Fenomen uniwersytetów trzeciego wieku

landartW tym roku akademickim odwiedziłem i odwiedzę osiem uniwersytetów trzeciego wieku z wykładami (trzy wizyty jeszcze przede mną): w Olsztynie (trzy różne), Olsztynku, Barczewie, Kętrzynie, Nidzicy i Ostródzie. Jak się dowiedziałem, w naszym województwie obecnie istnieją aż 33 uniwersytety trzeciego wieku! Są nie tylko w miastach i miasteczkach ale i gminach wiejskich (np. Purda). Powstają od kilkunastu lat bardzo lokalnie i dla ich prowadzenia powstają różne fundacje i stowarzyszenia (czasem działają zupełnie nieformalnie, przynajmniej na początku).

Skąd taki fenomen tych społecznych instytucji edukacyjnych? Przecież na emeryturze niczego już nie trzeba. Nie jest potrzebne nowe wykształcenie by zdobyć lepszą pracę. Wiedza dla własnej ciekawości. I by razem spędzić czas. Bo bez wątpienia człowiek jest istotą społeczną. Moim zdaniem uniwersytety i akademie trzeciego wieku są przykładem efektów funkcjonowania społeczeństwa wiedzy. Wykształceni ludzie chcą być aktywni cały czas. I chcą się uczyć zupełnie nowych rzeczy (nie dla pieniędzy). Wydaje mi się, że tak duża liczba uniwersytetów trzeciego wieku jest spowodowana dużą liczbą osób wykształconych oraz naturalną potrzebą człowieka dążenia do wiedzy. Drugim powodem jest to, że poszukujemy nowych, społecznych form bycia ze sobą. Już nie jesteśmy społeczeństwem agrarnym – w Europie ponad 75% populacji mieszka w miastach. A i ci co na wsi, to też nie wszyscy zajmują się uprawą ziemi. Dawne tradycje wspólnej pracy na polu, darcia pierza, międlenia lnu, łuskania fasoli czy młócenia zboża cepami zimą w stodole, są już nieadekwatne. Dlatego poszukujemy nowych form. Wzrasta rola bibliotek, domów kultury. Ale i to nie zaspokaja wszystkich potrzeb. Powstają więc i uniwersytety trzeciego wieku. Ludzie aktywni spotykają się, jeżdżą na wycieczki, dyskutują, robią coś dla innych.

Uniwersytety trzeciego wieku są elementem nowej, edukacyjnej rzeczywistości i przykładem społecznego samoorganizowania się dla edukacji ustawicznej. Powstają także uniwersytety drugiego wieku (każdego wieku) i lokalne kawiarnie naukowe, bo ludzie dorośli też chcą spotykać się i poznawać świat. Są jeszcze za młodzi na uniwersytety trzeciego wieku, za starzy do szkoły (już je pokończyli, ze studiami włącznie). Ostatnio tradycyjne uniwersytety otwierają swoje ławy także dla studentów 35+, 40+, 50 + itd. To jest powolne dostrzeganie społecznych potrzeb. Istnieją także inne społeczne organizacje, takie jak na przykład Uniwersytet Dzieci, które swoją edukacyjną aktywność adresują do dzieci i młodzieży. Popularne są różne festiwale i pikniki naukowe czy uniwersytety młodego odkrywcy. Zdawałoby się po co? Przecież są szkoły….

Zarówno uniwersytety trzeciego wieku jak i kawiarnie naukowe, lokalne towarzystwa naukowe i kulturalne czy uniwersytety dzieci, są dowodem na ważne procesy, zachodzące w naszych społecznościach. Coś bez wątpienia ważnego i przełomowego się dzieje. Być może to jeden z efektów trzeciej rewolucji technologicznej, być może jakaś inna a głęboka przyczyna, wymuszająca ogromne zmiany. 

A w tym nowym, wyłaniającym się krajobrazie społecznym i edukacyjnym, uniwersytety muszą odnaleźć swoje miejsce. I w pełni świadomie realizować swoją trzecią misję (poza badaniami naukowymi i tradycyjną dydaktyką dla „normalnych” studentów). Ja w każdym razie nad czymś takim teraz rozmyślam i planuję: oferta uniwersytety dla małych miasteczek i istniejących tak uniwersytetów trzeciego wieku i kawiarni naukowych, we współpracy z młodzieżą licealną. Bo ma to być międzypokoleniowa kawiarnia naukowa w cittaslow. Projekt będzie składamy w ramach programu Power. O efektach i koncepcji tych działań napiszę niebawem.

