Zapytaj astronautę czyli jak spełniają się marzenia

Zapytaj_astronaute_okadka Jako kilkunastoletni chłopiec zaczytywałem się w książkach science-fiction i zafascynowany byłem perspektywą lotów w kosmos. Marzyłem by samemu polecieć, np. z misją kolonizacyjną Marsa. Interesowałem się już wtedy biologią i myślałem, że biolog na pewno się przyda. Ale jednocześnie czułem, że moje marzenia są jakieś nierealne. Podbój kosmosu był za razem blisko i bardzo daleko. Wydawało się, że już zaczniemy latać a ciągle się proces wydłużał. Może po prostu za słabo chciałem? Bo Tin Peake marzył i poleciał. I teraz przeczytałem jego książkę pt. „Zapytaj astronautę” (Wszystko, co powinieneś wiedzieć o podróżach i życiu w kosmosie), w tłumaczeniu Zbigniewa Kościuka, a wydaną przez Wydawnictwo Kobiece (Białystok, marzec 2018).

Lektura książki zbiegła się z widowiskowym wysłaniem rakiety z samochodem przez Munka. Na nowo kosmos stał się bliski i realny. Może więc znowu zacząć marzyć o wielkich podróżach, wyzwaniach i nieziemskich przygodach?

„Nie pozwólcie nikomu, aby powiedział wam, że nie możecie czegoś osiągnąć” – te słowa Tima Peake’a odnieść można nie tylko do podróży w kosmos. Książkę czyta się świetnie i poza ciekawostkami z życia astronauty dowiedzieć się można wielu ogólnych rzeczy. Znowu poczułem się jak chłopiec, który marzy o przygodach.

Rozczytywałem się w książkach Stanisława Lema. Ale Tim Peake znacznie bardziej realnie i namacalnie przedstawił codzienne życie astronauty: od przygotowań i treningów, po życie codzienne na stacji kosmicznej i trudach lądowania oraz powtórnej aklimatyzacji do życia na Ziemi. Autor przedstawił to tak obrazowo, że poczułem się jakbym sam poleciał na misję do międzynarodowej stacji kosmicznej. Opowieść o życiu astronauty ułożona jest w formie pytań i odpowiedzi. Powstawała z pytań… zadawanych za pośrednictwem Facebooka i Twittera – portali społecznościowych. Bardzo współczesna forma i niecodzienny sposób tworzenia treści. Ale może tak będzie już coraz częściej?

Tim Peake to pierwszy Brytyjczyk, który dotarł na pokład Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Spędził tam blisko pół roku na badaniach i eksperymentach w stanie nieważkości. My też mamy swojego kosmonautę – Mirosława Hermaszewskiego. Ale zabrakło chyba takiego medialnego podejścia w promocji misji kosmicznych. Międzynarodowa Stacja Kosmiczna to przede wszystkim niezwykłe laboratorium badawcze. Nauka to proces zespołowy, nic więc dziwnego, że badania prowadzą duże zespoły międzynarodowe.

Nie jest łatwo zostać astronautą. „Ścieżka prowadząca w kosmos jest usiana wieloma poniżającymi sytuacjami w rodzaju wziernikowania esicy, endoskopii, lewatywy oraz niekończącego się poszturchiwania i opukiwania.” Ale nie trzeba być prymusem w szkole. O wiele ważniejsze są marzenia i wytrwałość w dążeniu do celu. Z tego samego chyba powodu podobały mi się „Opowieści o pilocie Pirxie” Stanisław Lema.

Współcześnie naukowiec i pilot mają równe szanse by zostać astronautą. W 2009 roku z dwudziestu kandydatów na astronautę połowa nie miała doświadczenia pilota wojskowego. Zatem można marzyć i w laboratorium naukowym o lotach kosmicznych. Byleby zadbać o zdrowie i kondycję.

Astronautą może zostać nauczyciel, inżynier, lekarz medycyny lub osoba wykonująca inny zawód.(…) Przede wszystkim, niezależnie od tego, co studiowałeś, powinieneś być w tym naprawdę dobry. Jest to zalecenie o charakterze ogólnym i nie odnosi się tylko do lotów kosmicznych. Bo jak pisze Peake „wykształcenie akademickie lub lotnicze mogą doprowadzić was do rozmowy kwalifikacyjnej, ale robotę astronauty dostaniecie dzięki zapałowi i entuzjazmowi, charakterowi i odpowiedzialności.

Mocno w pamięci utkwił mi fragment o tym, dlaczego na stacji kosmicznej trzeba wolno i ostrożnie zdejmować skarpetki. Po prostu złuszcza się naskórek (pięty stają się bardzo delikatne) i może unosić się jako kłopotliwy pył i kurz dość długo w warunkach mikrograwitacji. Niespodziewany kłopot. W warunkach ziemskich na takie drobiazgi nie zwracamy uwagi. A jak załatwiać naturalne potrzeby fizjologiczne w warunkach nieważkości? Tego też można się dowiedzieć ze wspomnianej książki. Jak w kosmosie pierze się ubrania? Czy jedzenie smakuje tak samo? Jak pachnie kosmos i próżnia? Co dzieje się z naszym organizmem? I czy można wziąć udział w londyńskim maratonie będąc w … kosmosie. Tego wszystkiego doświadczają astronauci a bardzo duże zespoły na Ziemi starają się to technicznie i koncepcyjnie rozwiązać.

