Czy czerwone oczy budzą grozę?

erytroma

Z ludzkiego punktu widzenia czerwone oczy nie wróżą niczego dobrego. Czerwone… bo może przekrwione? Popękane żyłki kojarzą się nam z wielkim wysiłkiem, tragedią może nawet szaleństwem. Dlatego czerwone oczy mogą budzić grozę.

Ale czerwone oczy bywają u albonosów, ze względu na brak barwnika. O ile u królika, myszki czy szczura czerwone oczy na białym futerku mogą budzic sympatię, o tyle u człowieka raczej nie. Albinizm jest niezwykle rzadki, a my nietypowości, niezwykłości raczej nie lubimy. Boimy się nieznanego.

A jak jest u ważek z czerwonymi oczami? Takie czerwonookie ważki spotkać można w środku Olsztyna. Ta na zdjęciu pochodzi z małego zbiornika koło Hali Uranii, Planetarium i hotelu Relax. Nazywa się Erytromma najas (podobnie jak erytrocyty, czerwone ciałka krwi) – po polsku zwana oczobarwicą większą. Bo w Polsce występują jeszcze: oczobarwica jeziorna (Erytromma lindeni – tylko na zachodzie Polski, u nas jej nie ma) i oczobarwica mniejsza (Erytromma viridulum – dawniej nie występowała w naszym regionie, ale w ostatnich dziesięcioleciach kolonizuje północ kraju, jest to skutek ocieplenie klimatu).

Dlaczego oczobarwice mają czerwone oczy? Czy żeby się podobać sobie nawzajem (dobór płciowy), rozpoznawać między innymi, podobnymi ważkami? A może, żeby budzić grozę u swych ofiar: żeby paraliżować strachem? Wątpliwe, aby dla bezkręgowców czerwone oczy były straszne… choć kto wie?

Oczobarwica większa jest gatunkiem szeroko rozpowszechnionym i pospolitym. Zasiedla wody stojące różnego typu a także spokojne części wód płynących, najczęściej tam gdzie występują nimfeidy (rośliny wodne o liściach pływających, takie jak grzybienie i grążele). Poza nimfeidami larwy zasiedlają rogatek i wywłócznik, w miejscach gdzie okresowo wypływa ku powierzchni.

W czasie letnich spacerów nad olsztyńskimi zbiornikami można czerwonookie ważki spotkać. Jak wszystkie łątki niemrawo fruwają, więc łatwo je obserwować. Być może uda się je zaobserwować w najróżniejszych czynnościach życiowych: od zalotów i czynności godowych, aż do polowania na małe bezkręgowce. Te ostatnie z pewnością boją się oczobarwic :).

Przesiadywanie na ławce nad stawem może być nie tylko przyjemne, ale i pouczające. Szkoda tylko, że w Olsztynie tak mało jest terenów zielonych z parkami i ławkami.

Ku pamięci przyjaciół, którzy odeszli…

Ludzie odchodzą lecz ich dobre uczynki, dobre słowa zostają w nas. W naszej pamięci. Czasem ta nasza pamięć uwidacznia się na cmentarzu w postaci kwiatów i zapalanych lampek. Czesem jesteśmy od siebie daleko, zapalamy lampki w naszych wspomnieniach, stawiamy kwiaty daleko od mogił. Bo dobro, mimo że nie jest krzykliwe, zostaje na długo. I wydaje dobre owoce.
Nie trzeba wielu słów bo treść zrozumieć. Pośród jesiennych liści i wieczorem widocznych światełek. Niebawem i tak się wszyscy znowu spotkamy…

Mistrz naucza wiedzy, która się nie starzeje!

"Mistrz naucza wiedzy, która się nie starzeje!" Poszczególne informacje szybko się we współczesnym, zglobalizowanym świecie dezaktualizują. Na egzaminach odpytujemy z tego, co nie jest w gruncie rzeczy potrzebne. Bo zanim absolwent opuści mury uczelni i znajdzie pracę… już musi uczyć się od nowa, musi aktualizować informacje.

