Na studiach należy położyć nacisk na praktyczną wiedzę czyli skąd się bierze prekariat

Kiedy widzę zrezygnowane twarze studentów, nie wierzących w wartość dyplomu, który niebawem otrzymają oraz w sens studiowania, to nie można wzruszyć ramionami i udawać, że wszystko jest porządku… Że wszystko robimy właściwie a tylko wina jest studentów, że są mało ambitni, mało zdolni a w ogóle to są beznadziejni. Takie akademickie umywanie rąk? Nie, coś na pewno nie jest w porządku a uniwersytet z pewnością nie nadąża za niezwykle szybko zmieniającym się światem i jego wyzwaniami.

[more]

Studenci zdają sobie sprawę, że kształcimy bezrobotnych, że tworzymy w dużym stopniu prekariat.
Prekariat (precariat) o słowo opisujące sytuację młodych i wykształconych ludzi: nieustannych  stażystów, pracowników tymczasowych, młodych bezrobotnych. I nie jest to specyfika wyłącznie Polski. W całej Europie wyrasta nowa klasa społeczna bez perspektyw na dobrobyt i awans. W społeczeństwie wiedzy uniwersytety nie przygotowują właściwie do życia we współczesnym świecie i do współczesnego rynku pracy. I wcale nie chodzi o wymyślanie kolejnych specjalności czy makrokierunków. Chodzi o kompetencje, w tym „bycia zatrudnianym” czy poruszania sie we współczesnym, cyfrowym świecie.

Prekariat to stan braku pewności, stałości i stabilności, to chroniczna niemożliwość przewidzenia przyszłości.

Wnioski są ewidentne. Zaradzić próbuje temu odgórna reforma, zwana Krajowymi Ramami Kwalifikacji. Ale reformy nie da się odgórnie zadekretować wbrew środowisku. A jak obserwuję od ponad roku (nie tylko w Olsztynie) Krajowe Ramy Kwalifikacji są po cichu bojkotowane (tak jak powierzchownie wprowadzana strategia bolońska): zmiany pozorne, powierzchowne i tylko biurokratyczne, bez wnikania w sens i cel. Nawet naukowcy nie chcą się za bardzo zmieniać. Wolą robić tak, aby wszystko zostało po staremu. Tylko tak dalej się nie da, bo świat kolosalnie się zmienił.

„Dobra szkoła wyższa to taka, która kładzie nacisk na praktyczną wiedzę i umiejętności niezbędne w późniejszej pracy zawodowej. Powinna traktować swoich studentów w sposób partnerski, a także zapewniać im odpowiednie wsparcie organizacyjne, np. w postaci materiałów do nauki – wynika z badania przeprowadzonego wśród studentów i tegorocznych maturzystów na zlecenie Wyższej Szkoły Zarządzania – Polish Open University.”

Teoretycznie wszyscy kształcimy przyszłych pracowników. Problem jest tylko w tym, czy poprawnie wyobrażamy sobie przyszłe miejsce pracy studenta i czy wiemy jaka wiedza, jakie umiejętności i jakie kompetencje będą im rzeczywiście potrzebne. W tym tkwi wielka rozbieżność. Zamknięci w uniwersyteckich murach, grzęznący w nowych wyzwaniach, nowych przepisach, nie zauważamy jak bardzo zmieniło się otoczenie uniwersytetu.
Otoczenie z które przychodza nasi studenci i do którego "eksportujemy" ebsolwentów.

„W opinii studentów, na dobrej uczelni zajęcia powinny mieć przede wszystkim praktyczny charakter. Najlepiej jeśli prowadzone są w sposób warsztatowy, a studenci pracują jak w prawdziwej firmie, w której odbywają się burze mózgów, studenci przygotowują i przedstawiają prezentacje, analizy, ćwiczona jest współpraca zespołowa, analizowane są studia przypadków – case studies.”

Czyli warto postawić otwarte pytanie „co sądzą studenci?”. Warto ich posłuchać, bowiem uczelniana ewaluacja jest bardzo sztampowa i okazjonalna. W sumie jest robiona „bo trzeba” a nie dlatego, że chce się sensownych informacji zwrotnych, że chce się ewaluacji, ułatwiającej podejmowanie decyzji i realne przygotowywanie zupełnie nowej oferty.

