O związkach biologicznie czynnych przypomniałem sobie, gdy kolega poradził mi jak w doniczce na parapecie wyhodować własny szczypiorek „musisz kupić cebulę dymkę, ale nie próbuj z cebulą ze sklepów wielkopowierzchniowych – bo często taka cebula jest traktowana inhibitorami wzrostu (takie roślinne hormony, spowalniające wzrost). Handlowcy pryskają cebule, aby im dłużej leżała w sklepie i nie puszczała kiełków. Tak potraktowane cebule słabo rosną i najczęściej zasychają a szczypior się nie udaje.” Domyślam się, że na zdrowie człowieka te związki chyba negatywnie nie działają. Ale tego typu związków biologicznie czynnych w środowisku jest coraz więcej.
Są małe, dla oka niewidoczne i w niewielkiej ilości. A jednak są coraz bardziej uciążliwe. Niczym pasożyty – nie widać a mocno dokuczliwe. Wprowadzamy je do środowiska celowo, aby poprawić produkcję, własne zdrowie itd. Sukcesywnie dostrzegamy jednak negatywne skutki ich obecności. Mowa o hormonach (lub związkach podobnych do hormonów i wpływających na organizm podobnie), chemioterapeutykach, antybiotykach.
Najwcześniej zwróciliśmy uwagę na pestycydy (tak jak niesławny DDT), powodujących duże zmiany w ekosystemach, bo wpływające na różne gatunki roślin i zwierząt. Obecnie świat zastanawia się czy jedna grupa z tych środków ochrony roślin nie wpływa negatywnie na pszczoły.
Leczymy zwierzęta hodowlane: krowy, świnie, kury. Podajemy im duże ilości antybiotyków, czasem profilaktycznie. Nie wszystkie jednak ulegają rozkładowi w metabolizmie tych zwierząt. Wydalane są z kałem i wraz z obornikiem trafiają na pola uprawne. Potem śladowe ich ilości znajdują się w roślinach podawanych jako pasza dla zwierząt jak i sami spożywamy. Niewielkie ilości? Tak, ale cechą związków biologicznie czynnych jest to, że wpływają na procesy biologiczne (np. fizjologiczne). To taki szum informacyjny. To tak, jakby do programów komputerowych dostawały się obce fragmenty i zakłócały pracę komputerów.
Leki hormonalne lub środki antykoncepcyjne (hormonalne), jakie ludzie używają także wraz z moczem trafiają do kanalizacji lub środowiska. Już dawno zauważono, że te hormony wpływają np. na płeć ryb, żyjących niektórych rzeka. Nawet w niewielkie ilości powodują duże zmiany.
Jak zobaczyć to co niewidoczne? Czasem dostrzegamy przypadkowo, tak jak w przypadku kolorowego miodu. Pszczoły znalazły syrop, przeznaczony do utylizacji (pozostałość po produkcji cukierków i zabarwiony kolorowymi barwnikami). W konsekwencji pszczelarze znaleźli nienaturalnie kolorowy miód w ulach. Ale związki biologiczne czynne (hormony, antybiotyki, leki) są bezbarwne, nie widać ich w środowisku. Widać natomiast skutki ich obecności.
Innym przykładem są kolorowe gniazda os (tak jak to, załączone na fotografii wyżej). Tym razem to efekt celowego eksperymentu podawania osom kolorowego papieru, który wykorzystały do budowy gniazda. Kolor uwidocznił pochodzenie a samo gniazdo wygląda bajkowo i nienaturalnie. O obecności związków biologicznie czynnych dowiadujemy się zazwyczaj przypadkiem, tak jak było w sprawie obecności antybiotyków w owsie, którym karmiono konie. Antybiotyk był w bardzie niewielkiej ilości, ale akurat koniom bardzo szkodził (w zasadzie mikroflorze bakteryjnej w ich jelitach). Akurat ten rodzaj antybiotyku stosowany jest w hodowli drobiu. Kurom nie szkodzi, ale kiedy wraz z nawozem trafi na pola, to potem dostaje się do roślin i trafia do zupełnie innych konsumentów.