Nie starzeje się natomiast samodzielność myślenia i umiejętność uczenia się nowego. Tejże więc wiedzy warto nauczać jako kompetencji a nie quizowej informacji. Nie starzeje się szybko ogólny pogląd na świat i wiedza rozumiana jako system (paradygmat), pozwalający rozumieć świat i filtrować napływające – często w nadmiarze – informacje.
Nie starzeje się umiejętność poznawania, odkrywania świata, nie starzeje się umiejętność uczenia się… ustawicznego uczenia się. Na uniwersytetach potrzeba więcej mistrzów a mniej "pamięciowych kserokopiarek". Tylko wtedy nasi absolwenci nie będą sfrustrowanym prekariatem i bezrobotnymi. Musimy skupić się na rzeczach ważnych a nie drobiazgach.

Uczenie się przez odkrywanie czyli o emancypacji nauki

„Uczenie się poprzez odkrywanie: otwarte procesy uczenia się wymagają, by charakteryzować naukę jako aktywne odkrywanie w przeciwieństwie do uczenia się receptywnego. Nie oznacza to, że treść nauczania nie ma być przystępna i zrozumiała. Oznacza to, że sposób nabywania wiedzy lub kompetencji nie może być wyłącznie procesem otrzymywania informacji, lecz zawsze powinien polegać na odkrywaniu.” (więcej)

Lepiej więc, żeby szkoły nabierały cech uniwersytetu, a nie uniwersytet cech szkółki. Bo nawet uczniowie w szkole, za pośrednictwem internetu i dostępu do zdjęć kosmosu, mogą odkrywać nowe galaktyki. Współcześnie czasem jest tak, że to uczniowie wiedzą więcej niż nauczyciel (w nie których kwestiach, dzięki korzystaniu z nowoczesnych technologi na co dzień oraz kształceniu pozaformalnemu). Wobec takiej sytuacji cała edukacja musi się zmienić. I się zmienia…
Wiele zmienia się w nauce, także tej wymagającej kosztownego i skomplikowanego oprzyrządowania. Pokolenie web 2.0 zmienia nie tylko edukację, ale i emancypuje naukę. Z elitarności zmienia się w egalitarność. A jak w tym odnajdą się uniwersytety? Będą instytucjami-wieżami z kości słoniowej czy liderami społeczeństwa wiedzy? 
Nauka dla wszystkich, wedle potrzeb, chciałoby się sparafrazować dawne hasło. Prekariat w końcu się przebudzi, twórczo i aktywnie przebudzi. Głęboko w to wierzę. Zmiany gdzieś podskórnie dojrzewają by gwałtownie się za jakiś czas wydostać na powierzchnię. Tak jak arabska wiosna. Lub jak kiełkujące wiosną nasiono. Na razie zachodzą procesy biochemiczne, a na zewnątrz pozornie nic się nie dzieje… Będzie kolejna rewolucja pokolenia wyrosłego na wiedzy. Bo jeszcze nigdy nie było tak wielu lepiej-lub-gorzej ale jednak wykształconych ludzi. I jeszcze nigdy wcześniej ludzie tak łatwo się ze sobą nie komunikowali.
Przypomina mi się jedno z opowiadań Stanisław Lewa, z Cyberiady. O łączeniu się robotów wtyczkami… aż nagle cała armia przestaje być sterowalna. Instytucjonalne kierowanie przestaje być skuteczne. Żyjemy w niezwykle ciekawych czasach. Warto je dokumentować i opisywać. 
Stanisław Lem był wielkim wizjonerem (a lekarzem z wykształcenia…), przewidział nie tylko internet ale i społeczne skutki web 2.0.

Biologia nie musi być nudna !

bazieW pełni zgadzam się ze stwierdzeniami, że o ile wiek XX był wiekiem fizyki i fizyków, to wiek XXI będzie stuleciem biologii i biologów. Dynamicznie rozwija się biologia molekularna ale i ekologia ekosystemów czy nawet filozofia przyrody. A będzie coraz bardziej biologicznie :).

Poprawiam rozdziały do szkolnego podręcznika biologii. I zastanawiam się jak sprawić, aby szkolna biologia nie była nudna. Jak przemycić inspirujące i fascynujące treści? Jak pogodzić obowiązkowy „wykład” biologicznych podstaw z fascynującymi wyzwaniami i poszukiwaniami. Tak, żeby szkolna biologia nie była nudna, żeby oderwała się od drętwych schematów… Bo rozumienie zjawisk biologicznych jest obecnie jedną z kluczowych kompetencji.

