Znakiem czasu jest wybuchowy rozkwit aktywności twórczej, grafomańskiej, niejako powszechnej i ludowej w nowym znaczeniu. Ludowej – bo powszechnej, nieprofesjonalnej a nie dlatego, że tworzonej w autarkicznej społeczności wiejskiej. Jednym z przejawów jest wysyp różnorodnych mediów publicznych, zwłaszcza w internecie.
Media obywatelskie obarczone są jednak pewną słabością. Tym wewnętrznym zagrożeniem jest groźba zamykania się we własnym getcie, gdzie obieg informacji odbywa się tylko wśród swoich, w wąskim kręgu. Gdzie nie ma recenzowania, polemiki a w większości jest potakiwanie. W zbyt małym kręgu i przy własnym tworzeniu czasami brakuje warsztatu (rzemiosła pisarskiego). Ale media społeczne i dziennikarstwo obywatelskie niosą dużą wartość. Tą wartością jest wolność i niezależność. Niczym nie skrępowana możliwość tworzenia.
Dziennikarstwo obywatelskie jest znakiem czasu i renesansu szeroko rozumianego rękodzieła, a więc pracy własnej, oryginalnej, niepowtarzalnej w swojej niedoskonałości. Taki swoisty nikiforyzm. Nie tylko modne stało się samodzielne malowanie, wyszywanie, decoupage, domowe warzenie piwa, wyrób wędlin. Modne staje się tworzenie i duża aktywność w odbiorze treści kulturowych. Dawny podział na producentów i konsumentów zastępowany jest tworzeniem się nowego bytu – prosumpcji. Szczególnie wyraźne jest to w zakresie twórczości wszelakiej. Zamiast podziału na twórców i odbiorców-konsumentów pojawiają się tworzyciele. Tworzyciele – jako mniej profesjonalni twórcy – widoczni są w medialabach, we wszelakich komentarzach, przeróbkach, uzupełnieniach. Tak musiała się skończyć egalitarność wykształcenia – wielu umie pisać, tworzyć. Ci wykształceni ludzie chcą zabierać głos, chcą być aktywni.
W każdym z nas tkwi twórca. Łatwość publikowania i wypowiedzi w nowych mediach sprzyja wysypowi niedoskonałej warsztatowo dziennikarskiej amatorszczyzny. Nie oceniam tego negatywnie, bo jest to sposób aktywnego uczenia się. Uczenia się przez działanie i w dialogu z innymi.
Amatorzy – dlatego, że nie utrzymują się z dziennikarstwa. Piszą, bo chcą, bo czują potrzebę. Tacy dziennikarze obywatelscy, po części domorośli badacze świata, biorą czynny udział w zbieraniu informacji, piszą krótkie relacje, obserwacje, robią zdjęcia, kręcą filmiki. Są tani – bo większości robią za darmo, jedynie dla „sławy” i satysfakcji. Są w wielu miejscach. Jakość materiału nadrabiają ilością i obecnością w każdym miejscu (media profesjonalne próbują wykorzystywać tę aktywność. Być może w dużej części z powodów oszczędnościowych). Biorą udział w relacjonowaniu, analizowaniu, upowszechnianiu różnorodnych informacji i … plotek, mitów, nowinek, ciekawostek. W jakimś sensie dziennikarstwo obywatelskie jest odpowiedzią na tabloidyzację mediów, w których dominuje kronika wypadków i plotki ze świata celebrytów. Dziennikarstwo obywatelskie wraz z blogami naukowymi to swoista próba mówienia (nawet nieudolnego warsztatowo) na interesujące, czasem niszowe, tematy. To objaw fragmentacji, decentralizacji i lokalności współczesnego świata. Nie jesteśmy już zdani na medialny wybór kilku stacji… goniących za widzem przeciętnym, statystycznym, wystandaryzowanym.
Zawsze dyskutowaliśmy, plotkowaliśmy w pralni, w maglu, w kolejce, na przystanku, na podwórkowej ławce. Teraz technika umożliwia nam plotkowanie globalne. I tak jak wcześniej dominują informacje miałkie, lokalne, mało ważne, spiskowe, plotkarskie, często mało wiarygodne. Ale w tym szumie możemy wyszukać i „niszowe” ale ciekawe tematy naukowe, hobbystyczne. Można z tego gwaru wyłowić, wybrać coś interesującego dla siebie. Tak jak na ulicy czy podwórku.
