Kryzys wykształcenia – czy młodzi czują się oszukani?

Rośnie przepaść między oczekiwaniem młodych ludzi a tym co realne do osiągniecia jest w życiu. Narcystycznie rozbudzone oczekiwania (przez świat konsumpcji) nie znajdują pokrycia w realnym świecie.

Podobnie jest z wykształceniem wyższym i uniwersytetami. Nasi studenci dojrzewali spodziewając się bogactwa, a stać ich na niewiele. Spodziewali się dobrej pracy i solidnej pracy, a tymczasem stoją w pośredniaku lub siedzą na kasie w Biedronce. Zamiast stanowisk kierowniczych i wysokich pensji w klasie średniej trafiają na zmywak w Londynie lub truskawkowe pole w Hiszpanii, Niemczech czy Norwegii. Rozbudzone nadzieje na sukces po dyplomie (bo tak kiedyś było, w naszym pokoleniu) zderzają się z szorstka rzeczywistością. Uczelnie wyższe mamią intratnymi „rynkowymi” kierunkami, aby tylko zdobyć studenta (jak towar, jak rzecz w hipermarkecie) i zdobyć dofinansowanie z ministerstwa. Bo w „darmowym” kształceniu pieniądze idą za studentem. Czasem można odnieść wrażenie, że jest to mniej lub bardziej świadome oszukiwanie klientów, sprzedawanie bubli w ładnym opakowaniu (tak jak wszędzie w naszej kulturze konsumpcji). Byle student był, a potem to nie nasza sprawa. Niech się kto inny martwi, my najwyżej możemy uczestniczyć w świętym oburzeniu jak to nie ma pracy po studiach?

Część ze społeczności uniwersyteckiej jest świadoma tego rynkowego oszustwa, inni wierzą w nazwy i „dobre kształcenie”… Bo przecież w części jest to dobre kształcenie i wyposażanie w rynkowe umiejętności i kompetencje.  Ale część kadry w jakimś sensie sama się oszukuje kreowanymi iluzjami na papierze, tak jak i klienta-studenta.

Problem jest poważny i wynika z bardzo głębokich zmian w społeczeństwie i gospodarce. Potrzebne są głębokie i rewolucyjne zmiany. Jak dać szansę ludziom, czyli poszukiwać i dyskutować nad misją uniwersytetu. A może raczej jak pozyskać studentów, wymyśleć nowa nazwę itd.? Kierunki zamawiane, stypendia sa tak jak reklamy telefonii komórkowej czy banków, przyjdź do nas a dostaniesz coś w bonusie, ładne jezioro, stypendium, balangę. A przynajmniej stypendium. Lepsze stypendium niż bycie bezrobotnym. Więc odsiadują swoje. Dla stypendium.

Ewidentnie coś jest źle. Zdajemy sobie z tego co raz bardziej sprawę. Ale nie bardzo wiemy co jest źle i jak to zmienić. A tym bardziej jak to naprawić. Przecież do tej pory było dobrze a dawniej wypracowane metody i wzorce się sprawdzały… . Coś musi się zmienić.

Społecznie jesteśmy jak przed przepoczwarczeniem. A może już w trakcie? Dopiero retrospektywnie to dostrzeżemy. W uniwersytecie też „buzują hormony”, zanosi się na zmiany. Jakie one będą?
I czy szybko będą? Czy tylko administracyjnie i powierzchownie czy też dogłębnie i systemowo coś się zmieni.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s