Bliski jest podbój kosmosu. To będzie nasza wielka przygoda. Gramy w wielkiej, międzynarodowej drużynie, która tego dokona. A na razie można wziąć do ręki książkę Tima Peake’a i poznać życie na stacji kosmicznej. Codzienne życie astronauty.

A co jeszcze z omawianej lektury warto zasygnalizować? Na przykład to, że posiadanie szerokich doświadczeń, np. pracy w międzynarodowym środowisku, zawsze będzie dużą zaletą, podobnie jak zdolności językowe. A także tak zwane kompetencje miękkie: praca w grupie, umiejętność podejmowania decyzji, zdolności przywódcze, umiejętność pracy w warunkach stresowych itd. Przydadzą się każdemu, nie tylko w kosmosie.

Czytaj także:

Wtórouste – ekstrawagancja i nonkonformizm naszego przodka

Rzetelna wiedza podstawowa nie cieszy się zbytnim zainteresowaniem. Kojarzy się nam z nauką szkolną, wysiłkiem zgłębiania i zawiłością. Jednocześnie naukowcy wykazali, że nasz mózg ewolucyjnie jest tak ukształtowany, że większość jego aktywności nastawiona jest na poznawanie, analizowanie i omawianie relacji międzyludzkich. Wynika z tego, że w największym stopniu zajęci jesteśmy samymi sobą. Takie umiejętności ważne są dla organizmów społecznych. Ewidentnie jesteśmy społeczni od wielu milionów lat.

Kilka dni temu spotkałem znakomite potwierdzenie prawidłowości, dotyczącej naszego mózgu. Artykuł z czasopisma Nature, dotyczący z pozoru nudnego tematu zoologicznego, zyskał duże zainteresowanie w mediach społecznościowych, był licznie i często udostępniany i komentowany przez zwykłych ludzi. Wystarczyło nazwać przodka wtóroustych najstarszym przodkiem człowieka, by wzbudził wielkie zainteresowanie. Sztuka popularyzacji nauki opera się chyba na znajomości człowieka . Bardziej się interesujemy sobą (człowiekiem) niż całą resztą. „Paleontolodzy znaleźli w skamielinie liczącej 540 milionów lat najstarszy znany nauce gatunek stworzenia z grupy wtóroustych. Organizm został nazwany Saccorhytus coronarius.” Jako zoologa taka informacja bardzo mnie zainteresowała. Od dawna pasjonowała mnie historia naturalna czyli ewolucja i filogeneza. To co było kiedyś a teraz żmudnie, jak detektywi z nielicznych śladów, odtwarzamy.

Oczywiście od pierwszych wtóroustych do człowieka to bardzo daleka droga, wiele milionów lat ewolucji i zmiana wielu planów budowy. Poza jednym, że wywodzą się od wspólnego przodka. Przeciętnego człowieka – tak jak zobaczyłem na facebookowej dyskusji – mocno zaintrygowało to, że wtórouste (w wielkim uproszczeniu) pobierają pokarm „otworem odbytowym”. Z dzieciństwa pamiętam, że też mnie to fascynowało. Owe zawiłości ewolucji i zmiany funkcji różnych części organizmu jak i zmiany planu budowy w zależności od środowiska, w którym gatunki żyją.

„Badacze uważają, że ten maleńki przodek wszystkich kręgowców żył w piasku na dnie mórz około 540 milionów lat temu. Miał wielkość około jednego milimetra. Według specjalistów, stworzenie to miało duży, elastyczny otwór gębowy, który mógł rozciągnąć się na stosunkowo większą zdobycz. Eksperci sądzą, że organizm ten był pozbawiony odbytu – czyli wydalało za pomocą otworu gębowego.

Mnie bardziej zafascynowało coś innego. Znalazłem kolejny przykład na systemowość nauki (nauka jako system a nie suma faktów). W zoologii ciągle dokonują się różnorodne zmiany w systematyce i rekonstrukcji filogenezy. Co podręcznik to inna koncepcja (zgroza dla studentów). Owe zmiany nie dokonują się tylko na skutek nowych odkryć i dodawania do ludzkiej wiedzy kolejnych faktów. Ale także przez rearanżacje tych faktów, czyli budowanie nowych teorii, nowych relacji między tymi faktami. To tak, jak w zabawie klockami lego – z tego samego zestawu klocków możemy za każdym razem zbudować inną konstrukcję. Czasem nieco inną a czasem rewolucyjnie inną. I to w nauce jest fascynujące.

