
Dorzucę i ja swoje trzy grosze do dyskusji i wyciętych drzewach, buspasach, o nowoczesności i zacofaniu. Bo to, co dzieje się w Olsztynie, to lokalny przykład zmian globalnych. Ogólnoświatowe trendy dostrzec możemy nawet w naszym miasteczku, a protesty i dyskusje są jak najbardziej sensowne.
Ale zacznę od mojego dzieciństwa. Wtedy naśmiewaliśmy się z chłopaków ze wsi, którzy chodzili z dużymi grzebieniami, wystającymi z tylnej kieszeni spodni. Taki żółty grzebień był dla nas synonimem zacofania i zapóźnionego awansu społecznego. Wtedy nazywaliśmy to "buractwem", "obciachem". W tym określeniu kryła się kpina i własne dowartościowywanie się, jako tych bardziej postępowych, modnych, "na czasie". Grzebienie, lustra i mydło każdy miał w domu, nie trzeba się było z tym obnosić i demonstrować "ja mam".
A przecież w czasach powojennych podstawowe przybory, takie jak grzebień czy lusterko, były luksusem. Natomiast dla wielu z głębokiej i biednej prowincji stały się synonimem awansu do lepszego, nowocześniejszego świata. Tyle tylko, że to co wczoraj było nowoczesnością i postępem, dzisiaj jest przebrzmiałą modą a jutro stanie się ośmieszającym zacofaniem.
Zwolennicy wycinania drzew w imię postępu określają proekologcznych zwolenników ekorozwoju jako zacofanych "wsiunów", oszołomów. Bo dla nich synoniemem postępu jest samochód. Zastanówmy się jednak, kto tu jest zacofany.
Samochody to lata 50. dwudziestego wieku. Wtedy przemysł motoryzacyjny dał ogromny impuls do rozwoju światowego. Samochód był jedną z ikon społeczeństwa wolnego rynku, rozwoju i konsumpcjonizmu. Jeszcze dzisiaj dla wielu Polaków, pamiętających biedę Polski Ludowej, samochód jest wyznacznikiem bogactwa, sukcesu i awansu społecznego. Mieć samochód, to znaczy być kimś ważnym. Nawet gruchot, ale żeby był samochodem.
Przedłużający się kryzys gospodarczy, protesty "oburzonych" i szkodliwe dla ludzi zanieczyszczenie środowiska, a także poszerzające się obszary biedy na świecie, skłoniły ludzkość do refleksji. Nowszym i modniejszym od konsupcjonizmu jest ekorozwój czyli rozwój zrównoważony. Pojęcie to zostało zdefiniowane dopiero u progu lat 80. XX wieku. W ostatnich dziesięcioleciach najbardziej rozwinięte kraje znacznie się zmieniły. Teraz my ze swoim kultem samochodu i buspasami na skraju miasta wygladamy jak… wieśniak z żółtym grzebieniem. Teraz modne i nowoczesne jest pokazywanie rozsądku w konsumpcji a nie siły nieograniczonej konsumpcji. Może jeszcze inny przykład, w biednych krajach ludzie cały swój dobytek wkładają na siebie, aby pokazać całemu swoje "bogactwo" w postaci drogich butów, sukienki czy złotej bizuterii…
W XX wieku społeczeństwa uznały konsumpcjonizm za podstawę rozwoju, za wyznacznik postępu i największą wartość. Skutki tego właśnie boleśnie odczuwany, nawet w formie zmian klimatu i wynikających z tego kataklizmów naturalnych. W wieku XXI co innego staje się dla nas wartością.
Konsupmpcjonizm to nadmierne i bezrefleksyjne zużywanie dóbr materialnych i zasobów przyrody. Przykłady na codzień możemy zobaczyć w Olsztynie, gdzie w imię konsumpcyjnej idei postępu niszczymy zieleń i pogarszamy warunki życia ludzi. Reklamy dzisiaj są przede wszystkim synonimem dobrobytu a nie informacją o produkcie czy usłudze. Dlatego Olsztyn zatkał się samochodami i szpetnymi reklamami, błyszczącymi, migającymi, kolorowymi. Brzydota, brak parków i błoto samochodom nie przeszkadza… ale ludziom tak!
Walka z konsumpcjonizmem stała się sposobem tworzenia świata zgodnego z ekorozwojem (rozwojem zrównoważonym), a więc z uwzględnieniem jakości życia (nie ilość lecz jakość). Na całym świecie ściera się konsumpcjonizm z nowym, nowoczesnym stylem życia, określanym jako rozwój zrównoważony (np. zrównoważony transport). Na tle najbardziej rozwiniętych krajów, to co dzieje się w Olsztynie, to przykład zacofania i cywilizacyjnego zapóźnienia. Popełniamy te same błędy, które inni popełnili 20-30 lat temu. Czy olsztynianin będzie przed i po szkodzie głupi?
Przemysł motoryzacyjny w dawnych dziesięcioleciach zyskał wymiar kultowy dla konsumpcjonizmu. Ale nadmierny ruch samochodowy stał się jednocześnie jedną z głównych przyczyn zanieczyszczenia środowiska, w którym żyją ludzie. Brudne, przesycone spalinami i hałasem miasta są bardziej przyjazne dla samochodów niż dla ludzi (ich zdrowia fizycznego i psychicznego). Olsztyn jest tego znakomitym przykładem. Chociażby w sporze czy Starówka ma być parkingiem czy strefą wolną od ruchu samochodowego (ale dla ludzi!).
O ile udało się w Polsce zmniejszyć zanieczyszczenie powietrza, powodowane emisjami przemysłowymi i ciepłowniczymi, to emisja tlentów azotów, pochodząca z transportu nasila się.
Czy miasto i transport jest dla ludzi czy też miasto i ludzie dla samochodów? Kto jest więc w tym naszym lokalnym sporze o drzewa zacofanym "wieśniakiem" a kto postępowy i nowoczesny?
Dla tych, co jeszcze mają wątpliwości lub chcą sięgnąć po więcej, polecam łatwo dostępną książkę:
