Najpierw ludzie nauczyli się mówić. Było to jakieś kilkadziesiąt tysięcy lat temu. Albo trochę wcześniej. A zaraz potem narodziła się poezja, jako jedna z form opowieści. Poezja kształtowała się jakieś kilkadziesiąt tysięcy lat. Trwała i się rozwijała wraz z coraz większymi umiejętnościami językowymi.
Pierwszy kryzys przyszedł, gdy ludzie wynaleźli pismo. Ale poezja przetrwała, zmieniona ale jednak przetrwała. A czy poezja i poeci przetrwają w czasach smarftonów? Chyba tak, bo spotkałem w pałacu w Rudnie (gmina Kołbiel) poetę piszącego wiersze na smarfonie. I czytającego je z telefonicznego ekranu. Kartka papieru nie jest potrzebna. Zapewne nie jest jedynym tego rodzaju poetą w czasach esemesów i mobilnego internetu.
Dlaczego w ogóle powstała poezja? Chyba z dwóch powód: piękna języka i potrzeby zapamiętania. Najprawdopodobniej główną funkcją języka ludzkiego było budowanie więzi, swoiste iskanie na odległość. Ale na pewno ważną jego funkcją było też przekazywanie treści i informacji.
Już od swojego zarania człowiek lubił opowieści. Słuchać i opowiadać. Oprócz pieśni, opowieści, mitów, legend, sag itd. była poezja. Jak już powstał język (mowa) to uwidoczniła się niespodziewana cecha języka – piękno słów i budowanych zdań (nie wynika z merytorycznej treści czy przekazywanej informacji). Nie tylko wartość informacyjna ale i piękno (dobra komunikacja wymaga także i estetycznego piękna). To chyba był pierwszy powód powstania poezji. A drugi? Pamięć. Bo jak zapamiętać piękno słów i dłuższą opowieść? Tak narodził się rytm i rym (w pieśniach pamięć wspomagana była muzyką) – technika zapamiętywania.
Przez tysiąclecia istniała tylko poezja mówiona. Deklamowana, wypowiadana. Rym i rym służył zapamiętaniu. Trzeba było ułożyć piękne wiersze lub słuchając zapamiętać je od innych. A potem samemu deklamować. Była poezja intymna by pięknymi strofami uwodzić i miłość rozpalać. W wiadomym celu. Ale była i poezja towarzyska – by bawić zebranych, dawać rozrywkę, uczyć, przekazywać wartości. Poezja kameralna, poezja biesiadna i poezja wzniosła, plemienna. Zapamiętaliśmy tylko to co najpiękniejsze i najwartościowsze. Miliony innych fraszek, wierszy i poematów przeminęło.
Kiedy powstało pismo, to na początku było ono jedynie dodatkowym sposobem zapamiętania wiersza, poematu itd. Zapisać by odczytać. Pismo jako dodatkowa pamięć zewnętrzna. W tych czasach literatura (coś, składającego się z liter zapisanych) wiernie naśladowała kulturę mówioną. W poezji dalej był rym i rytm. Bo głównie poezja była wypowiadana. Z czasem zaczęliśmy wiersze czytać. I to był pierwszy cios dla poezji. Stała się niszowa.
Literatura sama siebie odkrywała i niejako wyzwoliła się spod szablonu kultury mówionej. Gdy wynaleziono druk i słowo pisane stało się tanie i powszechne, poezja zaczęła tracić rym i rytm. Bo już nie służyły zapamiętaniu. Wszak było już zapisane. Poeci zaczęli pisać wiersze dla ich graficznej i literalnej urody. Ale to piękno trzeba zobaczyć a nie wysłuchać. Bo nie słychać – tylko widać.
Pismo mocno zaszkodziło poezji. Ale ona przetrwała, zmieniona: pisana i czytana a nie zapamiętywana i wygłaszana. Wiersze czytane brzmią zazwyczaj gorzej niż te same wypowiadane z pamięci. Tylko nieliczni potrafią dobrze i przekonująco czytać na głos.
A teraz nastał czas elektronicznych ekranów, smartfonów i tabletów. Ponoć mniej czytamy. Przynajmniej mniej słów zapisywanych na papierze. O wiele łatwiej przesłać dźwięk, obraz i mimikę twarzy niż tylko same słowa. Dzięki smartfonom zaczynamy więcej mówić… niż pisać. To w jakimś sensie powrót do przeszłości. A czy w tych czasach przetrwa poezja?
Na grudniowym spotkaniu w pałacu w Rudnie spotkałem poetę, który pisze swoje wiersze na smarfonie i czyta je z ekranu telefonu. Bez pośrednictwa odręcznego pisma czy pisana na maszynie lub komputerowej klawiaturze. Jak widać poezja może istnieć bez drukowanych tomików wierszy.
Narzekamy na epokę elektronicznych gadżetów, że powodują spadek czytelnictwa. Chyba tak nie jest, bo piszemy dużo więcej, tyle tylko że wypowiedzi są inne. Zazwyczaj są to krótkie formy w postaci esemesów czy rymowanych życzeń świątecznych. Tak jak kiedyś fraszki, służą rozrywce i utrzymywaniu więzi.
Najpierw jest pomysł i sens wypowiedzi. Potem ubieramy te treść w piękną formę. Szukamy słów, które będą wywoływania niebanalne skojarzenia i układały się w piękne zdania. Ma być z sensem i pięknie (nie zawsze się udaje).
W epoce pisma drukowanego poezja była limitowana. Autorzy skupiali się wokół wydawnictw lub czasopism. Nie dla każdego było miejsce. Nobilitacją było drukowanie w czasopismach lub tomikach wierszy. A czy obecnie zwykły lekarz może być poetą? Czy może pisać wiersze? Może. Druk jest tani, więc może sam wydawać swoje tomiki wierszy. A jeszcze łatwiej umieszczać je w internecie, wysyłać pocztą elektroniczną czy esemesami. Skoro nie potrafimy zapamiętywać tak jak nasi przodkowie, to możemy zapisywać w swoich tabletach i telefonach. I za ich pośrednictwem łatwo upowszechniać. Bo sensem poezji jest komunikacja: albo wypowiadaniem albo zapisywaniem na papierze, albo zapisywaniem na elektronicznych kartach pamięci. Mówimy, drukujemy, esemesujemy. Komunikujemy się.
Wydawało mi się, że poezja jest przeżytkiem… w czasach powszechnego słowa drukowanego. Ale skoro wiersze funkcjonują w smarfonach, to najpewniej poezja przetrwa . Na pewno lepiej poezji się słucha niż ją czyta. I do tego elektronika się bardziej nadaje niż zadrukowany papier.
Dlaczego przetrwa? Bo układanie wierszy daje poczucie sprawstwa. Tworzymy piękno i pokazujemy je innym. Sprawstwo i budowanie więzi międzyludzkich. Poezja więc przetrwa. I będzie popularna, zejdzie pod „strzechy” (raczej pod tabletowe ekrany). Nie wszystko musi być ponadczasowe. Wystarczy, że będzie nasze.


