NEETs po studiach i rola wolontariatu

NEETs (od angielskiech słów not in employment, education and training – nie pracują, nie kształcą się, nie dokształcają) jako zjawisko społeczne trafili do statystyk w roli indykatora poziomu życia i stanu społeczeństwa oraz gospodarki. Do bycia NEET predysponuje kilka czynników, m.in. słabe wykształcenie. Ale w wielu krajach pokolenie "nic" to również absolwenci uczelni wyższych: licencjaci i magistrowie. Wniosek z tego taki, że nie każdy dyplom to wykształcenie i że część uczelni i kierunków daje tylko produkt wyszktałceniopodobny…

Do innych czynników spychających w NEETs należy zamieszkanie na źle skomunikowanej prowincji, bycie imigrantem, niepełnosprawność, bycie dzieckiem bezrobotnych lub rozwiedzionych. Trudniej w takim środowisku się odnaleźć i odszukać swój sens życia. Bo pokolenie "nic" to nie tylko bezrobocie ale i swoista alienacja i brak perspektyw, apatia i brak motywacji.

Kolejnym ważnym czynnikiem spychającym w NETTs są ewentualne trudności w znalezieniu pierwszej pracy. Absolwenci z dyplomem pytani są o doświadczenie. A kiedy mieli zdobyć doświadczenie zawodowe, gdy się uczyli? Nierozwiązywalna kwadratura koła? Bynajmniej. Można zdobywać doświadczenie chociażby poprzez wolontariat. Na uniwersytecie koniecznie trzeba robić więcej niż tylko chodzić na zajęcia i pilnie odrabiać lekcje. Być może ważniejsza jest aktywność w klubach, zespołach muzycznych, kołach naukowych, dorabianie w barach i pracach dorywczych, udział w akcjach charytatywnych itd.

Ale zanim dojdę do przedświątecznych konkluzji jeszcze jedna refleksja i jeden obrazek. Wiele ciekawych reform padło bo… zabrakło przekonywania. Mówiono co należy zrobić, jak i kiedy…. ale nie dlaczego. Zabrakło stylu śp. ministra Jacka Kuronia. Podobnie w wielu przedsiębiorstwach: wydawanie poleceń i słabe rezultaty (nawet mobbing). Przyczynę tej niefunkcjonalności uświadomiłem sobie wczoraj, w rozmowie z panią poseł Beatą Bublewicz. Jako socjolog i bystry obserwator rzeczywistości naprowadziła mnie na małe "odkrycie" (w wartościowej dyskusji tworzy się rzeczy nowe, swoistą "wartość dodaną"). Otóż ogromnej liczbie ludzi brakuje doświadczenia wolontariatu i pracy społecznej. Wolontariusza nie można zmusić rozkazem ani służbowym poleceniem pod groźbą zabrania premii. Wolontariusza trzeba przekonać. Inaczej pójdzie sobie do domu… Pracodawca powinien umieć przekonywać, pokazywać cele i uzasadnianie. Ludzie potrzebują sensu do działania.

Tak więc doświadczenie zdobyte w wolontariacie jest niezwykle przydatne w życiu zawodowym. Uczy przekonywania ludzi i bardziej efektywnego zarządzania czy to małym przedsiębiorstwem czy dużymi reformami. Na dodatek daje doświadczenie zawodowe.

W tym sensie uczelnie powinny nie tylko namawiać do wolontariatu ale i tworzyć odpowiednie warunki. Nie zamęczać zbyt napiętym planem zajęć obowiązkowych. Musimy dać sposobność i czas naszym studentom na własny rozwój, na pracę w wolontariacie, na rozwijanie swoich zainteresowań, na swobodne poszukiwanie. Tylko wtedy będzie to dobre wykształcenie, gwarantujące nabycie ważnych (i niezbędnych!) kompetencji społecznych.

Dawne dziedziczenie zawodów zachowało się tylko w klasie kreatywnej: wśród lekarzy, prawników, naukowców, artystów. Czy nasz uniwersytet kształci przyszłe elity – klasę kreatywną? To pytanie warto sobie stawiać nieustannie. Bo jest to w gruncie rzeczy pytanie o jakość kształcenia i ewentualne zasilanie pokolenia NEETs.

Studencie, idą święta, pomóż innym … i sobie :). Jest na pewno okazja włączyć się do licznych akcji charytatywnych, kulturalnych, społecznych itd.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s