Na załączonym wyżej zdjęciu land art we francuskim arboretum. Czynienie świata piękniejszym. Uniwersytety trzeciego wieku też są przykładem aktywności, która świat czyni piękniejszym i… mądrzejszym. Warto do tego dzieła przyłożyć swoją rękę i poświęcić trochę czasu. 

Turystyka jako edukacja w czasie wolnym – szlak wiedzy

konferencja_turystyczna12 października 2017 roku odbyła się na UWM konferencja pt. Turystyka nas inspiruje – szlaki turystyczne szansą rozwoju turystyki regionalnej.  Wysłuchałem…. i się rzeczywiście zainspirowałem. Zostałem zaproszony by poprowadzić konferencję i dyskusję panelową (miałem przyjemność poprowadzić wspólnie z dr Anetą Omelan z Wydziału Nauk o Środowisku, Katedra Turystyki Rekreacji i Ekologii).

Wysłuchałem kilku ciekawych referatów i dyskusji panelowej. Być może sam bym się na tę konferencję nie wybrał, bo tematyka wydawała mi się trochę obok moich zainteresowań naukowych. A gdy czasu brakuje, z czegoś trzeba rezygnować, wybierać. Na szczęście „zostałem wywołany do tablicy”, dzięki czemu choć trochę udało się wyjść z własnej bańki informacyjnej (wybieramy to co znamy i lubimy w konsekwencji umykają nam rzeczy wartościowe, o których jeszcze nie wiemy).

Dlaczego piszę relację dopiero po miesiącu? Nazbierało mi się sporo zaległości, obiecałem relację już dawno. Szybko się myśli, ale pisze się znacznie wolniej. Łatwiej się opowiada niż układa słowa do przeczytania. Nadrabiam. Pisanie relacji to takie dodatkowe porządkowanie informacji i wrażeń, utrwalanie. A ja mam okazję powtórnie spojrzeć na Warmię i Mazury jako region przyjazny człowiekowi i dobremu życiu (zachowania prozdrowotne, dobre jedzenie, ruch itd.). Olsztyn jest miastem uniwersyteckim. Dzięki wspomnianej konferencji uświadomiłem sobie, że turystyka to edukacja w czasie wolnym. Trzeba tylko dobrze przygotować przestrzeń i środowisko edukacyjne. W całym regionie, z miasteczkami cittaslow włącznie. Refleksje pokonferencyjne dobrze wpisały mi się w rozważania o edukacji pozaformalnej i ustawicznej, ale dostrzegłem coś zupełnie nowego. Szlaki turystyczne mogą być elementami szeroko rozumianej edukacji, a ta jako element także turystyczny może wpisywać się w rozwój gospodarczy regionu (w tym w tak zwane inteligentne specjalizacje). Nie tylko centra nauki takie jak warszawskie CN Kopernik, i nie tylko w Olsztynie (także gminne, powiatowe czy mobilne). Może warto pomyśleć o połączeniu sił i stworzyć szlak wiedzy z Kopernikiem i czterema noblistami na początek?

Już w kuluarach, przed konferencją wywiązała się dyskusja o regulacjach w zawodzie przewodnika turystycznego. Pod wpływem solidnych i rzeczowych argumentów, dałem się przekonać i wycofałem ze swojego stanowiska. Pozostaje tylko problem jak połączyć typowego przewodnika turystycznego z edukatorem, wykorzystującym przestrzeń i infrastrukturę do szeroko rozumianej wielowymiarowej edukacji. Czy nauczyciel (edukator w szerszym rozumieniu) miałby jednocześnie uprawnienia przewodnickie?

Na konferencji kilkukrotnie wyartykułowano, że turystyka jest częścią gospodarki, w tym turystyka kulturowa oraz wyprawy indywidualne (dla indywidualnych turystów inaczej musi być przygotowane środowisko edukacyjne i atrakcje turystyczne). Turystyka to także podróże akademickie, etniczne, sentymentalne, kulinarne, eventowe, religijne, industrialne itd. Szerzej niż myślimy tradycyjnie o słońcu, plaży i żeglowaniu latem po jeziorach. Głównym tematem konferencji były szlaki turystyczne. Prelegenci podkreślali, że są to atrakcje, punkty usług (pierwotne i wtórne), instytucje organizujące szlak i zarządzające nim. To także centra interpretacji oraz wystawy. Rdzeń tak rozumianego szlaku jest niematerialny (kulturowa istota), otoczony jest produktem rzeczywistym i produktem poszerzonym. Szlak to sposób na dystrybucję kultury. Ale także na dobrze rozumianą edukację przyrodniczą i ekologiczną.