W samej zoologii może zmieniło się niewiele, ale dużo zmienia się w filogenezie: te same elementy inaczej poukładano w system wiedzy zoologicznej i ewolucyjnej (pomogła genetyka i analizy DNA, odszukano ślady, których wcześniej nie sposób było dostrzec). Bo nauka nie jest tylko kumulatywna (suma obserwacji) ale i systemowa. Rozwija się jak organizm: rośnie (o nowe fakty, obserwacje, pojęcia, hipotezy, teorie) ale i reorganizuje, przebudowuje, czasem mocno przeobraża (jak kijanka w żabę lub larwa owada w imago – te pierwsze to wtórouste, te drugie to pierwouste). To zmiana paradygmatów i teorii.

Więcej na temat naszego wtóroustego przodka: https://en.wikipedia.org/wiki/Saccorhytus

O pewnym stułbiopławie i o nieśmiertelności, której poszukują naukowcy

Memorial pamphlet containing certain drawings of Medusae-fig.76Czy można być nieśmiertelnym? Wydawać by się mogło, że tak. Dowodzić tego ma przykład stułbiopława, który nawet nie dorobił się polskiej nazwy (jeszcze) – żyje w zachodnim Atlantyku. Turritopsis nutricula potrafi robić rzecz niezwykłą – po osiągnięciu dorosłości może odwrócić swój rozwój i cofnąć się do stadium niedojrzałego (młodocianego). A potem znowu dorosnąć i tak w kółko przeżywać okresy dzieciństwa i dorosłości. Powrót do stułbiopławiego dzieciństwa następuje zwykle w reakcji na pogorszenie warunków życia – głód czy zmianę zasolenia wody.

W społeczeństwach ludzkich także obserwuje się wzrost dzietności po wojnach, epidemiach i innych kataklizmach. Ale to coś innego, bo dotyczy odmłodzenia populacji a nie osobnika..

Owa nieśmiertelność stułbiopława jest tylko hipotetyczna (w sumie podobną nieśmiertelność mają bakterie i pierwotniaki – cały czas rosną i się dzielą). Bo ów stułbiopław może być zjedzony przez drapieżnica, zaatakowany przez pasożyty… czy zginąć na skutek działalności człowieka. Na dodatek wspomniany stan osiągnięto w warunkach laboratoryjnych. W naturze jest trudniej, bo nie sposób tam obserwować losów jednego osobnika. Przewaga opisywanego stułbiopława nad bakteriami jest taka, że to ten sam osobnik. W przypadku bakterii i podziałów u pierwotniaków komórki powstałe w wyniku podziału można traktować jako potomne (albo jako wzrost).

Niezwykłe zdolności zaobserwowane u Turritopsis nutricula sprawiają, że stał się on obiektem wielkiego zainteresowania naukowców. Ale czy te właściwości cofania się do młodości są cechą tylko organizmów bardzo prostych i „prymitywnych”? Wydrzeć tajemnice przyrodzie.. i znaleźć eliksir młodości dla człowieka?. Chciałoby się, wtedy pojawiłyby się SPA odmładzające, jak w filmach science-fiction. Jednym słowem gospodarka oparta na wiedzy ma przyszłość, nawet w naszym regionie. A do tego niezbędna jest dobra edukacja. Edukacja to nie filantropia lecz inwestycja. A czy my chcemy inwestować w edukację szkolną i pozaszkolną?

Jeśli jednak zastanowić się głębiej, to długie życie nie jest wartością samą w sobie – wartością jest życie dobre (wartościowe). Przecież, przez porównanie, nie jest atrakcyjny długi film lub książka, jeśli są nudne, nieciekawe, bezwartościowe.

Ilustracja: William K. Brooks [Public domain], Wikimedia Commons

Czy pokrzywa jest gender?

pokrzywa2Nawet nie przypuszczałem, że zwykła pokrzywa kryje tyle tajemnic i bogatej historii. Jak wyczytałem w różnych źródłach pokrzywa była wykorzystywana nie tylko jak karma dla zwierząt czy potrawa na zupę i sałatki na przednówku. Wykorzystuje się ją jako roślinę leczniczą ale dawniej była wykorzystywana a nawet uprawiana jako roślina dostarczająca włókien, z których szyto koszule, prześcieradła i inne asortymenty garderobiane czy nawet bandaże. Była też rośliną barwierską oraz wykorzystywaną do konserwowania żywności. Prowadzono nad nią liczne badania i doskonalono metody upraw oraz wyhodowano specjalne odmiany o większej zawartości włókien i innych pożądanych cechach. Teraz jest jakby zapomniana.

Rośnie pod płotem i skrywa bogatą przeszłość.
Ale moją uwagę ostatnio wzbudzała jej płciowość. Stąd gender w tytule. Słowo umyślnie użyte przeze mnie jako ozdobnik. To „zemsta” za nadużywanie słowa „ekologia”. Słowo nadużywane i to w kontekstach daleko odbiegających od pierwotnego znaczenia. A skoro gender ostatnio jest modne, to dlaczego nie rozważać pokrzywy w kontekście gender?

