A było to tak. Wróciłem właśnie z Wrocławia, z bardzo interesującej debaty panelowej nt. „Przekazywanie informacji naukowej i nie tylko” (9 listopada 2017 r.) (czytaj także na Facebooku). Pojechałem tam na zaproszenie studentów redagujących Miesięcznik Studentów Politechniki Wrocławskiej „Żak” oraz Centrum Wiedzy i Informacji Naukowo-Technicznej. Bardzo inspirująca dyskusja o poruszaniu się w gąszczu informacji internetowych, o sposobach pozyskiwania rzetelnej informacji w bibliotekach, zasobach elektronicznych oraz o sposobach odróżniania rzetelnych informacji od manipulacji czy dezinformacji. Pojawiło się także pytanie o powody nieprzyswajania wiadomości niepasujących do naszego światopoglądu (szerszą relację z refleksjami po tej dyskusji panelowej zamieszczę niebawem).
Pomyślałem sobie, że są jeszcze młodzi ludzie zaniepokojeni zalewem faktoidów (materiałów przypominających fakty ale faktami nie będące) i próbujących poważnie dyskutować o przyczynach pojawiania się postprawdy i sposobów odróżniania informacji prawdziwych od medialnych manipulacji. W duchu zazdrościłem Politechnice Wrocławskiej aktywnych i odważnych studentów.
I kiedy tak „zazdrościłem” na wydziałowy Fan Page na Facebooku przyszły wiadomości od naszych studentów. Alarmujących głosów było kilka, zauważyłem także na fanpage uczelnianym. Potem także na innych wydziałach. Otóż studenci zwracali uwagę na jakieś dziwne spotkanie antyszczepionkowców, zaplanowane na naszej uczelni. W pierwszej chwili pomyślałem, że chyba przesadzają. Przecież to niemożliwe, aby u nas ktoś organizował takie antynaukowe spotkania. Poprosiłem o sprawdzenie, może to jakiś po prostu fejk lub żart. Studenci podesłali materiały ze strony Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Wiedzy o Szczepieniach STOP NOP. Sama nazwa niewiele mówi, wyguglałem i poczytałem o działaniach tegoż Stowarzyszenia i wygłaszanych poglądach pana Jerzego Jaśkowskiego. Tak, niepokój naszych studentów i troska o dobre imię uniwersytetu były jak najbardziej właściwe i wskazane. I poczułem dumę – my też mamy rozsądnych i aktywnie działających studentów !
Owszem pojawia się pytanie czy uniwersytet powinien być otwartym miejscem na debaty na każdy temat. Dla nauki nie ma tematów tabu lub zakazanych (to wyjaśnię niżej). Ale pozostaje forma i rzetelność (a nie manipulacja).
W słusznej sprawie trzeba wspierać studentów. To była sobota, święto państwowe, dzień wolny. Potem niedziela, też dzień wolny. Studenci napisali list do Rektora z zamiarem zbierania podpisów od rana w poniedziałek. Aby ułatwić upowszechnienie informacji zamieściłem list studentów na blogu wydziałowym . Nie umieściłem nazwisk studentów z dwóch powodów. Po pierwsze by nie narażać ich na niepotrzebne przykrości (i było to trafne bo nawet bez nazwisk otrzymali telefon z pogróżkami, z numeru zastrzeżonego). Po drugie dopiero się organizowali i nie mieli zebranych podpisów (w sumie jak się później okazało na kilku wydziałach zebrali ponad 550 podpisów (czytaj więcej na ten temat).
