Eksperymentalne uprawy wierzby energetycznej i badania dotyczące energetyki odnawialnej zaskakują niezwykłymi spotkaniami. W szczególności, gdy bada się bioróżnorodność.

Prześliczna uroda tego płaza kusiła, aby sprawdzić pocałunkiem czy aby w bajkach nie ma ziarna prawdy. Szybko się jednak zreflektowałem – taka księżniczka to pewno ma swoje wymagania, a jej koszty utrzymania wymagałyby pokaźnych dochodów (i pałacu a nie M4 oraz karocy zamiast roweru). I co powiedziałbym żonie po powrocie do domu? Tak więc po dokumentacyjnej sesji fotograficznej wypuściłem piękność z śródpolnego bajora do jej środowiska naturalnego. Niech czeka na swojego księcia (kawalera, z odpowienimi dochodami i połowa królestwa).

A morał z tej bajeczki taki, żeby dzikie zwierzęta zostawić w ich naturalnym środowisku i nie przynosić ich do domu z powodu chwilowego zachwytu pięknem przyrody. Zachwycać się bez konsumpcyjnej eksploatacji. Tak będzie lepiej w dłuższej perspektywie czasu :).

Nieco inne spojrzenie na Park(ing) Day

Czuję się nieco zobowiązany do "wytłumaczenia się" z mojego, aktywnego udziału w happeningu Park(ing) Day. Tym razem chcę nieco więcej napisać od dydaktycznej i uniwersyteckiej strony, bo ten happening nie jest wygłupianiem się ani ja nie jestem happenerem. Nie chcę stać i tylko z boku komentować. Uniwersytet jest "tu i teraz" i poza nauką podstawową angażuje się w rozwiązywanie lokalnych i współczesnych problemów.

Park(Ing) Day to jedna z wielu oddolnych inicjatyw obywatelskich, realizowanych w formie happeningu. Dlaczego wspominać o niej w kontekście uniwersytetu i edukacji? Czy nie godzi to w powagę wielowiekowej instytucji akademickiej? Wypada więc objaśnić sens i cel tych komunikacyjno-edukacyjnych eksperymentów.

W społeczeństwie zmienia się wiele niemalże we wszystkich aspektach. Te procesy odbijają się także w edukacji. Kto stoi w miejscu, ten się cofa. Innowacyjność uniwersytetu wymaga poszukiwań, czasem nawet z pozoru dziwacznych. W obliczu niżu demograficznego zachowawcze i niekreatywne uczelnie wyższe zostaną bez studentów. Kreatywni odnajdą się w nowej formie usług edukacyjnych. Bo o ile tradycyjnych studentów będzie mniej, to ludzie jako tacy nie przestaną studiować i się uczyć :).

Wobec zmian i nowych potrzeb tradycyjny model klasowo-lekcyjny nie jest już wystarczający. Coraz więcej czasu współczesny człowiek spędza w szkolnych i uniwersyteckich ławach. Nie da się jednak całego życia przejść „z tornistrem”, trzeba jeszcze pracować i spełniać inne ważne i niezbędne funkcje życiowe. Jednocześnie zmuszeni jesteśmy do uczenia się przez całe życie – jak więc pogodzić własne życie z koniecznością ciągłego dokształcania się? Uczyć się całe życie – to w gruncie rzeczy żadna nowość, bo było tak w społeczeństwie ludzkim od tysiącleci (ale nie w szkole).
Na powrót odkrywamy kształcenie ustawiczne i próbujemy nadać mu zupełnie nowe ramy, wykorzystując m.in. najnowsze technologie informatyczne. W tych cywilizacyjno-edukacyjnych poszukiwaniach bierze udział również uniwersytet (akademiccy wykładowcy i naukowcy).

Czynny udział w ulicznych happeningach, takich jak Park(Ing) Day czy ugruntowanych już pokazach w ramach Olsztyńskich Dni Nauki oraz Europejskiej Nocy Naukowców, jest eksperymentalnym poszukiwaniem nowych form przekazu. Widowiskowe pokazy popularyzujące wiedzę profesjonalnie i na dużą skalę realizowane są w takich jednostkach jak warszawskie Centrum Nauki Kopernik.

Skoro słuchacz nie chce przyjść do uniwersytetu, uniwersytet przychodzi do niego… za pośrednictwem także radia, telewizji, Internetu. Uliczny Park(Ing) Day to pretekst do dyskusji nad optymalnym wykorzystaniem przestrzeni publicznej, rozważań wokół ekologii miasta, i w końcu dyskusji nad kryzysem czasu wolnego i społecznych potrzebach człowieka.

Od prostych i banalnych z pozoru czynności gry w szachy czy warcaby, do poważnych dyskusji filozoficznych, kontynuowanych w różnych miejscach i forach. To takie współczesne wspólne „łuskanie fasoli” czy „darcie pierza”. To tworzenie sytuacji sprzyjajacej spotkaniu się i rozmawianiu.

Internet oraz alternatywne źródła energii powodują coraz większą decentralizację i rozproszenie nie tylko produkcji ale i ludzkiej aktywności. W edukacji coraz większa jest indywidualizacja nauczania. Tak jak z naszego krajobrazu znikają wielkie fabryki z taśmami produkcyjnymi na rzecz rozproszonej produkcji, tak coraz większe znaczenie w edukacji nabiera kształcenie nieformalne i pozaformlane. Z wykorzystaniem nowoczesnych technologii komunikacji międzyludzkiej rozwija się e-learning i wszechstronne kształcenie ustawiczne. Pojawia się problem już nie tyle sprawdzania listy obecności na zajęciach lecz sprawdzania wiedzy, kompetencji i umiejętności w formie walidacji. Problem ten podejmuje projekt zwany Krajowymi Ramami Kwalifikacji. To co dziś jest jeszcze nowością, jutro będzie obowiązujacym wszystkich standardem. A ja nie chcę być biernym i posłusznie wykonującym wyrobnikiem lecz aktywnym i świadomym wspołtwórcą. Nie ważne więc czy ktoś chodził na zajęcia, ale czy umie (czy ma określone kompetencje). I jak te umiejętności wiarygodnie sprawdzić oraz jak zachęcić do samodzielnego kształcenia się.
To, że studenci są na sali wykładowej, wcale nie znaczy, że słuchają i zapamiętują. Trzeba mówić do ludzi a nie tylko w ich obecności.