Moje zainteresowanie wzbudziło stwierdzenie, znalezione w książce „Pokrzywa zwyczajna (…) gatunek dwupienny, rzadko jednopienny.” Dwupienność u roślin występuje wtedy, gdy część osobników wytwarza wyłącznie kwiaty żeńskie, a część wyłącznie kwiaty męskie (obie płcie na dwóch pniach, każda na swoim). Czyli jedne są żeńskie inne męskie. Tak normalnie jak u zwierząt dwie płcie. Natomiast jednopienność występuje wtedy, gdy na jednym osobniku (jednym pniu) występują zarówno kwiaty żeńskie jak i męskie. Czy to taki obojnak (gdyby porównywać do zwierząt, tak jak u ślimaka winniczka). 

Jak to jest z pokrzywą, że głównie jest dwupienna (rozdzielnopłciowa) a czasem jednopienna? Zmienia sobie płeć jak chce? Co determinuje płeć (dwupienność i jednopienność) u pokrzywy?
Na Wikipedii doczytałem, że pokrzywa zwyczajna (Urtica dioica L.) należy do rodziny pokrzywowatych (Urticaceae), jest przeważnie dwupienna ale u podgatunków północnoamerykańskich jest jednopienna. A więc jednopienność nie jest tak dowolna jak można byłoby sądzić.

Pokrzywa zwyczajna rośnie w warunkach naturalnych w Europie, w strefie umiarkowanej terenów Azji i północnej Afryki. W USA jest gatunkiem inwazyjnym. Podobno zawleczona została także na inne kontynenty. A więc zamiana dwupienności na jednopienność nastąpiła w procesie kolonizacji. Najpewniej jest to cecha korzystna do kolonizacji, podobnie jak partenogeneza u wodożytki nowozelandzkiej (w kraju pochodzenia rozmnaża się płciowo i czasem partenogenetycznie ale w krajach skolonizowanych, gdzie jest gatunkiem obcym rozmnaża się wyłącznie przez partenogenezę). Bo tak jak w przypadku ślimaka winniczka i obojnaków – każdy osobnik, którego spotka nadaje się do „rozrodu” i wymiany materiału genetycznego. 100 % trafień. Co w przypadku kolonizacji przez zazwyczaj niewielką liczbę osobników ma ogromne znaczenie.

pokrzywaAle to nie koniec moich poszukiwać z gender w tle. Pokrzywa zwyczajna jest byliną rozłogową czyli rośliną wieloletnią – co roku odrasta z kłączy i korzeni. Dwupienna pokrzywa rozmnaża się także wegetatywnie – przez rozłogi. Taki wielosobniczy klon (dokładniej polikormon – jeden organizm ale wiele „osobników”) zajmuje duży obszar. Bo pojedyncze rośliny (łodygi), wyrastające z gleby są pod spodem połączone kłączami i stanowią jeden organizm. Oczywiście, każdy pojedynczy kormon może żyć samodzielnie. Każdy jednocześnie jest klonem (taki sam materiał genetyczny) organizmu rodzicielskiego. Jak szacunkowo obliczono to taki polikormon pokrzywy może żyć nawet 50 lat. I kto by pomyślał, że taka „jednoroczna pokrzywa” może być taka długowieczna. A wszystko dzięki pomnażaniu (lepszy termin na biologiczne pojęcie rozmnażania bezpłciowego).

Jak doczytałem, na północnym krańcu swojego zasięgu występowania pokrzywa rozmnaża się prawie wyłącznie (a przynajmniej głównie) przez rozłogi, bo brakuje warunków na wydanie kwiatów, zapylenie i dojrzenie nasion. To także sposób na kolonizowanie nowych terenów i „czekanie” z rozmnażaniem płciowym na klimatycznie dogodne warunku (raz na jakiś czas).

Pokrzywa jest wiatropylna. Jak wiatr poniesie, tak pyłek trafi albo nie trafi na kwiaty żeńskie. Dwupienność bywa kłopotliwa, bo muszą się znaleźć obie płcie w „zasięgu wiatru”. Nic dziwnego, że ewolucyjnym wynalazkiem były kwiaty zapylane przez owady (daniną jest nektar).

Ale wróćmy do pokrzywy. Jest jeszcze w naszym kraju pokrzywa żegawka (Urtica urens L.). Jest mniejsza od pokrzywy zwyczajnej ale za to dotkliwiej parzy. Żegawka jest rośliną jednoroczną (co roku wyrasta z nasion) i nie tworzy rozłogów. Ale jest jednopienna, czyli na jednym osobniku są kwiaty żeńskie i męskie (taki obojnak w biologicznym sensie). A popkulturowo rasowy gender – może się czuć samcem lub samicą (jeśli roślina w ogóle może czegokolwiek chcieć i mieć wolę) w zależności od widzimisię. Dzisiaj tak a jutro inaczej.