Jak sprawić, żeby nie oglądać codziennie takich błędów w poważnych, „humanistycznych” książka w postaci „homo sapiens”. Czytam właśnie taką uczoną, filozofującą książkę agnostyka… i znajduję takie rażące błędy ignorancji biologicznej. Agnostyka, który chlubi się swoją wiedzą… A przecież powinno się nazwę gatunkową człowieka zapisywać z dużej litery i kursywą – bo taki jest standard biologiczny! Bowiem Homo sapiens oznacza gatunek biologiczny (określona treść i znaczenie) natomiast homo sapiens to tylko określenie, przymiotnik, ewentualnie zjawisko socjologiczne tak jak homo sovieticus, homo faber itd. podobnie Smok wawelski to nie to samo co smok wawelski (czytaj więcej).

Ech. Przecież biologia to nauka o życiu – nie jest nudnym zestawieniem niezliczonych faktów tylko poszukiwaniem sensu i porządku. I tyle jest jeszcze do odkrycia… A potem, przy kolonizacji Marsa to ekolodzy i biotechnolodzy tworzyć będą marsjańską biosferę. Projekt fascynujący na miarę tysiąclecia! I to już nie długo się zacznie.

Czyż biologia nie jest fascynująca! I czy nie jest potrzebna do rozumienia codziennej rzeczywistości ze zmianami klimatu, GMO, terapiami genowymi, ochroną przydrożnych drzew i szczepionkami?

Komunikacja międzyludzka jako ważna kompetencja absolwentów

Wśród najważniejszych kompetencji, jakie powinniśmy kształcić, aby nasi absolwenci znaleźli pracę i dobrze odnaleźli się w rzeczywistości XXI w., jest zdolność do efektywnej komunikacji i budowanie dobrych ralacji z innymi ludźmi. Rynek pracy ciągle się zmienia. Jeszcze niedawno, nawet przed rokiem-dwoma, w ogóle nie przypuszczalibyśmy, że gaz łupkowy stworzy kilkadziesiąt tysięcy miejsc pracy. Tak z dnia na dzień. Ale w każdym zawodzie ważne są kompetencje nawiązywania kontaktu, komunikowania się i tworzenia dobrych zespołów.

„Jakość relacji między ludźmi stanowi o klimacie społecznym, w którym oni żyją. Od szkoły czyli od nauczycieli, uczniów, rodziców i innych pracowników zależy, czy podejmie działania zmierzające do tworzenia dobrego klimatu. Na jakość relacji wpływa dobra komunikacja, umiejętność słuchania, ustalenie i konsekwentne przestrzeganie reguł zachowania, pozytywne nastawienie do ludzi.”

(źródło cytatu)

O jutro trzeba zadbać już dziś. A niezbędne kompetencje można kształcić nawet od zaraz, bez czekania na zmiany programu, realizację Krajowych Ram Kwalifikacji. Nawet w formie kameralnych spotkań z nauka w kawiarni.

O e-learningu spacerując po olsztyńskich ulicach

Jesienny, chłodny poranek, liście szeleszczą leniwie, przesuwane po chodniku. Idę do Radia Olsztyn na krótki wywiad o e-learningu. Długi, ponad półgodzinny spacer, przez Starówkę, Śródmieście, Zatorze. Ruch sprzyja myśleniu. Muszę przecież przygotować się na pytania, których nie znam. Czuję się jak student przed egzaminem. Trema podobna, grozi nie dwója ale wstyd…

Taki spacer to czas darowany na przemyślenia. Mam czas dla siebie i dla swoich myśli. Nie kusi ani komputer, ani pilne sprawy czy telefony. Nic nie niepokoi i nie rozprasza. Nie da się skrócić drogi ani przyśpieszyć, bo umówiłem się na konkretną godzinę. Czekam idąc. Stąd brak nerwowości i szukania drogi na skróty, aby być ciut wcześniej.

No ale co z tym e-learningiem? Ano tak, zacząłem ze studentami sprawdzać możliwości e-learningu z wykorzystaniem dwu różnych portali społecznościowych. W tym sensie e-learning jest dopełnieniem zajęć i seminarium a nie nich zastąpieniem. Ma ułatwić komunikację a nie stanowić nauczanie programowane. Ma ułatwić pracę zespołową, zorientowaną na cel (projekt) a nie wypełnianie czasu od dzwonka do dzwonka. Poprzez internetową komunikację chcemy tworzyć i zarządzać wiedzą, przesyłać filmiki edukacyjno-dokumentacyjne, fotografie oraz pliki tekstowe z notatkami.