„Niemal połowa (49,7%) uważa, że na dobrej uczelni student powinien być traktowany po partnersku przez swoich wykładowców. A (…) dobra szkoła wyższa musi zapewniać swoim studentom wsparcie organizacyjne w postaci materiałów do nauki i nieograniczonej liczby konsultacji z wykładowcami.”

Jakie na przykład wsparcie organizacyjne zapewnia UWM? Dostęp do bezprzewodowego internetu jest tylko w Bibliotece Głównej. Łatwiej już o dostęp do internetu w olsztyńskich kawiarniach. A przecież nie wynika to z braku zaplecza czy możliwości. Wszystko mamy… oprócz wyobraźni i trafnego wczucia się w potrzeby. Współczesne potrzeby cyfrowej społeczności. E-learning i m-learning pozostają tylko przedmiotem akademickich rozważań a nie codziennej praktyki.

„Tradycyjny system prowadzenia zajęć – w dużych grupach, skupiających się na przekazywaniu wiedzy teoretycznej tylko dla nieco ponad 16% studentów jest wyznacznikiem dobrej szkoły wyższej. System oparty głównie na autorytecie wykładowcy, który decyduje, co i w jaki sposób student powinien myśleć jest ważny dla 16,5% ankietowanych.”
Dane te wskazują, że ogromnie się zmieniło studiowania zaledwie w ciągu 20-30 lat. To, w czym my, wykładowcy wyrośliśmy, jest już nieadekwatne.

„Zdaniem dra Bogdana Gorczycy, dyrektora ds. standardów kształcenia w POU, studenci mają rozsądne wymagania wobec uczelni wyższych. Wiedzą, że sam dyplom to zbyt mało, aby odnieść sukces na rynku pracy. Zdają sobie sprawę, że potrzebne są im przede wszystkim narzędzia, a więc praktyczne umiejętności, które zdobywać muszą już na studiach. To dzięki takim doświadczeniom będą przygotowani do stawienia czoła wymogom trudnego i nieprzewidywalnego rynku pracy".

"Dyplom to dziś minimum, nie zwiększa szans na zatrudnienie, ale umiejętności, które student zdobył na uczelni w czasie studiów, już tak.”
I o tym doskonale wiedzą lub uświadamiają sobie studenci. Dyplom jest im potrzebny, bo „wszyscy mają”, a więc brak licencjatu czy magisterium upośledza na rynku pracy. Chodzą znudzeni i zrezygnowani na zajęcia jak niewolnik na plantacje bawełny. Odbębniają dla dyplomu, bo czują, że wiele z tych podawanych treści do niczego im się nie przyda. Sądzę że wielu pracowników uniwersytetu też dobrze zdaje sobie sprawę z małej wartości dyplomów licencjackich i magisterskich, skoro i doktorzy są bezrobotni.

Dla pracodawców dalece ważniejsze jest, aby ich pracownik mógł pochwalić się konkretnymi umiejętnościami, które są niezbędne w jego pracy, niż żeby posiadał dyplom ukończenia uczelni wyższej, który sam w sobie nie jest żadnym kryterium przydatności na danym stanowisku – podkreśla dr Gorczyca.”

„Odpowiedzi, których udzielali ankietowani wskazują, że głównym powodem podejmowania studiów wyższych jest zwiększenie szans na zdobycie pracy (68%), oraz wyższe zarobki (60%). Studia to przede wszystkim inwestycja, która ma przynieść konkretne profity w przyszłości – zwiększyć szanse na dobrze płatne stanowisko.”

"Jednocześnie studenci zdają sobie sprawę, że w opinii pracodawców, polscy absolwenci są nieprzygotowani do pracy zawodowej. Główną przyczyną jest fakt, iż wiedza, którą zdobywają w czasie studiów jest zbyt teoretyczna, a ich doświadczenie zawodowe jest zbyt małe”

Jeśli chcemy przetrwać jako sensowny uniwersytet, dobrze osadzony w regionie i dobrze kształcący młodych ludzi (a nie tylko wręczający iluzoryczne dyplomy), to musimy mocno otworzyć się na świat, sprawdzić jaki on jest, jakie kompetencje są przydatne i jak najszybciej dostosować do tego dydaktykę. Drobne przekładanie rubryczek niczego nie zmieni.

Nadchodzi chwila prawdy o rzeczywistym potencjale intelektualnym akademickiego Olsztyna i jakości naszego kapitału ludzkiego. Jest wiele pozytywnych przykładów w Olsztynie i na UWM, które warto naśladować. Ale jest nam niezbędna otwarta (a nie lizusowsko-dworska) debata. I potrzebna jest przestrzeń do takiej debaty.

