Czy to problem z jętkami ?

Jtki_Ciesielski_1Czasem owady sprawiają problem, ba nawet wzbudzają panikę. To co widać na zdjęciu obok to nie dym z komina ani mgła, to lecące owady. Jak w horrorze. Nic dziwnego więc, że od czasu do czasu dostaję różne ilustrowane zapytania: co to jest i jak sobie z tym radzić.

„Witam Panie Profesorze, mamy problem z jętkami. W maju i czerwcu pojawiają się ogromnymi chmarami wokół naszej nieruchomości położonej nad Zalewem Szczecińskim (…). Trudno wtedy oddychać. Zanieczyszczają elewację pałacyku, wdzierają się do wnętrz budynków. Czy są jakieś sposoby na pozbycie się tych owadów, a przynajmniej na zredukowanie ich liczby?”

Dlaczego akurat jętki? Być może takie skojarzenie pojawiło się po doniesieniach medialnych, gdy masowy wylot jętek nad jedną z rzek Polski, utrudnił przejazdy samochodów. Na filmiku było widać jak ludzie usuwają z mostu owe owady szuflami. Nad Zalewem Szczecińskim akurat masowo pojawiły się muchówki z rodziny ochotkowatych (Chironomidae), co dobrze widać na dolnym zdjęciu.

Wcześniej dostałem także zapytanie co robić z takimi ochotkami nad Wisłą, gdzieś w okolicach Zalewu Włocławskiego. Innej osobie swą liczebnością utrudniały życie. Owady dla człowieka są bezpieczne. Mimo iż powierzchownie podobne są do komarów, to nie są krwiopijne. Larwy żyją w wodzie. Wędkarze i akwaryści używają ich jako przynętę (ci pierwsi) lub jako pokarm dla rybek (ci drudzy).

Nawet i chruściki (Trichoptera) kiedyś w Kanadzie wystąpiły z podobnej roli – masowy wylot Hydropsyche spowodował problemy na EXPO. Jak sobie radzić i przeciwdziałać? Najlepiej przeczekać. Tyle owadów to pokarm dla innych zwierząt. A w przypadku Chironomidae to swoiste oczyszczanie zbiorników wodnych, czy to Zalew Szczeciński czy Włocławski. Wynoszą ze sobą fosfor i azot (odpowiedzialne za eutrofizację wód) . Masowy wylot to forma obrony przed drapieżnictwem. Zsynchronizowany wylot to nagłe pojawienie się zasobów pokarmowych nie-do-przejedzenia.  Część zostanie zjedzona ale duża część przystąpi do rozrodu zupełnie bezpiecznie. Potem pokarm znika. I dla drapieżników po nagłej obfitości przychodzą dni postne. Podobne zjawiska ale w mniejszej skali obserwować możemy w miastach, gdy następuje rójka mrówek (wylot postaci dorosłych, uskrzydlonych).

Wracając do początkowego pytania jak sobie z nimi radzić, tymi ochotkami. Po pierwsze stworzyć warunki dla zwierząt owadożernych, od ptaków i nietoperzy poczynając a na pająkach kończąc. Ale rzeczywisty problem jest w wodzie, gdzie rozwijają się larwy. Być może potrzeba więcej ryb i małych, drapieżnych bezkręgowców? Najlepiej byłoby ograniczać liczebność w stadium larwalny, bo gdy wylecą po przeobrażeniu to jest już za późno.

Przykład z ochotkami pokazuje, że źródła naszych problemów czasami leżą gdzieś daleko. Potrzebne są całościowe rozwiązania a nie miejscowe i doraźne. Podobnie jest ze skutkami zmian klimatu. Trzeba więc po pierwsze rozumieć mechanizmy funkcjonowania ekosystemów oraz zależności troficzno-regulacyjnych. Zarządzanie ekosystemami to niełatwe zadanie i trudna sztuka. Tym bardziej, że wszystkiego jeszcze nie wiemy a przyroda to niezwykle złożony i wieloelementowy „mechanizm”.

fot. nadesłane przez czytelnika

Jtki_Ciesielski_2

Podścianka grubogłowa czyli po co komu pasożyty

katarzyna_NiemczykOwady są znakomitym przykładem bogactwa gatunków i bogactwa nazw. Jak również dawnej kreatywności nie tylko ludu ale i uniwersyteckich entomologów. Bo jakoś tę mnogość trzeba nazwać. A gatunków jest tyle, że nawet poetom kończy się inwencja twórcza. Owady to także wielka różnorodność stylów życia. Wśród sześcionogów nie brakuje i pasożytów oraz parazytoidów, czego przykładem jest zamieszczona na zdjęciu muchówka o niecodziennym wyglądzie i równie frapującej nazwie.

