Ocenianie studentów

Jak oceniać?
Czy powiedział wszystko (co ja uważam za ważne*) czy też powiedział z sensem?

To pierwsze to nacisk na przerost wiedzy pamięciowej nad wiedzą funkcjonalną. Jest samochód, składa się z takich a takich części… ale czy jest sprawny, czy jeździ, czy jest wygodny?
A w końcu czy potrafisz kierować samochodem? Co ci z wiedzy o śrubkach jak nie potrafisz uruchomić i pojechać? Fakt, bez wiedzy o śrubkach nie pojedziesz, nie poradzisz sobie w kłopocie i sytuacji niestandardowej.

Systemem oceniania nakłaniamy studentów do takiego lub innego modelu uczenia się i traktowanie jednych rzeczy za ważne, innych za mniej ważne.

Ja mam ciągle kłopoty z ocenianiem i ciągle mam wątpliwości. Nie jest to przyjemna czynność – oceniać innych – bo wiąże się z odpowiedzialnością…

*
a skąd pewność, że moja wiedza jest wzorcem i najwłaściwszym punktem odniesienia? Wiem wszystko i najlepiej?

Finansjalizacja czyli czym się różni wartość rzeczy od ceny

Są rzeczy ważne i mniej ważne. "Nie ucz dziecka jak być bogatym. Naucz go jak być szcześliwym, a będzie znało wartość różnych rzeczy, a nie ich cenę."

Uniwersytety – moim zdaniem – to nie tylko miejsce kształcenia zawodowego. Przede wszystkim to miejsce, gdzie powinniśmy uczyć studentów jak być szczęśliwymi. Do szczęścia potrzebne jest rozumenia świata wokół nas. A do rozumienia potrzebna wiedza.

Finansjalizacja, to postępująca zamiana relacji na transakcje (mylenie wartości rzeczy z inch cena).
„Od 30 lat finansjalizacja dewastuje kolejne sfery życia społecznego. Zamienia pacjenta w klienta, a lekarza w dostawcę usługi medycznej. Ucznia zamienia w nabywcę oferty edukacyjnej, nauczyciela czyni jej wykonawcą. Czytelnika czy widza przemienia w target reklamowy, wierzyciela w anonimowego posiadacza prawa do kredytu, które może w każdej chwili komukolwiek odstąpić, z adwokata czyni przedstawiciela prawnego, z dziennikarza – mediaworkera, z naukowca – dostawcę wiedzy lub innowacji itp. Istotą przestaje być treść relacji, a staje się wartość transakcji.”

Więcej

Jacek Żakowski

NEETs po studiach i rola wolontariatu

NEETs (od angielskiech słów not in employment, education and training – nie pracują, nie kształcą się, nie dokształcają) jako zjawisko społeczne trafili do statystyk w roli indykatora poziomu życia i stanu społeczeństwa oraz gospodarki. Do bycia NEET predysponuje kilka czynników, m.in. słabe wykształcenie. Ale w wielu krajach pokolenie "nic" to również absolwenci uczelni wyższych: licencjaci i magistrowie. Wniosek z tego taki, że nie każdy dyplom to wykształcenie i że część uczelni i kierunków daje tylko produkt wyszktałceniopodobny…

Do innych czynników spychających w NEETs należy zamieszkanie na źle skomunikowanej prowincji, bycie imigrantem, niepełnosprawność, bycie dzieckiem bezrobotnych lub rozwiedzionych. Trudniej w takim środowisku się odnaleźć i odszukać swój sens życia. Bo pokolenie "nic" to nie tylko bezrobocie ale i swoista alienacja i brak perspektyw, apatia i brak motywacji.

Kolejnym ważnym czynnikiem spychającym w NETTs są ewentualne trudności w znalezieniu pierwszej pracy. Absolwenci z dyplomem pytani są o doświadczenie. A kiedy mieli zdobyć doświadczenie zawodowe, gdy się uczyli? Nierozwiązywalna kwadratura koła? Bynajmniej. Można zdobywać doświadczenie chociażby poprzez wolontariat. Na uniwersytecie koniecznie trzeba robić więcej niż tylko chodzić na zajęcia i pilnie odrabiać lekcje. Być może ważniejsza jest aktywność w klubach, zespołach muzycznych, kołach naukowych, dorabianie w barach i pracach dorywczych, udział w akcjach charytatywnych itd.