15 listopada ukazał się tekst pana Jaśkowskiego, w którym nazwał mnie hunwejbinem. Młodsi czytelnicy mogą nie wiedzieć co to znaczy, otóż „Hunwejbini albo Czerwona Gwardia – komunistyczna organizacja młodzieżowa działająca w Chinach podczas rewolucji kulturalnej, w latach 1966-1968. Podobnych organizacji powstawało wówczas wiele, ale Czerwona Gwardia była najbardziej wpływowa. Dziś określenie hunwejbin jest używane na określenie członków wszystkich z nich. Chociaż według propagandy hunwejbini mieli się zajmować prowadzeniem rewolucji, to w rzeczywistości wykorzystywani byli do wewnątrzpartyjnych rozgrywek między liderami chińskiej partii komunistycznej. Czerwona Gwardia pozostawała pod rozkazami przewodniczącego partii Mao Zedonga. Popełniała liczne okrucieństwa, torturując, przetrzymując, poniżając, a niekiedy zabijając ludzi uznanych za „wrogów ludu”, do których zaliczano przede wszystkim nieliczną chińską inteligencję.” (Źródło: Wikipedia, hasło Hunwejbini https://pl.wikipedia.org/wiki/Hunwejbini)
Pan Jaśkowski użył tego epitetu ewidentnie by obrazić. Przecież nie jestem ani komunistą, ani nie prowadzę rewolucji kulturalnej itd. Taki nieuczciwy atak osobisty zamiast rzetelnych argumentów. Zwykły zabieg erystyczny, jakich w debacie akademickiej nie powinno być. Nic dziwnego, że takich prelegentów nie chcą nawet studenci („nawet”, bo młodzi ludzie mogą nie mieć jeszcze osobistych doświadczeń z manipulacjami i erystycznymi zabiegami).
Ale wróćmy jeszcze do wywodów pana Jaśkowskiego. Jednoznacznie stwierdza, że to ja jestem autorem listu do rektora. Na jakiej podstawie? Moje nazwisko widnieje jako admiratora, który zamieścił wpis na blogu. Uważa, że to z mojej strony manipulacja i podszywanie się pod studentów. Być może sądzi wedle swoich doświadczeń i wewnętrznych odczuć lub też szukał pretekstu by kogokolwiek zaatakować werbalnie. Przypisywanie mi autorstwa wynika z braku elementarnej rzetelności i zwykłej manipulacji. Albo nieporozumienia. Być może to jakieś nawykowe, niemniej typowe dla heroldów teorii spiskowych.
Dlaczego wspomnianemu stowarzyszeniu zależało na prelekcji pana Jaśkowskiego akurat w murach uniwersytetu? Przecież sal w Olsztynie nie brakuje na wszelakie spotkania duże i małe. Jak wynika z pisma pana kanclerza UWM, w zgłoszeniu stowarzyszania spotkanie zatytułowało „Edukacja w zakresie szczepień i zdrowia dzieci w tym autystycznych”. Bardzo poprawnie i daleko od pokazania poglądów głoszonych przez pana Jaśkowskiego. Typowe spotkanie edukacyjne? Gdyby nie studenci, którzy znaleźli ogłoszenie i znali poczynania tegoż Stowarzyszenia, nikt by nie zwrócił uwagi na ten sprytny kamuflaż. Wykład doktora nauk medycznych (kto by wiedział o odebraniu uprawnień?) i w murach uniwersytetu miał zapewne dodawać akademickiej wiarygodności głoszonym antynaukowym tezom. Zapewne wielu postronnych słuchaczy dałoby się nabrać na tę swoistą „mimikrę”. Stąd zapewne złość organizatorów, telefoniczne pogróżki czy wypisywane ataki na łamach portali wątpliwej jakości.
Czy na uczelni wyższej jest miejsce na każdą debatę i każdy wykład, np ruchów antyszczepionkowych? Jeśli debata, poważna to jak najbardziej, nawet z prezentacją poglądów antynaukowych. Ale z możliwością dyskusji i możliwością odniesienia się do takich poglądów. W najbliższą Noc Biologów planowana jest sesja studencka z referatami i debatą o szczepionkach i szczepieniach. Żadne poglądy nie są wykluczone z dyskusji. Ale zasady są jedne: żadnych nieuczciwych, erystycznych manipulacji. Fakty a nie faktoidy, dowody i argumentacja a nie manipulacja. Uniwersytet nie zamyka się na żadne tematy, nawet z pozoru najbardziej dziwne. To nie temat a sposób prowadzenia wywodów i debaty jest ważny i definiujący akademickość dyskusji.
Dlaczego to jest groźne?