Żegawka pochodzi z obszaru śródziemnomorskiego ale rozprzestrzeniona w Eurazji i Ameryce Północnej. Czyli chyba także zawleczona do USA. Pokrzywa zwyczajna – jak wyczytałem – może krzyżować się z pokrzywą żegawką. Co w sumie nie jest dziwne jak na rośliny wiatropylne (wiatr niekumaty, nie rozpoznaje i zapyla jak leci). Krzyżówki międzygatunkowe nie są tak rzadkie jakbyśmy sądzili, zwłaszcza u roślin. To dobra strategia ekologiczna i ewolucyjna dla kolonistów.
Tak więc, po nieco dokładniejszych dociekaniu, okazało się, że pokrzywa nie jest taka gender (w popkulturowym i gazetowym znaczeniu) jakby się na początku wydawało. Bo w sumie chodzi o dwa gatunki i podgatunki na innych kontynentach.

Pokrzywa zwyczajna jest rośliną dwupienną w Eurazji a jedynie w Ameryce Północnej jest jednopienna, co można być może interpretować jako efekt kolonizacji i być może krzyżówek z pokrzywą żegawką. To ostatnie trzeba byłoby sprawdzić genetycznie. Być może już do ktoś sprawdził, trzeba tylko poszukać w przebogatej literaturze naukowej.

c.d.n. (rozważań gastronomiczno-pokrzywowych)

pokrzywą po grzebiecie i na grzbiecie

Nauka jest jak życie – nie rozwija się przez przypadkowe odkrycia

Nauka jak życie (biologiczne)  nie rozwija się od przypadkowych odkryć, raczej całościowo jak biosfera. Dostrzegamy jednostkowe „mutacje” w postaci odkryć, przypisywanych konkretnym osobom. Ale te odkrycia dojrzewają wieloosobowo (polecam Flecka – "kolektywy myślowe"). Te same pomysły dostrzec można u wielu autorów. Nakowcy i mędrcy nie pracują w pełni indywidualnie – raczej są jak drzewa w lesie lub rośliny na łące, powiązane interakcjami w cały ekosystem. O całości nie decyduje tylko jakość elementów ale również (a może przede wszystkim) relacje i oddziaływania między tymi elementami.

Nauka nie jest sumą odkryć indywidualnych. Ale przejawy całej „biosfery” ujawniają się w indywidualnych odkryciach, poglądach. Trochę przypadek decyduje, że ten a nie inny uczony stanie się synomimem i pierwszym odkrywcą (widocznym w publikacjach i podręcznikach). Nie tylko pierwszeństwo ale jest to i usytułowanie w nurcie badawczym, zdolność do zakomunikowania. Kiedy chcemy wyrazić swoją myśl, szukamy odniesienia do tradycji i już istniejącej wiedzy, chcemy podeprzeć się autorytetem. Cytujemy więc to, co znamy, co jest najłatwiej dostępne (dostepne w internecie czy czasopismach w pobliskiej bibliotece). Nie robimy całościowego i kompletnego przeglądu (nie robimy za każdym razem!). Wiedza indywidualna jest w części jak hologram – oddaje stan całości.
Im mniejszy kawałek, tym mniej wyraźnie i mniej dokładnie, ale całość jest widoczna.

Kształcenie, to nie jest sprawdzanie pamięciowe, patchworkowe, ale sprawdzanie koherentności (spójności) i zdolności do samodoskonalenia indywidualnego systemu wiedzy studenta. Czy rozumie (bo rozumienie jest dobrym wskaźnikiem całościwego systemu wiedzy, czy jest spójny i działający), czy potrafi wykorzystywać i czy ten system wiedzy jest zdolny do wzrostu, rozwoju i samodoskonalenia oraz dostosowywania się do środwiska i czy potrafi się "reprodukować".

Wiedza jest jak system żywy, jak „materia ożywiona”. Na uniwersytetach ożywiamy indywidualne systemy. Nie wiedza addytywna i sumaryczna, encyklopedyczna, ale wiedza systemowa, zdolna do samodzielnego działania w zmieniających się okolicznościach zewnętrznych.

O Antarktydzie, Marsie i poszukiwaniu istoty życia (czekając na śnieg)

zimarzekalajs

Obserwacja odkryć naukowych może być nie mniej ekscytująca niż śledzenie meczu piłkarskiego czy serialu kryminalnego. Nauki biologiczne są jedną z tych dziedzin, w których w ostatnich latach dzieje się niezwykle dużo. Ciągle nowe odkrycia zmieniają nasz pogląd na świat. W ostatnich miesiącach docierają do nas niezwykle interesujące wyniki badań antarktycznych jezior podlodowcowych oraz relacje z poszukiwania życia na Marsie.