Narrowcasting (rozgłaszanie niszowe) – to kolejne trudne (bo nowe) słowo, próbujące nazwać zupełnie nową rzeczywistość. Dziennikarstwo obywatelskie może popadać w bezużyteczność, bo odbierane jest przez bardzo wąski krąg odbiorców potencjalnie zainteresowanych, tak jak wąska grupka sąsiadów czy stojących w kolejce lub na przystanku. Ten obywatelski narrowcasting charakteryzuje niszowość i… dziwność. Bo są tam plotki, teorie spiskowe, miejskie legendy typu „czarna wołga”. Ale są i blogi naukowe. Media obywatelskie często odznaczają się umiarkowaną wiarygodnością – bo sami dziennikarze obywatelscy nie weryfikują publikowanych treści, nie sprawdzają – najczęściej z powodów braków warsztatowej rzetelności. Ale przecież współczesne szkolnictwo może nauczyć tej rzetelności, obiektywizmu i warsztatu. Lub inaczej, w aktywnym uczeniu się poprzez uprawianie dziennikarstwa obywatelskiego możemy tej rzetelności się nauczyć… Poprzez liczne błędy i wprawki na portalach społecznościowych, blogach, serwisach informacyjnych itd. Na pewno powinno się tego rzetelnego dziennikartswa uczyć na wszystkich uczelniach wyższych jako kompetencji XXI w. Bo to jest element sprawności w komunikowaniu się społecznym. Kompetencja i umiejętność przydatna każdemu obywatelowi współczesnego świata i każdemu pracownikowi XXI przemysłu i usług.
W dziennikarstwie obywatelskim odbiorca jest jednocześnie nadawcą. Jednocześnie twórcą i konsumentem, takim prosumentem lub tworzycielem. Tak jak plotkujący w kolejce czy maglu: nie tylko słucha ale i komentuje a potem przenosi dalej, jest słuchaczem i nadawcą jednocześnie. Internet ułatwił powrót do pierwotnej postaci komunikacji – aktywnej i dialogowej a nie tylko biernej.
Dawniej kontakt redakcji z czytelnikami, słuchaczami, widzami był ograniczony: listy do redakcji, telefony, później e-maile, smsy mmsy, fora internetowe. Teraz ten kontakt się poszerza i przyspiesza. Narzekamy, że Polacy mało czytają. Ale chyba jeszcze nigdy tak wiele osób nie pisało tak dużo i często! Młodzi ludzie ciągle stukają w klawiatury telefonów komórkowych, smartfonów, klawiatury laptopów. Że styl nie taki, że błędy i skróty? To zupełnie inny sposób przekazu łączący tekst, grafikę i film, przekaz tworzący zupełnie nowe stadnardy.
Ja dostrzegam ciągły niedosyt działów naukowych i dziennikarstwa naukowego. Na przykład w Gazecie Olsztyńskiej brak jest działu naukowego. Nauka jest niesamowicie newsogenerowalna. Na dodatek ciekawa i wiarygodna. Czy w gazecie ma być głównie kronika wypadków? Bo łatwo i prosto takie informacje zebrać? W Olsztynie jest dużo studentów, w tym na kierunku „dziennikarstwo”. Tacy dziennikarze obywatelscy mogliby opisywać i objaśniać rzeczywistość i świat wokół nas, lokalny oraz globalny. Sami by na tym skorzystali.
Potrzebny jest długofalowy wysiłek i współpraca z UWM. Rolą UWM byłoby nauczenie pisania, komunikowania z wykorzystaniem różnych form literackich i form graficznych. Rolą uniwersytetu byłoby nauczyć rzetelności przekazu. Żeby dziennikarstwo obywatelskie nie było źródłem plotek, ale żeby informacje były zweryfikowane, użyteczne (a nie bezużyteczne). To ściśle wiąże się z naukowym rzemiosłem. Tego uczyć powinna każda praca licencjacka czy magisterska. Warsztaty wiarygodnego i użytecznego tworzenia nowej wiedzy, nowych informacji. Nauczyć pisać z naukowym stylem myślenia czyli rzetelnością zbierania danych i rzetelnością analizowania i wyciągania wniosków. Wiedza użyteczna, wiarygodna i obiektywna.
Dziennikarstwo uczestniczące w życiu i tworzeniu na pewno będzie się rozwijało. Blog jest formą dziennikarstwa obywatelskiego. Taka osobiście tworzona „prasa” multimedialna, tuba, podest w Hyde Parku, ambona.