Istotą edukacji w turystyce jest podróżowanie w czasie wolnym, w tym ukierunkowane krajoznawstwo czy ożywianie historii. Wiąże się z tym tematyzacja turystyki kulturowej (marketing kultury), deglomeracją ruchu turystycznego (rozproszenie na prowincji, co ważne dla naszego regionu) – jadę tam, gdzie najwięcej przeżyję, znajdę doznań. Szlak to po prostu dużo skoncentrowanych elementów do przeżywania w jednym miejscu. Podróżujemy na różne sposoby, w grupach zorganizowanych, indywidualnie, samochodami, rowerami, pieszo. Dla każdej formy potrzebne są osobne pakiety – dostosowane tematycznie jak i uwzględniające możliwości mobilne. Poruszając się wolniej więcej dostrzegamy w krajobrazie. Poruszając się szybciej docieramy do bardziej rozproszonych obiektów i atrakcji turystycznych.

Najbardziej mnie zaskoczyło (a jednocześnie urzekło) wykorzystanie teorii systemów do rozważań o turystyce (planowanie, analizowanie).

Turystyka to taka forma upowszechniania wiedzy, w której edukowany nie wie (nie uświadamia sobie), że jest edukowany. To edukacja pozaformalna, która ostatnimi laty zaprząta mi głowę. Najczęściej myślimy o edukacji historycznej. Ale to tylko mały fragment. Sam we Francji widziałem szlaki o tematyce malarskiej, zarówno w mieście jak i daleko „na prowincji”. Gdyby do edukacji w czasie wolnym podejść znacznie szerzej, to być może moglibyśmy na szlakach turystycznych tworzyć…. Szlaki wiedzy. Zielona szkoła w ruchu. Niezwykle intrygujący to pomysł. Drugim tematem, jaki przychodzi na myśl, to turystyka przyrodnicza w obszarach chronionych. Dla zachowania najcenniejszych elementów chronionej przyrody trzeba ukierunkowywać turystykę. Czy do parków krajobrazowych turyści przybywają poznawać walory antropogeniczne czy przyrodnicze? Tak się przeplata nasze dziedzictwo przyrodnicze i kulturowe. Od dawna u nas funkcjonuje szlak zamków gotyckich. Ale chyba ten potencjał nie jest wykorzystany. Coś trzeba naprawić, udoskonalić, uzupełnić bo jeszcze nie działa tak jak powinien. Być może przydałyby się badania naukowe, które pozwoliłyby zdiagnozować sytuację i wypracować lepsze rozwiązania.

Szlak turystyczny to także uczestnictwo w kulturze. To co przyciąga to gwarancja autentyczności, dostępności, możliwość przeżycia indywidualnej wyprawy kulturowej i atrakcyjna forma edukacji w czasie wolnym. Czyli poza murami szkoły i w formie kształcenia ustawicznego. Przecież nowoczesna edukacja to nie tylko szkoły i nauczyciele, zamknięci w budynkach. Uczenie się w przestrzeni (dobrze zaprojektowanej pod kątem edukacyjnym) staje się na świecie coraz bardziej popularne. Tym bardziej że zapewnia kształcenie przez całe życie. Turystka to także organizowanie przestrzeni (środowiska) edukacyjnego. Do samodzielnej edukacji w dowolnym czasie. Przykład „odkrzesłowienia” szkoły.

W czasie omawianej, jednodniowej konferencji uczestnicy dyskutowali o tematyzacji szlaków, dostępności obiektów, potrzebach koordynatora szlaku. Oraz wprowadzaniu nowych form z mobilnym internetem, np. wykorzystaniem QR Kodów jako elementu wizualizacji na szlaku. Narzędziami kierowania ruchem turystycznym są także ulotki, mapy, znaki i tablice informacyjne. Turystyka to wzrost zatrudnienia, wzrost rozpoznawalności regionu i wzrost konkurencyjności. Jest elementem budowania marki regionu i wymiarem lokalnego dziedzictwa. Dla mnie nie tylko dziedzictwo kulturowe ale i przyrodnicze. Oba są dostępne i atrakcyjne przez cały rok.

