Skończyłem właśnie czytać „Wielką historię Polski. Tom 1. Najdawniejsze dzieje ziem polskich(do VII w). Dzieje Polski piastowskiej (VIII w. 1370)” Piotra Kaczanowskiego, Janusza Krzysztofa Kozłowskiego i Jerzego Wyrozumskiego, wydaną przez Świat Książki w 2003. Kupiłem kiedyś i stała na półce. Czekała. Napisana przez humanistów ale bez błędów w nazwach gatunkowych (Homo sapiens, Homo ececrus itd. pisane właściwie). Czyli można. I to lektura tej książki skłoniła mnie do refleksji migracyjnych. Opowieść historyczna zaczyna się od ewolucji człowieka i antropogenezy (nie licząc wyjaśnienia czym jest prehistoria, protohistoria i archeologia). Z oczywistych względów autorzy nie wspominają o Denisowianach (bo wtedy, gdy książka powstawała, jeszcze o ich istnieniu nauka nie wiedziała). Człowiek to istota bardzo wędrowna. Zaczęło się od człowieka wyprostowanego (Homo erectus). Żył na Ziemi znacznie dłużej od nas, a z Afryki do Europy dotarł już ponad milion lat temu. To był pierwszy człowiek (bo rodzaj Homo) Europy i terenów, obecnie zajmowanych przez Polskę. Homo erectus zamieszkiwał Europę dłużej niż my, z Neandertalczykiem włącznie. W każdym razie Homo erectus też by l imigrantem (afrykańskim).
Potem w Europie pojawił się Homo heidelbergensis, też przywędrował z Afryki. Ale już Neandertalczyk (Homo neanderthalensis) najpewniej powstał w Europie (właśnie z Homo heidelbergensis). Można więc powiedzieć, że jest w pełni pierwszym 100% Europejczykiem. Najbardziej tutejszy. W Afryce potomkiem Homo heidelbergensis był człowiek myślący (Homo sapiens). Jakkolwiek na Bliskim Wschodzie pojawił się w swojej migracji już jakieś 150-120 tys. lat temu, to w Europie pojawił się około 40 tysięcy lat temu. Od miejsca znalezienia tych pierwszym ludzi współczesnych nazywamy Kromaniończykami. Bez wątpienia byli imigrantami. I zastali w Europie Neandertalczyka. Te dwa gatunki żyły razem może i kilka tysięcy lat. Sadząc po genach musiały się krzyżować. I tak Europejczycy mają w swoim genomie jakieś 2-4% genów po Neandertalczykach – pierwszych Europejczykach z ewolucyjnej krwi i kości .
Wędrowny Homo sapiens zasiedlił wszystkie dostępne kontynenty. Dotarł dalej niż Homo erectus. Mało wiemy co się działo z człowiekiem w Europie przez kilkadziesiąt tysięcy lat. Na pewno też się populacje przemieszczały i migrowały. Niedawno Brytyjczycy zrekonstruowali pierwszego (znalezionego) mieszkańca Wysp Brytyjskich. Dzięki badaniom DNA odtworzyli nie tylko jego wygląd fizyczny ale także kolor oczu, skóry i włosów. Jeśli interpretacja genów jest poprawna to ów pierwszy Brytyjczyk był ciemnoskóry, miał niebieskie oczy i ciemne, kręcone włosy. Podobni ludzie zamieszkiwali wtedy całą Europę. To dopiero późniejsza migracja ludności rolniczej z Bliskiego Wschodu przyniosła… znacznie jaśniejszy, jasny kolor skóry.
Od rewolucji neolitycznej i powstania osiadłych społeczności łatwiej było archeologom śledzić wędrówki ludzi, bo pozostawało znacznie więcej wytworów kultury materialnej. I tylko na obszarze współczesnej Polski przez tysiące lat obserwować można ślady, które wskazują na liczne wędrówki i coraz to nowych imigrantów. Najpierw na tereny obecnej Polski przywędrowali rolnicy, najpewniej z terenów delty Dunaju. Praindoeuropejczycy też nie mieli swojej ojczyzny w „Polsce”, a wypierając starszą ludność Europy zasiedlili niemalże cały kontynent. U nas byli kolejnymi imigrantami.
Nie wiemy kim byli mieszkańcy Biskupina i kultury Łużyckiej. Znamy tylko ich kulturę. Jeszcze przed naszą erą na tereny współczesnej Polski dotarły plemiona celtyckie a potem germańskie (kultura przeworska, kultura wielbarska). Docierały także najazdy koczowników ze stepów Azji. Zostawiali geny i kulturę.