Poglądy i sposób głoszenia treści przez ruchy antynaukowe, w tym antyszczepionkowców to także podwójne zagrożenie dla całego społeczeństwa. Po pierwsze stanowią zagrożenie nie tylko dla pojedynczych osób, oszukanych niby naukową otoczką (przecież na uniwersytecie to mówili), ale stanowią zagrożenie epidemiologiczne dla całego społeczeństwa. Równie groźne jak ataki terrorystyczne z użyciem broni biologicznej. Drugie niebezpieczeństwo to osłabiona odporność na internetowe manipulowanie i wojnę hybrydową. Już wyjaśniam, co mam na myśli.
Obowiązkowe szczepienia dotyczą groźnych chorób mogących wywoływać epidemie (lub groźnych dla zdrowia). Jeśli liczba osób niezaszczepionych wyraźnie wzrośnie, wtedy groźba epidemii staje się coraz bardziej realna. Masowe zachorowania. Zupełnie jak przy ataku bronią biologiczną. Mocne słowa? Jeśli trzeba, to je szczegółowo uzasadnię. W każdym razie działalność takich ruchów antyszczepionkowych stanowi zagrożenie dla całego społeczeństwa.
I drugi aspekt. Poprzez anonimowe, czasem generowane przez boty (sztuczną inteligencję) faktoidy i zmanipulowane informacje, szybko roznoszące się wiralowo w internecie, można wpływać na wybory parlamentarne całych narodów. W ostatnich latach mieliśmy tego wyraźne przykłady w kilku miejscach na świecie. To może zagrażać bezpieczeństwu całego narodu czy państwa. Sprawa jest więc bardzo poważna. Jak bronić się przed takimi destrukcyjnymi manipulacjami? Można porównać tę wojnę internetową do choroby zakaźnej. Jeśli duża część społeczeństwa będzie potrafiła weryfikować informacje, sprawdzać ich wiarygodność, to społeczeństwo jako całość będzie odporne na manipulacje i wojnę hybrydową. Pozwolę sobie porównać edukację do szczepienia i odporności grupowej. W tym przypadku odporności na kłamstwa, faktoidy i post prawdę.
Cywilizacyjnie sprawa jest naprawdę bardzo poważna. Dlatego bardzo się cieszę z postawy i skutecznego działania studentów, zarówno tych w Politechnice Wrocławskiej jak i naszych na UWM. Potrafią nie tylko dostrzegać problem ale i skutecznie działać zespołowo. Zebranie ponad pół tysiąca podpisów w ciągu kilku godzin na kilku wydziałach świadczy nie tylko o zaangażowaniu ale i umiejętności pracy zespołowej.
Miałem dużą przyjemność choć w małym stopniu wesprzeć ich poczytania. Tak jak wielu innych pracowników mojego Uniwersytetu.
Debata na każdy temat? Tak. Manipulacje? Nigdy! Przynajmniej nie w przestrzeni uniwersyteckiej.
Tekst pana Jaśkowskiego, zamieszczony na górze (fragment) pochodzi z tego bloga: http://www.kuprawdzie.pl/jaskowski-kontra-czachorowski/
Niżej skany i zrzuty ekranów, odnoszące się do omawianych treści.




Słowa te kieruję przede wszystkim do studentów, z którymi prowadzę zajęcia. Ale z uwagi na fakt, że żyjemy w czasach edukacji ustawicznej, kieruję je praktycznie do każdego. Wszyscy się ciągle uczymy, nie tylko w szkole czy na sformalizowanych kursach.
W 2007 roku marzyło mi się profesjonalne muzeum przyrodnicze (w szerszym sensie muzeum nauki) w Olsztynie. Muzeum gromadzące zbiory dla celów naukowych, zarówno w postaci zwierząt i roślin czy banku nasion, które będą w przyszłości wykorzystywane do badań genetycznych, jak i zbiory gromadzące okazy do dalszych badań taksonomicznych, morfologicznych, anatomicznych itd. Wiele elementów tak rozumianego muzeum wtedy już było i obecnie też jest – rozproszona po wydziałach i katedrach oraz w zbiorach prywatnych i instytucjach pozaakademickich. Ale czasem bywa tak, że naukowy odchodzą na emeryturę a ich zbiory i kolekcje ulęgają powolnemu zniszczeniu i rozproszeniu.