Było i o Szlaku Kopernikańskim, o regionalnej trasie rowerowej, małych, lokalnych szlakach. „Cudownie. Kopernik tu mieszkał”. Pogoń za Kopernikiem jako jeszcze jedna z propozycji tematycznych szlaków turystycznych. A jednocześnie edukacyjnych. Jak się okazuje, jesteśmy zagłębiem dla cittaslow. Ta sieć małych miast z dobrym życiem generuje ruch międzynarodowy. Idea narodziła się we Włoszech a Polska w liczbie miast cittaslow jest zaraz na drugim miejscu (235 miast we wszystkich krajach, w Polsce 26, z czego 20 na Warmii i Mazurach). Sieć cittaslow jest już chyba rozpoznawalną marką regionu i dziedzictwa kulturowego. Miejsce gdzie się dobrze żyje. Ruch turystyczny – ludzie i małe ojczyzny. Uczestnicy konferencji przedstawiali różne elementy turystyczne w wersji nowoczesnej: muzealnictwo, rzemiosło, stare zawody, zbiory i izby pamięci, kulinaria na szlaku, łącznie tworzy to nowoczesną gościnność. A przynajmniej może tworzyć.

Na tle tej dyskusji w mojej głowie pojawiały się skojarzenia z konektywizmem i wiedzą rozproszoną, synergią. Konferencja ta była zderzeni przemyśleń i doświadczeń teoretyków i praktyków. Uniwersytet w tym kontekście to dobre miejsce na takie interdyscyplinarne debaty.

Turystyka nas rzeczywiście inspirowała. Co uwidoczniło się w końcowej debacie panelowej. Podkreślono ekonomiczny rozwój regionu i zastosowanie teorii systemów do turystyki (bardzo mi to odpowiada). Turystyka jako edukacja pozafromalna i w czasie wolnym, a szlaki turystyczne jako tworzenie środowiska edukacyjnego. Potrzebny jest tylko jeszcze odpowiedni kapitał ludzki. I tu ponownie wracamy do uniwersytetu i jego społecznej misji w województwie warmińsko-mazurskim. Ja osobiście zainspirowany zostałem do szlaku wiedzy (dlaczego nie wykorzystać także i gamifikacji jako jednej z form tematycznego podróżowania?). Szlak wiedzy uwzględniający rekreację i zdrowie, jedzenie, ruch, aktywność, rozwój duchowy (wiedzy), doznania i jakość życia. Interdyscyplinarne podejście do turystyki i edukacji z certyfikowanymi produktami, usługami i… doznaniami.

Zaczynam dostrzegać nasz region jako potencjalnie przyjazny człowiekowi z licznymi cittaslow, wydarzeniami kulturalnymi (eventy różnotematyczne). Warmia i Mazury (w szerokim sensie, bo uwzględniające Powiśle jak i Ziemię Michałowską itd.) to sieć miejsc dobrego życia, lider w Polsce w zakresie cittaslow, gdzie widać wielokulturowość, dziedzictwo kulinarne, nowoczesne muzealnictwo, aktywne, rekonstrukcyjne.

 22310573_518896721777242_4397880137054764788_n1

Żółta żaba, tym razem w Sorkwitach

ta_aba_2Tytuł niczym z kryminału albo powieści sensacyjnej o wilkołaku, paskudzie z Zalewu Zegrzyńskiego czy pumie ze Śląska. Wbrew pozorom to literatura faktu a nie fikcji. Otaczająca nas przyroda pełna jest niezwykłych zagadek i frapujących tajemnic.

A było to tak. Z wczoraj samego rana pan Krzysztof Kempisty napisał „Panie Profesorze, Cóż to za zwierz?” , załączając link do zdjęć z profilu „Stanica Wodna PTTK Sorkwity” , z dnia 6. września 2017 r. Pod zdjęciami był podpis „Pojawiła się żółta żaba na stanicy. Czy ktoś coś wie na temat tego gatunku?”

No tak, żółta żaba to niecodzienny widok na Mazurach. Tyle różnych gatunków obcych, inwazyjnych i egzotycznych, że i może ktoś żółtą żabę zawlókł do nas? Ze zwierzęciem tym już się spotkałem. Ponad dwa lata temu pisałem żółtej żabie: „Żółta żaba z dojlidzkiego stawu co zamieszania narobiła”  To albinotyczna forma żaby zielonej, naszego rodzimego i pospolitego gatunku. Sama w sobie niezwykła, bo rzadko spotykana.