W związku z naszymi próbami zaprosiliśmy na seminarium firmę z Łodzi, która testowany przez nas portal stworzyła. Stąd zaproszenie do Radia Olsztyn.
A po drodze przemyślenia i zupełnie nowe skojarzenia. Bowiem konfrontacja z rzeczywistością pozaakademicką pomaga w kształceniu. Pomaga zobaczyć świat, do którego „wysyłamy” naszych absolwentów. Ta konfrontacja pomaga zobaczyć potrzebne kompetencje, w jakie wyposażyć powinniśmy naszych studentów, aby nie byli bezrobotnym i sfrustrowanym prekariatem.

Idą do radia, ze swoją tremą, pomyślałem sobie, że należałoby egzamin licencjacki zbliżyć do takiej rzeczywistej sytuacji, ku jakiej zmierzam (do radia). Na tradycyjnym egzaminie student odpowiada na kilka pytań z gotowego zestawu. Odpowiada na pytania w jakimś sensie nieaktualne i jakich zapewne nigdy nie otrzyma w życiu absolwenckim (egzaminują z materiału wykładowego). A jeśli ktoś mu je zada (takie pytania) to i tak będzie musiał od nowa poszukać materiałów, bowiem wiedza akademicka szybko się dezaktualizuje. Po co więc odpytujemy z tego, co nie jest przydatne? Egzaminujemy z zapamiętania w zasadzie przebrzmiałych informacji? Przecież nasi absolwenci nie dostaną potem zestawu pytań, lecz będą musieli odpowiadać na zupełnie zaskakujące ale aktualne pytania nie tylko dziennikarzy, ale i swoich szefów, kontrahentów, klientów. Zupełnie inne umiejętności i kompetencje będą im przydatne, niż te z których ich egzaminujemy i wystawiamy ocenę na dyplomie… Trzeba więc nasze uniwersyteckie kształcenie przemyśleć i dostosować do potrzeb.

A co z tym e-learningiem? Jak to co, właśnie w nim drogi czytelniku, uczestniczysz. Ten blog jest elementem poszukiwania form nauczania na odległość z wykorzystaniem nowoczesnych technik dla kształcenia ustawicznego. Uczestniczysz, nawet jeśli nie jesteś studentem.

Spacer jest dobry do przemyśleń i porządkowania myśli oraz refleksji czy doświadczeń. A co do e-learningu to obecnie sprawdzam takie portale i zasoby jak: utuli.com, academio.pl, kujnia.net, Google docs, YouTube i inne wolne, zewnętrzne zasoby globalnej wioski społeczeństwa wiedzy. Sprawdzam to, z czym na co dzień będą mogli się kontaktować nasi absolwenci i co od zaraz nawet bez inwestycji będą mogli wykorzystać do swoich, zawodowych celów.

Uczę się tym nowinek sam na sobie i sprawdzam na studentach. Bowiem od wieków studenci są… ulubioną grupą doświadczaną w wielu eksperymentach edukacyjnych i psychologicznych.

Efekty będą widoczne za jakiś czas. Wtedy będzie czas na podsumowanie i wyciągniecie wniosków co i jak nadaje się do e-learningu w wersji 2.0.

Mój setny film, czyli uczenie się e-learningu i otwartej wiedzy

Wczoraj na YouTube zamieściłem swój setny filmik. Jest to element mojego uczenia się nowych technologii i wykorzystywania ich w codziennej pracy dydaktycznej (sama kreda i Power Point już nie wystarczą!). Stworzyłem swój własny kanał http://www.youtube.com/user/stczachorowski, jest on dla mnie swoistym zeszytem, w którym "odrabiam lekcje". "Nauczycielami" jest publiczność zewnętrzna, całkowicie niezależna (jak niezależny recenzent). Nie boję się błędów, bo błędy można poprawiać (jak się je dojrzy lub ktoś wskaże). Natomiast strach przed zrobieniem błędu paraliżuje i powoduje, że tracimy okazje do uczenia się. Stoimy w miejscu w złudnym przeświadczeniu nieskazitelnej doskonałosci (ten błędów nie popełnia, kto nic nie robi).