Nowi przybysze mieszali się z wcześniejszymi osadnikami. Słowianie dotarli gdzieś w V wieku (ślady archeologiczne znane od VI w.). Nie licząc północno-wschodniej Polski, gdzie zamieszkiwały kultury identyfikowane z Prusami. Nowi mieszkańcy w całości nie wymieniali ludności wcześniejszej. Widać zmiany kultury ale sądząc po genach duży odsetek pierwotnej ludności zawsze zostawał. I trwał.
Czyli przez ostatnie około tysiąc lat było już całkowicie swojsko? Słowiańsko-polsko? Nic z tych rzeczy. Cały czas docierali do nas nowi migranci, czasem pokojowo, czasem w formie najazdów. Dotarli Żydzi, Cyganie (ci ostatni aż z Indii) i wielu osadników z każdego krańca Europy. My także nie siedzieliśmy w miejscu. Ślady te można zobaczyć w genach, cechach fizycznych jak i genealogii.
Można powiedzieć, że jestem 100% przykładem obywatela Rzeczypospolitej, po ojcu z Korony, po mamie z Litwy. Płynie we mnie więc krew mazowiecka (polska), litewska, tatarska, białoruska (tak w uproszczeniu – jakbym bardziej poszperał to się jeszcze więcej znajdzie). Biologia i archeologia jednoznacznie dowodzi, że wszyscy w Polsce jesteśmy imigrantami. To cecha typowa dla gatunku Homo sapiens, niezwykle ruchliwego i wędrownego. Każda kultura, w tym i „polskość”, powstawała na skutek mieszania się różnych fragmentów kulturowych, zapożyczeń, integracji. Ta różnorodność jest bogactwem. Zmienia się kultura, zmienia się język jak i poczucie tożsamości. Współczesna polskość to… wytwór w zasadzie dziewiętnastowieczny. Odwołujemy się co prawda w historii do Piastów i Jagiellonów ale to tylko malutki fragment naszej wielokulturowej tożsamości.
Warto znać swoją historię. Dogłębnie a nie po łebkach w stadionowym wydaniu. Wtedy można lepiej rozumieć nie tylko świat, ale i własną tożsamość i własną kulturę.
Do elementów biologicznych, archeologiczny i historycznych dorzucę jeszcze jeden ważny dla mnie aspekt. Jestem katolikiem i mocno przemawiają do mnie słowa papieża Franciszka: „Powiedziałem też zdanie, które dzieci migrantów nosiły potem na koszulkach: „Nie jestem niebezpieczny, jestem w niebezpieczeństwie”. Nasza teologia jest teologią uchodźców. Wszyscy bowiem nimi jesteśmy, od chwili powołania Abrahama poprzez wszystkie migracje ludu Izraela. Sam Jezus był uchodźcą, imigrantem. Poza tym egzystencjalnie, poprzez wiarę, jesteśmy migrantami. Godność ludzka niesie ze sobą konieczne wezwanie do „bycia w drodze”. Gdy mężczyzna lub kobieta nie jest „w drodze”, jest mumią. Muzealnym eksponatem. Ktoś taki nie jest żywą osobą. Chodzi nie tylko o to, by być w drodze, lecz by także iść drogą. Drogą się podąża. W pewnym hiszpańskim wierszu czytamy: „Podążamy drogą, idąc”. A iść to komunikować się z innymi. Idąc, spotykamy innych. Podążanie drogą leży być może u podstaw kultury spotkania. (…) Mówię to, ponieważ nie należy odpychać osób, które są w drodze. Byłoby to bowiem odpychanie od siebie komunikacji.”
Czytaj także:

Informacja o powstaniu nowego gatunku zięb Darwina na archipelagu Galapagos, opublikowana przez małżeństwo Grantów i współpracowników, wywoła duże zainteresowanie i swoistą sensację w wielu mediach. Oto zaobserwowano bardzo szybkie powstanie nowego gatunku (w ciągu dwóch pokoleń tych ptaków) w wyniku krzyżówki międzygatunkowej. Szybkość i sposób nie mieści się w klasycznym modelu darwinowskiej ewolucji. Cóż to oznacza?
Do działania sprowokowały mnie dwie informacje z dwóch różnych książek. A może nawet kilku. W każdym razie skłoniły mnie nie tylko do rozważań, jak wpływają współczesne nowe media na funkcjonowanie mózgu (co w nim zmieniają?), ale i do szybkiego eksperymentu.