Cytaty z portali: PAP – Nauka w Polsce oraz edunews

Jesień i zapomniana starość we współczesnym świecie

„Każdy z nas pragnie długo żyć, ale nikt nie chce starości.”

Jonathan Swift

Dotyka nas nie tylko kryzys ekonomiczny ale i kryzys czasu wolnego. Żyjemy dłużej ale pracujemy krócej i mamy dużo więcej wolnego czasu.  Dlatego w ostatnim czasie powstaje tak dużo uniwersytetów trzeciego wieku, coraz powszechniejsze staje się kształcenie ustawiczne.

Ludzie nudzą się i czują się niepotrzebni, dlatego chcą pracować, bo praca daje „potrzebność” i sens w cywilizacji pieniądza. Gwałtowne protesty "oburzonych" to także głośne wołanie o sens życia, inny niż tylko kariera i zarabianie. Wolontariat i cywilizacja nie opierająca się wyłącznie na pieniądzu może dawać sens życia.

Wzrost kosztów leczenia osób starych (leczenie starszych pacjentów jest dłuższe i droższe) powoduje, że społeczeństwa chcą się "pozbyć" obciążenia. Coraz liczniej odzywaja się głosy wspominające o eutanazji. Starsi ludzi są nieprodukcyjni, konsumują a nie produkują (obciążenie dla ZUSu).
Ale czy są niepotrzebni, czy ich życie nie ma sensu? Podobnie moglibyśmy powiedzieć o bezrobotnych – zbędni, wykluczeni. Lub o młodych i wykształconych, lecz bez zajęcia – stworzono nawet nowy termin – precariat. Dóbr wystarczajaco dużo, ale nie ma co zrobić z czasem i jak uzasadnić ważność swojego istnienia w cywilizacji mierzącej wszystko pieniądzem. Czy jedyną miarą sensu życia jest pieniądz i dochody?

Starość sama w sobie nie jest chorobą, ale przybywa dolegliwości i następuje utrata fizycznej i psychicznej sprawności. Czasem zanik uczyć wyższych, czasami pojawia się zdziecinniały egoizm. Jednak od starości i demografii nie uciekniemy (żałosne są próby zatrzymania czasu, wciskanie się młodzieżowe dżinsy i mini spódniczki).
Lepiej więc odszukać utracony sens życia i radość życia opartą o wartości a nie dochód narodowy, podatki i odsetki. Inaczej pogrążać się będziemy coraz bardziej w ulicznych niepokojach… lub społecznej depresji i rosnącyh górach pokonsumpcyjnych śmieci.

Rozwój oparty o wzrastającą konsumpcję i produkcję nie jest już możliwy. Ograniczeniem są kurczące się zasoby środowiska. Kraje trzeciego świata też chcą wysokiej konsumpcji. A dla wszystkich ludzi przy takich konsumpcyjnych aspiracjach nie starczyłoby i trzech planet.

Każdy wiek ma swój smak, swoje dobre (i złe) strony. Warto je odszukiwać, a nie ciągle tkwić w iluzorycznej pogoni za młodością. Każda pora roku jest na swój sposób piękna. Jesień jest melancholijna, szaro-mgielna, kolorowa i szumiącymi liśćmi. Wystarczy tylko docenić to, co mamy.

A co z nadmiarem wolnego czasu? Może warto go przeznaczyć na kontakty międzyludzkie i życie rodzinne, społeczne. Tym potrzebom musi służyć dobrze zaprojektowana przestrzeń publiczna: nie jesteśmy tucznikami w kojcach (celem jest maksymalizacja produkcji), jesteśmy osobami o sensownym i warościowym życiu, niezależnie od wieku i pory roku. Potrzeba nam więcej ławeczek w przestrzeni publicznej, zwłaszcza niekomercyjnej przestrzeni publicznej. Abyśmy mogli być ze sobą, bez konieczności urządzania ulicznych miasteczek namiotowych.

Artysta jest w każdym z nas

„Artysta, który jest w każdym z nas, czerpie natchnienie z wielu miejsc – na zewnątrz i wewnątrz siebie – i przyznaje zwykle, że jednym z naszych największych nauczycieli, jest przyroda. Niezmienne prawa, które rządzą powstawaniem życia, są równie niezwykłe w swojej prostocie, jak i w złożonych subtelnościach. Jesteśmy z nimi blisko związani. W wietrze i piasku, w płynącej wodzie i zmieniających się barwach o świcie i zmierzchu, wszędzie tam są prawa natury, dostępne dla wszystkich.”