Warto poszukiwać coraz to nowych form i nowych sytuacji, aby kształcenie było rzeczywiste i efektywne. Jedną z takich poszukiwawczo-eksperymentalnych form organizowania przestrzeni edukacyjnej jest nasza, olsztyńska kawiarenka naukowa Collegium Copernicanum, wyrosła z Olsztyńskich Dni Nauki – jako całoroczna i kameralna propozycja idei uniwersytetu otwartego, kształcenia pozaformalnego i ustawicznego, jako specyficzna i nowa forma uniwersytetu wieku uniwersalnego (bo nie zamykająca się w formule tylko uniwersytetu trzeciego wieku).
Poszukuję po prostu czegoś nowego. Dni Nauki już "zaskoczyły", ale są jednorazową akcją raz w roku. To za mało. Tak jak nie wystarcza jeden dzień w roku (8 marca) na szacunek dla kobiet. Spotkania w kawiarni naukowej oraz współpraca z mediami to taki pomysł na systematyczne i kameralne dyskusje o tym, co ważne. Ja się przy tym uczę jak mówić do ludzi, a nie tylko w ich obecności.

Współczesny uniwersytet nie jest skostniałą i niereformowalną mumią. On poszukuje, bada, rozpoznaje i eksperymentuje nawet sam na sobie. Może dlatego uniwersytet ma tak wiekową tradycję bo… jest ciągle kreatywny. A uniwersytet to przede wszystkim ludzie w nim nauczający i studiujący. Budynki to tylko dodatek (a nie odwrotnie).

Biorąc udział w takich ulicznych happeningach uczę się wielu nowych rzeczy, które potem wykorzystuję na zajęciach dydaktycznych. Zanim "poślę tą ścieżką" studentów, sam na sobie chcę sprawdzić, doświadczyć, zrozumieć. Bo jak można uczyć gotowania pomidorowej zupy gdy się samemu wcześniej tego nie zrobiło? W XXI wieku wszyscy potrafią czytać i mają dostęp do słowa pisanego. Nie ma więc sensu czytanie studentowm cudzych podręczników (przeczytam i opowiem na wykładzie). Studenci oczekiją czegoś oryginalnego, autentycznego. Jakże miałbym uczyć swoich studentów realizacji projektów, gdybym sam nie próbował? Jak mam ich namawiac do zostania "na prowincji", gdybym nie poznał problemów i nie zakosztował prowincjonalnego marazmu i nie próbował coś zmienić?

Właśnie dlatego z wielką przyjemnością zaangażowałem się w Park(ing) Day. Ale oprócz aspektu poznawczo-dydaktycznego jest to ze wszech miar ważna społecznie akcja. I ciekawy sposób włączania się do dyskusji o Olsztynie i o tym, jak nasze miasto powinno wyglądać, aby zaspokajać potrzeby wszystkich mieszkanów.

Złota olsztyńska jesień… z osami na festynach, z dygresją o emerytach

Jesień obrodziła w liczne uliczne jarmarki, festyny, kiermasze. A na straganach regionalne miody, wędliny i słodkie bułeczki. Os zabraknąć nie może.

Jeśli ze strachem lub obawą patrzymy na te osy, to pomyślmy o seniorach. Liczne osy to efekt kończenia się cyklu życiowego tych społecznych owadów. Potomstwo w gniazdach odchowane, a bezpłodne samice – robotnicami zwane – są już "zbędne", niepotrzebne. Nie znoszą już upolowanych owadów na pokarm dla larw, rozwijających się w osim gnieździe. W swojej osiej jesieni życia, włóczą się "bezrobotne" i zajadają sobie słodkości. Tak jak nasi emeryci. Potrzebni czy zbędni? Obciążają tylko budżet swoimi emeryturami?

W przyrodzie nie ma rzeczy zbędnych. Wszystko ma swój sens i cel. Warto go poszukać. Wszak wszyscy będziemy emerytami :). Przed którymi władze miejskie, społeczności, oganiać się będą jak przed zawadzającycmi szkodnikami ? Albo będą współpracować jako z równoprawnymi obywatelami.

Jesień jest piekna. I nie chodzi mi tylko o porę roku.

zobacz też "życie na chodniku"

Jak ubierają się współczesne Warmiaczki?

Powyższe zdjęcie, zrobione na Starówce w Olsztynie, jest wielce wymowne i symboliczne. No bo jak ubierają się współczesne Warmiaczki (Warmijki, Warmianki?)? W historycznych strojach ludowych nikt na codzień nie chodzi. Tylko od święta na festynach. To taka trochę zapomniana przeszłość, cepeliowsko ożywiana od czasu do czasu. A te muzułmanki w chustach? Przecież już od ponad roku oswoiliśmy się z tym egzotycznym widokiem. To efekt prężnego rozwijania się naszego uniwersytetu, a w zasadzie wydziału medycznego. Nie tylko wyjeżdżamy w świat, ale i ten świat do nas przyjeżdża. To obrazem współczesnej Warmii.

Jaka jest nasza regionalna tożsamość i w czym wyraża się warmińskość? W języku, stroju, świadomości?