Skąd się wzięła w Sorkwitach? Przywędrowała z okolic Białegostoku? Mało prawdopodobne. Chyba, że ktoś specjalnie przewiózł. A może kolejna mutacja i samoistne, naturalne powstanie płaziego albinosa? Czy dawniej też tak bywało? A może teraz jakieś specjalne warunki w środowisku panują, że takie niezwykłe formy się częściej pojawiają? Trudno powiedzieć. Dzięki internetowi i globalnej wiosce być może tylko więcej widzimy zbiorowym okiem i łatwiej się o tym informujemy?

W każdym razie zagadka przyrodnicza i ogromna ciekawostka. Czy albinotycznej, żółtej żabie będzie łatwiej przetrwać niż zielonym krewniakom? A może wręcz przeciwnie – szybciej zginie jako „odmieniec” na dodatek łatwo zauważalny?

ta_aba_1

ta_aba_3

55 malowanych dachówek w Oranżerii Kultury czyli synergia

dachowkaodwagiTytułowych 55 dachówek zostało pomalowanych drugiego września 2017 r. (coś na sympatyczne rozpoczęcie roku szkolnego) w Oranżerii Kultury w Lidzbarku Warmińskim. Stare dachówki pochodziły z różnych domów w Lidzbarku. Ale to dopiero początek przygody z dachówkami.

Głównym tematem spotkania była różnorodność biologiczna w ogrodzie. Dlatego malowaliśmy kwiaty, owady, ptaki. Czyli wszystko to, co w ogrodzie można spotkać. Malowaniu towarzyszyły opowieści. Ale więcej było malowania niż rozmów o bioróżnorodności. Poczucie sprawstwa (mogę pływać na świat i są od razu widoczne efekty) wciąga i mocno angażuje. Uczestnicy w większości przyszli rodzinnie. Rodzice przyprowadzili dzieci ale sami się mocno zaangażowali w rozwijanie dawno zapomnianych pasji (zobacz więcej zdjęć z malowania w Oranżerii Kultury ).

Każdy może malować. Bo głównym celem jest spotkać się w przestrzeni publicznej i być razem. Kiedyś spotykaliśmy się by drzeć pierze, łuskać fasolę czy szatkować kapustę. Teraz nie mamy takich agrarnych możliwości więc wymyślamy nowe. Bo człowiek jest istotą społeczną. Malowaliśmy na starych już nie potrzebnych dachówkach. Cel dwojaki: aby w tle pokazać, że nie ma rzeczy niepotrzebnych i nie tylko recykling ale i reusing ma sens. W tym przypadku to nawet upcykling. A po drugie, w nawiązaniu do surowca z odzysku, wyrzuconego… pokazać, że nie ma ludzi zbędnych i niepotrzebnych. I rzeczom i ludziom niechcianym można nadać nowy sens. A może raczej go odszukać. I można o tym wzniośle i uczenie mówić. A można działać i uczestniczyć, zamiast słuchać przeżywać i doświadczać.

Przy okazji takie wspólne, rodzinne malowanie to ośmielenie do sztuki. Głównie dorosłych, bo dzieci szybciej i łatwiej się angażują. Są bardziej otwarte i odważne. Ale jak wynikało z rozmów i wpisów do pamiątkowej kroniki, dorośli odkryli w sobie dawno zapomnianą radość z malowania. I że potrafią, że jest to przyjemne. Radość widoczna była w oczach i artykułowanych wypowiedziach. Jest sens się spotykać – malowanie jest tylko pretekstem do rozmów o świecie i o wartościach. Dzieci są bardziej śmiałe w eksperymentowaniu, bez skrępowania, „marnują” dużo farby. Dorośli bardziej przewidują przyszłość, stąd oszczędniej używają farb. Nie chcą, by się marnowało. Wiedzą, że wszystko kosztuje czas i pieniądze.