Ale zanim dojdę do przedświątecznych konkluzji jeszcze jedna refleksja i jeden obrazek. Wiele ciekawych reform padło bo… zabrakło przekonywania. Mówiono co należy zrobić, jak i kiedy…. ale nie dlaczego. Zabrakło stylu śp. ministra Jacka Kuronia. Podobnie w wielu przedsiębiorstwach: wydawanie poleceń i słabe rezultaty (nawet mobbing). Przyczynę tej niefunkcjonalności uświadomiłem sobie wczoraj, w rozmowie z panią poseł Beatą Bublewicz. Jako socjolog i bystry obserwator rzeczywistości naprowadziła mnie na małe "odkrycie" (w wartościowej dyskusji tworzy się rzeczy nowe, swoistą "wartość dodaną"). Otóż ogromnej liczbie ludzi brakuje doświadczenia wolontariatu i pracy społecznej. Wolontariusza nie można zmusić rozkazem ani służbowym poleceniem pod groźbą zabrania premii. Wolontariusza trzeba przekonać. Inaczej pójdzie sobie do domu… Pracodawca powinien umieć przekonywać, pokazywać cele i uzasadnianie. Ludzie potrzebują sensu do działania.

Tak więc doświadczenie zdobyte w wolontariacie jest niezwykle przydatne w życiu zawodowym. Uczy przekonywania ludzi i bardziej efektywnego zarządzania czy to małym przedsiębiorstwem czy dużymi reformami. Na dodatek daje doświadczenie zawodowe.

W tym sensie uczelnie powinny nie tylko namawiać do wolontariatu ale i tworzyć odpowiednie warunki. Nie zamęczać zbyt napiętym planem zajęć obowiązkowych. Musimy dać sposobność i czas naszym studentom na własny rozwój, na pracę w wolontariacie, na rozwijanie swoich zainteresowań, na swobodne poszukiwanie. Tylko wtedy będzie to dobre wykształcenie, gwarantujące nabycie ważnych (i niezbędnych!) kompetencji społecznych.

Dawne dziedziczenie zawodów zachowało się tylko w klasie kreatywnej: wśród lekarzy, prawników, naukowców, artystów. Czy nasz uniwersytet kształci przyszłe elity – klasę kreatywną? To pytanie warto sobie stawiać nieustannie. Bo jest to w gruncie rzeczy pytanie o jakość kształcenia i ewentualne zasilanie pokolenia NEETs.

Studencie, idą święta, pomóż innym … i sobie :). Jest na pewno okazja włączyć się do licznych akcji charytatywnych, kulturalnych, społecznych itd.

Wołanie absolwentów z puszczy

Porozjeżdzali się absolwenci po świecie, po miastach, wioskach i puszczach, i teraz czasem listy piszą. A jakże, elektroniczne i to z dzikiej puszczy: "założyłam blog. Całe dwa dni temu. jeszcze nie umiem go dobrze obsłużyć ale … ". Rzeczony blog pisany jest ze środka Puszczy Kampinoskiej: http://mojapuszcza.blog.pl/

Byłem, widziałem, potwierdzam: zaskoczenie totalne. Tuż przy wielkiej Warszawie całkiem dzika i niedoceniana (nieodkryta) przyroda. Jakby zatrzymanie w czasie. Do tej pory były to badania drobne (z mojej strony), w odniesieniu do chruścików i innych owadów wodnych. I oczywiście za sprawą absolwentów, którzy tam – w puszczy – osiedli i gościnie zapraszają. Kolejni studenci i absowlenci pojechali na staże. Tak oto absolwenci, tęskniąc za Warmią i Mazurami, w puszczę "swojaków" ciagną. Mazowiecka puszczę.

List brzmi jak ponaglenie, aby wyniki badań nad chruścikami Puszczy Kampinoskiej wreszcie opublikować…. Zatem wpisuję do kolejki zadań pilnych i ważnych.

A Warmiaczkę w dalekiej puszczy pozdrawiam ciepło i nerwikowo.