Ewolucja człowieka i naszego mózgu intryguje od lat. Mimo wielu badań i wielu nowych faktów ciągle zostaje sporo niewiadomego. „Potęga mózgu. Jak ewolucja życia społecznego kształtowała ludzki umysł” trojga autorów” Clive Gamble, John Gowlett, Robin Dunbar, wydana w Krakowie w 2017 roku, jest popularyzatorskim pokłosiem dużego projektu badawczego (psychologia, socjologia i archeologia). Przedstawia dokładnie teorię (hipotezę) mózgu społecznego, mówiącą, że to życie towarzyskie (w tym plotki) odpowiedzialne było za ewolucyjny wzrost mózgu. Jedna, zintegrowana opowieść o ewolucji człowieka. Wszystkiego nie ma (wielu innych, konkurencyjnych hipotez-opowieści nie zawarto), ale jest bardzo dużo aktualnych informacji i spójnej wiedzy. Jest to zajmująca opowieść o tym, „jak w toku ewolucji nasze mózgi społeczne wytworzyły zdolność myślenia globalnego”. Główna teza: „odwieczny związek między naszymi mózgami (…) a wielkością, podstawowych jednostek społecznych, w jakich żyjemy”. Mózg społeczny umożliwia tworzenie i utrzymanie relacji z większą liczbą współplemieńców. Liczba Dunbara wynosi 150 osób. Te zależności ukształtowały się wiele tysięcy lat temu. A teraz istniejemy w znacznie większych społecznościach. I jak sobie radzimy?
Stulecie badań nad ludzkim mózgiem. Ale w rzeczywistości coś znacznie więcej. Jeśli dowolnej, jednej rzeczy przyglądać się (rozważać) wystarczająco długo, to można zobaczyć i zrozumieć cały świat. Bo świat jest całością wielu elementów ze sobą powiązanych różnymi relacjami.
Na wykładach można mówić, przedstawiać fakty, liczby, przykłady. Jednakże metoda podająca jest niewystarczająca. Kiedy się czegoś doświadcza, to łatwiej zrozumieć i zapamiętać. Wiedzę można stopniować: wiem, rozumiem, działam. Żeby zrozumieć, to trzeba najpierw wiedzieć. Ale samo „wiedzenie” nie oznacza jeszcze zrozumienia. Żeby działać, to trzeba wiedzieć i rozumieć. Ale można wiedzieć i rozumieć a nie potrafić działać czyli zastosować w praktyce swojej wiedzy, wyniesionej ze szkoły czy uniwersytetu.
Gdy środowisko się zmienia to zmieniają się i ekosystemy: jedne gatunki wymierają (czasem masowo), inne na drodze ewolucji powstają. Podobnie chyba dzieje się w kulturze: gdy zachodzą duże zmiany to dotykają one wielu aspektów życia ludzkiego, w tym różnorodnych instytucji i stylów życia. Mezozoiczne wymieranie dinozaurów związane było z dużymi zmianami środowiska w skali całej biosfery. Można mówić o masowym wymieraniu. Wśród przyczyn wymienia się zmiany klimatu i uderzenie asteroidy.
Z perspektywy blisko już 30 lat postkomunistycznej transformacji widać duże zmiany w mentalności społecznej Polaków, zwłaszcza w oddolnych działaniach i umiejętności dzielenia się z innymi (to co nazywamy dobroczynnością). To nie tylko Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy ale i mnóstwo drobnych akcji.
W ostatnich latach sporo energii poświęcam na zajęciach ze studentami na rozważania czym jest nauka i czym jest metoda naukowa, jak powstaje wiedza. Ostatnio w jednej z prac zaliczeniowych znalazłem takie zdanie, które mnie sprowokowało do dłuższej wypowiedzi: „eseje zawierały definicję (….) w oparciu o artykuł z Wikipedii – to nie jest źródło wiarygodnej wiedzy, jest to strona, którą każdy z nas bez problemu może edytować w swoim domu!”
Czasami oglądając się wstecz można więcej zobaczyć. Zwłaszcza jeśli chodzi o procesy. Dzisiaj obchodzimy siedemnaste urodziny Wikipedii i możemy wyraźniej zobaczyć skutki trzeciej rewolucji technologicznej. Teraz, gdy mamy w zasięgu mobilny internet. W każdej chwili możemy zajrzeć do przepastnych zasobów internetowych, w tym do największej i ciągle rozwijającej się encyklopedii – Wikipedii. Prekursora otwartych zasobów.