Priya Hemenway

Dwa wernisaże w Dzień Edukacji, czyli o potrzebie spotkań

Tegoroczny Dzień Nauczyciela, Dzień Edukacji Narodowej świętowałem na dwu wernisażach. Oglądanie prac było znakomitym pretekstem do spotkania się i kuluarowych dyskusji. Z tych kameralnych i nieformalnych rozmów wiele wynika.

Perwszy wernisaż był nietypowy, bowiem swoje prace plastyczne pokazywali pracownicy UWM, amatorzy a nie zawodowcy z Wydziału Sztuki. Malujący naukowcy wydają się jakimś niecodziennym wybrykiem natury. Pokazanie nieoficjalnej, prywatnej twarzy uniwersytetu wymagało dużej odwagi. Ale jednocześnie pokazało, że tworzenie jest uniwersalną cechą człowieka. Że obok funkcji logicznych, arytmetycznych, akademickich, nasz mózg potrzebuje odskoczni w postaci sztuki. Sztuki, tworzonej z potrzeby serca. W pewnej przeności można byłoby to nazwać współczesną sztuką "ludową" środowiska akademickiego. "Ludowość" w tym sensie, że na własne potrzeby, metodami "chałupniczymi" i nie "na zarobek".

W rozmowach kuluarowych podczas tego wernisażu kilka osób wyartykułowało potrzebę wspólnego spotykania się. Jesteśmy ciekawi świata, ciekawi siebie, a Kortowo jest duże. Trudno się nam odnaleźć. Miasteczko akademickie mogłoby tętnić nieformalnym kulturalnym i naukowym życiem. Czego nam potrzeba, żeby odnaleźć się w tej akademickiej przestrzeni publicznej? Próbą zaspokojenia tych potrzeb będą spotkania w olsztyńskiej kawiarni naukowej.

Drugi wernisaż był bardziej profesjonalny. Swoje prace w hallu Biblioteki Wojewódzkiej na Starym Mieście prezentował Zbigniew Urbalewicz z Wydziału Sztuki.

Ciekawa była rozmowa, przy lampce wernisażowego wina. Wydział Sztuki chce się pokazywać i mocno uczestniczyć w życiu codziennym miasta, aby pokazać swoją wartość i potrzebę istnienia. Studenci sztuki kształceni są w małych grupach, dlatego relatywnie są wysokie koszty kształcenia. Trzeba więc pokazać edukację jako coś ważnego i przydatnego, bo przecież to podatnik łoży na uczelnie wyższe.

Myślę, że tę myśl powinni wziąć sobie do serca pozostali pracownicy UWM. Trzeba pokazać jaki jest sens istnienia uniwersytetu i dlaczego warto pojść na studia. Pokazać, jaki zysk z istnienia uniwersytetu i naukowców ma społeczeństwo.

Przyrodnicze inspiracje

„Życie w świecie bez wzglądu na ukryte prawa natury jest jak nieznajomość języka kraju, w którym się urodziło”

Hazrat Inayat Khan

Przyroda inspiruje nie tylko naukowców. Świat jest całością, poprzez poznawniae przyrody poznajemy siebie, poprzez poznawanie człowieka poznajemy przyrodę.

Jesienna pogoda także inspiruje. Jeszcze co prawda nie mam zdjęć… ale bedą. Jak wyjdę na spacer posłuchać szmeru liści, rozgarnianych stopami.

Dlaczego mucha jest włochata?

Do tytułowego pytania skłoniła mnie niedawna korekta rozdziału do podręcznika zoologii. Chodziło o zdanie, odnoszące się do szczecinek – czy wszystkie są czuciowe, a więc czy ich funkcja jest zawsze zmysłowa. Krótko i jednoznacznie ująć tę rzecz jest trudno. Co innego, gdy można się rozpisywać. Wtedy można dokładnie rozważyć wszystkie niuanse i wątpliwości. Ale w podręczniku akademickim trzeba ważyć każde słowo, bo miejsca mało, treści dużo, a i później student nie może mieć mętliku w głowie. Co innego na blogu, tu już można sobie do woli popisać… nawet o włochatej muszce.

