Czuję się nieco zobowiązany do "wytłumaczenia się" z mojego, aktywnego udziału w happeningu Park(ing) Day. Tym razem chcę nieco więcej napisać od dydaktycznej i uniwersyteckiej strony, bo ten happening nie jest wygłupianiem się ani ja nie jestem happenerem. Nie chcę stać i tylko z boku komentować. Uniwersytet jest "tu i teraz" i poza nauką podstawową angażuje się w rozwiązywanie lokalnych i współczesnych problemów.
Park(Ing) Day to jedna z wielu oddolnych inicjatyw obywatelskich, realizowanych w formie happeningu. Dlaczego wspominać o niej w kontekście uniwersytetu i edukacji? Czy nie godzi to w powagę wielowiekowej instytucji akademickiej? Wypada więc objaśnić sens i cel tych komunikacyjno-edukacyjnych eksperymentów.
W społeczeństwie zmienia się wiele niemalże we wszystkich aspektach. Te procesy odbijają się także w edukacji. Kto stoi w miejscu, ten się cofa. Innowacyjność uniwersytetu wymaga poszukiwań, czasem nawet z pozoru dziwacznych. W obliczu niżu demograficznego zachowawcze i niekreatywne uczelnie wyższe zostaną bez studentów. Kreatywni odnajdą się w nowej formie usług edukacyjnych. Bo o ile tradycyjnych studentów będzie mniej, to ludzie jako tacy nie przestaną studiować i się uczyć :).
Wobec zmian i nowych potrzeb tradycyjny model klasowo-lekcyjny nie jest już wystarczający. Coraz więcej czasu współczesny człowiek spędza w szkolnych i uniwersyteckich ławach. Nie da się jednak całego życia przejść „z tornistrem”, trzeba jeszcze pracować i spełniać inne ważne i niezbędne funkcje życiowe. Jednocześnie zmuszeni jesteśmy do uczenia się przez całe życie – jak więc pogodzić własne życie z koniecznością ciągłego dokształcania się? Uczyć się całe życie – to w gruncie rzeczy żadna nowość, bo było tak w społeczeństwie ludzkim od tysiącleci (ale nie w szkole).
Na powrót odkrywamy kształcenie ustawiczne i próbujemy nadać mu zupełnie nowe ramy, wykorzystując m.in. najnowsze technologie informatyczne. W tych cywilizacyjno-edukacyjnych poszukiwaniach bierze udział również uniwersytet (akademiccy wykładowcy i naukowcy).
Czynny udział w ulicznych happeningach, takich jak Park(Ing) Day czy ugruntowanych już pokazach w ramach Olsztyńskich Dni Nauki oraz Europejskiej Nocy Naukowców, jest eksperymentalnym poszukiwaniem nowych form przekazu. Widowiskowe pokazy popularyzujące wiedzę profesjonalnie i na dużą skalę realizowane są w takich jednostkach jak warszawskie Centrum Nauki Kopernik.
Skoro słuchacz nie chce przyjść do uniwersytetu, uniwersytet przychodzi do niego… za pośrednictwem także radia, telewizji, Internetu. Uliczny Park(Ing) Day to pretekst do dyskusji nad optymalnym wykorzystaniem przestrzeni publicznej, rozważań wokół ekologii miasta, i w końcu dyskusji nad kryzysem czasu wolnego i społecznych potrzebach człowieka.
Od prostych i banalnych z pozoru czynności gry w szachy czy warcaby, do poważnych dyskusji filozoficznych, kontynuowanych w różnych miejscach i forach. To takie współczesne wspólne „łuskanie fasoli” czy „darcie pierza”. To tworzenie sytuacji sprzyjajacej spotkaniu się i rozmawianiu.