Nic już nie będzie takiej jak dawniej. Synonimem zdrowej żywności są rośliny, nawożone obornikiem. Wszystko zależy jednak od tego, jak hodowane są zwierzęta, od których pochodzi nawóz (obornik). W przyrodzie nic nie ginie, nawet nasza głupota. Krąży i ujawnia się w nieoczekiwanych miejscach. Długo nam jeszcze zajmie poznawanie funkcjonowania ekosystemów i ich szeroko rozumianego metabolizmu. Mam na myśli na przykład bezsensowną wycinkę drzew i dewastację zieleni w miastach. Wycina się je łatwo, rosną długo. I gdy dostrzeżemy przydatność drzew w mieście, bo nawilżają powietrze, bo dostarczają tlenu, bo usuwają zanieczyszczenia gazowe i redukują liczbę pyłów itd., to na naprawę sytuacji potrzeba będzie wielu lat…
Fot. Christopher Jobson , 2016, źródło: http://www.thisiscolossal.com/2016/04/rainbow-wasps/

Kamishibai to opowieść w formie teatrzyku ilustracji, wywodząca się z tradycji japońskiej. Dlaczego biolog przychodzi do pedagogów by opowiadać o takiej starodawnej formie prezentowania treści? I to w epoce cyfrowej? Czy jest to remedium na zapóźnienia dydaktyki akademickiej i propozycja dla unowocześnienia form edukacji w szkole? Na zaproszenie Wydziału Nauk Społecznych spotkam się ze studentami i pracownikami by podzielić się swoimi doświadczeniami w wykorzystaniu mobilnego internetu i materiałów umieszczonych w chmurze jako uzupełnienia tradycyjnego wykładu.
Po raz pierwszy widziałem je w ubiegłym roku (
Dobre bajki są mądre w swej treści. Fabuła jest tylko przykrywką dla prawd ogólnych. Są bajki dla dzieci i są bajki dla dorosłych. Czasem dla jednych i drugich ale każdy dostrzega nieco inne treści. Dzieci skupiają się na fabule, dorośli na prawdach ogólnych. Bo patrzą przez pryzmat doświadczenia i już posiadanej wiedzy. Kiedyś były bajki o smokach, księżniczkach, rycerzach, miłości i przygodzie.

Uniwersytet Dzieci obchodzi dziesięciolecie swojego istnienia. Przez lata swoje działalności, także i w Olsztynie, wniósł nową jakość w mury akademickie w zakresie edukacji pozaformalnej. Do już istniejących form prowadzenia wykładów i zajęć dla dzieci i młodzieży w czasie różnych pikników naukowych (np. Olsztyńskie Dni Nauki i Sztuki, Noc Biologów itd.) wprowadził systematyczne zajęcia, trwające cały rok. Uczelnie podążają tym samym kierunku, czego przykładem są zajęcia typu „wypożycz sobie naukowca” lub Czwartki z Humanistyką. A ostatnio także uruchomiony projekt Uniwersytet Młodego Odkrywcy.
Przed chwilą obejrzałem przedpremierowo (i roboczo) pierwszy polski film o chruścikach. Nosi tytuł „Żywot chruścika / Life of the Caddis”. Pierwszy, publiczny pokaz odbędzie się w Sandomierzu w końcu kwietnia, w czasie Festiwalu Filmów Niezwykłych, następny odbędzie się na Węgrzech w Gödöllő, w czasie Festiwalu Filmów Przyrodniczych, a w czerwcu – w Łodzi na Międzynarodowym Festiwal Filmów Przyrodniczych im. Wł. Puchalskiego.
Na plenerowe malowanie na dachu Biblioteki Uniwersyteckiej dachówka przyjechała aż z Umbrii (na zdjęciu obok). Z Włoch, gdzie narodziła się idea wolnego życia cittaslow. W czasie lata, w Reszlu – pierwszym miasteczku cittaslow w naszym regionie – także będzie malowanie dachówek. Ale my 12 maja 2017 r. (zobacz
Ponieważ w ostatnim czasie uczestniczyłem w kilku grupach w dyskusji na temat tego, czy do promocji, np. nauki, lepsza będzie strona www czy fanpage na Facebooku, chciałbym podzielić się swoim doświadczeniem i przemyśleniami. Ułatwiam sobie sprawę, grupując argumenty w jednym miejscu.
Widok masowo wycinanych drzew jest przygnębiający podwójnie. Oprócz zniszczonej przyrody (i wynikających z tego zagrożeń dla zdrowia ludzi) ukazuje ogromne braki w wykształceniu (edukacji) w zakresie rozumienia procesów przyrodniczych i skutków w środowisku.