Wszystkie włoski w mniejszym czy większym stopniu mogą informować o otoczeniu. Tak jak nasze włoski na skórze. Ale przecież ich główna funkcja to izolacja i ochrona a nie narząd zmysłu. Oczywiście są i wyspecjalizowane włoski czuciowe (zmysłowe), u owadów zwane sensillami.

No dobrze, ale dlaczego mucha jest tak owłosiona, tak jak ta na zdjęciu ścierwica mięsówka (Sarcophaga carnaria). Liczne szczecinki na odwłoku mają być elementem wczesnego ostrzegania? A może to bardziej kolce jak u jeża? Pozornie zwiększają wielkość owada i utrudniają schwytanie przez drapieżnika. Oczywiście drapieżnika podobnych rozmiarów, bo dla dużego ptaka to żadna przeszkoda. To pozorne zwiększanie wielkości ciała przez różnego rodzaju kolce, wyrostki, szczeciny jest typowym zjawiskiem ekologicznym i ewolucyjnym, jako reakcja na drapieżnika podobnych rozmiarów (utrudnia schwytanie).

Jeśli na tę muchę o niezbyt sympatycznej nazwie, nawiązującej do padliny, ścierwa (najpewniej psiego), przyjrzeć się pod powiększeniem, z bliska czyli tak jak widzą inne muchy… to okaże się, że jest piękna. Piękna w swojej szaro-czarnej barwie, misternym rysunku i dostojnie sterczącym szczecinkom. Może taka włochatość podoba się innym muchom? Tak jak nam podobają się umalowane kobiety. No cóż, to jest piękne co się komu podoba. A ścierwica zapewne chce się podobać innej ścierwicy, zazwyczaj płci przeciwnej. A czyż z podobnego powodu ludzkie samice (przepraszam panie za to biologiczne określenie) nie poddają się różnorodnym, nawet bolesnym, zabiegom, zmieniającym ich wygląd, tylko po to, by się podobać i uwodzić?

Włochata mucha jest pełna tajemnic. Jeszcze do niedawna uważano, że w swej muszej młodości żywi się mięsem lub padliną. Jednak najnowsze publikacje dipterologiczne (od Diptera – muchówki) podają, że pasożytują na dżdżownicach. Samica składa jaja u wylotu wejścia chodnika dżdżownicy, a wylęgające się larwy ścierwicy same już odszukują swoją dżdżowniczą ofiarę. Mają blisko, dzięki zapobiegliwości swojej matki. Kiedy larwy już odszukają swoją dżdżownicę-żywicielkę, to wgłębiają się w jej ciało (a w zasadzie wgryzają). W rezultacie łakomstwa larwy, dżdżownica ginie a sama mucha już po kilku dniach kończy rozwój.

Dorosłe ścierwice spotkać można od kwietnia do października na kwiatach, licznie w sąsiedztwie ludzkich osiedli. Cóż, towarzyska jest ta włochata mucha i o misternym, kwiatowym guście. Kto by podejrzewał, że w larwalnej młodości wiedzie zabójczo-pasożytniczy tryb życia. Żeby zepsuć sielankowo obraz kosmatej piękności warto wspomnieć, że dorosłe spotkać można nie tylko na kwiatach, ale i na odchodach. Może zalatują tam, aby zrobić sobie odmładzającą maseczkę? Żartowałem, muchy swoich SPA nie mają i kąpieli błotnych (czy innych kosmetycznych mazi) dla urody nie zażywają. Tak mi się przynajmniej zdaje.

Przyglądając się tym z pozoru brzydkim (bo czarnym i włochatym) muchom, odkryć możne wiele prawd o otaczającym nas świecie. Nie tylko to, co mucha robi w młodości (stadium larwalne), ale i to, co dotyczy całego świata przyrodniczego i nas samych.

Jesienią też coś małego do spokojnego oglądania-obserwowania się znajdzie. Więc do dzieła! Może coś ciekawego się odkryje?

Mistrz i uczeń dziwią się razem

Mamy dobry czas na debatowanie o uniwersyteckiej edukacji. Z jednej strony odgórnie lansowana strategia Krajowych Ram Kwalifikacji, z drugiej sytuacja wewnętrzna w postaci niżu demograficznego i obawy utraty studentów. Jest więc dobra intelektualnie pogoda, aby przysiąść na ławeczce i przemyśleć to i owo. Dogłębnie i na spokojnie, a nie w fastfoodowym pośpiechu :). Zdjęcie oczywiście z Kortowa.

