
„Uczony bez zwariowanych idei (z których tylko co setna, może co tysięczna ma w ogóle jakiś sens) nigdy nie będzie liczącym się badaczem”.
Prof. Witold Karczewski
„Żeby dostać się na szczyt, gdy chodzi o oryginalne badania, trzeba być wariatem, gdyż tylko wariaci wciąż próbują (…). Tylko wariat może wpadać w podniecenie z powodu setnego pomysłu, ale może się zdarzyć, że dopiero za setnym razem wreszcie coś się uda. Jeśli nie jesteś dostatecznie zwarowanym, by wciąż się podniecać, zabraknie ci motywacji, nie będziesz miał dość energii, by dalej to ciągnąć. Bóg wynagradza wariatów.”
Martin Hellmann
W powyższych cytatach nie chodzi o zbiurokratyzowaną naukę, rzemieślników i wyrobników standardowych prac laboratoryjnych. Nie chodzi także o szaleństwo dosłowne, jako chorobę psychiczną. Chodzi o kreatywność, niezależność i pryncypialność w dochodzeniu do prawdy o świecie.
W swojej książce („Nauka – co to takiego. Cele, podstawy, reguły”), entomolog Roman Hołyński tak podsumowuje charakterystykę „idealnego” naukowca, posuwającego wiedzę znacząco do przodu:
(…) ma szerokie zainteresowania „bierne”, ale i konsekwentnie sprecyzowane „czynne”; dużo czyta (nie tylko specjalistyczne opracowania ze swojej dziedziny, ale i nie tylko internetowe „wikipedie”); nie boi się trudnych problemów, ale i nie lekceważy „kosmetycznych uzupełnień”; jest „otwarty” na wartościowe „nowinki”, ale i odporny na mody i formalistyczne „standardy”; liczy się ze zdaniem innych, ale chce i potrafi bronić własnego; chętnie dyskutuje używając (ale i oczekując od partnera) rzeczowych argumentów a nie sloganów i „wycieczek osobistych”; jest wytrwały i skłonny do poświęceń w dążeniu do okrywania prawdy; ocenia siebie i innych „według naukowej wartości osiągnięć, a nie schematycznych formalnych wskaźników; i „zajmuje się tym na czym się zna” przez całe życie, zdobywając i „docierając” wiedzę i doświadczenie zarówno w wieku 15 lat jak i 100 lat, będą dopiero ciekawym świata uczniem albo już sławnym laureatem Nagrody Nobla, jako lekceważony „amator”, dobrze usytuowany pracownik naukowyc poważnej instytucji lub szanowany emeryt.
Na koniec wypada postawić pytanie, dlaczego tak mało jest „idealnych naukowców”, czyli jak to się dzieje, że na uniwersytetach więcej jest biurokratów niż "szalonych" naukowców? Czy to wina złego kształcenia, wadliwego systemu awansu, czy może właściwości naszego świata, który nie zniósłby zbyt wielu szaleńców naukowych w jednym miejscu?



