Wyśmiewamy się z zacofania dawnych wieków i tego, że zabobonni ludzie palili „czarownice” na stosach. Niby byli zacofani przez religię. Teraz w świecie naukowym (postępowym) czynimy podobne błędy. Z paniki wywołanej niedomówieniami i współczesnymi zabobonami, doprowadzamy do milionowych strat i osądzamy niewinnych (nawet wywołujemy wojny). Mamy szkiełka i oczy… ale w niczym nie jesteśmy lepsi od średniowiecznych przodków.
„Żyjemy w pierwszej naprawdę globalnej cywilizacji. To znaczy, że cokolwiek się gdzieś zrodzi, może bardzo szybko i łatwo opanować cały świat.”
Vaclav Havel
Znakomitym przykładem jest ostatnia medialno-polityczna panika, wywołana zakażeniami bakteriami Escherichia coli typu 0104. Metoda naukowa ma to do siebie, że stawiane są hipotezy i te są testowane, sprawdzane. Następnie stawiane są kolejne hipotezy. Po śmiertelnych zarażeniach w Niemczech lekarze szukali przyczyny. Pierwszym pomysłem była rzeczona bakteria, i przypuszczenie, że znalazła się na ogórkach z Hiszpanii. Dla zweryfikowania tej hipotezy wysłano ekspertów z przyrządami do sprawdzenia na miejscu. W tak zwanym międzyczasie – bo winny kozioł ofiarny musi być od zaraz – władze z Hamburga wskazały winnego: ogórki z Hiszpanii. Pociągnęło to lawinę ekonomicznych następstw, np. Rosja wstrzymała import żywności z Europy. Straty nie tylko hiszpańskich rolników są ogromne. A cała panika oparta na plotce i przedwczesnych wyrokach. Zdawałoby się, że społeczeństwo nowoczesne XXI w. będzie podejmowało racjonalne decyzje w oparciu o naukowe zweryfikowane fakty.
Po kilku dniach, gdy sprawdzono pierwsze hipotezy, okazało się, że hiszpańskie ogórki nie były skażone. Dalsze badania wykazały, że przyczyną epidemii i śmiertelnych zakażeń jest zupełnie nowy typ bakterii – szczep oznaczony jako 0104:H4. „Według WHO, wstępne sekwencjonowanie genetyczne wykazało, że szczep jest mutacją dwóch różnych bakterii Escherichia coli zawierającą śmiercionośne geny. (…) jest to unikalny szczep, którego nigdy wcześniej nie wyizolowano u pacjentów. (…). i ma różne cechy, które czynią go bardziej złośliwym i toksynogennym”. Naukowe poszukiwania trwają, stawiane są kolejne hipotezy i te są następnie sprawdzane. Łatwych i szybkich odpowiedzi nie ma :). Jest proces dochodzenia do prawdy, dochodzenia do wiedzy i do podejmowania właściwych decyzji.
Ale zanim pojawią się pełniejsze wyjaśnienia skąd się takie bakterie biorą i skąd bierze się problem bakterii lekoopornych, co to są owe „śmiercionośne geny”, poprzez media szybko w świat pójdą różne zdawkowe, niepełne informacje. A lud XXI w. w panice znajdzie sobie zawsze jakiegoś kozła ofiarnego, jakąś czarownicę do „spalenia na stosie”. I spali z naukową frazeologią i nowymi fetyszami. Zamiast szatana i czarów będą geny, bakterie, patogeny i inne „magiczne-uczone” słowa, których nie tylko czytelnik nie rozumie (bo mu media nie objaśniają), ale i często dziennikarze.