Wydaje się, że pojęcie życia należy do aksjomatów, pojęć podstawowych, niedefiniowalnych. Bo każdy wie, co to jest życie. Łatwiej jest życie biologiczne opisywać, poznawać, niż podać zwięzłą definicję „co to jest życie”. Do niedawna łatwiej było wymieniać organizmy żywe i elementy przyrody nieożywionej. Poznanie naukowe zbliża się do granic, a przez to wymagana jest definicja. Bo człowiek tworzy zupełnie nowe sytuacje – a więc nie można odwoływać się do aksjomatów i powszechnej wiedzy.

Po drugie przygotowujemy się na spotkanie życia na nowych planetach. Będzie inne, a więc niezbędna jest definicja (abstrakcja a nie wymienianie lub opis). Po trzecie granica między życiem biologicznym a życiem psychicznym (informacja biologiczna i informacja kulturowa) jest płynna. Tak jak w książkach Stanisława Lema – czy roboty mogą być żywe? Tworzymy życie syntetyczne (biologia syntetyczna, transplantacje) – to swoista falsyfikacja naszej definicji życia.
Jeśli potrafimy stworzyć żywe istoty od początku a nie tylko modyfikując, to eksperymentalnie zweryfikujemy to, czy znamy istotę życia.

Ostatnie informacje z NASA pokazały, że jest woda na Marsie oraz, że znaleziono tam ślady węgla. Może (ale nie musi) oznaczać to, że życie istniało (istnieje?) na Marsie. Na taką ekscytującą chwilę czekałem od kilkudziesięciu lat. Kiedyś były to książki science-fiction oraz spekulacje, dzisiaj jesteśmy zdaje się o krok od przełomowego odkrycia. Wodę na dodatek odkryliśmy także na innych ciałach Układy Słonecznego oraz jeszcze dalej w kosmosie.

Zrozumienie tego, jak może wyglądać ewentualne życie pozaziemmskie, ułatwia nam badanie Antarktydy. Naukowcy próbują się dowiercić (z sukcesem) do jezior, znajdujących się pod lodowcem na Antarktydzie. Jak możemy dowiedzieć się z doniesień prasowych, naukowcy znaleźli w Jeziorze Vida wiele bakterii, żyjących w słonej wodzie o temperaturze -13 stopni Celsjusza. Są to warunki niezwykle ekstremalne. Do tej pory wydawało się nam, że w takich warunkach nic żywego nie może istnieć.

Ale w odkryciach z Antarktydy jest jeszcze coś niezwykle ekscytującego. Te bakteryjne (i nie tylko bakteryjne) biocenozy rozwijały się bez łączności z naszym światem przez kilka tysięcy lat. W  Jeziorze Vida, pod 16-metrową warstwą lodu, rozwija się życie, mimo że nie dociera tam światło. Stężenie soli jest kilka razy większe niż w wodzie morskiej. To właśnie dzięki tak dużemu zasoleniu woda nie zamarza mimo ujemnej temperatury.

To nie jedyne podlodowcowe jezioro badane na Antarktydzie. Można zatem spodziewać się kolejnych ekscytujących i być może sensacyjnych doniesień. Jezioro Wostok, do którego dowiercają się naukowcy z Rosji, odizolowane było od naszego świata przez miliony lat.
Co tam żyje – jeśli żyje – i jakie to będzie miało znaczenie poznawcze i praktyczne (może epidemiologiczne)?

Także biolodzy z Olsztyna wyjeżdżają na badania
antarktyczne. Co prawda nauka to nie serial telewizyjny i na efekty trzeba czekać długo, to i tak jest to niezwykle intrygujące.

A w oczekiwaniu na śnieg w Olsztynie i kolejne doniesienia z badań antarktycznych i marsjańskich, zamieszczam zimowe zdjęcie. Tak było kilka lat temu w Łajsie.

Jedzenie zamiast seksu. I można długo żyć.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Biologia systematycznie zmienia nasz sposób myślenia i postrzegania świata. Wywraca także ugruntowane już pojęcia, np. „gatunek”. W zasadzie wiele teorii należałoby sformułować na nowo. W ostatnim stuleciu najważniejszym inspiracyjnym źródłem dla filozofii jest właśnie biologia.

Życie biologiczne na Ziemi przez wiele milionów lat (dużo ponad miliard), obywało się bez rozmnażania płciowego. Pojęcie „gatunek” w zasadzie wymyślono dla zwierząt rozmnażających się płciowo (takich jak człowiek i wszystkie kręgowce). Od tej pory poznano wiele innych organizmów, a używanie pojęcia gatunek stało się coraz bardziej wątpliwe…. ale na razie nic mądrzejszego biolodzy nie wymyślili. A czas i odkrycia ponaglają.

Rozmnażanie płciowe – poprzez znaczącą i szybką rekombinację genetyczną – oszałamiająco przyspieszyło ewolucję i dostosowywanie się biosfery do ciągle zmieniających się warunków środowiska. Rozmnażanie płciowe – mimo że uciążliwe i kosztowne – trwa.