Internet oraz alternatywne źródła energii powodują coraz większą decentralizację i rozproszenie nie tylko produkcji ale i ludzkiej aktywności. W edukacji coraz większa jest indywidualizacja nauczania. Tak jak z naszego krajobrazu znikają wielkie fabryki z taśmami produkcyjnymi na rzecz rozproszonej produkcji, tak coraz większe znaczenie w edukacji nabiera kształcenie nieformalne i pozaformlane. Z wykorzystaniem nowoczesnych technologii komunikacji międzyludzkiej rozwija się e-learning i wszechstronne kształcenie ustawiczne. Pojawia się problem już nie tyle sprawdzania listy obecności na zajęciach lecz sprawdzania wiedzy, kompetencji i umiejętności w formie walidacji. Problem ten podejmuje projekt zwany Krajowymi Ramami Kwalifikacji. To co dziś jest jeszcze nowością, jutro będzie obowiązujacym wszystkich standardem. A ja nie chcę być biernym i posłusznie wykonującym wyrobnikiem lecz aktywnym i świadomym wspołtwórcą. Nie ważne więc czy ktoś chodził na zajęcia, ale czy umie (czy ma określone kompetencje). I jak te umiejętności wiarygodnie sprawdzić oraz jak zachęcić do samodzielnego kształcenia się.
To, że studenci są na sali wykładowej, wcale nie znaczy, że słuchają i zapamiętują. Trzeba mówić do ludzi a nie tylko w ich obecności.
Warto poszukiwać coraz to nowych form i nowych sytuacji, aby kształcenie było rzeczywiste i efektywne. Jedną z takich poszukiwawczo-eksperymentalnych form organizowania przestrzeni edukacyjnej jest nasza, olsztyńska kawiarenka naukowa Collegium Copernicanum, wyrosła z Olsztyńskich Dni Nauki – jako całoroczna i kameralna propozycja idei uniwersytetu otwartego, kształcenia pozaformalnego i ustawicznego, jako specyficzna i nowa forma uniwersytetu wieku uniwersalnego (bo nie zamykająca się w formule tylko uniwersytetu trzeciego wieku).
Poszukuję po prostu czegoś nowego. Dni Nauki już "zaskoczyły", ale są jednorazową akcją raz w roku. To za mało. Tak jak nie wystarcza jeden dzień w roku (8 marca) na szacunek dla kobiet. Spotkania w kawiarni naukowej oraz współpraca z mediami to taki pomysł na systematyczne i kameralne dyskusje o tym, co ważne. Ja się przy tym uczę jak mówić do ludzi, a nie tylko w ich obecności.
Współczesny uniwersytet nie jest skostniałą i niereformowalną mumią. On poszukuje, bada, rozpoznaje i eksperymentuje nawet sam na sobie. Może dlatego uniwersytet ma tak wiekową tradycję bo… jest ciągle kreatywny. A uniwersytet to przede wszystkim ludzie w nim nauczający i studiujący. Budynki to tylko dodatek (a nie odwrotnie).
Biorąc udział w takich ulicznych happeningach uczę się wielu nowych rzeczy, które potem wykorzystuję na zajęciach dydaktycznych. Zanim "poślę tą ścieżką" studentów, sam na sobie chcę sprawdzić, doświadczyć, zrozumieć. Bo jak można uczyć gotowania pomidorowej zupy gdy się samemu wcześniej tego nie zrobiło? W XXI wieku wszyscy potrafią czytać i mają dostęp do słowa pisanego. Nie ma więc sensu czytanie studentowm cudzych podręczników (przeczytam i opowiem na wykładzie). Studenci oczekiją czegoś oryginalnego, autentycznego. Jakże miałbym uczyć swoich studentów realizacji projektów, gdybym sam nie próbował? Jak mam ich namawiac do zostania "na prowincji", gdybym nie poznał problemów i nie zakosztował prowincjonalnego marazmu i nie próbował coś zmienić?
Właśnie dlatego z wielką przyjemnością zaangażowałem się w Park(ing) Day. Ale oprócz aspektu poznawczo-dydaktycznego jest to ze wszech miar ważna społecznie akcja. I ciekawy sposób włączania się do dyskusji o Olsztynie i o tym, jak nasze miasto powinno wyglądać, aby zaspokajać potrzeby wszystkich mieszkanów.