Dzieci nie mają takich oporów. Eksperymentują, malując nawet palcami. Są odważniejsze i nie boją się, że coś zepsują. A nadmiar farby brudzi nie tylko ceratę, ale i ubrania. Praca z dziećmi jest trudniejsza. Wróciłem z poplamionymi spodniami i koszulą. Na pewno nie tylko ja…

Fajnie mieć dzieci, przy których można się otworzyć. Dorośli w pojedynkę może mniej śmiało by przyszli. Dziecko jest swoistym alibi, dodaje odwagi, łatwiej się wycofać, gdyby atmosfera była mniej przyjazna (ja tylko przyprowadziłam dziecko na zajęcia …). Dzieci ośmielają dorosłych w otwarciu się i spróbowaniu tego, czego się dawno nie robiło. I pomagają odkrywać przyjemność z malowania i odkrywania swoich talentów. Wniosek taki, że edukacja pozaformalna w grupach różnowiekowych i pokoleniowych ma sens.

W przestrzeni publicznej maluję już od dawna. Sztuka jest tylko środkiem – celem jest spotkanie w przestrzeni publiczne i rozmowy z wykorzystaniem różnych kanałów. O głębszym sensie takich warsztatów lub nietypowych wykładów pisałem już wielokrotnie i prezentowałem na Festiwalu Filozofii. Zacząłem malowanie na butelkach (z recyklingu, znalezionych w lesie i jeziorze). Ale farby do szkła dłużej schną. Dobrze się pracuje z dorosłymi lecz z dziećmi jest to trudniejsze (więcej wybrudzonych ubrań, rąk i twarzy). Od kilku lat maluję na kamieniach i starych dachówkach. Farby akrylowe szybciej schną, co jest ważne w przypadku udziału dzieci. Mniej się brudza i łatwiej wyczyścić ze skóry i ubrania.

W tym roku malowanie kamieni nabrało wymiaru społecznego. Na przykład Kamienie z Morąga są społecznie zaangażowane.

A co się stanie z 55 dachówkami z Oranżerii Kultury? Zostaną polakierowane i wystawione. Albo w formie daszku albo zostaną poumieszczane między kwiatami w ogrodach. Będzie okazja na kolejne spotkanie, tym razem autorzy przybędą na wernisaż. Z liczną publicznością. Być może dachówki lidzbarskie posłużą do zainscenizowania gry terenowej z ukrytym, tajemniczym przekazem (zobacz Molariusz na Nocy Naukowców). Się okaże.

Wspomniałem w tytule o synergii. Spotkanie ludzi otwartych i dyskutujących (nie tylko werbalnie) tworzy nową wartość. Coś dodanego, coś co jest więcej niż sumą pojedynczych pomysłów. Ludwik Fleck pisała o tym jako kolektywie myślowym (odnosił do nauki). Sam pomysł malowania kamieni z naciskiem na edukację nie tylko przyrodniczą jest efektem synergii, powstałej na wielu spotkaniach. Tak i teraz wykorzystanie dachówek w Oranżerii Kultury dojrzewa, jako efekt synergii. Niebawem zobaczymy co się z tego wylęgnie. Na pewno coś społecznie wartościowego i pięknego.

wpisydachowkowe

Edukacyjne i wakacyjne plenery z dachówkami i kamieniami

Po Reszlu i Zastawnie przyszła niespodziewanie pora na Morąg. Przy okazji Jarmarku Produktów Regionalnych w Morągu w niedzielę 13 sierpnia 2017, przy stoisku Ekofarmy Vitalis, będę malował dachówki. Przewodnim motywem będzie lokalna bioróżnorodność. Ale malowanie jest tylko pretekstem do spotkania i wspólnych rozmów. Tak jak kiedyś na podwórku. Każdy namaluje to, co dla niego jest ważne.

Jarmark w Morągu to jednodniowa impreza o charakterze wystawienniczo–handlowym. Zaprezentują się tam wytwórcy wyrobów użytkowych, artystycznych, naturalnych artykułów spożywczych oraz podmioty z branży turystycznej. Jeśli będziesz w okolicy, przynieść ze sobą jakiś kamień (lub kilka), fragmenty starych dachówek itd. Można wcześniej kupić sobie mazaki olejowe (napis będzie trwały i deszcz nie zmyje). Farby akrylowe będą na miejscu – zapewnia Ekofarma Vitalis. I stare dachówki z Elbląga. Pełne historii. A resztę dopowiemy na miejscu.