Szkoła jest i była jedynie elementem system edukacji, o czym zazwyczaj zapominamy. Zapominamy także o tych innych elementach edukacji. Wszystkie razem możemy określić jako środowisko edukacyjne. Szkoła zawsze miała przygotowywać do życia dorosłego i życia w społeczeństwie, łącznie z kompetencjami zawodowymi. Zmieniło się społeczeństwo i gospodarka, w ślad za tym zmienia się system edukacji (mniej lub bardziej świadomie). Tu drobna dygresja: nie wszystkie zmiany są dobre i pożądane. Obecna reforma edukacji (zwana potocznie deformą – od deformacji) w wielu aspektach jest szkodliwa, bo strukturalnie cofa nas do przeszłości. Przeszłości, której dawno już nie ma. Jest to więc zbędny i bezcelowy wysiłek…. Energię i entuzjazm trzeba zachować na coś rzeczywiście potrzebnego i koniecznego. Bo zmiany są nieuniknione…
Świat współczesny zmienia się niesamowicie szybko. Trudno nadążyć. Prawdą jest, że najważniejszą obecnie kompetencją jest umieć się uczyć. Powtarzam do nauczycielom w czasie szkoleń i gościnnych wykładów, powtarzam swoim studentom. Ale i sam na co dzień doświadczam (mnie to też dotyczy). Dostęp do wiedzy jest niewyobrażalnie łatwy, bez porównania do przeszłości. Ale co z dostępu do zasobów informacji jeślibyśmy nie potrafili z nich skorzystać? Czy obsłużyć urządzenia dającego dostęp? A postęp technologiczny jest tak ogromny, że wczorajsze nowinki jutro będą archaicznymi eksponatami muzealnymi. Coraz bardziej uczymy się „rozmawiać” z maszynami. Zupełnie nowy i uniwersalny język obcy…


Skąd oni wiedzieli? To była pierwsza myśl, gdy nauczyciele, na wykładzie w trakcie konferencji metodycznej udzielili odpowiedzi na pytanie o motyla wydającego dźwięki. To był szybki test z wykorzystaniem telefonu komórkowego i mobilnego Internetu. (zobacz 
25 listopada 2017 r, na zaproszenie Fundacji Uniwersytet Dzieci, uczestniczyłem w konferencji metodycznej dla nauczycieli pt. „Jak realizować ciekawe lekcje przyrodnicze w szkole i w terenie? Konferencja dla nauczycieli szkół podstawowych.” Wygłosiłem wykład pt. „Jaka jest rola bezpośredniego kontaktu z przyrodą w kształtowaniu postaw ekologicznych? Prowadzenie przyrodniczych obserwacji w terenie” (niżej slajdy z wykładu w formie prezentacji, a
Kiedy na początku listopada znajomy podrzucił mi zdjęcie i krótki filmik tego niesamowitego owada, to w pierwszej chwili pomyślałem, że to jakaś mistyfikacja. Takie coś to przecież nie może żyć. Bo jakby się taki motyl poruszał a zwłaszcza fruwał? Może ktoś do odwłoka motyla nocnego coś po prostu przyczepił? A może jakiś pasożyt? Zdjęcie łatwo byłoby zmanipulować, ale filmik nakręcony telefonem komórkowym?


W tym roku uczyłem się (mam nadzieję, że z dobrym skutkiem) dwóch różnych metod edukacji i przekazywania treści wykładowych. Pierwsza średniowieczna, a więc archaiczna, a druga nowoczesna, rodem z XXI wieku. Mam na myśli teatr ilustracji kamishibai oraz internetowe webinarium. Co te dwie metody łączy? Zdawałoby się, że są od Sasa do Lasa. Łączy je ewolucja człowieka i kulturowa ewolucja metod komunikacji. O tym ostatnim opowiadam także w tradycyjnej, wykładowej formie na uniwersytetach trzeciego wieku, nie tylko w Olsztynie.