Spośród wielu sposobów odżywiania i relacji międzygatunkowych jakoś największą awersję czujemy do pasożytów. Z estymą odnosimy się do drapieżników (wilka, lwa czy orki) ale pasożytów nie lubimy. Czym się różni drapieżnik od pasożyta? Drapieżnik zjada swoją ofiarę (zabija), pasożyt tylko trochę „nadgryza” (wykorzystuje ale najczęściej nie zabija). W piramidzie troficznej czy łańcuchu troficznym pasożyty i drapieżniki zajmują to samo miejsce. Tyle tylko, że ofiara drapieżnika jest mniejsza lub zbliżona wielkością do swojego prześladowcy a żywiciel w stosunku do pasożyta jest znacznie większy. Choć w przyrodzie wszystkie granice są nieostre. Można powiedzieć, że drapieżnik pasożytuje… na populacji a pasożyt na osobniku. Drapieżnik „podjada” populację i jej nie zabija. Mimo takich wyjaśnień pasożytów dalej nie lubimy. A roślinożerca? W sumie też albo w całości zabija roślinę jak drapieżnik albo znacznie częściej podgryza niczym pasożyt.

Życie pasożyta też nie jest łatwe, bo ofiara broni się na wszelkie sposoby. Trudy życia często pasożyty rekompensują wielką rozrodczością (albo sprytem). Bo i straty są wielkie. Biolodzy ewolucyjni wskazuję, że jeśli koszty obrony przed pasożytem są duże, to znaczy większe niż straty wyrządzane przez pasożyta, to żywicielskiej populacji lepiej jest (z ewolucyjnego punktu widzenia) „zaakceptować” pasożyta. I zamiast tracić energię na zwalczenie prześladowcy i unikanie kontaktu, lepiej przeznaczyć ją na większą swoją rozrodczość. Zamiast więc inwestować energię w walkę przeznaczyć ją na inwestycję w potomstwo. Być może z tych względów pasożytnictwo utrzymuje się w świecie żywym. A w ewolucyjnym interesie pasożyta jest nie zabijanie ofiary tylko ją umiarkowanie eksploatować. Nie można przecież podcinać gałęzi na której się żyje.

Długotrwałe zależności międzygatunkowe, nawet w kategorii pasożytnictwa, kończą się symbiozą. W przenośni można napisać, że długotrwałe współżycie kończy się małżeństwem. Bywa tak, że z czasem (w ewolucyjnym wymiarze) żywiciel nie może dobrze egzystować bez swojego pasożyta. Integracja jest wtedy bardzo mocna. Być może więc także i pasożyty są potrzebne na tym świecie by rozwijać bioróżnorodność i złożoność świata?

Do napisania niniejszego tekstu skłoniło mnie zdjęcie, przysłane przez znajomą z Ruszajn (koło Barczewa). Przedstawiało „dziwnego” owada. Okazała się nim muchówka z rodziny wyślepkowatych z rodzaju Myopapodścianka, ślepotka (14 gatunków z tego rodzaju występuje w Polsce). Niesamowicie wyglądająca, oczy nie kojarzą się z oczami, stąd wydaje się, że jest ślepa. Nazwa rodziny – wyślepkowate dobrze oddaje charakter tych muchówek.

Wyślepkowate (Conopidae) to ciekawie ubarwione muchówki, imitujące żądłówki (taka mimikra daje bezpieczeństwo owadom, które same żądła nie mają). Ich ciała są stosunkowo smukłe, zwłaszcza odwłoki. Duże, szerokie i kanciaste są za to ich głowy, niejako pucołowate, co nadaje im niesamowity wygląd. Z przodu głowy mają przeważnie jasne ubarwienie. Większość z nich naśladuje swoim wyglądem różne żądłówki (osy, pszczoły, trzmiele, nastecznikowate, grzebaczowate). Głowa jest szersza od tułowia, czułki są trójsegmentowe. Trąbka ssąca, dwudzielna, jest zazwyczaj krótka, rzadziej długa (wygląda jak zawadiacko trzymana w zębach fajka). Odwłok rozszerzający się i opadający ku tyłowi, walcowaty. Larwy wszystkich gatunków wiodą pasożytniczy tryb życia – są endopasożytami błonkówek (żyją wewnątrz ciała ofiary a więc wielkościowo i skutkiem przypominają bardziej drapieżnika powoli zabijającego swoja ofiarę). Można je nazwać parazytoidami.