20245450_250734818776350_2467050848405441826_n

Młodzi ludzie chwalący Hitlera? Jest rok 2017 ! Ignorancja i groza…

olsztynaruderaDziało się to w Olsztynie, w połowie lipca 2017 roku. Wyszliśmy z amfiteatru i ulicą Okopową szliśmy w kierunku Mostu św. Jana Nepomucena. Z małego lokalu Valhalla (jakże znamienna nazwa, nawiązująca do pogańskiej mitologii i germańskiego kultu siły)  wyszedł do nas na ulicę młody, elegancko ubrany mężczyzna. Miał tak może 19-20 lat. Mówił głośno, najpierw chyba do kogoś z lokalu, potem do nas: „Ja to mógł bym nawet być sądzony za propagowanie faszyzmu. Ale Hitler to był super gość, szkoda, że nie miał syna. Dzięki niemu Niemcy są potęgą. Przydałby się taki ktoś Polsce.”

Pojawia się pytanie czy jest to głupota, wynikająca z nieuctwa, czy jakieś dziwne kompleksy słabego młodzieńca. Pomijając miliony ofiar i zniszczeń w Europie, dokonanych przez owego „wspaniałego” Hitlera, zatrzymajmy się na zyskach dla Niemiec. Może ów młody człowiek obejrzał jakiś film z wojennymi zwycięstwami faszystowskich Niemiec?

A jaki jest zysk dla Niemców z Hitlera? Przed dojściem Adolfa H. do władzy Niemcy były kulturową i gospodarczą potęgą nie tylko w Europie, liderem postępu. Język niemiecki był międzynarodowym językiem nauki. Potęga nazistowskich Niemiec trwała raptem 6-7 lat (tak szybko skończyła się tysiącletnia Rzesza, od morza do morza). Ceną była śmierć około 10 milionów Niemców, utrata dużych części terytorium, ogromne zniszczenia gospodarcze i cofnięcie cywilizacyjne. Cóż za szaleniec chce podobnej „wielkości” dla Polski i Polaków? Z nazistowskich Niemiec wyjechało (uciekło) wielu naukowców, innych zamordowali. W rezultacie z lidera rozwoju cywilizacyjnego Niemcy stoczyły się na margines. Teraz międzynarodowym językiem nauki jest angielski. Utrata cywilizacyjnego prestiżu już na zawsze. Za chwilową złudną chwałę na polu walki cena duża i długotrwała. Koszty iluzorycznej wielkości były bardzo bolesne.

Owszem, teraz Niemcy są potęgą gospodarczą. Ale nie dzięki Hitlerowi tylko powojennej, kilkudziesięcioletniej odbudowie kraju i pomocy amerykańskiej. Niemcy skutecznie wyleczyli się z iluzji nazistowskich. Dziecinne sny o potędze w wykonaniu młodego człowieka są dla nas podwójnie groźne.

Przypomina mi się los ludności Prus Wschodnich – utraconego po wojnie terenu dawnych Niemiec. Na Warmii i Mazurach, odległym i biednym skrawku Rzeszy, Hitler uzyskał duże poparcie, w wyborach demokratycznych (potem była już tylko wojenna dyktatura). Pojawiły się inwestycje gospodarcze, ludziom żyło się dostatnio (chwilowo). Po 1939 pojawili się niewolnicy (jeńcy przymusowi robotnicy) do pracy w polu i fabrykach. Nie było widać skutków wojny przez jakieś 3-4 lata. Zrabowane z różnych krajów Europy dobra napływały systematycznie. Ojców, braci i synów wzięto do zwycięskiej armii , a po jakimś czasie przychodziły informacje o ich śmierci. A gdy nadeszła Armia Czerwona to cała ludność doznała gwałtów, przemocy, wywózek i śmierci. W końcu wysiedlenia. Na stałe.

Wystarczy sięgnąć do strat ludności z poszczególnych wsi: wiele zgonów na froncie, po wywózce na Syberii, inni zamordowaniu w trakcie mściwego przemarszu wojsk radzieckich. Ucierpieli i ci, co głosowali za Hitlerem, i ci co byli przeciw, jak i ci co się do polityki nie mieszali (moja chata z kraja). Zniszczenia i cierpienia były wielkie. A wszystko to za sprawą Hitlera i oddania władzy szaleńcowi.

Teraz w Polsce dzieją się rzeczy złe. Symetryści nie chcą się mieszać do polityki, cicho stoją z boku. Kult brutalnej siły i afirmacja dla dyktatury cieszą się sporym, jawnym lub cichym poparciem, także poparcie obecnych władz państwowych. Sny o potędze, wielkości i powstawianiu z kolan.