Odkrywam wolne zasoby otwartej wiedzy. Uczę się czym są wolne licencje, czym jest dziennikarstwo obywatelskie, jakich one potrzebują kompetencji i jak wpisują się w misję uniwersytetu. Uczę się korzystania z zewnętrznych zasobów informatycznych, uczę się nowego tworzenia informacji i zarządzania tą informacją. To, czego się nauczę, staram się wdrożyć w codziennej pracy ze studentami. Od nich też się wiele nowego uczę – bo razem można znacznie więcej. Zwłaszcza jeśli jest to praca zespołowa (a nie tylko w grupie, w jednym pomieszczeniu). Sądzę, że są to ważne współcześnie kompetencje, jakie powinien wynieść nasz absolwent.
Najpierw były to proste filmiki, prosto z aparatu fotograficznego, zupełnie nie obrobione. Potem odkryłem, że mam w komputerze narzędzie do amatorskiego obrabiania filmików i tworzenie ich nawet ze zdjęć. Tak można zrobić prostą prezentację czy fotokast. Krok po uroku odkrywam i uczę się dostępnych na co dzień narzędzi. Odkrywam edukację mobilną (m-learning). Można aparatem komórkowym czy zwykłym aparatem cyfrowym nakręcić krótki filmik z życia owadów czy relację ze studenckiego projektu oraz nauczyć się swoistego dziennikarstwa obywatelskiego i publicystyki naukowej. To wszystko jest w zasięgu ręki, potrzeba tylko kreatywnego myślenia.
Gotowe filmiki można wykorzystać jako elementy audiowizualne, wzbogacające tradycyjny wykład, ale są też elementem wolnej wiedzy. Te proste filmiki jakie zamieściłem na YouTube obejrzano już blisko 24 tysiące razy. Jest to więc skuteczny kanał e-learningu i uniwersytetu otwartego, realizującego kształcenie ustawiczne w zakresie wiedzy przyrodniczej (entomologii, hydrobiologi, ekologii czy edukacji ekologicznej).
Ale żeby studentów uczyć ważnych dla XXI w. kompetencji trzeba samemu je dostrzec i przynajmniej częściowo opanować. Nawet "profesor" na uniwersytecie musi się całe życie uczyć. Ciągle coraz nowego i ciągle ze stresem, że rzeczywistość zbyt szybko nam ucieka. A skoro siwy, starszy pan musi się uczyć.. to zdolność do ciągłego dokształcania się jest ważna współcześnie kompetencją. Na tym powinniśmy się skupić, a nie na wymuszaniu wkuwania informacji, które już po wyjściu z uniwersytetu absolwentów staną się zdezaktualizowane…
Wracam do odrabiania lekcji. Do dobrego fotokastu brakuje mi współpracy z radiowcem lub kimś, kto potrafi zrobić dobry, dźwiękowy reportaż. W pracy zespołowej można łączyć różne kompetencje indywidualne. A jak miałbym nauczyć dobrej pracy zespołowej swoich studentów, kiedy sam nie nauczę się współpracy w zespole? A potem… będzie wiele innych rzeczy do nauczenia się, nawet takich o jakich teraz nie mam pojęcia. Świat zmienia się bardzo szybko… Dydaktyka uniwersytecka także.

Dezintegracja społeczna i nadmierny konsumpcjonizm uderza nie tylko w jakość życia

Wystarczy utrzymać kontakt wzrokowy z salą słuchaczy, a w każdym momencie widać czy studenci słuchają wykładu, czy tylko siedzą. Kiedy realizuję program (treści programowe) na swoich wykładach często studenci w sporej liczbie "odpływają" i nie słuchają. Po prostu siedzą a czasem przez grzeczność udają, że słuchają. Udawać, że się tego nie widzi? 

Kiedy natomiast mówię o rzeczach ważnych i aktualnych studenci w ciszy i skupieniu słuchają. To widać, jak łowią niemalże każde słowo. Ale kiedy mówię o ważnych problemach to najcześciej "odpływam" od treści programowych. Bo najnowsze fakty i najnowsze problemy, zjawiska nie znajdują się w programie. Nowości nie sposób umiescić na kilka lat do przodu. Czyz więć udawać, że się realizuje program w metryczkach przedmiotowych zapisany?

Co zatem robić? Rezygnować z programu czy z uwagi i zainteresowania studentów (w szerszym kontekście – słuchaczy, kimkolwiekm by byli)? A może to program trzeba zmienić? I nie chodzi o szczegóły, lecz o całą koncepcję tego, co jest im (tj. studentom) rzeczywiście potrzebne. To pytanie dotyczy kluczowych kompetencji XXI wieku.