Otwarcie się Olsztyńskich Dni Nauki na inne środowiska (pozauczelniane) oraz media zaowocowało przekształceniem Olsztyńskich Dni Nauki i Sztuki (sztuka pojawiła się w trakcie by pełniej oddać charakter akademickiego pikniku) w imprezę widoczną i o dużej skali. Jedną z przyczyn tego sukcesu było traktowanie upowszechniania nauki jako ważnego i wartościowego elementu misji uniwersytetu. Gdzieś w tle przewijała się cały czas idea „muzeum nauki”, w szerokim sensie tego określenia. I dążność by upowszechnianie nauki w nowoczesnej formie nie trwała tylko przez trzy dni w roku, lecz by był to proces ciągły. Rok później, w 2008 roku, udało się uzyskać grant europejski na Noc Naukowców („Olsztyn Science Days Researchers Night 2008”), będącą finałem Olsztyńskich Dni Nauki i Sztuki. Akronim też był znaczący: ODYSNight. Długa podróż do olsztyńskiego, nowoczesnego Muzeum Nauki, ciągle trwa.
Można by zadać pytanie: dlaczego po ogromnych odkryciach naukowych i zastosowaniu ich w praktyce w wieku XX, dlaczego w wieku XXI określanym jako wiek gospodarki opartej na wiedzy i społeczeństwa informatycznego, w ogóle „emancypować” badania naukowe i poprzez Dzień Nauki zwracać na naukę uwagę społeczeństwa? Czyż wartość nauki nie jest widoczna i oczywista sama przez się? Czyż w społeczeństwie coraz lepiej wykształconym z rosnąca liczbą inżynierów, magistrów i doktorów warto jeszcze popularyzować badania naukowe? Czyż mało jest programów edukacyjnych w radio, telewizji, Internecie, czyż mało jest popularyzatorskich czasopism, aby jeszcze angażować w pokazywanie wyników badań samych naukowców i otwierać drzwi uniwersyteckich laboratoriów? Na wszystkie powyższe pytania można odpowiedzieć twierdząco: tak, trzeba, warto. Tym bardziej, że z radia i telewizji zniknęły programy popularnonaukowe. Być może uda się je przywrócić na nowo, pokazując jak ważna jest nauka i że jest ważną częścią kultury.
W najbliższy piątek 13 stycznia w Olsztynie, na UWM, odbędzie się szósta edycja Ogólnopolskiej Nocy Biologów. Wydział Biologii i Biotechnologii uczestniczy w tym festiwalu nauki od samego początku. W tym roku na uczestników czeka ponad 110 różnych wykładów, warsztatów, wystaw, wycieczek, pokazów, dyskusji naukowych oraz edukacyjna gra terenowa. Na wszystkie zajęcia, odbywające się w godz. 8.00-23.00 wstęp jest wolny. Zajęcia są zróżnicowane, każdy znajdzie coś odpowiedniego: od przedszkola do seniora.
Udział w konferencji to okazja do wysłuchania wykładów i dyskusji z ludźmi spoza własnego kręgu znajomości. Niby wszystko można znaleźć w Internecie bez ruszania się z domu. Ale skoro tak, to dlaczego tak niewielu z tego korzysta? Po drugie, kiedy sami szukamy to podążamy znanymi sobie ścieżkami. Konferencja to spotkanie nieoczekiwanego i nieznanego. Podobnie rozmowa kuluarowa – jest otwarciem się na nowe.
W tytule pojawił się neologizm, wyglądający na błąd językowy. I jeszcze słowo zbliżone do „moc”, co w zdaniu nawiązuje do Gwiezdnych Wojen. To symboliczne odniesienie do zupełnie nowej rzeczywistości, w której żyjemy. I nie do końca jeszcze sobie to uzmysłowiliśmy. A wpis będzie o nowych technologiach w edukacji czyli dlaczego szkoła musi się zmieniać.