Tiramisu, transplantacja i Tydzień Otwartej Edukacji

W poniedziałek rano, o 8.45 rozpoczęło się seminarium licencjackie ze studentami biotechnologii. Była kawa i tiramisu. I tak rozpoczęliśmy Tydzień Otwartej Edukacji. Co ma do tego ciasto, herbata i kawa? Sporo, ale po kolei.

W dzisiejszej Gazecie Wyborczej można przeczytać o apelu noblistów, aby Unia Europejska nie oszczędzała na nauce: "Wiedza nie zna granic, ryzykujemy utratę pokolenia utalentowanych naukowców w momencie, gdy Europa potrzebuje ich najbardziej." A wcześniej z wielu źródeł płynęły sygnały, że otwarta nauka i łatwy dostęp do wiedzy naukowej sprzyja kreatywności i innowacyjności gospodarczej. Zbyt restrykcyjne prawo autorskie może być hamulcem (a przede wszystkim nieznajomość tego prawa). Ale nawet w obrębie obowiązujących przepisów wiele można zrobić w ramach upowszechniania wiedzy. Nowoczesne technologie i internet ułatwiają to zadanie. Ale trzeba je praktycznie poznać, a nie tylko czytać o nich w gazetach lub słuchać na wykładzie. Od samego czytania książki kucharskiej nikt jeszcze kucharzem nie został. Trzeba spróbować, nawet jeśli na początku nawet woda się przypala :).

Dostęp do wiedzy demokratyzuje się i otwiera na niespotykaną dotąd skalę. Możemy być w tym aktywni. Nowoczesne technologie komunikacji sprzyjają wzrostowi wydajności oraz innowacyjności naukowej. Czy kawa i ciasto na tradycyjnym seminarium akademickim jest objawem innowacyjności? W pewnym sensie tak, bo jest to przełamywanie utartych schematów i rutyny "klasowo-lekcyjnej". Uczenie się nie musi być męczarnią. W poniedziałek rano wielu studentów przychodzi na zajęcia bez śniadania, a zaplecze socjalne jest jeszcze mizerne. Udostępnienie studentom czajnika elektrycznego nie jest wielkim wyczynem…. Zdobywanie wiedzy może być przyjemnością. A skromny poczęstunek jest próbą zbliżania do prawdziwych spotkań naukowych. Przerwa kawowa jest tam standardem. Tworzenie przyjaznej przestrzeni do dyskusji jest ważną umiejętnością i kompetencją społeczną. Ważną, nawet dla biotechnologów. Studenci uczą się więc "do rzeczwistości" a nie sztucznego, nieprawdziwego świata, gdzie udaje się przed sobą zainteresowanie…

Ruch otwartej nauki rozwija się (dlaczego miałby omijać Olsztyn i Wydział Biologii i Biotechnologii?). W szerszym kontekście nazywany jest ruchem na rzecz wolnej kultury. Wiedza i kultura traktowane są jako dobro wspólne i powinniśmy zapewniać możliwie szeroki i swobodny dostęp do treści wszelkiego rodzaju. Najczęściej studenci biorą w tym udział jako bierni odbiorcy… Ale mogą też aktywnie upowszechniać wiedzę. Dzielić się swoją fascynacją i radością odkrywania tajemnic świata (mniej lub bardziej molekularnego).

Na poniedziałkowym seminarium student biotechnologii wygłosił referat pt. "Transplantacja narządów wyzwaniem dla biotechnologii". W seminarium uczestniczyli nie tylko studenci "z grupy", ale i z innych grup oraz z innych wydziałów. To pierwszy krok ku upowszechnianiu wiedzy i ku autentycznym dyskusjom (na prawdę a nie tylko "na zaliczenie"). Zaczynamy w ramach seminarium licencjackiego… ale w planach są wystąpienia studentów, upowszechniające odkrycia biotechnologiczne, także poza murami uniwersytetu. I myślę, że nie tylko w formie referatów w liceach czy nawet w olsztyńskiej kawiarni naukowej, ale i w formie internetowej. Możliwości jest wiele. Wspólnie poszukamy.

Idea otwartej nauki (zdobywania wiedzy, poznawania świata) obejmuje różne projekty promujące otwarte modele komunikacji naukowej, wykraczającej poza wąskie ramy jednej dyscypliny czy jednego kraju. Dlaczego z innowacyjnością czekać do dyplomu i do opuszczenia murów uniwersytetu? Dlaczego nie zaczynać od zaraz?