Wykład jako forma przekazywania informacji jest mało efektywny, bowiem szybki i łatwy dostęp do najnowszych informacji, w tym naukowych, jest obecnie prosty i łatwy (np.przez internet). Ale wykład jako forma bezpośredniej komunikacji face-to-face z językiem ciała i emocjami to znakomita forma ukazywania idei, problemów. Wykład dobrze nadaje się do przekazania kompetencji zwanej rozumieniem treści i motywacją. W treściach zaś programowych ujęte są zazwyczaj wyłącznie informacje i fakty.

„Polska i Polacy stoją wobec przełomu – wielkiego przewartościowania. Świat, w którym żyjemy ulega na naszych oczach zasadniczej zmianie – następne dekady będą inne zarówno z perspektywy jednostkowej, jak i zbiorowej. Warto podjąć wspólny trud zrozumienia tej nowej, już zarysowującej się rzeczywistości oraz zastanowić się, jak się na nią przygotować i jak ją współkształtować.”

Widzimy już wyraźnie, że dezintegracja społeczna i nadmierny konsumpcjonizm uderza nie tylko w jakość życia, ale również w podstawy materialne rozwoju (wydarzenia londyńskie). Musimy pomyśleć o rozwoju kulturowym – swoistej kulturowej odnowie – oraz o przewartościowaniu w hierarchii kompetencji, które uważamy za najbardziej funkcjonalne i użyteczne.”

To fragmenty założeń zbliżającego się VI Kongresu Obywatelskiego pt: „Jaki rozwój, jaka edukacja w XXI w. – Wielkie Przewartościowanie”, który odbędzie się listopada 2011 r. na Politechnice Warszawskiej.

A ja będę chciał w tym roku mocniej do tego nawiązać na wykładach z ochrony środowiska. Chodzi mi o związek potrzeb ochrony środowiska i ekorozwoju z sytuacją młodych Polaków i z prekariatem. To jest ważne, ale dopiero teraz do mnie to dotarło. We wcześniej przygotowanej metryczce przedmiotu tych elemetów brakuje. Dopiszę je przy następnej aktualizacji… ale wtedy zapewne co innego będzie przykuwało uwagę moją i studentów.

O harmonii i relacjach części do całości i całości do części

.

Przez wiele lat rozważałem organizację życia na różnych poziomach, analizowałem kolejne endosymbiozy, szykając jakiegoś ogólnego modelu. Coś tam nawet opublikowałem i próbowałem nazwać biomononem. Miałem skojarzenia z rosyjskimi matrioszkami. Ale ostatnio znalazłem piękne modele w książce o sztuce. I w poszukiwaniach złotego podziału.

„Platon opisywał rzeczywistość, w której Byt i Istnienie są wzajemnie powiązane jako Jedność. Rzeczywistość jest nieodłączna od naturalnej harmonii i proporcji, które istnieją w całym stworzeniu, a współzależność wszystkich części, wzajemnie wobec siebie i w stosunku do całości, odbija się w relacjach między nami i naszym Wszechświatem.

Tak więc bycie twórczym, czy to na polu architektury, sztuki, muzyki, czy nawet rolnictwa [ja bym dodał i nauki], zaczęło być postrzegane jako naturalna konsekwencja czyjeś świadomości istnienia harmonijnej współzależności wszystkich aspektów istnienie. (…)
Studia nad matematyką, geometrią i zasadami proporcji były w naturalny sposób interesujące dla artystów renesansu.”

W dawnych czasach artysci szukali sensu i natchnienia w nauce, a naukowcy w sztuce. To były różne sposoby odkrywania tajemnic kosmosu, człowieka i świata najbliższego.

Wszyscy oni studiowali mechanikę, matematykę, nauki ścisłe i architekturę, choć jednocześnie oddawali się sztuce” (to znaczy: Leone Battista Alberti, Piero della Francesca, Leonardo da Vinci).

Uzbrojony w nowe pomysły jeszcze raz wrócę do opowiadania o złożoności i całościowości w przyrodzie, o fraktalnym spojrzeniu na biologię i biologiczne poszukiwanie sensu. Bo przecież, jeśli świat jest całością, to z części można będzie zrozumieć całość i poznać całośc. Na obraz i podobieństwo nabiera teraz dla mnie zupełnie nowego wymiaru… nieco fraktalnego :).

Moje najnowsze inspiracje zaczerpnąłem z książki: Priya Hemenway „Sekretny kod. Tajemnicza formuła, która rządzi sztuką przyroda i nauką”.