„Wychowanie jest wielką sztuką, w której najważniejsze pozostaje osobiste świadectwo nauczyciela”

Krzysztof Ołdakowski SJ

Powyższy cytat jest moim zapisywaniem notatek i swoistym udziałem w debacie nad szkolnictwem wyższym w Olsztynie w dobie niżu demograficznego. Ale przecież nie o niż chodzi, bo kryzys ujawnia tylko pewne słabości. Kryzys może być zbawienny, bo może wymusić  sensowne i gruntowne reformy. Bo jeśli wsłuchać się w głosy z „ulicy” to usłyszymy, że ciągle jest za mało miejsc na uniwersytetach… ale uniwersytetach trzeciego wieku. Jest więc wielu chętnych do studiowania :). A to tylko jeden z wielu przykładów. Drugim przykładem może być e-learning i kształcenie ustawiczne.

W takim rozumieniu wychowanie to budowanie człowieka, a nie zapisywanie informacji na dysku komputerowym. Opowiadając o toruńskim gimnazjum i liceum akademickim Arkadiusz Stańczyk stwierdził na łamach Przeglądu Powszechnego: „Nie wystarczy usiąść przed komputerem albo posłuchać nagranego wykładu – wiele rzeczy trzeba bezpośrednio doświadczyć i to dopiero jest impuls rozwoju. Ani internet, ani telefon, ani książka nie wystarczą ani nie zastąpią kontaktu z żywym człowiekiem, z zapleczem naukowym.”

Mistrz i uczeń w przestrzeni uniwersyteckiej dziwią się razem. Stara idea uniwersytetu jako wspólnoty uczących i nauczanych nie zdezaktualizowała się, nawet w dobie smartfonów.

Wszelkie „wodotryski” inwestycyjne, najnowsze elektroniczne technologie są jedynie uzupełnieniem kontaktu człowieka z człowiekiem, mistrza z uczniem. I nie ważne czy myślimy o szkole czy uniwersytecie.

„Co daje nasza szkoła? [opowiada dyrektor toruńskiego liceum akademickiego, A. Stańczyk] (…) daje przede wszystkim możliwość kontaktu z podobnymi sobie młodymi, odkrycie: nie jestem sam.” (…) [uczniowie a myślę że i studenci – S.Cz.] odkrywają, że nie są sami na bezludnej wyspie, ale takich jak oni jest więcej. Mistrz i uczeń dziwią się razem.”

Podziwić się razem, podziwiać świat, odkrywać jego tajemnice, a nie wypełniać kolejne rubryki w raportach, sprawozdaniach. Szkoła, zarówno na poziomie gimnazjum, liceum czy uniwersytetu, ma także uczyć pracy w grupie (ściślej pracy zespołowej, a nie tylko obok siebie, w sąsiedztwie). Żeby to osiągnąć należy maksymalnie zindywidualizować pracę, stosownie do potrzeb ucznia, przy jednoczesnym budowaniu zespołu oraz kształceniu umiejętności pracy w grupie. Tak myślą w toruńskim gimnazjum i liceum akademickim. Dlaczego olsztyński  uniwersytet miałby być gorszy?

Medycyna i chruściki czyli młody lekarz od chruścików

Lekarz od chruścików? Jakiś weterynarz? Zupełnie inaczej. To tylko ambitni i zdolni uczniowie, którzy wykonują swoją pracę badawczą w ramach olimpiady biologicznej. Od wielu lat pomagam różnym uczniom w zaplanowaniu i wykonaniu pracy badawczej. Siłą rzeczy są to tematy związane z chruścikami. I jak się potem okazuje, wszyscy idą na medycynę.

Do czego przyszłemu lekarzowi mogą być przydatne badania nad chruścikami? Ale w pracy badawczej nie o same chruściki chodzi. Można nauczyć się metodologii naukowej: jak planować, realizować i interpretować wyniki badań. Chodzi o naukę myślenia i rzetelności naukowej. Ta przyda się już na studiach, a potem w zawodzie lewkarza. Bo w podobny sposób rozwiązuje się problemy medyczne.