W pośpiechu przygotowywania newsów wielu dziennikarzy nie sprawdza i nie uzupełnia swoich informacji. Kopiuje bezmyślnie skróty. Stąd bakteria E. coli (wypowiadane jako bakteria ekoli). Bo w tekstach naukowych jest zwyczaj aby przy pierwszym wymienianiu gatunku w tekście podać pełną nazwę, w tym przypadku Escherichia coli (pałeczka okrężnicy), a dopiero nieco dalej w oszczędnej formie E. coli. Podawanie jedynej nazwy jako E. coli jest błędem i uniemożliwia czytelnikowi zidentyfikowanie gatunku. Bo skąd ma wiedzieć od czego jest skrót „E.” Dziennikarze (ale nie wszyscy) w pośpiechu piszą newsy nie do końca rozumiejąc ich treść. Plotka nabiera rumieńców. I to w świecie powszechnej nauki, mnóstwa specjalistów itd., rodzą się globalne zabobony. Ale winnym jest zbytni pośpiech, aby ubiec w newsie konkurencję. Bo na przykład „śmiercionośne geny” to tylko skrót myślowy – w cytowanym tekście zupełnie nie objaśniony.
Nie tylko w sezonie ogórkowym lubimy się straszyć i ekscytować różnymi „czarownicami”. Czy to końcem świata, zabójczymi ogórkami, plagą komarów, GMO, i czym tam jeszcze.
Aż się prosi teraz o więcej informacji popularnonaukowych objaśniających problem dogłębnie. Bardziej jednak wolimy w mediach ekscytować się serialami, skandalikami celebrytów czy innymi ploteczkami i wypadkami drogowymi.
Lubimy się ekscytować rzeczywistymi lub urojonymi sensacyjkami a nie próbujemy rozumieć świata? W czym więc jesteśmy „lepsi”, bardziej postępowi czy racjonalni od naszych starożytnych czy średniowiecznych antenatów?
PS. „mutacją dwóch różnych bakterii” – gwoli ścisłości, mutują geny a nie bakterie. Chyba chodzi o „wymieszanie” genów dwóch różnych szczepów bakterii, np. przez plazmidy. Podobnie nie ma „śmiercionośnych genów” – zapewne chodzi o chorobotwórcze (śmiercionośne) cechy nowego szczepu bakterii, nowej dla populacji ludzkiej kombinacji genów i wynikającej z tego właściwości bakterii i/lub nowych toksyn. Śmiercionośne dla człowieka bo nowe. Podobnie jest z gatunkami obcymi, inwazyjnymi w skali ekosystemów. Aż się prosi o wyjaśnienie sytuacji w mediach, dotyczących roli bakterii, procesom transferu poziomego materiału genetycznego, powstawania szczepów lekoopornych, gatunków obcych itd. Znakomita okazja do kształcenia ustawicznego, po to żeby objaśniać współczesne zjawiska. Żeby ludzie rozumieli to, co dzieje się wokół a nie żeby się panicznie bali. Żeby politycy jako reprezentanci społeczeństwa podejmowali racjonalne decyzje. A tak z głupoty i współczesnych, „postępowych” zabobonów bankrutują kolejne przedsiębiorstwa przemysłu spożywczego i rolnego.


W trudach szkolnego życia, licznych dyktand i klasówek, wydawałoby się skomplikowanej polskiej ortografii, jak również w kłopotach ze znalezieniem polskich czcionek w różnych urządzeniach elektroniczno-piszących (telefon komórkowy, komputer za granicą itd.), rodzą się pomysły zreformowania i uproszczenia polskiej ortografii. Tak, żeby pisać tak jak się słyszy, a nie jak kiedyś się pisało. Jako dyslektyk (dysortografik ściślej rzecz ujmując) bardzo często robiący błędy, teoretycznie powinienem przyklasnąć takim eksperymentom. Bynajmniej, nie jestem zwolennikiem takich reform. A to z powodu prostego faktu, że język, tak jak i nasza wiedza, nie jest zbiorem luźnych informacji, ale jest całościowym systemem. Ten pozornie prostszy zapis wcale nie ułatwiałby nam życia ani nie byłby łatwiejszy do zapamiętania. Zapis fonetyczny stosuje się tylko w szczególnych przypadkach i wcale nie byłoby bardziej komunikatywny.