Boże, chroń nas przed takimi zbawcami narodu i kreatorami wielkości…. Brak wyobraźni i luki w znajomości historii, tej dawnej jak i tej najnowszej. Podobno historia jest nauczycielką życia. Tak, ale trzeba tę historię znać. 

Jak Bóg chce kogoś pokarać, to najpierw odbiera mu rozum. Nawet całemu narodowi.

Wystawa Krajobrazy Warmii i Mazur w praktyce czyli przyrodniczy spacer wokół Planety 11.

Krajobraz jest efektem działania wielu procesów. Niektóre z nich to długofalowe i powolne. Zmienia się przyroda, zmienia otoczenie kulturowe. Ale ślady są widoczne. Wystarczy je zobaczyć i dostrzec. A potem opowiedzieć. Bo to właśnie umiejętność opowiadania stworzyła ludzi. Opowiadamy śmiechem, tańcem, obrazem, śpiewem i słowem. A teraz także interaktywnym internetem. Opowieść jest jak iskanie ale umożliwia tworzenie więzi w znacznie większej grupie. Tak powstały społeczeństwa. 

Ciągle trwa ONZetowska Dekada Bioróżnorodności. Narody Ziemi przez tę dekadę starają się zwrócić uwagę na zagrożoną różnorodność biologiczną. Bioróżnorodność jako wartość kulturowa, przyrodnicza i gospodarcza.

Krajobrazy… w mieście? Czemu nie, tu też można dostrzegać globalne i lokalne procesy, tu także na przykładzie małego elementu można opowiedzieć o sprawach ważnych, wielki i wartościowych. W samym środku miasta.

Najpierw 2 lipca zapraszam do Parku Centralnego w Olsztynie, by usiadłszy na trawie porozmawiać o łące miejskiej. O bioróżnorodności wokół nas (zobacz szczegóły na Facebooku) i znaczeniu dla naszego zdrowia.

Natomiast 5 lipca razem z biblioteką Planeta 11 zapraszam miłośników przyrody i poszukiwaczy przygód na spacer wokół terenów zielonych w pobliżu Biblioteki Multimedialnej Planety 11. Pretekstem spotkania będzie otwarcie wystawy Krajobrazy Warmii i Mazur – dziedzictwo przyrodnicze i kulturowe regionu, (z wystawą będzie można zapoznać się od 5 lipca do 31 sierpnia w Planecie 11). Spotykamy się o 16:30 w Planecie 11 (więcej szczegółów) skąd udamy się w pobliski miejski krajobraz roślin i zwierząt (owadów) i o nich porozmawiamy. Zachęcam do wzięcia aparatów fotograficznych bądź telefonów z aparatem. Zobaczymy co piękniej wygląda „nieużytki” czy zadbana zieleń. Jak się patrzy na owa zadbanie… to wolałbym, żeby go nie było…

Interaktywna wystawa pt. „Krajobrazy Warmii i Mazur – dziedzictwo przyrodnicze i kulturowe regionu” to wystawa zdjęć i opisów wybranych roślin, grzybów i zwierząt Warmii i Mazur wraz z elementami etnografii oraz wykorzystania w dawnym i współczesnym ziołolecznictwie, gastronomii oraz perspektywy wykorzystania w biogospodarce. Wystawa zawiera wielkoformatowe wydruki zdjęć przyrodniczych Warmii i Mazur, krajobrazu rolnego, mozaiki siedlisk, stanowiących przykłady biogospodarki, wpisującej się w dawny krajobraz. Integralnym uzupełnieniem wystawy są internetowe wpisy na blogu, opisujące dokładniej wzajemne związki przyrody i kultury, z przykładami gatunków roślin, grzybów i zwierząt. Powstała na Olsztyńskie Dni Nauki i Sztuki… i od tego czasu krąży. Wraz z opowieściami o przyrodzie, ludziach i sensie życia.

Na planszach wystawowym znajdują się kody QR, umożliwiające szybkie odwiedzenie opisowych stron internetowych, wraz ze zdjęciami i filmikami. Wystawa zawiera 10 wielkoformatowych wydruków ze zdjęciami roślin, grzybów i zwierząt oraz ekosystemów, krótkie opisy oraz QR Code (dla osób z mobilnym Internetem w smartfonach i tabletach), kierującymi do szerszych opisów znajdujących się w internecie. 

Zdjęcia powstały przy okazji moich badań terenowych. Przyroda to nie tylko obiekt badawczy ale także piękno.