W ciągu mojej ponad dwudziestoletniej pracy zgłosiło się już chyba nawet kilkunastu uczniów, z Olsztyna, Elbląga i Kętrzyna. Czasem sami do mnie docierają, czasem to nauczyciel najpierw "prostuje drogę" :). Czy mi nie żal, że nie idą na biologię, aby badać chruściki lub inne owady wodne? Nie, bo uczą się metodologii naukowej, a to jest zawsze potrzebne. Czasem zostaje przyjaźń i wieloletnie kontakty i przywożone chruściki aż z Afryki. Ważne jest też hobby. Przecież lekarze to też ludzie i swoje pozazawodowe pasje mają :). Dlaczegoż czasem nie mogłyby być taką pasją chruściki (Insecta: Trichoptera)?

Ale jest i zainteresowanie naukowe wykorzystaniem chruścików w medycynie. Spotkałem się z próbami wykorzystania przędzy chruścikowej w opatrunkach na trudno gojące się rany. Nie wiem czy kiedykolwiek uzuskano pozytywne rezultaty, ale badania były prowadzone. Jeszcze wcześniej spotkałem się (jako laborant) z badaniami nad wykorzystaniem chityny w opracowaniu cienkich błonek, również wykorzystywanych w medycynie. Te badania zakończyły się sukcesem i wdrożeniami. A wszystko zaczęło się, gdy wiele lat temu Polska łowiła ryby koło Antarktyki i trafiało się dużo kryla (taki morski skorupiak). Szukano zastowowań a jednym z odpadów była chityna. Jak się szuka, to się czasem coś znajduje.

Praca z uczniami z liceum to tak jak praca z licencjatami lub magistrantami. Uczenie rzetelności i poszukiwania prawdy o świecie. Niektórzy wybierali się ze mna na letnie studenckie obozy naukowe. Z mojej strony jest to praca tylko społeczna. Ale lubię tę pracę, bo zawsze jest to działanie z ludźmi ambitnymi, którym się coś chce. Coś więcej niż tylko średnia przeciętna. I dobrze, że mamy takich lekarzy.

A na zdjęciu Piotr Purpurowicz na konsultacjach, mam nadzieję że przyszły lekarz. W swoim projekcie badawczym sprawdza czy i jakie zmiany zaszły w Jeziorze Długim po rekultywacji, a chruściki są bioindykatorem zmian ekosystemowych. Czyli trochę z leczeniem się to wiąże – z "leczeniem" jezior zdegradowanych.

Blogowa eksterioryzacja wiedzy

Do niedawna eksterioryzacja kojarzyła mi się głównie z cechą życia (biologicznego), zwłaszcza w ujęciu filogenetycznym i ewolucyjnym. Kontrolowanie i opanowywanie środowiska poza organizmem sprzyja homeostazie… bo nie trzeba zmieniać się i dostosowywać do zmian zewnętrznych.

Rozwój technik internetowych i elektronicznych także charakteryzuje się coraz większą eksterioryzacją wiedzy. Bowiem w coraz większym  stopniu wiedza nie ogranicza się tylko do tego, co mamy w głowie. Wiedza jest poza mózgiem, a dzięki internetowi mamy do niej dostęp z dowolnego miejsca. Im bardziej efektywny jest to system, tym coraz więcej się od takiej eksterioryzacji uzależniamy. To już nie tylko zasoby internetowe, tworzone i zarządzane odgórnie (analogiczne do książek i słowa drukowanego, zdeponowanego w bibliotekach), ale to coraz powszechniejszy web 2.0, gdzie tworzymy wiedzę i ją zapisujemy na zewnętrznych komputerach. Niezwykle to wygodne. Ale i zastanawiające. Bo myć może wiedza może istnieć i rozwijać się poza nami. Być może kiedyś się "oderwie" i uniezależni od człowieka… przynajmniej w jakieś części.

W jakimś stopniu ten blog także w coraz większym stopniu jest dla mnie formą notowania, zapisywania myśli, notatek. Mogę to robić z dowolnego miejsca, nie na swoim komputerze. Podobnie z odczytywaniem. Oczywiście, blog to nie najlepszy sposób na zewnętrzne przechowywanie wiedzy… bo stosunkowo słabo  przeszukuje się zapisane myśli. Taki trochę mało funkcjonalny magazyn, lub strych z zapomnianymi rupieciami.

Z myślą o zajęciach dydaktycznych i zwiększaniu zakresu e-learningu w dydaktyce, w tym roku akademickim testuję dwa systemy "zewnętrzne": ututi.com i academio.pl. Testuję wspólnie ze studentami. Razem rozpoznajemy tę nową dla nas rzeczywistość. Razem też popełniamy błędy. Nie wszystkie nowinki zyskują uznanie, ale szukać samodzielnie trzeba, jeśli nie chcemy być informatycznymi analfabetami.