A co z tym tiramisu? Upieczone zespołowo. Uczenia się pracy zespołowej można zacząć od pieczenia ciasta i zmywania naczyń. Potem można przygotowywać małe projekty, związane z otwartą edukacją, a potem…. zakładać własne biotechnologiczne przedsiębiorstwa. Nawet i "w garażu". Naszym bogactwem jest kapitał ludzki. O wiele cennniejszym nawet niż gaz łupkowy. Byleby nam ten kapitał się zbytnio nie ulatniał za granicę :).

Tydzień Otwartej Nauki jest dobrym pretekstem, aby uczynić kolejny, niewielki krok. To nic, że niewielki kroczek, ważne, że w dobrym kierunku!

Łuskanie fasoli i darcie pierza w… rezerwacie przyrody

Niewątpliwie świat się zmienia szybciej niż nasze społeczne do niego dostosowanie. Tak jak ekologiczne prawo Czerwonej Królowej: trzeba szybko biec, aby zostać w tym samym miejscu. Gatunki nie są przystosowane do środowiska (ono się zmienia i ciągle "ucieka"), gatunki nieustannie się przystosowują. Jest więc ciągle jakaś sfera nieprzystosowania. Podobnie z naszymi społecznymi przyzwyczajeniami.

Człowiek to istota społeczna. Chcemy być wśród ludzi, chcemy do nich mówić, chcemy się komunikować. Ale jak być ze sobą we współczesnym świecie? Nie zbieramy się w chacie, aby wspólnie łuskać fasolę, drzeć pierze, międlić len czy robić pranie (precę wykonuja urządzenia a my nie mamy pretekstu do zbiorowego spotkania). Coraz mniej mamy okazji do bycia aktywnego ze sobą. Facebook czy blog nie wystarczy. E-komunikacja tylko ułatwia komunikację, ale jej nie zastępuje.

Na nowo więc musimy wymyślać przestrzeń publiczną i nowe sposoby aktywności. Takim pomysłem była wspólna studencko-rodzinna wyprawa do Pieniężna i Rezerwatu Dolina Rzeki Wałszy. Celem było posprzątanie, czyli zbieranie śmieci. Zrobić coś sensownego dla świata a przy okazji pobyć ze sobą. Poznać się. Czy po prostu pobyć w przyrodzie. Poszukać sensu życia swojego i zbiorowego, delektując się pięknem złotej polskiej jesieni. Pokontemplować kulturowe i przyrodnicze dziedzictwo Europy i własnego kawałka lokalnej ojczyzny…

Zrozumieć społeczeństwo, zrozumieć przyrodę, zrozumieć swoje kulturowe dziedzictwo. Gdzież lepiej rozmyślać jak nie w czasie aktywnego spaceru w przepięknej, warmińskiej przyrodzie?

(więcej zdjęć tu i tu.)

ps. śmieci w rezerwacie było niewiele. To powód do optymizmu. Większość przyniesiona została przez rzekę Wałszę z Pieniężna i innych miejscowości. To dobry symbol tego, że nie da się chronić przyrody tylko u siebie – trzeba globalnie. Ale jedną butelkę przywiozłem do domu, do pomalowania. Inną, już pomalowaną, zostawiłem w prezencie. To taki mój ślad na Ziemi: pozbierać śmieci i zostawić coś odzyskanego. Nieskomplikowane czynności codzienne sprzyjające rozmyślaniom.

Kiedy zwątpisz – patrz na efekty

Jeśli myślisz rok naprzód – sadź ryż

Jeśli myślisz 10 lat naprzód – sadź drzewo

Lecz jeśli myślisz 100 lat naprzód – ucz ludzi

(przysłowie chińskie)

Gdy przytrafiają się chwile zwątpienia, warto spojrzeć na efekty. Ale te długofalowe. Praca nauczyciela jest trudna, bo do końca nie wie, czy jego wysiłki przynoszą jakiekolwiek wyniki. Jest to frustrujący zawód. Gdy się traktorem orze pole, to po pół godzinie widać efekty. Ale wiedzy nie widać…. Nauczyciel nie bardzo widzi, czy jego praca przynosi coś dobrego. Rzuca ziarno… i czeka czy coś wykiełkuje.