Kiedy odkryto u prokariotycznych bakterii plazmidy i inne sposoby horyzontalnego wymieniania materiału genetycznego, legły w gruzach kolejne „dogmaty” biologiczne. Ale teraz sporo zamieszania narobiły wrotki z gromady Bdelloida. U wrotków od dawna znany był fakt rozmnażania partenogenetycznego. Samców nie obserwowano nigdy. Grupa istnieje na Ziemi ponad 80 milionów lat i ma się doskonale. Jak może ewoluować bez rozmnażania płciowego? To było zagadką dla biologów przez wiele lat. Owszem, spotyka się gatunki dzieworodne, ale ten sposób rozmnażania jest okresowy. Ale tak kilkadziesiąt milionów lat bez „seksu”? Same mutacje nie wystarczyłyby dla zachowania procesów ewolucji i szybkiego dostosowywania się do środowiska.

Najnowsze badania naukowców z Uniwersytetu w Cambridge wykazały, że wrotki z gromady Bdelloida …. „zjadają” DNA innych gatunków: bakterii, grzybów i glonów. W ten sposób wzbogacają własną pulę genetyczną. Nawet do 10 procent ich aktywnych genów jest obcego pochodzenia (a więc nie dotyczy to tak zwanego „śmieciowego” DNA). Nie wiadomo jeszcze, w jaki sposób dokładnie zachodzi proces transferu genów. Ale naukowcy są niemal pewni, że DNA zjadane przez wrotki jest włączane do ich własnego genomu. Brak samców i rekombinacji materiału genetycznego w procesie rozmnażania płciowego, rozwiązany jest przez horyzontalny transfer genów z organizmów, którymi  żywią się te wrotki. Kolejny cios dla definicji gatunku. I jeden z wielu elementów, wymuszających napisanie podręczników do biologii zupełnie od nowa.

Te niezwykłości działy i dzieją się pod naszymi nogami. Bowiem wrotki z gromady Bdelloida żyją na dnie zbiorników wodnych, pełzają lub pływają. Mają podłużne ciało z pseudosegmentami i teleskopowo składaną nogę. Jajnik jest parzysty a rozmnażają się przez partenogenetyczne jaja.

Gdyby tak spróbować uogólnić…. jedzenie zamiast seksu? Czy taki świat jest możliwy? Może, wbrew medialnej popkulturze, seks nawet w życiu człowieka nie jest tak ważny i dominujący? Na razie Seksmisja nam nie grozi… ale naukowcy robią różne dziwne rzeczy :). To co dzisiaj wydaje się filmową fantazją, jutro może się stać rzeczywistością i naszym wyborem.

Trudno na blogu dokładnie opisać nadmienione wyżej zjawiska i procesy. Na to trzeba znacznie więcej czasu i miejsca. To tylko zasygnalizowanie i zachęta do dokładniejszego postudiowania życia. Bo biologia jest niezwykła i bardziej tajemnicza niż Harry Potter i dziesiątki innych „magicznych” postaci razem wziętych.

Na zdjęciu wrotek z gromady Bdelloida Habrotrocha rosa, fot. Rkitko, Wikimedia Commons.

Blog – ciągłość procesu i skuteczność wyrażania opinii publicznej

"Nie potrafię znaleźć uniwersalnej definicji bloga, jak również nie potrafię znaleźć takowej definicji blogowania – natomiast właśnie to uważam za podstawową cechę tej działalności, ściślej mówiąc – jest nią płynność. Brak jednoznacznych ram, kryteriów, schematów sprawia, że blog, mimo niematerialnej, dla części nierzeczywistej formy oddziaływania, staje się jedną z najskuteczniejszych form wyrażania, lecz również wywierania opinii publicznej pośród innych, powiedzmy klasycznych, form przekazu.” 

Łukasz Kołodziej (jego blog)

Projekt jest zorientowany na cel, jest jednorazowy i niepowtarzalny. Proces jest zorientowany na powtarzalne czynności wykonywane ciągle, zorientowany na ilość, tak jak w fabryce na taśmie, ciągle te same buty, krzesła, telewizory…
Blog jest jednocześnie procesem i projektem. Procesem w tym sensie, że nie ma końca, nie ma jednoznacznego celu. Ma opowiadać a nie opiewiedzieć (ta historia nie ma zaplanowanego końca). Ale jednocześnie jest jak projekt, za każdym razem powstaje niepowtarzalne, oryginalne "dzieło" – pojedynczy wpis z ilustracją.
Podobnie jest z życiem biologicznym: życie jest procesem, który trwa. Ale każdy osobnik, który się rodzi, żyje i kiedyś umiera, jest niepowtarzalny oryginalny, jedyny w swoim rodzaju. Nasze, ludzkie, życie też jest projektem i procesem zarazem. Trwa, ale to nie my decydujemy o końcu i celu. Koniec przychodzi czasami bardzo niespodziewanie. To my cały czas odszukujemy, odgadujemy, czy nawet wymyślamy sobie cele. Czasem jesteśmy konsekwentni w dążeniu, czasem codziennie rano wymyślamy, odgadujemy sens i cel naszego życia.
Dzień zaduszny i Wszystkich Świętych są znakomitą okazją, aby zadumać się nad przemijaniem, tworzeniem, procesem a jednocześnie projektem. Bo nasze życie jest procesem w biosferze a jednocześnie projektem dla nas samych. A blog jest sposobem opowiadania…. o życiu… w każdym, nawet interdyscyplinarnym sensie. Okazją zadumy nad tym, co ulotne i przemijajace, nad tym co trwałe i nieprzemijające. Być może więc nad tym, co jest przemijającym, powtarzalnym procesem, a tym co jest oryginalnym sensem i projektem (a może nawet Projektem).