Student zawsze będzie? Czyli kilka słów o debacie.

W ciągu kilku ostatnich lat w dyskusji o dydaktycze uczelnianej spotkałem się ze stwierdzeniem "studenci zawsze będą" – czyli nie ma potrzeby i sensu reformowania i zmian… bo liczy się zupełnie coś innego w naszej pracy niż jakość zajęć i zabieganie o dobrego studenta, dostosowywanie do potrzeb rynku pracy i potrzeb samego studenta. Taka strategia z całą pewnością skończy się dla nas klęską, w obliczu niżu demograficznego i nasilającej się konkurencji na rynku edukacyjnym. Bo studenci mają swój rozum i decydują nogami.

Jeśli myśleć o debacie uniwersyteckiej (zobacz tu), warto zapoznać się z dorobkiem innych i nie wyważać otwartych drzwi czy odkrywać ponownie Ameryki. Niżej kilka wybranych cytatów z artykułu umieszczonego niedawno w serwisie Nauka Polskiej Agencji Prasowej (wyróżnienia S.Cz.):

Istnieje luka w zestawie cech i umiejętności, jakie absolwenci wynoszą z uczelni i jakie cenią potencjalni pracodawcy i właściciele firm” – stwierdzili uczestnicy konferencji „Kształcenie dla przyszłości", (…) większość pracodawców ceni u swoich potencjalnych pracowników: uczciwość, lojalność wobec firmy, chęć podejmowania nowych wyzwań oraz wykazywanie inicjatywy. Do najbardziej pożądanych umiejętności należą te związane z komunikowaniem się i pracą zespołową.
(..) Ponadto ważna jest też umiejętność uczenia się oraz organizowania pracy, jak również możliwość stosowania i pogłębiania w pracy wiedzy z zakresu technologii.

(…) wiele szkół wyższych nie nadąża za zmianami w potrzebach obecnego rynku pracy i kształci podobnie, „jak niektóre armie – do wojen, które już się rozegrały". (…) Prof. Dworecki z SGH, podkreśla: „Nie my decydujemy, co młody człowiek ma studiować. Od pierwszego dnia pobytu na uczelni on sam staje się odpowiedzialny za to, jaką wiedzę i umiejętności chce zdobyć”.
Oj, chciałoby się takie studia na UWM, ale to wymaga uznania studentów za dorosłych i zrezygnowania z postawy autorytarnej (my wiemy wszystko lepiej, co i jak nasz student ma się uczyć).

Ale wróćmy do pouczających cytatów:

„Skuteczną metodą na dobre kształcenie studentów jest zdaniem dr Krzysztofa Biernata z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego (UKSW) i z Instytutu Paliw i Energii Odnawialnej „kształcenie inteligenta, który ma w miarę szeroką wiedzę podstawową, łatwo się adaptuje do zmiennych trendów, zna obce języki i podstawowe zasady działania natury”.
(…)pracodawcy podkreślali, że u absolwentów szkół wyższych cenią nie tylko wiedzę. „Umie myśleć, jest kreatywny, wykazuje inicjatywę i potrafi myśleć innowacyjnie” – tak idealnego kandydata opisywał Wojciech Lasek z firmy Chem Tech-ProSynTech.
(…) ważna jest uczciwość i rzetelność przyszłego pracownika oraz i interdyscyplinarność – znajomość kilku uzupełniających się dziedzin nauki.

(…) W Stanach jedyni absolwenci uczelni, jacy swego czasu dyktowali wysokość zarobków, to biotechnolodzy – ludzie, wiedzący, czym jest DNA, i umiejący zaprogramować komputer.”

A dlaczego nasi studenci biotechnologii raczej myślą o wyjeździe za granice niż szukaniu pracy na miejscu?

W swoim gronie słyszałem już stwierdzenia „studenci zawsze będą” – w części jest to arogancja, bo traktuje się studentów jak chłopa pańszczyźnianego, przywiązanego do ziemi, w części lekceważąco traktuje się wszelkie próby zmiany i reformowania dydaktyki. Tak. To prawda, studenci zawsze będą… tyle , że nie koniecznie u nas.

A wracając do debaty, być może warto całkiem poważnie i odpowiedzialnie podebatować na przyszłością kształcenia na UWM w naszej kawiarni naukowej. Jeśli będa chętni, to zapraszam.