W chwilach zwątpienia warto poszukać jakichklolwiek namacalnych efektów własnej pracy. Ja sobie odgrzebałem maila sprzed kilkunastu dni:

"Witam. Profesorze chciałam się pochwalić tym, iż referat który czytał profesor i pomagał mi wybrać najważniejsze z niego rzeczy do prezentacji, dostał wyróżnienie na konferencji na UWM Olsztyn. Natomiast wczoraj w nocy wróciłam z kolejnej konferencji ze Szczecina, gdzie razem z A.P. prezentowałyśmy inny temat ale podobny, bo dotyczył świata wartości osoby pozbawionej wolności na 20 lat i dostałyśmy III miejsce. Wczoraj dostałam zaproszenie na konferencję do Torunia i już mam pomysł na temat
pracy. Zachęciłam do niego dwie koleżanki, więc mamy do środy czas, aby (…) napisać pracę oraz prezentację. Pozdrawiam i dziękuję za wszelką pomoc jaką otrzymałam od Profesora, bo dzięki Profesorowi mam chęć, by na konferencjach się pokazywać. E. P."

A nauczycielom życzę udanego wakacyjnego wypoczynku i naładowania intelektualnych akumulatów…

Studiowanie jest wielkim umartwianiem się…

„Studiowanie jest wielki umartwieniem, dla mnie okazało się prawdziwą gehenną, bo nie cierpiałem bezmyślnego wkuwania. Ma ono oczywiście swoje złe, ale i dobre strony, bo poznawanie pojęć musi prowadzić do prawdy, choć pojęcia same w sobie nie są prawdą, niekiedy mogą nawet ja przesłaniać.”

Joachim Badeni OP

Mnie również bezmyślne wkuwanie denerwowało i irytowało. A przecież ludzie potrzebują sensu a nie powierzania wykonania poleceń. Chcą być uczestnikami, wartościowymi uczestnikami a nie narzędziami bezmyślnie wykonującymi polecenia. Bez względu czy chodzi o polecenie „wykucia na pamięć” w czasie nauki szkolnej czy uniwersyteckiej, czy też wykonywania poleceń w pracy zawodowej. Nie należy wymagać posłuszeństwa, jeśli się wcześniej nie pokazało celu! Przekonywać i pokazywać sens. Także wtedy, gdy czegoś trzeba się nauczyć na pamięć – bo i taka umiejętność jest czasem potrzebna.

Tak jak ostrzenie piły – przypominanie o celu i sensie: marnuje się niby czas na przerwanie piłowania, aby naostrzyć piłę, ale potem piłowanie idzie szybciej i sprawniej. Chodzi o sens a nie rytuał. Za mało czasu na przekonywanie, uzasadnianie? To tak, jak piłować tempą piłą…

Studia powinny być poszukiwaniem sensu a nie odtwarzaniem rytuału.

 

Coś do pooglądania przed wykładem z ochrony środowiska

Rozpocząłem wykłady z ochrony środowiska dla studentów biologii (licencjat). Poza informacjami i faktami główny nacisk jak zwykle położony będzie na zrozumienie tego, co wokół nas się dzieje … i ma związek ze stanem środowiska przyrodniczego w szerokim sensie. Czyli jaki związek ze stanem środowiska mają protesty "oburzonych", jaki związek z kryzysem finansowym, klęskami żywiołowymi a nawet jaki jest związek między sprzeciwem wobec ACTA a ochroną środowiska. Daleko jedno od drugiego, czyli co ma piernik do wiatraka? Elementem łączącym jest konsumpcja i przestrzeń publiczna (zasoby publiczne to nie tylko dostęp do wiedzy i kultury).  

Potrzeba nabywania luksusowych artykułów wynika z utożsamiania konsumpcji z awansem społecznym. Z tego powodu zadłużamy się, aby kupować zupełnie zbędne urządzenia, stawiamy samochód pod blokiem (bo w Polsce samochód jest jeszcze synonimem zamożności i sukcesu) oraz budujemy w Olsztynie buspasy w miejscach zupełnie zbędnych. 
W tradycji akademickiej wstęp na wykłady jest wolny, można więc przyjść i posłuchać (sala P13, środy 14.00-15.30). W przyszłym tygodniu, w ramach Tygodnia Otwartej edukacji jeden z wykładów chyba uda się transmitować w internecie. Bo nie ma co po próżnicy ględzić o otwartej edukacji, trzeba próbować ją realizować w każdych warunkach i powoli uczyć się wykorzystywać dostępne technologie.
A dla studentów lektura do obejrzenia i przemyślenia, w ramach uzupełnienia wykładów i materiałów na ćwiczenia. 