W Polsce do tej pory udokumentowano występowanie 52 gatunków z tej rodziny. W stadium imago są melitofagami, spijają nektar z kwiatów i zjadają pyłek. Przy okazji są zapylaczami (przenoszą pyłek i pomagają w zapłodnieniu roślin). Wczesną wiosną spotkać można je na kwitnących wierzbach a latem na kwitnących łąkach i polanach leśnych. Wiele gatunków związanych jest z łąkami kserotermicznymi. Niektóre gatunki są rzadkie i umieszczone na polskiej „Czerwonej liście zwierząt ginących i zagrożonych”.

Samiczki siedząc na kwiatach pożywiają się i wyczekują, aż w pobliżu pojawi się trzmiel lub pszczolinka czy inna żądłówka. Samica ląduje na grzbiecie przelatującej ofiary i szybkim ruchem nacina błonę między segmentami odwłoka żywiciela. Wykorzystuje do tego specjalny, łopatkowaty wyrostek, znajdujący się na sternicie piątego segmentu odwłoka. Wyrostek zaopatrzony jest w ząbki i bruzdy. Jest niczym sprawny otwieracz do konserw. Inne gatunki mają sztylecik, wykorzystywany w kopulacji i przy składaniu jaj w ciele żywiciela. Larwa wgryza się w odwłok ofiary, zjadając między innymi narządy rozrodcze. Potem przenosi się do tułowia. Po całkowitym zjedzeniu od środka swojego gospodarza, przepoczwarcza się i w nim zimuje. Jak widać nie tylko ludzie ubierają się w skóry innych zwierząt. Niektóre wyślepkowane składają jaja trzmielu (jajo zaopatrzone jest w specjalne haczyki, nie spadnie w czasie lotu) , np. ślipień trzemielowiec. Wraz z trzmielem jajo trafia do gniazda , tam wylęga się larwa, która prowadzi życie pasożyta gniazdowego, żywiąc się zapasami oraz larwami trzmieli.

Do najpospolitszych gatunków spośród wyślepkowatych można zaliczyć: ślipień trzmielowiec (Sicus ferrugineus), wyślepek czwórpasy (Conops quadrifasciatus), dętka rudonoga (Physocephala rufipes), Czyż polskie nazwy nie są urokliwie wymowne? Na zdjęciu prawdopodobnie jest uwiecznione podścianka grubogłowa (Myopa buccata), ale równie dobrze może być Myopa tessellatipennis (brak polskiej nazwy – ktoś musi się tym brakiem zająć).

Podścianka grubogłowa (Myopa buccata) jest średniej wielkości muchówką (6-11 mm) z charakterystyczną dla rodzaju dużą głową o silnie rozwiniętych i ubarwionych na biało policzkach. Ciało jest rdzawo-czarne, odwłok znacznie krótszy od skrzydeł. Skrzydła z niewyraźnymi białawymi i brunatnymi plamkami, żyłki częściowo poczernione. Spotykać ją można na nasłonecznionych skrajach lasu, zwłaszcza wiosną, w maju i w czerwcu. Dorosłe odżywiają się nektarem i pyłkiem. Szczyt pojawu występuje zwykle na przełomie maja i czerwca. Larwy są parazytoidami żądłówek, pasożytują zwłaszcza na pszczolinkach. Gatunek występuje pospolicie niemal w całej Europie.

Podścianka grubobłowa ma dużą, rozdętą głowę. Ale czy spotkać można ją pod ścianą? Jest parazytoidem pszczół ale i owadem zapylającym. Jest pasożytem ale przecież wpływa na ekosystemy i różnorodności biologiczną i procesy ewolucyjne. Za młodu pasożyty – w dorosłości zapylacze. W przyrodzie nic nie jest czarno-białe – natura jest bardziej złożona i kolorowa.

Fot. Ewa Biel

Źródła informacji:

  • Erazm Majewski, 1894. Słownik nazwisk zoologicznych i botanicznych polskich.
  • Heiko Bellmann, 2007. „Owady”
  • Bogdanowicz w., Chudzińcka E., Pilipiuk I., Skibińska E. (red). 2007, Fauna Polski, tom II
  • Marek Kozłowski, 2008. Owady Polski