
W zależności jak spojrzeć na nasz uniwersytet, to widzi się albo szklankę do połowy napełnioną, albo w połowie pustą. Z jednej strony wielkie i drogie inwestycje, z drugiej stały ubytek studentów. Rozwój laboratoriów i bazy dydaktycznej i związane z tym pozyskiwane duże granty pozwalają optymistycznie patrzec na przyszłość uniwersytetu. Ale z drugiej strony stale ubywa studentów, i to bardzo niepokoi. Jaka przyszłość czeka uniwersytety? Rozwój, stagnacja czy powolne "zwijanie się"?
Całkiem niedawno, idąc do radia na krótki wywiad, rozmyślałem o e-learningu i o spadającej liczbie studentów. Długi, jesienny spacer sprzyja myśleniu. Nie kusi ani komputer, ani nowinki wyczytywane w internecie, ani pilne telefony. Nic nie niepokoi i nie rozprasza. Brak pokusy pośpiechu, jakże charakterystycznej dla naszych „zagonionych” czasów i wyścigu szczurów, w czasie którego skupiamy się na coraz szybszym biegu, ale nie mamy czasu zastanowić się nad kierunkiem "tego biegu". Co z tego, że szybko, jak nie koniecznie w dobrym kierunku? Czy te wielkie inwestycje są właściwe (a może to tylko zachwyt nad wydawaniem pieniędzy)? Czego potrzebuje współczesny rynek pracy i jaskie są oczekiwania społeczeństwa, które de facto finansuje uniwersytety? Dlaczego sensowne skądinąd postulaty i zalecenia Krajowych Ram Kwalifikacji tak wolno się materializują na warmińsko-mazurskim gruncie?
Od początku obecnego roku akademickiego wraz ze studentami zacząłem sprawdzać możliwości e-learningu z wykorzystaniem dwu różnych portali społecznościowych (zasoby open source). Taki eksperyment "na sobie". W tym sensie e-learning jest dopełnieniem zajęć a nie nich zastąpieniem. Ma ułatwić komunikację a nie stanowić nauczanie programowane. Ma ułatwić pracę zespołową, zorientowaną na cel a nie wypełnianie czasu od dzwonka do dzwonka. Bo przecież dodatkowo angażuje studentów poza zajęciami, w czasie dla nich indywidualnie dogodnym. Na razie jesteśmy w trakcie tego "eksperymentu", więc na wnioski i podsumowanie stanowczo za wcześnie. Jeszcze kilka miesięcy trzeba będzie poczekać…
Poprzez internetową komunikację chcę wspólnie ze studentami tworzyć i zarządzać wiedzą, przesyłać filmiki edukacyjno-dokumentacyjne, fotografie oraz pliki tekstowe z notatkami. Uczyć się wspólnie ze studentami? Tak, bo to także znak czasu, gdy niejednokrotnie uczeń w niektórych sprawach wie więcej niż nauczyciel. Bo młodzi ludzie szybciej opanowują nowe technologie (uczeń może uczyć nauczyciela – to dodatkowy aspekt tworzenia zespołu i pracy zespołowej). Na dodatek, z psychologicznego punktu widzenia, łatwiej uczniów i studentów zachęcić do autentycznych poszukiwań, kiedy samemu się jest w jakimś stopniu ignorantem i jest się ciekawym nieznanego. Kiedy się wiele jeszcze nie wie, wtedy łatwiej wczuć się w punkt widzenia ucznia-studenta i łatwiej mówić zrozumiałym dla niego językiem. Z tego powodu często młodzi pracownicy odnoszą większe sukcesy dydaktyczne niż ci doświadczeni z dużą wiedzą… Przewagą młodych jest "niewiedza" i wynikający z ciekawości poznawczej entuzjazm (autentyczny entuzjazm).
Jak się zastanowić głębiej, to wspólne poszukiwanie i odkrywanie głęboko tkwi w tradycji uniwersytetu. Bo gdy się uprawia naukę, a nie tylko przekazywanie dawno poznanych treści, to zawsze i naukowiec i student wobec autentycznego poznania jest ignorantem. Ten model nauczyciela-ignoranta coraz bardziej przenika jednak do szkół (i bardzo dobrze!). A wspólnemu odkrywaniu sprzyja kształcenie nieformalne i pozaformalne, czego znakomitym przykładem jest sukces warszawskiego Centrum Nauki Kopernik. To pozaformalne laboratorium z własnej woli odwiedziło w ciągu roku ponad milion osób. Ludzie chcą się uczyć. To optymistyczna informacja dla uniwersytetu jako instytucji, oferującej usługi edukacyjne.
Uczenie się, poznawanie świata i nauka budzi niemalejące zainteresowanie szerokiego kręgu obywateli, od przedszkola do seniora. Jak to więc jest, że ubywa studentów a uniwersytety z niepokojem patrzą na „dziurę demograficzna”? Pracy w edukacji na pewno nie zabraknie, tyle tylko, ze „student” będzie zupełnie inny a i formy nauczania także się zmieniają. Te uczelnie, które to zjawisko dostrzegą, te poradzą sobie znakomicie z luką demograficzną wśród maturzystów. Nie tylko uniwersytety dzieci, uniwersytety trzeciego wieku czy studia podyplomowe, ale i najróżniejsze formy kształcenia na odległość z wykorzystaniem technik elektronicznych. Kształcenie ustawiczne i e-learning są przyszłością uniwersytetu, zwłaszcza w formie open source. Przecież misją uniwersytetu jest upowszechnianie wiedzy a nauka zawsze była w bardzo dużym stopniu open source :). Tak więc to tylko powrót do korzeni. A z czego się utrzymać, jeśli nie będzie "czesnego"? I z tym uniwersytety dobrze radziły sobie przez wieki.
Spacer jest dobry do refleksji, do przemyśleń i porządkowania myśli oraz doświadczeń. Bo innowacyjność to nie tylko budynki czy nowoczesny sprzęt. Bez kapitału ludzkiego nawet najnowocześniejszy sprzęt będzie się bezproduktywnie starzał w przestronnych budynkach, stając się swoistym muzeum techniki. Tak jak zakupiony telewizor, który nie rozpakowany kurzy się na strychu.
Rozum także może nieużywany "zakurzyć" się bezproduktywnie. Spacerów i ruchu nie zastąpią żadne blogi czy portale społecznościowe. Ani książki nie zastąpią dialogu z żywym człowiekiem. Inna sprawa, że mobilna edukacja ułatwić może kontakt w wiedzą pisaną elektronicznie nawet na spacerze w lesie :).