W poszukiwaniu wolności we współczesnym, konsumpcyjnym świecie

"Świat stoi na głowie, bo to, co mało cenne, stawia na szczycie wartości. A cóż jest najcenniejsze? Najcenniejsze jest ubóstwo. Gdzie jest ubóstwo, tam jest wolność"

Karol Wojtyła
Bo ubóstwo to nie jest nędza, to nie jest bieda. Ubóstwo jest wyborem. Z wyboru uwalniamy się od zbędnego i obciążającego pilnowania bogactwa. U-bóstwo, bo w Bogu (u Boga) pokładamy nadzieję, a nie we własnych pieniądzach. 

Żebrak to ten, co wszystko zbiera i gromadzi do swej żebraczej torby. Czasem wydziera innym żebrakom i ich kijem okłada. Siewca, to ten co wyrzuca ze swoje torby w pole. A z tego ziarna coś wyrośnie mimo, że jedno w osty wpadnie, inne ptaki wydziobią. Pod koniec życia siewca ma pusto w torbie… ale plony obfite!
Dobrze jest mieć wzory, które chce się naśladować. Nawet w rzeczach zwykłych i prostych. Tak jak Matka Teresa z Kalkuty. Niby robiła codziennie rzeczy proste i zwykłe…
W poszukiwaniu wolności próbuję i ja spowalniać życie (żyć wolniej, jak w Cittaslow). Tak jak post jest dobry i dla ciała (mimo, że czyniony dla duszy), tak i mniejsza konsumpcja dóbr przynosi dobre efekty w skali globalnej. W szybko jadącym pociągu czy samochodzie, z okien nie widać świata, bo szybko migają obrazy. A czy w szybkim życiu nie tracimy radości życia, prześlizgując się jak oczami po zaszybnym krajobrazie?

Blogowa eksterioryzacja wiedzy

Do niedawna eksterioryzacja kojarzyła mi się głównie z cechą życia (biologicznego), zwłaszcza w ujęciu filogenetycznym i ewolucyjnym. Kontrolowanie i opanowywanie środowiska poza organizmem sprzyja homeostazie… bo nie trzeba zmieniać się i dostosowywać do zmian zewnętrznych.

Rozwój technik internetowych i elektronicznych także charakteryzuje się coraz większą eksterioryzacją wiedzy. Bowiem w coraz większym  stopniu wiedza nie ogranicza się tylko do tego, co mamy w głowie. Wiedza jest poza mózgiem, a dzięki internetowi mamy do niej dostęp z dowolnego miejsca. Im bardziej efektywny jest to system, tym coraz więcej się od takiej eksterioryzacji uzależniamy. To już nie tylko zasoby internetowe, tworzone i zarządzane odgórnie (analogiczne do książek i słowa drukowanego, zdeponowanego w bibliotekach), ale to coraz powszechniejszy web 2.0, gdzie tworzymy wiedzę i ją zapisujemy na zewnętrznych komputerach. Niezwykle to wygodne. Ale i zastanawiające. Bo myć może wiedza może istnieć i rozwijać się poza nami. Być może kiedyś się "oderwie" i uniezależni od człowieka… przynajmniej w jakieś części.

W jakimś stopniu ten blog także w coraz większym stopniu jest dla mnie formą notowania, zapisywania myśli, notatek. Mogę to robić z dowolnego miejsca, nie na swoim komputerze. Podobnie z odczytywaniem. Oczywiście, blog to nie najlepszy sposób na zewnętrzne przechowywanie wiedzy… bo stosunkowo słabo  przeszukuje się zapisane myśli. Taki trochę mało funkcjonalny magazyn, lub strych z zapomnianymi rupieciami.

Z myślą o zajęciach dydaktycznych i zwiększaniu zakresu e-learningu w dydaktyce, w tym roku akademickim testuję dwa systemy "zewnętrzne": ututi.com i academio.pl. Testuję wspólnie ze studentami. Razem rozpoznajemy tę nową dla nas rzeczywistość. Razem też popełniamy błędy. Nie wszystkie nowinki zyskują uznanie, ale szukać samodzielnie trzeba, jeśli nie chcemy być informatycznymi analfabetami.