Eksperyment z reklamami na blogu

Od młodych ludzi, od uczniów czy studentów, też wiele można się nauczyć. Tak jak od każdego innego człowieka. Ale żeby coś studentom polecać na zajęciach wcześniej sprawdzam na sobie. Po prostu nie wpuszczam swoich studentów w "niesprawdzone maliny", nie są dla mnie "mięsem armatnim", czy jak w Armii Czerwonej nie prowdzę rozpoznania walką (wysyłanie żołnierzy na bunkier, aby sprawdzić co tam jest). Jeśli już to razem z nimi uczetniczę w eksperymentach.

W dydaktyce często wykorzystuję metodę projektu i nauki przez działanie. Czasami są to prośrodowiskowe projekty. Ponad rok temu, w czasie jednej z akcji zbierania elektrośmieci, studenci na swoim blogu (założony na potrzeby akcji) włączyli funkcję reklamy. Pomyślałem, że to może dobry pomysł, aby kolejnym rocznikom podpowiadać już pomysły przynoszące jakieś wsparcie finansowe realizowanych projektów. Postanowiłem sprawdzić, jak to działa i włączyłęm funkcje reklan na niniejszym blogu.

Po rocznym egzystowaniu reklam, zarobiłem 8 zł i 54 grosze :). Biorąc pod uwagę, że wypłaty następują od kwoty 10 zł, nie zarobiłem nic. A mój blog ma stosunkowo dużą oglądalność. Skoro tak, to nie będę łudził studentów, że mogą w ten sposób zarabiać. Można oczywiście prosić innych o klikanie na reklamy (np. ty kliknij u mnie, a ja u ciebie), ale będzie to pozorowana i udawana działność "biznesowa". Substytut.

Przecież i tak najczęściej reklam w ogóle nie czytamy. Traktujemy jako spam, nawet wtedy, gdy jako wredne okienka wyskakujące przesłaniają czytaną treść. Nie reagujemy (tak jak kiedyś) na reklamy telewizyjne, radiowe, prasowe, internetowe, czy papierowe ulotki znajdowane w skrzynce listowej. Bez czytania wyrzucamy na śmieci (w sumie to marnowanie zasobów środowiska). Po co taka bezproduktywna i nieskuteczna reklama? Masa pieniędzy idzie na produkcję beznadziejnych i tandetnych filmików reklamowych, zdjęć itd. Biznes wspiera kulturę? Nie, wspiera tandetny spam. To są paradoksy komercji i konsumpcji, życia w iluzji, że tak trzeba bo i inni się "reklamują". Lecz w zalewie informacji "sponsorowanych", szczególnie młode, sieciowe i anty-ACTA pokolenie odporne jast na taka spamową reklamę. Jednocześnie w mediach brakuje popularyzacji wiedzy. Zamiast teatrów telewizji, czy zamiast dobranocek dla dzieci, mamy potok ogłupiających reklam… w gruncie rzeczy nie oglądanych – to szum i spam kulturowy. Jakże wspaniały byłby świat medialny, gdyby chociaż w połowie czasu reklamowego pojawiły się programy objaśniające świat z treściami popularyzującymi wiedzę…

Przez dłuższy czas traktowałem te kolorowe reklamowe kwadraciki jako ozdobnik graficzny. Ale poszukam innego sposobu uatrakcyjnienie wyglądu niniejszego bloga.

Nawet nieudany eksperyment ma wartość, bo pomaga zrozumieć funkcjonowanie rzeczywistości wokół nas. W badaniach naukowych także wiele eksperymentów jest "nieudanych". Ale trzeba wykonać wiele prób, aby odkryć różnorodne prawidłowości. Najważniejszym przyrządem badawczym w nauce zawsze będzie… rozum i logiczne myślenie.